Otworzyłam powoli oczy, rozglądając się dookoła.
W kącie leżał Shanon, Seomy nadal nie było, a Eileen gdzieś wcięło.
- Idę na polowanie.- mruknęłam cicho, wychodząc z jaskini.
Byłam smutna, zła i rozkojarzona.
Smutna, bo Sea odeszła.
Zła, bo Lea okazała się ostatnią su*ą.
Rozkojarzona zniknięciem Seomy.
Z tego wszystkiego głowa mnie rozbolała. Miałam ochotę płakać.
" Jaka ze mnie Alfa, skoro nie potrafię nawet utrzymać watahy?!" spytałam się w myślach, poszukując jedzenia.
Na szczęście znalazłam niewielkie stado jeleni. Szybko upolowałam najsłabszą sztukę i zataszczyłam ją na plażę.
- Szybko ci poszło.- zauważył słabym głosem wilk.
Kiwnęłam głową odchodząc od niego kawałek. Nie chciałam mu przeszkadzać w śniadaniu.
Po chwili przyszedł do mnie i usiadł obok.
Widziałam, że wolałby być sam, ale coś go tu trzymało.
Pytanie: co?
- Przynieść ci coś?- spytałam, nie mogąc dłużej wytrzymać w tej ciszy.
Shanon chwilę się zastanawiał, po czym powiedział:
- Mogłabyś Złotą Lilię?
- Złotą Lilię... Tak, zaraz wrócę...
Byłam zdziwiona... Ba! Zszokowana, że poprosił o ten kwiat.
Najrzadszy kwiat magiczny, jaki istniał w Wilczym Lesie.
Nie miałam zielonego pojęcia gdzie go znaleźć. Mógł być wszędzie!
Tata kiedyś mi opowiadał o Złotej Lilii... Złota Lilia potrafi uratować Wilczą Duszę, o ile ta tego pragnie...
Ale po jaką chorobę potrzebna Shanonowi jest Lilia?!
Lilię trudno znaleźć... Gdy ktoś jej szuka, a jest w pobliżu, zmienia się w normalnego kwiatka, bo nie chce zostać zużyta...
Jak mam ją znaleźć?!
Lilia ukazuje się tylko temu, kto na nią zasługuje...
A jeśli ja nie zasługuję?
Wzięłam głęboki wdech i wydech.
Spróbowałam sobie jeszcze coś przypomnieć...
"- Ale tatusiu...
- Słucham, Amber?
- Jak ja mam ją znaleźć, jeśli na nią nie zasługuję?
Potężny basior wybuchł donośnym śmiechem, przytulając swoją jedyną córkę... Mnie...
- Wtedy nie da się jej znaleźć.- mruknął, próbując opanować śmiech.
- Ale jak to?- zmartwiłam się.
- Pragniesz mieć taką Lilię?- spytał nagle poważniejąc.
- Tak!- krzyknęłam podekscytowana.
- To chodź.- mruknął, biorąc moje małe ciałko w pysk.
Długo szliśmy, ale w końcu znaleźliśmy się na pięknej łące, obrośniętej fiołkami, stokrotkami, a nawet makami.
- Idź wokół tych kwiatów, myśl o tym, czego najbardziej pragniesz... A zobaczysz, czy jakaś Lilia cię wybierze...- szepnął mi na ucho i nagle zniknął.
A więc zrobiłam tak, jak mi kazał, lecz Lilia się nie ukazała.
Kiedy wieczorem kładłam się spać, spytałam:
- Tatusiu... Dlaczego Lilia się nie pokazała?
- Nie wiem. Spróbuj za kilka lat. Może wtedy uzna, że jesteś godna bycia posiadaczką Lilii.- wzruszył ramionami całując mnie w czoło..."
Gdzie jest ta łąka?
Zaczęłam iść przed siebie, nawet się nie zorientowałam, kiedy znalazłam się w miejscu mojego dawnego domu.
- I co teraz?- spytałam samą siebie.
Spróbowałam przypomnieć sobie drogę na tę łąkę... Prosto, prawo, lewo... Nie... Prosto, lewo, prawo, prosto... Ych!
Zdenerwowana zaczęłam biec na oślep, tam, gdzie mnie łapy poniosą.
W końcu znalazłam się tam... Na łące...
Zaczęłam chodzić wśród kwiatów, czując dziwne uczucie Deja Vu.
Przy którymś fiołku, zaczęłam słyszeć jakiś głos...
- Jestem tutaj by być z tobą... Serce me jest twoje... Moje moce są dla ciebie... Ja, Złota Lilia jestem twoja... Lecz przestrzegam cię, że... Tylko raz możesz mnie użyć... Tylko raz jestem gotowa ci pomóc...
Przede mną ukazała się lilia, lecz o kolorze złotym... Złota Lilia.
Niewiele myśląc, zerwałam ją i delikatnie trzymając ją w pysku, pobiegłam do Shanona...
Po drodze napotkało mnie wiele wątpliwości...
Dlaczego mam mu oddać MOJĄ Lilię?
Dlaczego to ON, ma skorzystać z jej boskich mocy, a ja nie?
Czy naprawdę jestem na tyle bezinteresowna, żeby mu aż tak pomóc?
Czy w ogóle jest dobry?
No właśnie... Nie wiadomo...
Niby nic nam takiego nie zrobił, ale na tym świecie już nikomu nie można było ufać...
I co teraz?
Masz zamiar skłamać, że nie znalazłaś Lilii?
Czy Shanon jest tak bardzo słaby, że nie może żyć z tym bólem?
Gdy znalazłam się blisko granicy lasu z plażą, zwolniłam.
Nie wiedziałam co jest słuszne... Rozum czy serce...?
Serce podpowiadało żebym mu pomogła, bo nie jest dla mnie obojętny.
Ale rozum mówił, że nie mogę mu ufać... A co jeśli użyje Lilii w złych celach? Broń Boże, uratuje Inę?
O ile Ina potrzebuje takowej pomocy...
Wyszłam z lasu i rozejrzałam się w poszukiwaniu wilka.
Znalazłam go w jaskini.
Spał i miarowo oddychał.
Teraz, albo nigdy...
Położyłam Lilię obok jego głowy, postanawiając zniknąć.
Kiedy byłam już przy ścianie puszczy, ostatni raz spojrzałam na Shanona, w duchu modląc się o to, żeby dobrze jej użył...
Kilka godzin później byłam bardzo daleko od morza. Miałam wyrzuty sumienia, bynajmniej nie dlatego, że oddałam mu Lilię... Tylko dlatego, że go tam zostawiłam.
" Dziewczyno, weź się w garść!" rozkazałam sobie, wchodząc do opuszczonej jamy...
No i jest... Uff... Myślałam, że tego w życiu nie napiszę, ale się udało :) Jeśli nie podoba Ci się Shanon, taki rozwój wydarzeń, zmień go w swojej notce.
Przepraszam za błędy, ale czytać 2 raz mi się już nie chce.
Przepraszam Leę za tą su*ę, ale była potrzebna do notki. W rzeczywistości nie uważam, że taka jesteś...
Zastanawiam się... Czy Wataha Życia i Śmierci jeszcze istnieje... Ostatnio tak tu cicho, że... Aż smutno... :(
AMBER