wtorek, 31 lipca 2012

Ku swojemu przeznaczeniu

     Strasznie się ucieszyłam że Seoma wróciła. Trochę nie mogłam się przyzwyczaić do jej nowego wyglądu, ale i tak najtrudniej ma Amber. Musi się przyzwyczaić do nowego wyglądu nas oby dwóch. Dzień po przybyciu wilczycy, postanowiłyśmy uciekać z tego miejsca. Zbyt wiele złych wspomnień. No i doszła jeszcze do tego Ina która cały czas na nas polowała. Z samego rana ruszyłyśmy na północ. Śmiejąc się i rozmawiając, truchtałyśmy w kierunku Krainy Wielkich Łąk. Ale po godzinie biegu natknęłyśmy się na Inę i jej bandę. Ina wyszczerzyła się w złośliwym uśmiechu. Najbardziej zdziwił mnie widok Shanona, ale zaraz przypomniało mi się że przeszedł na złą stronę. Szanse były jednak wyrównane bo Leę gdzieś wcięło.Trzech na trzech. Ina od razu rzuciła się na Amber, Seele na Seomę, a mi pozostał Shanon. Uśmiechnął się do mnie złośliwie. Ale w jego oczach było coś innego. Nie zło. Przez chwilkę uwierzyłam że jeszcze jest dla niego szansa, ale potem jak się na mnie rzucił, pozbyłam się tego złudzenia. Walił we mnie wszystkim co umiał. Po paru minutach ledwo trzymałam się na łapach. Widziałam jak Amber dzielnie walczy z Iną, a z jej twarzy znika złośliwy uśmieszek. Seoma również walczyła dzielnie, a Seele również jak ja ledwo mogła się utrzymać na łapach. Cieszyłam się z ich sukcesu, ale zaraz pomyślałam że Shanon cały czas jest niebezpieczny. Skoczył na mnie a ja odbiłam go łapami. I wtedy to poczułam. Wibracje wody. W każdym żywym stworzeniu płynie woda! A ja mogę nad nią panować i równocześnie całym ciałem. Stanęłam na wyprostowanych łapach. Uśmiechnęłam się złośliwie do wilka. Zaczęłam panować wodą w jego ciele. Najpierw wyginał się a potem, spojrzał na mnie przestraszonym wzrokiem. Uchwyciłam to spojrzenie, i już chciałam go uwolnić, ale przypomniało mi się że to wróg. Mimo wszystko nie mogłam mu zadać bólu. Patrzyłam w jego oczy, a on w moje. Na serio zrobiło mi się jego żal. Przerwałam kontakt wzrokowy i ułożyłam w pozycji, jakby zaraz miał zamiar pójść spać. Ogłuszyłam go a on stracił przytomność. Ina spojrzała na mnie z zdziwieniem. Zagapiła się na chwilkę, a Amber wykorzystała to na pokonanie jej. Po chwili wilczyca leżała na ziemi. Podeszłam do brązowo- białej wadery i uśmiechnęłam się do niej. Zaraz też podbiegła do nas Seoma i razem uciekłyśmy z miejsca walki. Razem opowiadałyśmy sobie jak pokonałyśmy wrogów:
- Seele była za słaba dla mnie. Nie miała szans.- powiedziała Seoma.
- Ina nagle się zagapiła i ja to wykorzystałam.- powiedziała Amber.
- Chyba się zagapiła na mnie i na Shanona.- rzekłam.
- A z jakiej racji miała by się na ciebie zagapić?- zapytała zdziwiona Seoma.
Wytłumaczyłam co zrobiłam z Shanonem, a one tylko potakiwały głowami.
- To wszystko tłumaczy.- powiedziała Amber jak skończyłam mówić.
- No nie ważne, jak ich pokonałyśmy.- powiedziała Seoma.- Ważne że już tam nie jesteśmy, z tymi wariatami.
Śmiejąc się, pobiegłyśmy dalej, ku Krainie Wielkich Łąk, ku swojemu przeznaczeniu...
______________________________________________

Z góry sorki dla Shanona jeśli źle odmieniłam twoje imię.

SEA

Powrót

     Spędziłam tam 3 miesiące, ale szczerze mówiąc zaczęłam tęsknić za Amber, Seą i nawet Iną, Leą. Czasami nawet Shanonem. W końcu powiedziałam to na głos mojej nowej znajomej:
- Skoro chcesz wracać to proszę. Droga wolna. Tylko szkoda. Jesteś taka fajna.
- Stęskniłam się za moimi dawnymi przyjaciółkami.
- Rozumiem cię, ja też czasem odczuwam ich brak.
- Jak mogę wrócić?
- Przez portal. Trafisz tam gdzie one teraz są.
- Świetnie. - Powiedziałam. Zaprowadziłam mnie do portalu przez, który szybko przeszłam. Nagle pojawiłam się przy strumieni. Sea i Amber tam siedziały. Zaraz Sea? Przecież ona odeszła. Wróciła? Stanęłam przed nimi.
- Kim ty jesteś? - Zapytała Amber. No tak przejście przez portal zmieniło mój wygląd zapomniałam całkowicie.
- Jestem Seoma. Ty to Amber, a ty Sea tak? Nie wiem też się zmieniłaś.
- Seoma? To ty? Serio?
- Byłam w innym świecie. Świecie Wilków Nocy no i to mnie trochę zmieniło.
- Naprawdę? Ja dotknęłam magicznej rybki i mnie zmieniła.
- I tak obie bardzo dobrze wyglądacie, ale kto cię tak urządził Amber?
- Ina, Lea, Selee.
- Czyli to, co zawsze, a gdzie Shanon?
- Dołączył do nich.
- CO?! To debil. Z resztą jak Lea. Co nie?
- No tak. Zgadzam się z tobą w 100 %.
- A z tobą jak Sea? Co robiłaś?
- Byłam tu i tam. Ogólnie wędrowałam i poddawałam się przyjemnościom.
- Aha. Ja w sumie też tylko tam było trochę inaczej. Gdzie mieszkacie?
- W takiej jaskini niedaleko.
- Widać stamtąd księżyc?
- Widać.
- To świetnie. - Uśmiechnęłam się.
- Skąd masz tą obrożę?
- Od przyjaciółki stamtąd.
- Jak się nazywał tamten świat?
- Kesempurnaan. - Odpowiedziałam uśmiechając się.
- Kesem, co?
- Kesempurnaan.
- Kesempurnaan tak?
- Tak. Trudna nazwa. Mówicie na to Tajemnica.
- Dlaczego?
- Bo tak to się tu nazywa. - Oznajmiłam.
- Aha. Idziemy coś zjeść?
- Jestem głodna jak wilk. - Zaśmiałam się.
- No to idziemy. - Powiedziała Amber uśmiechnięta. Pobiegłyśmy w poszukiwaniu zwierzyny. Upolowałyśmy jelenia. Zjadłyśmy go rozmawiając i śmiejąc się. Wieczorem wróciły do jaskini, a ja wspięłam się na drzewo obok niej, żeby jak zawsze zasnąć.
__________________________________________________
No to już ^^ To mój nowy wygląd:
 
Mam nadzieję, że wam się podoba XD

SEOMA

Powrót Sei

        Od tamtego dnia, zmieniłam się. Już nie byłam tą samą Amber. Zaczęłam być bardzo nieufna i nieśmiała. Świat stał się dla mnie szary, a ja zostałam sama. Sea odeszła, Lea i Shanon okazali się zdrajcami, Seoma zniknęła... Byłam sama. Moja wataha się rozpadła, a ja już nie byłam Alfą... Tylko zwyczajną wilczycą. 
Upolowałam najsłabszego jelenia i szybko go zjadłam. Nie pozwalając sobie na chwilę odpoczynku, ruszyłam przed siebie. 
 Chciałam zostawić to miejsce. Może przenieść się na inne tereny? Byle z dala od morza i tej puszczy. Zbyt wiele złych wspomnień miałam z nią związanych. 
 Nadal byłam w złym stanie, ciało całe w ranach, kuśtykałam na jedną łapę. Jedyną mocną stronę, jaką w tej chwili posiadałam był ogień. Ale czy miałam wystarczająco dużo siły, żeby go wywołać? Nie wiedziałam.
Biegłam już parę godzin, kiedy usłyszałam szelest. Niewiele myśląc spojrzałam kto to. Jakaś wilczyca. Również się zatrzymała i zaczęła do mnie podchodzić. Spanikowałam i zaczęłam uciekać. 
 W końcu się zmęczyłam i wadera mnie dogoniła. Po rozmowie okazało się, że to Sea. Byłam strasznie szczęśliwa, że wróciła. Potrzebowałam teraz wsparcia, a Sea była moją przyjaciółką. 
- Znajdźmy jakąś grotę czy coś.- mruknęłam po godzinie rozmowy. Byłam wykończona i najchętniej od razu bym zasnęła. 
- Dobrze. Chodź, widziałam niedaleko jedną norę.- posłusznie za nią poczłapałam i po chwili wślizgnęłam się do norki. 
- Dobranoc.- szepnęłam i prawie od razu zasnęłam.
Następnego dnia, gdy się zbudziłam, zobaczyłam przed sobą spory kawał mięsa. Bez większego namysłu zjadłam go i wyszłam na powierzchnię. 
 Sea wylegiwała się w cieniu drzewa, prawdopodobnie najedzona. 
- Dzień dobry.- uśmiechnęła się, kiedy mnie zauważyła. 
 Nieśmiało odwzajemniłam uśmiech, kładąc się obok niej. 
- No to co robimy, Alfo?- zaśmiała się rozpromieniona. 
- Jaka Alfo?- rozejrzałam się wokół.
 Sea zerknęła na mnie dziwnie. 
- No... Do ciebie mówiłam...
- Ja już nie jestem Alfą...- odparłam szybko, spuszczając łeb.- Nie spisałam się jako przywódczyni, byłam naiwna i w ogóle...- wyjaśniłam niepotrzebnie. 
 I wtedy przypomniałam sobie o Lilii. " Ciekawe co z nią zrobił, ten dureń...?" pomyślałam, powstrzymując się przed warknięciem. Zdecydowanie znienawidziłam Shanona. 
- Dla mnie nadal jesteś Alfą.- zaprotestowała. Byłam niemal pewna, że powiedziała to z litości. 
- Dzięki, ale mów mi Amber.- uśmiechnęłam się smutno.
- Zawsze tak do ciebie mówię.- puściła mi oczko, po czym trąciła mnie pyskiem, po przyjacielsku.- Chodź, nie będziemy tu siedzieć cały dzień. 
- A co innego mamy do roboty?- zdziwiłam się.
- Polowanko?- zaproponowała.
- Przecież nie jesteśmy głodne.
- Głuptasie, dla zabawy!- zaśmiała się, po czym ruszyła pędem przed siebie. 
 Ze śmiechem pobiegłam za nią, wierząc, że Ona pozwoli mi zapomnieć...

Mam nadzieję, że nie zrobiłam Cię, kochana Seo, zbyt dobrą? xD
AMBER

Powrót

Jedno nurkowanie i jedno muśnięcie tej magicznej ryby, całkowicie zmieniło mój wygląd. Teraz wyglądałam mniej więcej tak:
 

Ale nadal jestem tą samą Seą. Seą która, jest coś winna Amber. Mniej więcej miesiąc po moim odejściu, przypomniało mi się, jak to właśnie Amber, uratowała mnie przed powrotem do wioski indiańskiej. Musiałam wrócić do niej. Wtedy zostawiłam ją z Shanonem sam na sam. A co do dobroci TEGO wilka nie byłam do końca przekonana. A jeżeli wbije jej nóż w plecy (w sensie zdradzi ją) nie wybaczę sobie tego. Biegłam wzdłuż plaży. Może jeszcze jest w jaskini w której ją zostawiłam. Po godzinie dobiegłam do niej. Wadery w niej nie było. Wściekłam się. Pobiegłam w las. Pod wieczór, dobiegłam do polany a na niej... Ina z Shanonem i Seele. Najbardziej zdziwił mnie widok Shanona rozmawiającego z Iną. Czyli miałam rację. Jest zdrajcą. Miałam straszną ochotę podejść do niego i strzelić mu z liścia, ale wiedziałam że to byłoby głupie. Odeszłam i znalazłam inną polankę. Zasnęłam... Rano obudziłam się i ruszyłam dalej na poszukiwania Amber. Równocześnie rozmyślałam co się mogło stać podczas mojej nieobecności. Gdy tak biegłam, nagle z lewej mignęło coś białego i brązowego. Zatrzymałam się. To była... Amber. Nie poznała mnie, bo uciekła. Na początku się zdziwiłam, ale zaraz potem przypomniało mi się że mam inny wygląd. Zaraz też krzyknęłam:
- Stój, Amber, to ja Sea.
Ale już mnie nie słyszała. Pobiegłam za nią. Byłam szczerze zdziwiona jej widokiem. A raczej jej ciałem. Całe pokancerowane. Ciekawe kto ją urządził w ten sposób. Od razu pomyślałam że Shanon. Albo Ina. Po szaleńczym prawie dwu godzinnym biegu, wilczyca zmęczyła się i zatrzymała. Wykorzystałam okazję i pobiegłam szybciej. Od kiedy mam nowe ciało, jestem zwinniejsza i szybsza. Podeszłam do niej. Podkuliła ogon, ale zaraz potem zaczęła warczeć. Nie chciałam z nią walczyć.
- Amber... uspokój się. To ja... Sea.
Amber przestała warczeć. Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Sea?
- No ba.
- Udowodnij to.
- Jak?- zapytałam, bo nie miałam pojęcia jak jej to udowodnić.
- Czaruj wodą.
Wybrałam wodę z drzewa i ukształtowałam węża z wody.
- Dobra, teraz imię mojego wroga numer jeden.
- Ina.
- Sea, to naprawdę ty?- zapytała wilczyca z wielkim wytrzeszczem.- Co ci się stało.
- Wiesz... Nurkowałam i przez przypadek dotknęłam takiej jednej rybki i zmieniła mój wygląd.
- To wiele tłumaczy... Po co wróciłaś?
- Nie pamiętasz? Mam wobec ciebie dług wdzięczności. Pamiętasz jak ocaliłaś mnie przed tymi psami? To mnie uratowało. Muszę ci się jakoś odwdzięczyć.
- Rozumiem.- powiedziała Amber.- Strasznie cieszę się że wróciłaś, Sea.

SEA

Śmiech

      Po "zabawie" Amber Ina oszołomiła ją, a my śmiejąc się do łez wróciłyśmy do jaskini. Shanon był jakiś przybity, ale nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi. Nie interesował mnie w żaden sposób. Większość dnia spędzałam na wylegiwaniu się na trawie i nie zwracanie na nikogo uwagi. W końcu znudziło mi się to i zaczęłam chodzić na spacery. Podczas jednego z nich natknęłam się na Amber. Wilczyca zjeżyła futro i pokazała kły. Zignorowałam ją całkowicie i ruszyłam dalej. Nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że ktoś mnie obserwuje i nagle ogromny huk, a ja poczułam piekący ból w ramieniu. Upadłam na ziemię. Nie mogłam się podnieść i nagle ktoś, albo coś zarzuciło na mnie sieć. Nie mogłam dostrzec kto. Zaczęłam się w niej miotać, ale, kiedy dostałam mocno jakimś kijem przestałam z jękiem bólu. Zaniesiono mnie w sieci do jakiejś niewielkiej wioski. Najwyraźniej bardzo biednej. Chatki stojąco, co kilka metrów rozlatywały się w oczach. Wszystkie zwierzęta były bardzo wychudzone nie mówiąc już o ludziach. Szybko opatrzono mi ranę na ramieniu i po chwili mogłam już normalnie chodzić. Wtedy zaczęło się. Jeden z mężczyzn podszedł do mnie i założył mi uprząż. Spoglądałam na niego ze zdumieniem. Po chwili założył mi smycz i pociągnął. Ruszyłam za nim posłusznie. Wiedziałam, że nie ma co z nim walczyć. Dostałabym tylko tym kijem po głowie i najprzyjemniej by nie było. W końcu stanął między dwoma mężczyznami. Rozmawiali o czymś cicho, a po chwili zostałam przekazana kolejnemu. Zobaczyłam, że ten, który wcześniej mnie trzymał miał sakiewkę z pieniędzmi podzwaniającymi w środku. Próbowałam się wyrwać, ale wcześniej wspomniany kij rąbnął mnie mocno w głowę, więc dałam sobie spokój. Przywiązał mnie do kołka, a ja zaczęłam go wściele atakować. Dostałam jeszcze raz kijem i przestałam. Nie miałam zamiaru narażać się ludziom. Nagle podszedł do mnie jakiś pies. Samiec. Nie zareagowałam. Pozwoliłam mu się obwąchać, a on uśmiechnął się do mnie, kiedy skończył. Był dość młody z wiecznym uśmiechem na paszczy. Reszta psów patrzyła na niego w zdumieniu. Część spoglądała też na mnie jakby miała na mnie chęć. Westchnęłam i odwróciłam się od nich. Zło do końca mnie nie przeżarło. Po prostu byłam wredna i złośliwa. Od pewnego czasu ludzie dziwnie mi się przyglądali, aż usłyszałam strzęp rozmowy:
- Wiem, że jest dzika, ale świetnie by się nadawała.
- Z tego pojawią się tylko pół dzikie psy.
- Wiem, ale takie są silniejsze.
- Nie widzisz, że od niej zionie złem? - Zapytał głos.
- Widzę, ale zrozum trzeba. Większość jest za stara, żeby pracować. Widziałeś tamtego psa. Zaraz jak ona się nazywał... A Atum. Tak się na nią patrzył. Oczywiście może się nie zgodzić nie będziemy jej zmuszać, ale jeśli go polubi...
- Domagasz się cudu. - Stwierdził jeden z głosów.
- Nie bądź taki pewny. Odkupię od ciebie Atuma. Ile chcesz?
- On nie jest na sprzedaż. To mój jedyny dobry pies, a ty masz tą wilczycę.
- Jeśli mi go sprzedasz obiecuję ci połowę z tego, co się urodzi.
- O ile w ogóle się urodzi. - Przypomniał jeden z głosów.
- Tot nie daj się prosić. Ile chcesz?
- Hmm... 300 funtów i ani grosza mniej.
- No dobra. - Mruknął jeden z głosów. Po chwili Atum pojawił się przy mnie, a ja oniemiała zapomniałam o całym świecie. Dlaczego ja? No tak, ale nie widziałam tu żadnych samic. Oczywiście jeśli go polubię. Wydaje się sympatyczny. Nagle mężczyzna założył mi smycz i poszłam za nim, a za nami dreptał Atum. Po chwili byłam przywiązana do jakiegoś kołka w stodole należącej do tamtego mężczyzny. Zamknęli drzwi stodoły, a ja położyłam się na ziemi.
- No to jak?
- O  co ci chodzi? - Zapytałam zdziwiona.
- Słyszałaś ich co nie?
- Słyszałam. - Odpowiedziałam.
- Ja cię do niczego nie zmuszam, ale wiesz polubiłem cię.
- Wiem. - Powiedziałam i ponownie się położyłam. To było po prostu śmieszne i zaczęłam się śmiać. Tak głośno, że Atum spojrzał na mnie zaskoczony. Ja jednak rechotałam dalej, aż zabrakło mi tchu.
___________________________________________________________
No to tyle mam nadzieję, że się podoba. Dawno nie pisałam heh :-)

LEA

"Zabij mnie"

Obudziłam się ciężko oddychając. Znowu ten sam koszmar. Spotykam Inę, Leę i Seele. "Rozmawiam" z nimi i nagle zza krzaków wyłazi Shanon. Ina śmieje się, rzuca na mnie- walczymy. Jestem zbyt osłabiona, żeby przywołać jakiś porządny Ogień, słabnę. Ina wygrywa i już ma mi zadać ostateczny cios, kiedy... budzę się. 
  Wyszłam z jaskini i nie przejmując się zniknięciem wilka, poszłam na polowanie. Nie mogłam znaleźć stada jeleni, więc złapałam zająca. Widząc jednak, że jest to samica, a na dodatek w ciąży- wypuściłam ją. 
Przez resztę dnia leżałam na plaży, od czasu do czasu bawiąc się motylami. W końcu znużona postanowiłam się przejść. Weszłam w głąb puszczy i zaczęłam iść przed siebie, wsłuchując się w śpiew ptaków.
  Szłam dość długo, bo nim się obejrzałam słońce zachodziło. Niespodziewanie naprzeciw mnie wyszły te wilczyce. W końcu jedna z nich zatrzymała się raptownie, a w ślad za nią reszta. 
- O!- wyrwało się Inie.- Kogo my tu mamy.- uśmiechnęła się złośliwie. 
- Kogoś lepszego od was.- mruknęłam. 
 Wilczyca warknęła ostrzegawczo, jeżąc sierść.
- A gdzie się podziała reszta, hm? Czyżby wszyscy cię opuścili?- sztucznie się zaniepokoiła. 
- Są na wakacjach.- prychnęłam, w duchu krzycząc z bezsilności. 
- Jak wrócą, pozdrów ich.- zaśmiała się.- Oh, no tak... Nie będziesz miała JAK.- zauważyła podkreślając ostatnie słowo. 
 I wtedy to się stało, zza krzaków wyszedł Shanon. 
  Gapiłam się na niego w szoku, nie mogąc wypowiedzieć choćby słowa. 
 Ten nawet na mnie nie spojrzał. Nic nie zrobił.
- No... Zatkało cię.- warknęła Ina, okrążając mnie. 
 Szybko doszłam do siebie i zaczęłam warczeć ostrzegawczo. 
- Nic nie zrobisz?- spytała, uśmiechając się kpiąco. 
- Nie uważasz, że 4 na 1 to nie fair?- odpowiedziałam pytaniem. 
- Nie, skądże znowu.- zaśmiała się, skacząc na mnie. 
 W ostatniej chwili zrobiłam unik, rzucając w nią kulę ognia. Ta odpowiedziała tym samym. Słuchając się instynktu zionęłam na nią ogniem, ale ta w zamian zrobiła wielkiego smoka, którego nasłała na mnie. 
 Przez kilka minut bezskutecznie próbowałam go zgasić. 
  W końcu smok wygrał, a ja zostałam nieźle oparzona. Skóra niemiłosiernie mnie piekła, ale nie poddawałam się. Zgasiłam palące się futro i oplotłam Inę liśćmi jakiejś rośliny. Ta jednak się uwolniła. Tam, gdzie stała, zrobiłam z ziemi błoto, ale to nie pomogło. 
 I wtedy do akcji włączyła się Lea. Mrok oplótł moje ciało, a ja nie mogłam się wydostać. Byłam bezsilna. 
- Mogę się trochę pobawić?- spytała Inę. Ta kiwnęła głową, siadając.
 Wadera rzucała mną kilka razy o drzewo, a ja tylko piszczałam z bólu. W końcu upuściła mnie. 
 Resztkami sił, dźwignęłam się na łapy. Nie mogłam się już bronić, nie miałam ani motywacji, ani chęci.
- Zabij mnie.- poprosiłam cicho.
- Słucham?- nie zrozumiała mnie.
- Zabij mnie.- powtórzyłam głośniej.
 Zdziwiona wadera podeszła do mnie i podniosła łapę. Zamachnęła się i trzepnęła mnie w głowę. Upadłam i zamknęłam oczy, czekając na ostateczny cios, który jednak nie nadszedł. 
 Nie zdążyłam nawet sprawdzić o co chodzi, kiedy ktoś mnie z całej siły uderzył, a ja straciłam przytomność. 

Taa, coś wyszło nie tak jak miało wyjść xD No, wykazałam się wielką siłą, nie? xD
AMBER

Zamiana stron

     Dni mijały, a ja miałem ochotę rwać sobie futro. Seomę gdzieś wcięło, Eileen tak samo, zostałem sam na sam z Amber. Ta na szczęście znikała gdzieś na całe dnie, prawdopodobnie miała mnie dosyć. Dogryzałem jej cały czas, aby trzymała się jak najdalej ode mnie.
    Co dzień breja pod moimi łapami rosła, aż zaczęła ze mnie ściekać. Stwierdziłem,że dłużej nie dam rady tego ukrywać. O świcie, kiedy Amber jeszcze spała , wstałem i puściłem się galopem. Nie musiałem myśleć dokąd biegnę. Mój instynkt kierował łapami wprost do największego skupiska Mroku. Po kilku godzinach biegu ledwo wyhamowałem i nie zderzyłem się łbem z wilczycą:
- Patrz kur.. jak leziesz!!!-wrzasnęła.
- Mi też cie miłe widzieć kuzynko.- otrzepałem się i przywitałem z Iną.
- Czego tu szukasz, Shanon?
- Przyjaciół.- zakpiłem.- A jak myślisz?
- Nie zawracaj mi gitary!-warknęła i miała już odejść.
- Przyjmij mnie do swojej watahy?!- poprosiłem a w moim głosie można było usłyszeć desperacje.
- Kpisz sobie ze mnie?!!-odwróciła się do mnie z furią.
- Nie.Przyjmij mnie.
- Jesteś za słaby. W dalszym ciągu dobry.
- Jestem przeklęty.
- No właśnie, a ja cię nie zbawię.
- Nikt nie zbawi, ale ratuję nas wszystkich przed demonami.
- Wiesz tak samo dobrze jak ja,  że ta przepowiednia do zmyślone brednie-zakpiła.
- Tak uważasz to powiedz to temu bydlakowi stojącemu za tobą-powiedziałem unosząc brew, a Ina obróciła się gwałtownie i odskoczyła stając obok mnie.
- Zabierz to, błagam, zrobię wszystko co zechcesz!!!
- TO nie "to" to jest warg, a jak nie chcesz mieć ich tu więcej to mnie przyjmij.
- Dobrze już dobrze, weź go stąd!!!- popatrzyłem na demona a on rozpłynął się w powietrzu.
- Ufff. Nie musiałeś go na mnie nasyłać!-klapnęła ciężko na ziemię.
- Nie chciałem, straciłem kontrolę.
- Nie panujesz nad nimi?!-poderwała się jak oparzona.
- Panuję, ale ostatnio byłem za wielkoduszny, a żeby mad nimi panować potrzebuje Mroku, dużo Mroku.- to ostatnie wyszeptałem.
- Teraz rozumiem czemu się chcesz do mnie przyłączyć.-prychnęła.
- Nie musiał bym gdyby nie twoi starzy!!
- Nie zwalaj winy na nich, wykonali tylko to co zlecili TWOI STARZY!
- Podobno głupota nie boli, a jednak przez ich głupotę mnie boli.
- Dlaczego ci to zrobili, byłeś ich cytuję "aniołkiem"?
- Bo przyniosłem rodzinie hańbę!
- To że jako syn pary alfa  Nocy, panujesz nad Mrokiem to nie hańba! Przecież to dwie pokrewne moce.
- Tak ale wataha zadecydowała inaczej,kiedy moim rodzicom nie udało się mnie zabić, poprosili twoich aby wezwali demony i wysłali je w pogoń za mną...
- ...ale wystarczyło pomylić słowa i sam stałeś się Demonem -dokończyła za mnie.
- Taaa... i muszę trzymać całą chordę demonów jak najdalej od naszego świata.
- Pomyśl za to jakie masz możliwości!-rozmarzyła się.- Możesz je wypuścić i powybijać wszystkich dobrych...
- Myślisz, że one patrzą czy zabijają dobrego czy złego,dla nich się to nie liczy. Chodzi tylko o rozlew krwi.
- No to w takim razie możesz z nami zostać tak długo jak ci się podoba. Tylko trzymaj te bestie z daleka ode mnie. Choć pokażę ci gdzie aktualnie mieszkamy.-pośpieszała mnie, chcąc chronić swój tyłek.- Zapamiętaj tylko,że ja byłam dla ciebie taka dobra. Tak tylko na przyszłość mówię.- wywróciłem oczami i poszedłem za Iną.
     Wkrótce weszliśmy na polanę. Lea poderwała się z ziemi gotowa mnie zaatakować. Zignorowałem ją i podszedłem do najwyższego drzewa, wdrapałem się na nie i tam postanowiłem spędzić resztę dnia. Rozmyślałem przez długie godziny o tym jak nisko upadłem i że gdybym nie został zmuszony przez wargy i inne świństwa to nigdy bym się nie zniżył do zadawania z Iną. Postanowiłem jednak na razie być miły i zostać jej pachołkiem aby odzyskać kontrolę. Pod wieczór przypomniałem sobie jeszcze jedną rzecz i zacząłem martwić się o Amber, która aktualnie została sama.

SHANON

Burza

      " Nie, musisz wrócić..." mruknęłam w myślach, zawracając i kierując się w stronę morza. 
  Na plaży znalazłam się wczesnym wieczorem. Shanona nie było, Lilii też nie. 
 Weszłam do wody i chwilę w niej siedziałam, napawając się dźwiękiem szumiącego morza. 
  Patrzyłam chwilę w swoje odbicie, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. 
 "Tak się zmieniłam przez te kilka tygodni..." pomyślałam, wychodząc z wody. 
 Otrzepałam się i czując głód, rozejrzałam się za zwierzyną. Po paru minutach upolowałam wiewiórkę (fuuj..), bo na nic innego nie miałam siły. 
  W końcu wrócił Shanon. Wyglądał jak nowo narodzony... Oczy miał jakieś takie... Radosne, a kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się... Wyczułam u niego jakąś zmianę... Bóg wie jaką... 
 Zaczął nawet rozmowę, bardzo ciekawą zresztą. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zapytałam się:
- Ta radość jest spowodowana Lilią? Jeśli można wiedzieć, to czego sobie zażyczyłeś? 
- Niczego.- zaśmiał się.
 Nie uwierzyłam mu.
- Nie chcesz, to nie mów.- wstałam i odeszłam do jaskini.
 Położyłam się w niej, rozmyślając o tym, co teraz zrobić. 
Następnego dnia, było pochmurno i zbierało się na silną burzę. 
- Nie chcę wychodzić.- jęknęłam patrząc na zachmurzone niebo. 
- Inaczej umrzesz z głodu.- Shanon wzruszył ramionami, znikając za ścianą lasu. 
 Westchnęłam i weszłam głębiej. 
  Po kilkunastu minutach zaczęłam odczuwać silne ssanie w żołądku, który zaczął się upominać o swoje prawa. 
 Nagle, niebo przeszyła błyskawica, który rozpoczęła burzę. 
  Wiatr i deszcz nie zwiastowały niczego dobrego. Fale zrobiły się większe, sięgały niemalże pierwszych drzew.
 Skuliłam się, drżąc. 
  Nienawidziłam burz. Szczególnie kiedy byłam sama.
 Mimowolnie w mojej głowie zaczęły się pojawiać wspomnienia z dnia, kiedy to mój tata został zabity...
  " Walka... Strach... Wilki... Krzyk... Ból w sercu... Płacz..."
 Krzyknęłam, zrywając się na równe łapy. 
- Co jest?- spytał zdezorientowany wilk, przyglądając mi się.
- Nie... Nic...- wysapałam, powstrzymując łzy.- Zaraz wrócę...
 Wyszłam z jaskini i spojrzałam w niebo. Deszcz nadal padał, ale nagle przestało mnie to obchodzić. 
 Zaczęłam iść przed siebie, nie rozglądając się na boki... 
Nie wiedziałam jak długo idę, zatrzymałam się na jakiejś górze. 
 Ponownie poderwałam łeb do góry. 
- Tato... Powiedz mi, co mam robić?- szepnęłam, uwalniając łzy.- Czym sobie zasłużyłam na takie życie?
 Nie uzyskałam odpowiedzi.
- Przecież obiecałeś mi, że nigdy mnie nie zostawisz! Że zawsze będziesz przy mnie! I co?!- krzyknęłam. 
 Ponownie zero reakcji. Tylko grzmoty i błyskawice. 
  Rozpłakałam się na dobre... Rano wróciłam na plażę.
 Weszłam wyczerpana do jaskini i ignorując pytania Shanona- zasnęłam...
Notka do bani, ale wena nie sługa... Przepraszam, że taka krótka, ale późno już i idę spać.
AMBER

Szczątki duszy

     Obudziłem się, a obok mojego boku leżała Złota Lilia. Naprawdę nie liczyłem na to, że Amber ją znajdzie, a co dopiero, że mi ją podaruje. Uśmiechnąłem się chytrze i obróciłem kwiat w pazurach aby się mu dokładniej przyjrzeć. "Wykorzystam cię do..." Pokręciłem głową i stwierdziłem, że nie mogę tego zrobić.
   Chwyciłem Lilię w zęby i wybiegłem z jaskini. Znalazłem drzewo i ukryłem kwiat w niewidocznej z ziemi dziupli. Następnie postanowiłem pójść nad strumień. Dobiegłem do niego w dziesięć minut i wskoczyłem na kamień wystający ponad wodę pośrodku strumienia. Siedziałem w ciszy wpatrując się w moje falujące odbicie. Rozmyślałem o moim nie wzruszonym sercu, o tym, że sumienie łaskawie do mnie powróciło i że wyczuwam  resztki z mojej duszy.  
   Nagle podniosłem głowę, bo zdawało mi się, że usłyszałem płacz. Po chwili stwierdziłem,że słuch mnie nie zawiódł i że niedaleko ktoś cicho pochlipuje. Zeskoczyłem ze skały na brzeg i ruszyłem w stronę, z której dobiegał płacz. Biegłem wzdłuż brzegu, minąłem zarośla i ukazała mi się mała wątła, wychudzona i brudna postać. Wilczek skulił się przestraszony i wychrypiał trzęsąc się:
-Nie zabijaj mnie proszę.
Podszedłem do małego i usiadłem obok niego wpatrując się w strumień. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, aż młody ją przerwał pytaniem:
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego... mnie nie zabiłeś?!- uśmiechnąłem się pod nosem i zapytałem:
- Co przeskrobałeś młody?
- Jestem Aston, a ty jesteś wilkiem Mroku, więc teraz powinieneś mnie szukać?
- Nie jestem Mrokiem, gówniarzu -warknąłem, a Aston siedział wryty w ziemię i wbijał szkarłatne oczy w moje.
Nagle poczułem coś i zrozumiałem, że sumienie powróciło:
- Czy mógłbym ci jakoś pomóc, mały?
- Nie, nie możesz- powiedział.-... nikt nie może.- dodał już łamiącym się głosem.
Wpadł mi do głowy pomysł, zacząłem wewnętrzną walkę ze sobą, Aston mówił coś dalej, ale ja go nie słuchałem zagłębiając się w swojej sprzeczce.
"Będziesz kretynem, kompletnym idiotą jeśli to zrobisz"
"Jeśli oddasz Lilię nic już cię nie uratuje... chociaż i tak zło przeżarło twoją dusze na wylot, więc i tak cie już nie zbawi... z drugiej strony mógłbym... Nie"
Chwila zastanowienia i już wiedziałem co zrobię:
"Oddam małemu Lilię"
- Poczekaj tutaj młody.- powiedziałem już w drodze do jaskini.
   Dobiegłem na miejsce w kilka chwil, zdyszany stanąłem pod  drzewem i wspiąłem się na dwie łapy wyciągnąłem Kwiat i ruszyłem z powrotem nad strumień. Stanąłem przed Astonem i ułożyłem Lilię pod swoimi łapami, a mały wpatrywał się we mnie, a w jego oczach ujrzałem, że nic z tego nie rozumnie:
- To jest Złota Lilia, może spełnić każde życzenie.... i odmienić życie- wyjaśniłem, żałując, że nie odmieni mojego.- Daję ci ją, ponieważ wiem, że użyjesz jej lepiej ode mnie.
- Dziękuję- wyszeptał. A jego oczy błyszczały jak gwiazdy.
Pchnąłem nosem Lilię w stronę zachwyconego wilczka. Wstałem i już odchodziłem, ale obróciłem się i powiedziałem:
- Nie zmarnuj tej szansy, ok?
- Nigdy i nigdy ci tego nie zapomnę.- powiedział to, podbiegając do mnie i wtulając swój malutki łebek w moją sierść. Poklepałem go delikatnie, a następnie stanowczo się wyrwałem, stwierdzając,że za dużo dobroci jak na jeden dzień.
    Ruszyłem w stronę jaskini, a mały nadal stał i wpatrywał się we mnie, po kilku krokach zniknąłem w zaroślach tracąc Astona z oczu. W drodze powrotnej zapolowałem na królika, a następnie spacerowałem po lesie. Późnym popołudniem doszedłem w końcu do jaskini. Amber wryło na widok "radosnej wersji Shanona". Zaczęliśmy rozmawiać, pierwszy raz brałem żywy udział w rozmowie, co jeszcze bardziej zdziwiło Amber. W końcu zapytała:
- Ta radość, jest spowodowana Lilią, jeśli można wiedzieć to czego sobie zażyczyłeś?
- Niczego- zaśmiałem się.
- Nie chcesz to nie mów.- wstała i odeszła.
Westchnąłem i postanowiłem uciąć sobie drzemkę. Ułożyłem się wygodnie w cieniu pod wielkim dębem i zasnąłem rozmyślając jak zmieniło się dzięki mnie życie Astona.

SHANON

Rytuał

     Nagle pojawiła się przede mną wilczyca z wizji. Spojrzałam na nią wyczekując:
- Witaj jestem Em miło cię znowu widzieć Seomo. Witaj na Kesempurnaanie. - Wskazała łapą świat. - Teleportujemy się na górę chodź. 
- Co robimy? - Zapytałam zdziwiona, ale ona złapała mnie za łapę i, po chwili obie znalazłyśmy się 500 metrów nad ziemią na jakiejś górze. Rozciągał się widok zapierający dech w piersiach. Z dala widziałam księżyc przed ostatnią fazą pełnią. Morze, lasy, góry, jeziora, rzeki i stawy. To wszystko było za piękne, a na dodatek błyszczało. Raz po raz drzewa oświecał srebrny blask. Jeziora miały czysty błękitny kolor, a ziemię przeszywały od czasu do czasu smugi. Były to biegające Wilki Nocy. Rozdziawiłam paszczę ze zdumienia i zachwytu. Nagle usiadł przed nami czerwony, płonący ptak. Feniks. Potrząsnął główką i spojrzał na nas, po czym oznajmił czystym melodyjnym głosem:
- Królowa Hekate czeka na was. Miała już zamiar wysłać poszukiwaczy. Pospieszcie się. - I odleciał. Em spojrzała na mnie złapała mnie za łapę i obie stanęłyśmy przed ogromną jaskinią wysadzaną klejnotami. zaparło mi dech z zachwytu. Opanowałam się jednak i weszłyśmy do środka. Królowa siedziała na tronie w złotej koronie. Obok niej na oparciu fotela siedział ten sam Feniks. Zastanawiało mnie jak szybko on tam trafił. Przestało mnie to jednak zastanawiać, bo Hekate przemówiła cichym, tajemniczym i eterycznym głosem:
- Witaj Seomo. Miło cię w końcu poznać. Em wiele mi o tobie opowiadała. Słyszałam, że jesteś szybsza w pełnym biegu od mojego posłańca. - Spojrzała na Feniksa, który przechylił główkę i spojrzał na mnie dziwnie. - Nie ważne z resztą mamy ważniejsze sprawy na głowie. Potrzebuję strażnika. Strażnika najważniejszego przedmiotu na tym świecie i ty świetnie się na niego nadajesz. Nieustraszona, gotowa na wszystko, Księżycowe ciało i umysł. Wszystko czego trzeba najlepszemu strażnikowi.
- Eee. - Bąknęłam nie wiedziałam, co na to powiedzieć. - Co to za przedmiot?
- Nie powiem ci tego teraz. Zbyt wiele świadków przyjdź jednak do mnie później po uczcie.
- Uczcie? Jakiej uczcie?
- Powitalnej oczywiście. A co myślałaś, że po prostu się tu pojawisz bez żadnego powitania? O nie moja droga tu witamy każdego po królewsku. Dalej już nie jest tak kolorowo. - Oznajmiła chichocąc. Trochę mnie to zdziwiło, ale nic nie powiedziałam tylko ruszyłam za wychodzącą Em.

Sorry, że takie krótkie, ale muszę się streszczać, bo idę na imprezę,a wtedy o 15 mama zgoniła mnie z kompa i musiałam iść na dwór ech... 

SEOMA

Jakiś Dziwak

     Gdy obudziłam się rano byłam wściekła. Sama na siebie. Wstałam jednak i tak jak zawsze ruszyłam na polowanie. Wolnym truchtem ruszyłam w kierunku nie dużej polany. Jak zawsze pasło się tam stadko łosi. Zaczęłam skradać się ku jednemu z nich. Gdy doskoczyłam do niego ryknął ze strachu, ale ja byłam szybsza. Doskoczyłam mu do gardła jednym susem i zjadłam. Jeszcze poprzedniego wieczoru postanowiłam, że wracam w moje kochane góry. Biegłam, więc truchtem jakieś 4 dni. W końcu zobaczyłam wzgórza wznoszące się jeden obok drugiego, a za dala widać było zarysy gór. Puściłam sie sprintem, a co mi tam. Z wywieszonym językiem dobiegłam do pierwszego zbocza. Weszłam na nie i od razu poczułam miłe wibracje od tej góry, bo to była MOJA góra. Góra Mroku. Na niej moja magia była silniejsza. Znalazłam sobie jakąś niezamieszkaną norę i zasnęłam w niej. Gdy wstałam kolejnego dnia nic się nie zmieniło z wyjątkiem tego, że na horyzoncie pojawiła się jakaś mała plamka, ale to chyba jakiś wilk. Wzruszyłam ramionami i poszłam na polowanie. Najadłam się tłustym zającem i ruszyłam w kierunku jednego z górskich stawów. Popływałam w nim jakiś czas, ale coś przykuło moją uwagę. Na brzegu stał jakiś młody wilk. Gdzieś w moim wieku. Wyszłam z wody nie spuszczając z niego oczu. On też się na mnie gapił. Usiadłam na ziemi. Zrobił to samo. Trochę się zdziwiłam i, po chwili rozpłynęłam się w Mroku, aby za chwilę pojawić się obok niego i zapytać:
- Kim jesteś? - Szepnęłam mu do ucha. Odwrócił się szybko i odskoczył ode mnie.
- J-ja? - Bąknął.
- A widzisz tu kogoś innego? - Zapytałam.
- N-no n-nie, a, co cię to interesuje? - Powiedział.
- Już nie wolno pytać? - Zapytałam zdziwiona jego zachowaniem.
- Można, ale ty jesteś Mrokiem.
- No łał. "Szybki jesteś" - Powiedziałam z ironią w głosie.
- Mroku nikt nie podaje swoich danych. - Oznajmił.
- Znam 3 wilczyce i wilka, którzy ujawnili swoją tożsamość. Chcesz dołączyć do odważniejszych? - Zapytałam z nutą zniecierpliwienia w głosie.
- No to ty powiedz jak się nazywasz. - Odpowiedział.
- Jestem Lea nie miło mi cię poznać. - Oznajmiłam głośno.
- J-jestem Ram. Co ty tu robisz?
- Siedzę. - Odpowiedziałam i odeszłam. Jakiś dziwak. Ruszyłam po kamienistym zboczu do mojej nory. Weszłam do niej i zasnęłam.

No to tyle mam nadzieje, że się podoba XD

LEA
  

Nowa?

     Minęło kilka dni .Opuściłam tam tą jaskinię . Potrzebowałam spokoju . Doszłam spokojnie na wzgórze kiedy zaczął padać deszcz . Istna burza . Ja , sama na tym wzgórzu w czasie deszczu myślałam ...O swoim życiu.... O tym jaka byłam . Na niebie zauważyłam pierwszą gwiazdę
- Tego chcesz? Zawsze byłam taka jak mi kazałeś ! Przez ciebie miałam zaślepione serce! Teraz się uwolniło. Zrozumiałam ,że przez ciebie straciłam przyjaciół i rodzinę . Przez ciebie ty głupie przeznaczenie!!!  - krzyknęłam na całe gardło .
     Nagle usłyszałam huk , grzmot , a potem widziałam tylko ciemność . Obudziłam się u stóp tej góry.Jak na razie nie dało się mnie zabić więc wstałam i miałam strasznie dziwne uczucie . Otrząsnęłam się i poszłam przed siebie kiedy nagle znalazłam się na plaży . Zobaczyłam Amber , ale to mnie nie obchodziło . Ona też mnie zobaczyła i cofnęła się trochę . Podeszłam do wody i obejrzałam swoje odbicie .  Włosy miałam całe czarne i tylko to się zmieniło na zewnątrz .  Usiadłam na jakimś kamieniu i bez chwili  myślenia porostu zwinęłam się w kłębek . Co z tego  , że kilka metrów dalej są moi wrogowie . Najwyżej coś mi się stanie i tyle i tak mam już zmarnowane życie . Tylko dlatego , że wierzyłam w to co było zapisane w jakiejś starej książce ....
_________________________________________
Tak sobie wiem , ale to przez to , że napad weny tak szybko zniknął jak i się pojawił .:/  

Hah nawet nie wiecie co się stało . Przypadkiem zamiast tu dodałam ten post na inny blog :D Uff... Ale chyba nikt nie czytał.

INA

Deja Vu

     Otworzyłam powoli oczy, rozglądając się dookoła. 
  W kącie leżał Shanon, Seomy nadal nie było, a Eileen gdzieś wcięło. 
- Idę na polowanie.- mruknęłam cicho, wychodząc z jaskini.
 Byłam smutna, zła i rozkojarzona.
 Smutna, bo Sea odeszła.
 Zła, bo Lea okazała się ostatnią su*ą.
 Rozkojarzona zniknięciem Seomy. 
  Z tego wszystkiego głowa mnie rozbolała. Miałam ochotę płakać.
" Jaka ze mnie Alfa, skoro nie potrafię nawet utrzymać watahy?!" spytałam się w myślach, poszukując jedzenia.
 Na szczęście znalazłam niewielkie stado jeleni. Szybko upolowałam najsłabszą sztukę i zataszczyłam ją na plażę. 
- Szybko ci poszło.- zauważył słabym głosem wilk.
 Kiwnęłam głową odchodząc od niego kawałek. Nie chciałam mu przeszkadzać w śniadaniu.
  Po chwili przyszedł do mnie i usiadł obok. 
 Widziałam, że wolałby być sam, ale coś go tu trzymało.
 Pytanie: co? 
- Przynieść ci coś?- spytałam, nie mogąc dłużej wytrzymać w tej ciszy. 
 Shanon chwilę się zastanawiał, po czym powiedział:
- Mogłabyś Złotą Lilię?
- Złotą Lilię... Tak, zaraz wrócę...
  Byłam zdziwiona... Ba! Zszokowana, że poprosił o ten kwiat. 
 Najrzadszy kwiat magiczny, jaki istniał w Wilczym Lesie. 
  Nie miałam zielonego pojęcia gdzie go znaleźć. Mógł być wszędzie!
 Tata kiedyś mi opowiadał o Złotej Lilii... Złota Lilia potrafi uratować Wilczą Duszę, o ile ta tego pragnie... 
Ale po jaką chorobę potrzebna Shanonowi jest Lilia?!
 Lilię trudno znaleźć... Gdy ktoś jej szuka, a jest w pobliżu, zmienia się w normalnego kwiatka, bo nie chce zostać zużyta...
Jak mam ją znaleźć?!
 Lilia ukazuje się tylko temu, kto na nią zasługuje...
A jeśli ja nie zasługuję?
  Wzięłam głęboki wdech i wydech.
 Spróbowałam sobie jeszcze coś przypomnieć...
"- Ale tatusiu...
- Słucham, Amber?
- Jak ja mam ją znaleźć, jeśli na nią nie zasługuję?
  Potężny basior wybuchł donośnym śmiechem, przytulając swoją jedyną córkę... Mnie...
- Wtedy nie da się jej znaleźć.- mruknął, próbując opanować śmiech.
- Ale jak to?- zmartwiłam się. 
- Pragniesz mieć taką Lilię?- spytał nagle poważniejąc. 
- Tak!- krzyknęłam podekscytowana.
- To chodź.- mruknął, biorąc moje małe ciałko w pysk. 
  Długo szliśmy, ale w końcu znaleźliśmy się na pięknej łące, obrośniętej fiołkami, stokrotkami, a nawet makami.
- Idź wokół tych kwiatów, myśl o tym, czego najbardziej pragniesz... A zobaczysz, czy jakaś Lilia cię wybierze...- szepnął mi na ucho i nagle zniknął. 
  A więc zrobiłam tak, jak mi kazał, lecz Lilia się nie ukazała.
 Kiedy wieczorem kładłam się spać, spytałam:
- Tatusiu... Dlaczego Lilia się nie pokazała?
- Nie wiem. Spróbuj za kilka lat. Może wtedy uzna, że jesteś godna bycia posiadaczką Lilii.- wzruszył ramionami całując mnie w czoło..."
  Gdzie jest ta łąka?
 Zaczęłam iść przed siebie, nawet się nie zorientowałam, kiedy znalazłam się w miejscu mojego dawnego domu. 
- I co teraz?- spytałam samą siebie. 
  Spróbowałam przypomnieć sobie drogę na tę łąkę... Prosto, prawo, lewo... Nie... Prosto, lewo, prawo, prosto... Ych!
Zdenerwowana zaczęłam biec na oślep, tam, gdzie mnie łapy poniosą.
  W końcu znalazłam się tam... Na łące...
 Zaczęłam chodzić wśród kwiatów, czując dziwne uczucie Deja Vu. 
 Przy którymś fiołku, zaczęłam słyszeć jakiś głos...
- Jestem tutaj by być z tobą... Serce me jest twoje... Moje moce są dla ciebie... Ja, Złota Lilia jestem twoja... Lecz przestrzegam cię, że... Tylko raz możesz mnie użyć... Tylko raz jestem gotowa ci pomóc... 
 Przede mną ukazała się lilia, lecz o kolorze złotym... Złota Lilia. 
  Niewiele myśląc, zerwałam ją i delikatnie trzymając ją w pysku, pobiegłam do Shanona...
Po drodze napotkało mnie wiele wątpliwości...
 Dlaczego mam mu oddać MOJĄ Lilię?
  Dlaczego to ON, ma skorzystać z jej boskich mocy, a ja nie?
 Czy naprawdę jestem na tyle bezinteresowna, żeby mu aż tak pomóc?
   Czy w ogóle jest dobry?
 No właśnie... Nie wiadomo...
  Niby nic nam takiego nie zrobił, ale na tym świecie już nikomu nie można było ufać...
 I co teraz?
  Masz zamiar skłamać, że nie znalazłaś Lilii?
 Czy Shanon jest tak bardzo słaby, że nie może żyć z tym bólem?
    Gdy znalazłam się blisko granicy lasu z plażą, zwolniłam.
 Nie wiedziałam co jest słuszne... Rozum czy serce...?
  Serce podpowiadało żebym mu pomogła, bo nie jest dla mnie obojętny.
 Ale rozum mówił, że nie mogę mu ufać... A co jeśli użyje Lilii w złych celach? Broń Boże, uratuje Inę? 
  O ile Ina potrzebuje takowej pomocy... 
 Wyszłam z lasu i rozejrzałam się w poszukiwaniu wilka. 
  Znalazłam go w jaskini. 
 Spał i miarowo oddychał. 
Teraz, albo nigdy... 
  Położyłam Lilię obok jego głowy, postanawiając zniknąć. 
 Kiedy byłam już przy ścianie puszczy, ostatni raz spojrzałam na Shanona, w duchu modląc się o to, żeby dobrze jej użył...
Kilka godzin później byłam bardzo daleko od morza. Miałam wyrzuty sumienia, bynajmniej nie dlatego, że oddałam mu Lilię... Tylko dlatego, że go tam zostawiłam.
" Dziewczyno, weź się w garść!" rozkazałam sobie, wchodząc do opuszczonej jamy...
   
  No i jest... Uff... Myślałam, że tego w życiu nie napiszę, ale się udało :) Jeśli nie podoba Ci się Shanon, taki rozwój wydarzeń, zmień go w swojej notce. 
 Przepraszam za błędy, ale czytać 2 raz mi się już nie chce.
 Przepraszam Leę za tą su*ę, ale była potrzebna do notki. W rzeczywistości nie uważam, że taka jesteś...
 Zastanawiam się... Czy Wataha Życia i Śmierci jeszcze istnieje... Ostatnio tak tu cicho, że... Aż smutno... :(

AMBER

Odejście

     Seoma gdzieś znów znikła. Ale nie martwiłyśmy się tym za bardzo. Często znikała. Czułam już od kilku dni że nie pasuję do tej watahy. Byłam tylko dla niej ciężarem. Poza tym źle się czułam jako jedyna Wilczyca Wody. Już od kilku dni myślałam nad odłączeniem się od tej watahy i w końcu się przełamałam. Postanowiłam porozmawiać z Amber:
- Amber, nie chcę być już z wami w watasze.
- Co, dlaczego?
- Nie pasuję tutaj i źle się czuje jako jedyna Wilczyca Wody. Poza tym potrzebuję teraz samotności. Nie zrozumiesz tego.
-  Może ale też jestem jedyną Wilczycą Natury i co?
- No tak ale ty jesteś Alfą. Zresztą już postanowiłam. Odchodzę. Miło było cię poznać. Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Szanuję twoją decyzję.
- Pa.
"Pa". Na tylko tyle zdołałam się zmusić. Odwróciłam się i pobiegłam przed siebie. Byle gdzie, byle daleko od tam tych wspomnień...

Sory że takie krótkie ale nie chciało mi się rozpisywać. Może jeszcze kiedyś wrócę ale na razie odchodzę. 

SEA

Tajemnica

     Gdy w końcu udało mi się wyjść z uścisku wader byłam nieźle zmęczona. Wspięłam się na moje drzewo i zasnęłam głębokim snem. Nie był on jednak spokojny. Wszędzie Mrok i tylko on. I nagle stoję na moim drzewie kierowana czymś czego nie mogłam nazwać. Wzięłam mój patyk i zeskoczyłam z drzewa. Wylądowałam miękko na trawie w lesie i puściłam się pędem. Z moją największą prędkością wspięłam się na skalne urwisko i już miałam z niego skoczyć, kiedy coś mnie zatrzymało. To był rozum. "Przecież to czyste szaleństwo" powiedział głosik w mojej głowie. Zaczęłam się opierać zaklęciu. W końcu odzyskałam pełne panowanie nad sobą. Ze zdumieniem stwierdziłam, że stoję na samym krańcu klifu i, że wtedy mógłby mnie ktoś tylko popchnąć, żebym spadła. Szybko zawróciłam i pobiegłam z powrotem do jaskini Amber, Sei i Shanona. Wspięłam się jeszcze raz na moje drzewo i ukryłam patyk. Niestety ta wycieczka powtórzyła się jeszcze kilka razy tej nocy i rano byłam wyczerpana. Padłam bez zmysłów na piasek niezdolna do najmniejszego ruchu. Walka umysłów i to bieganie w kółko całkowicie mnie zmęczyło. Zemdlałam. Gdy się obudziłam zobaczyłam nad sobą Amber i Seę. Shanona nie było. Nie odezwały się do siebie ani jednym słowem. Tylko obie zapytały:
- Co się stało?
- Nie wiem. - Odpowiedziałam częściowo kłamiąc. Nie chciałam, żeby się dowiedziały o mojej nocnej wycieczce, ale nie wiedziałam też kto mną sterował i po co. Wstałam i powłócząc łapami weszłam no moje drzewo. Dwie łapy zwisały bezwładnie, a dwie leżały na drzewie. Zasnęłam ponownie. Obudziłam się wieczorem. Tym razem wschodziła prawdziwa, naturalna pełnia. Wyciągnęłam szybko mój patyk, bo zaczął wypalać dziurę w drzewie swoimi znakami. Trzymając go w paszczy patrzyłam się w księżyc. Znaki błyszczały na niebiesko jeszcze bardziej niż zwykle, a ja sama poczułam przyjemny napływ energii, który został po minięciu pełni. Nagle poczułam ogarniającą mnie dziwną senność. Więc zasnęłam i to bardzo szybko. Obudziłam się nad tym samym klifem, co poprzednio:
- No nie. Po, co tu ja? - Jakby na to pytanie przede mną pojawiło się rosnące niebieskie światło. Oślepiło mnie na trochę i, gdy otworzyłam oczy stała przede mną jakaś wilczyca. Nie za bardzo wiedziałam kim jest, ale zaczęłam jej słuchać.
- Seomo musisz skoczyć w dół tej przepaści. Nie bój się, nie zginiesz. Gdy już skoczysz wpadniesz do "Tajemnicy". Tylko wilki z Księżycowym ciałem i patykiem mogą się w niej znaleźć.
-, Co to jest "Tajemnica? - Zapytałam zaskoczona.
- "Tajemnica" to świat. Oczywiście nosi całkowicie inną nazwę, ale wilki z zewnątrz nazywają ten świat "Tajemnicą", bo nie wiedzą, co w niej jest. Prawdziwa nazwa tego miejsca to Kesempurnaan. Oznacza Pełnia.
- Nie dziwię się, że wolą nazywać ten świat "Tajemnicą" to Kesem coś tam jest długie i trudne do wymówienia.
- Wiem, ale staraj się używać nazwy Kesempurnaan.
- Dobrze. - Powiedziałam, a wilczyca znikła. Postanowiłam sprawdzić czy to prawda i skoczyłam w dół.Nie poczułam żadnego zderzenia z ziemią i po prostu nic. Gdy otworzyłam oczy ukazał mi się bardzo dziwny świat, do którego właśnie opadałam. Drzewa świeciły, gdy się ich dotknęło, a kwiaty i krzewy miały wielkie liście i płatki. Wszystko wyglądąło jakby było w powiększeniu i świeciło. Gdy postawiłam pierwszy krok poczułam miłe mrowienie w łapach. Nie wiedziałam, co ono oznacza, ale wiedziałam, że ten świat jest całkowicie inny niż poprzedni.  
No mam nadzieję, że wystarczy. Mam chwilowy napad weny heh

SEOMA

Zdrada XD

Gdy Shanon i Seoma wrócili wszyscy się do nich rzucili z wyjątkiem mnie. Wyszłam ostrożnie z jaskini i pobiegłam do lasu. Miałam dość udawania "grzecznej". Wiedziałam, że Ina mnie przyjmie z powrotem, ale zastałam ją samą, a obozowisko zmasakrowane. Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia i spojrzałam jej w twarz. Miała zadrapane oko, ale nic poza tym. Z tego oka okropnie krwawiło. Szybko wbiegłam między krzaki i przyniosłam jej liść świętego dębu. Przyłożyłam jej do oka i zobaczyłam błogość rozlewającą się po jej twarzy. Połączyłam nasze Aury i zobaczyłam jakiegoś fioletowego wilka walczącego z Iną. Seele stała z boku i się przyglądała. Poczułam wściekłość Iny i strach przed tym, że wilk ją zabije. Rozłączyłam Aury. Poklepałam Inę po ramieniu i wtedy zdobyła się na niewielki uśmiech, który natychmiast zgasł. Poszła kulejąc do jaskini, a ja położyłam się przed nią. Miałam dla niej ważne informacje dotyczące Seomy, Amber, Sei i Shanona. Opowiedziałam jej o nich rano, a jej twarz nabrała wyrazu złośliwej radości. Wybrałyśmy się na przeszpiegi do nich. Oczywiście to ja musiałam wyjść z krzaków i wręczyć im jakiś kit. Powiedziałam, że Ina mnie wezwała umysłowo i byłam za słaba, żeby się obronić. Chyba wszyscy to łyknęli i mogłam zobaczyć, co robią. Shanon siedział na plaży i nad czymś głęboko się zastanawiał. Seoma siedziała na swoim drzewie i bawiła się jakimś patykiem z niebieskimi znakami. Amber jak to Amber patrzyła w morze również myśląc o czymś, a Sea pluskała się w wodzie. Ina kazała zostać mi z nimi noc. Uczyniłam to choć bez większego entuzjazmu. Nie dane mi jednak było odpocząć. One znowu się o coś pokłóciły. Sea z Amber oczywiście, a Seoma starała się je uspokoić to jej krzyknęły, żeby zamknęła ryja, co też uczyniła z najwyższą godnością. Wyszła z jaskini stąpając elegancko i z nosem skierowanym ku sklepieniu jaskini. A te dwie jak się zaczęły kłócić to do rana i wtedy moje nerwy puściły. Mrok wytrysnął ze mnie tak mocno, że zamknęły gęby i tylko patrzyły jak je oplata. Śmiałam się tak głośno, że ściągnęłam Shanona, który rzucił się na mnie zwalając z nóg, a mój Mrok puścił je. Wybiegłam na plaże, a Shanon jak uparta mucha za mną. Wtedy użyłam mojej Żywej Mgły. Słyszałam jęki i popiskiwania. Śmiałam się szyderczo i nie pozwoliłam zbliżyć reszcie wader. Pod koniec już zdychał, ale oszczędziłam jego marne ciało i szybko uciekłam do lasu. Tam jednak pokłóciłam się z Iną:
- TY IDIOTKO!!! MOGŁYŚMY DOWIEDZIEĆ SIĘ O NICH WSZYSTKIEGO, A TY TO ZNISZCZYŁAŚ!!!
- SAMA BYŚ NIE WYTRZYMAŁA GDYBY TE DWIE DARŁYBY CI SIĘ DO UCHA CAŁĄ NOC!!!
- STARAŁABYM SIĘ TO JAKOŚ UKRYĆ I ZAPANOWAĆ NAD ZŁOŚCIĄ!!!
- KIEDY ROBIŁAM TO PRZEZ CAŁĄ NOC!!!
- TO MOGŁABYŚ WYJŚĆ Z JASKINI I ZASNĄĆ GDZIE INDZIEJ!!!
- SŁYCHAĆ JE BYŁO NAWET PRZY SAMYM MORZU!!! 
Po tych słowach wybiegłam z jaskini i odbiegłam jak najdalej. Nieźle mnie wkurzyła. Byłam bardziej wściekła niż ona kiedykolwiek w świecie, ale to nie to nie dawało mi spokoju. Tylko głos w głowie "Zdradziłaś, zdradziłaś, zdradziłaś"... 

LEA

Walka bez skutku

     Mimo wczorajszych przeżyć po wyminięciu Shanona przeszły mi dreszcze po plecach. Wiedziałam, że nie mogę mu nic zrobić, a on mi, ale mimo to ciarki przechodziły zawsze gdy go widziałam. Na dodatek to, że pochodzi z mojej i Eileen watahy. Usiadłam nad brzegiem morza. Nad księżycem widać było małą czerwoną kropkę. Z tego, co wiedziałam o astronomii był to Mars. Tej nocy stanie się coś złego. Otrząsnęłam się. Odwróciłam w kierunku lasu i powędrowałam w kierunku watahy. Mijałam bagna, jeziora i strumienie. Ni chciałam biec, ale chyba dobrze, że nie biegłam, bo drogę zagrodził mi nie kto inny jak Shanon. Dreszcze. Spojrzał na mnie groźnie:
- Coś ci chyba powiedziałem, ale skoro nie dajesz mi wyboru. - Nie zrozumiałam nic z tego, co powiedział. Jakiego wyboru? Zjeżyłam futro na grzbiecie. Tym razem mi nie przeszkodzi. Zrobił to samo, ale w jego oczach widać było politowanie. Jakby wiedział, że nie jestem godną przeciwniczką. Czekałam, aż zrobi pierwszy krok. Wtedy ugryzł mnie w bark. O dziwo nic nie poczułam natomiast na jego ramieniu pojawiła się rana, a on sam syknął z bólu. Uśmiechnęłam się złośliwie. Nie mógł mi nic zrobić. Wtedy zrobił coś, co przekraczało wszelkie moje pojęcie. Chociaż od początku wyczuwałam, że coś z nim nie tak. Zapalił się. Moje oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Otarł się o mnie, a moje futro zapłonęło po czym natychmiast zgasło. Z rozdziawioną paszczą siedziałam i patrzyłam, co on wyczynia. Zdenerwowany zgasł i oplótł mnie roślinami, które zaczęły mnie miażdżyć. Nic nie czułam, a on zwijał się przede mną z bólu. Wtedy rośliny puściły. Użył magii powietrza. Wiało we mnie jakbym normalnie biegła. Nie ruszyło mnie to natomiast jego twarz, aż wykrzywiło. Ziewnęłam potężnie. Po pierwszym wrażeniu ochłonełam i położyłam się na ziemi. Czekałam, aż coś zrobi. Podniósł się i natychmiast upadł. Wykończyło go to. Zdołał tylko zapytać:
- Czemu tobie się nic nie stało?
- Bo jestem na to odporna. Tej nocy, kiedy wzlatywałam w niebo zyskałam nowe ciało. Księżycowe. Nie możesz mnie zranić. Nikt nie może. - Poczułam lekką ulgę, że się komuś wygadałam, choć niekoniecznie jemu. Siedziałam przy nim do rana i dopiero wtedy wstał i ruszył w kierunku jaskini. Gdy dotarliśmy na miejsce wszystkie otworzyły paszcze ze zdumienia. On poturbowany i poraniony, a ja bez jednego zadrapania. Nigdy się nie dowiedziały, co się stało.

SEOMA

Liczne tajemnice

     Siedziałem na plaży grzebiąc pazurem w piasku, aż nagle o mało nie zadławiłem się słysząc co stwierdziły wilczyce stłoczone przy Lei. Właśnie zostałem zaliczony, przez nie, do wilków Mroku. Musiałem zetrzeć łzę, która pociekła mi po pysku, kiedy próbowałem zdławić śmiech. Po chwili wróciło do mnie racjonalne myślenie "Może one coś pamiętają , muszę się upewnić i to jeszcze dziś".
     Kiedy Seoma oddaliła się, podszedłem do niej niepewnie i zapytałem:
- Pamiętasz mnie z dzieciństwa ?
- Nie.- odpowiedziała zdziwiona.
Odwróciłem się tyłem od niej i pomaszerowałem z powrotem na plaże. Chciała mnie zatrzymać, ale zrezygnowała i też sobie poszła. Pewny siebie, że nadal jestem chroniony,usiadłem na piasku i dopiero wtedy doszło do mnie co zrobiłem. "Jesteś kompletnym debilem!"-karciłem się w myślach. Zacząłem nerwowo chodzić w kółko "Teraz już na pewno, zorientują się, że jest coś ze mną nie tak". Jak na potwierdzenie tego co przed chwilą stwierdziłem, usłyszałem szepty. Podszedłem bliżej, aby wyraźnie słyszeć.
    Wadery siedziały wokół ogniska i rozmawiały o mnie. Temat oczywiście zaczęła Seoma.
- Wiecie cokolwiek o Shanonie?
- Nie. Nie wiem nawet jakiej jest magii.- powiedziała Amber.- Myślę, że Ognia, ale nie pasuje mi Mrok jaki od niego czuć.
- Mi się zdawało, że Natura bo umie wyczuć energię życiową, ale przeszkadza  Mrok. Te dwie magie się nie cierpią, więc nie może mieć ich dwóch.- powiedziała Sea.
- Ja myślałam, że jest po prostu Mrokiem.-stwierdziła Eileen, a Lea potwierdziła.
- Ale nie może być Mrokiem jeśli potrafi to co wcześniej stwierdziła Sea.-Seoma zaczęła coś jarzyć.- Z nim jest coś nie tak.-reszta wader potwierdziła.-A do tego dzisiaj zapytał się mnie czy pamiętam go z dzieciństwa!
- No nie gadaj!-wykrzyknęła Eileen.- Pochodzi z naszej watahy.
- Ty mi powiedz siostro ja nie pamiętam.
Eileen zaczęła zagłębiać się w wspomnienia, a ja przebierałem nogami ze zdenerwowania, modląc się aby mnie nie pamiętała.Wnioskując po minie Seomy, zaczęła tracić nadzieje, że cokolwiek odkryją, kiedy powietrze rozdarł krzyk Eileen:
-Tak, był taki jeden, urodził się wcześniej od ciebie, ale nie pamiętam go dobrze, bo niedługo po twoich narodzinach musiałam odejść.
-Kim byli jego rodzice?
-Shira i Argon pamiętam jak się nim chwalili, ale nie wiem dlaczego.
-Nie znam ich, kim byli.
Eileen zrobiła ogromne oczy:
- Nie znasz ich ?!
- Nie.
- Ciekawe co się stało po moim odejściu, coś się musiało wydarzyć skoro ich nie znasz.
-Jutro pójdę odwiedzić wilki Nocy, może wtedy się czegoś dowiem.-zaproponowała Soema.
Zrobiło mi się gorąco na tę wiadomość. Nie mogłem pójść za nią do watahy Nocy, więc musiałem zatrzymać ją jakoś tutaj. Wpadł mi do głowy najprostszy plan na świecie. Zastraszenie.
    Wspiąłem się na drzewo, a kiedy przechodziła zeskoczyłem blokując jej drogę.
- Co ty tutaj robisz?
- Podsłuchuję. A i dobrze ci radze nie pakuj nosa w nie swoje sprawy.-warczałem żeby dać jej do zrozumienie,że jej grożę.
Podkuliła ogon i uciekła wymijając mnie, a ja zostałem sam w ciemnej głuszy modląc się, aby ta sztuczka podziałała.

SHANON