wtorek, 31 lipca 2012

Powrót Sei

        Od tamtego dnia, zmieniłam się. Już nie byłam tą samą Amber. Zaczęłam być bardzo nieufna i nieśmiała. Świat stał się dla mnie szary, a ja zostałam sama. Sea odeszła, Lea i Shanon okazali się zdrajcami, Seoma zniknęła... Byłam sama. Moja wataha się rozpadła, a ja już nie byłam Alfą... Tylko zwyczajną wilczycą. 
Upolowałam najsłabszego jelenia i szybko go zjadłam. Nie pozwalając sobie na chwilę odpoczynku, ruszyłam przed siebie. 
 Chciałam zostawić to miejsce. Może przenieść się na inne tereny? Byle z dala od morza i tej puszczy. Zbyt wiele złych wspomnień miałam z nią związanych. 
 Nadal byłam w złym stanie, ciało całe w ranach, kuśtykałam na jedną łapę. Jedyną mocną stronę, jaką w tej chwili posiadałam był ogień. Ale czy miałam wystarczająco dużo siły, żeby go wywołać? Nie wiedziałam.
Biegłam już parę godzin, kiedy usłyszałam szelest. Niewiele myśląc spojrzałam kto to. Jakaś wilczyca. Również się zatrzymała i zaczęła do mnie podchodzić. Spanikowałam i zaczęłam uciekać. 
 W końcu się zmęczyłam i wadera mnie dogoniła. Po rozmowie okazało się, że to Sea. Byłam strasznie szczęśliwa, że wróciła. Potrzebowałam teraz wsparcia, a Sea była moją przyjaciółką. 
- Znajdźmy jakąś grotę czy coś.- mruknęłam po godzinie rozmowy. Byłam wykończona i najchętniej od razu bym zasnęła. 
- Dobrze. Chodź, widziałam niedaleko jedną norę.- posłusznie za nią poczłapałam i po chwili wślizgnęłam się do norki. 
- Dobranoc.- szepnęłam i prawie od razu zasnęłam.
Następnego dnia, gdy się zbudziłam, zobaczyłam przed sobą spory kawał mięsa. Bez większego namysłu zjadłam go i wyszłam na powierzchnię. 
 Sea wylegiwała się w cieniu drzewa, prawdopodobnie najedzona. 
- Dzień dobry.- uśmiechnęła się, kiedy mnie zauważyła. 
 Nieśmiało odwzajemniłam uśmiech, kładąc się obok niej. 
- No to co robimy, Alfo?- zaśmiała się rozpromieniona. 
- Jaka Alfo?- rozejrzałam się wokół.
 Sea zerknęła na mnie dziwnie. 
- No... Do ciebie mówiłam...
- Ja już nie jestem Alfą...- odparłam szybko, spuszczając łeb.- Nie spisałam się jako przywódczyni, byłam naiwna i w ogóle...- wyjaśniłam niepotrzebnie. 
 I wtedy przypomniałam sobie o Lilii. " Ciekawe co z nią zrobił, ten dureń...?" pomyślałam, powstrzymując się przed warknięciem. Zdecydowanie znienawidziłam Shanona. 
- Dla mnie nadal jesteś Alfą.- zaprotestowała. Byłam niemal pewna, że powiedziała to z litości. 
- Dzięki, ale mów mi Amber.- uśmiechnęłam się smutno.
- Zawsze tak do ciebie mówię.- puściła mi oczko, po czym trąciła mnie pyskiem, po przyjacielsku.- Chodź, nie będziemy tu siedzieć cały dzień. 
- A co innego mamy do roboty?- zdziwiłam się.
- Polowanko?- zaproponowała.
- Przecież nie jesteśmy głodne.
- Głuptasie, dla zabawy!- zaśmiała się, po czym ruszyła pędem przed siebie. 
 Ze śmiechem pobiegłam za nią, wierząc, że Ona pozwoli mi zapomnieć...

Mam nadzieję, że nie zrobiłam Cię, kochana Seo, zbyt dobrą? xD
AMBER

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz