Obudziłam się ciężko oddychając. Znowu ten sam koszmar. Spotykam Inę, Leę i Seele. "Rozmawiam" z nimi i nagle zza krzaków wyłazi Shanon. Ina śmieje się, rzuca na mnie- walczymy. Jestem zbyt osłabiona, żeby przywołać jakiś porządny Ogień, słabnę. Ina wygrywa i już ma mi zadać ostateczny cios, kiedy... budzę się.
Wyszłam z jaskini i nie przejmując się zniknięciem wilka, poszłam na polowanie. Nie mogłam znaleźć stada jeleni, więc złapałam zająca. Widząc jednak, że jest to samica, a na dodatek w ciąży- wypuściłam ją.
Przez resztę dnia leżałam na plaży, od czasu do czasu bawiąc się motylami. W końcu znużona postanowiłam się przejść. Weszłam w głąb puszczy i zaczęłam iść przed siebie, wsłuchując się w śpiew ptaków.
Szłam dość długo, bo nim się obejrzałam słońce zachodziło. Niespodziewanie naprzeciw mnie wyszły te wilczyce. W końcu jedna z nich zatrzymała się raptownie, a w ślad za nią reszta.
- O!- wyrwało się Inie.- Kogo my tu mamy.- uśmiechnęła się złośliwie.
- Kogoś lepszego od was.- mruknęłam.
Wilczyca warknęła ostrzegawczo, jeżąc sierść.
- A gdzie się podziała reszta, hm? Czyżby wszyscy cię opuścili?- sztucznie się zaniepokoiła.
- Są na wakacjach.- prychnęłam, w duchu krzycząc z bezsilności.
- Jak wrócą, pozdrów ich.- zaśmiała się.- Oh, no tak... Nie będziesz miała JAK.- zauważyła podkreślając ostatnie słowo.
I wtedy to się stało, zza krzaków wyszedł Shanon.
Gapiłam się na niego w szoku, nie mogąc wypowiedzieć choćby słowa.
Ten nawet na mnie nie spojrzał. Nic nie zrobił.
- No... Zatkało cię.- warknęła Ina, okrążając mnie.
Szybko doszłam do siebie i zaczęłam warczeć ostrzegawczo.
- Nic nie zrobisz?- spytała, uśmiechając się kpiąco.
- Nie uważasz, że 4 na 1 to nie fair?- odpowiedziałam pytaniem.
- Nie, skądże znowu.- zaśmiała się, skacząc na mnie.
W ostatniej chwili zrobiłam unik, rzucając w nią kulę ognia. Ta odpowiedziała tym samym. Słuchając się instynktu zionęłam na nią ogniem, ale ta w zamian zrobiła wielkiego smoka, którego nasłała na mnie.
Przez kilka minut bezskutecznie próbowałam go zgasić.
W końcu smok wygrał, a ja zostałam nieźle oparzona. Skóra niemiłosiernie mnie piekła, ale nie poddawałam się. Zgasiłam palące się futro i oplotłam Inę liśćmi jakiejś rośliny. Ta jednak się uwolniła. Tam, gdzie stała, zrobiłam z ziemi błoto, ale to nie pomogło.
I wtedy do akcji włączyła się Lea. Mrok oplótł moje ciało, a ja nie mogłam się wydostać. Byłam bezsilna.
- Mogę się trochę pobawić?- spytała Inę. Ta kiwnęła głową, siadając.
Wadera rzucała mną kilka razy o drzewo, a ja tylko piszczałam z bólu. W końcu upuściła mnie.
Resztkami sił, dźwignęłam się na łapy. Nie mogłam się już bronić, nie miałam ani motywacji, ani chęci.
- Zabij mnie.- poprosiłam cicho.
- Słucham?- nie zrozumiała mnie.
- Zabij mnie.- powtórzyłam głośniej.
Zdziwiona wadera podeszła do mnie i podniosła łapę. Zamachnęła się i trzepnęła mnie w głowę. Upadłam i zamknęłam oczy, czekając na ostateczny cios, który jednak nie nadszedł.
Nie zdążyłam nawet sprawdzić o co chodzi, kiedy ktoś mnie z całej siły uderzył, a ja straciłam przytomność.
Taa, coś wyszło nie tak jak miało wyjść xD No, wykazałam się wielką siłą, nie? xD
AMBER
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz