wtorek, 31 lipca 2012

Śmiech

      Po "zabawie" Amber Ina oszołomiła ją, a my śmiejąc się do łez wróciłyśmy do jaskini. Shanon był jakiś przybity, ale nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi. Nie interesował mnie w żaden sposób. Większość dnia spędzałam na wylegiwaniu się na trawie i nie zwracanie na nikogo uwagi. W końcu znudziło mi się to i zaczęłam chodzić na spacery. Podczas jednego z nich natknęłam się na Amber. Wilczyca zjeżyła futro i pokazała kły. Zignorowałam ją całkowicie i ruszyłam dalej. Nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że ktoś mnie obserwuje i nagle ogromny huk, a ja poczułam piekący ból w ramieniu. Upadłam na ziemię. Nie mogłam się podnieść i nagle ktoś, albo coś zarzuciło na mnie sieć. Nie mogłam dostrzec kto. Zaczęłam się w niej miotać, ale, kiedy dostałam mocno jakimś kijem przestałam z jękiem bólu. Zaniesiono mnie w sieci do jakiejś niewielkiej wioski. Najwyraźniej bardzo biednej. Chatki stojąco, co kilka metrów rozlatywały się w oczach. Wszystkie zwierzęta były bardzo wychudzone nie mówiąc już o ludziach. Szybko opatrzono mi ranę na ramieniu i po chwili mogłam już normalnie chodzić. Wtedy zaczęło się. Jeden z mężczyzn podszedł do mnie i założył mi uprząż. Spoglądałam na niego ze zdumieniem. Po chwili założył mi smycz i pociągnął. Ruszyłam za nim posłusznie. Wiedziałam, że nie ma co z nim walczyć. Dostałabym tylko tym kijem po głowie i najprzyjemniej by nie było. W końcu stanął między dwoma mężczyznami. Rozmawiali o czymś cicho, a po chwili zostałam przekazana kolejnemu. Zobaczyłam, że ten, który wcześniej mnie trzymał miał sakiewkę z pieniędzmi podzwaniającymi w środku. Próbowałam się wyrwać, ale wcześniej wspomniany kij rąbnął mnie mocno w głowę, więc dałam sobie spokój. Przywiązał mnie do kołka, a ja zaczęłam go wściele atakować. Dostałam jeszcze raz kijem i przestałam. Nie miałam zamiaru narażać się ludziom. Nagle podszedł do mnie jakiś pies. Samiec. Nie zareagowałam. Pozwoliłam mu się obwąchać, a on uśmiechnął się do mnie, kiedy skończył. Był dość młody z wiecznym uśmiechem na paszczy. Reszta psów patrzyła na niego w zdumieniu. Część spoglądała też na mnie jakby miała na mnie chęć. Westchnęłam i odwróciłam się od nich. Zło do końca mnie nie przeżarło. Po prostu byłam wredna i złośliwa. Od pewnego czasu ludzie dziwnie mi się przyglądali, aż usłyszałam strzęp rozmowy:
- Wiem, że jest dzika, ale świetnie by się nadawała.
- Z tego pojawią się tylko pół dzikie psy.
- Wiem, ale takie są silniejsze.
- Nie widzisz, że od niej zionie złem? - Zapytał głos.
- Widzę, ale zrozum trzeba. Większość jest za stara, żeby pracować. Widziałeś tamtego psa. Zaraz jak ona się nazywał... A Atum. Tak się na nią patrzył. Oczywiście może się nie zgodzić nie będziemy jej zmuszać, ale jeśli go polubi...
- Domagasz się cudu. - Stwierdził jeden z głosów.
- Nie bądź taki pewny. Odkupię od ciebie Atuma. Ile chcesz?
- On nie jest na sprzedaż. To mój jedyny dobry pies, a ty masz tą wilczycę.
- Jeśli mi go sprzedasz obiecuję ci połowę z tego, co się urodzi.
- O ile w ogóle się urodzi. - Przypomniał jeden z głosów.
- Tot nie daj się prosić. Ile chcesz?
- Hmm... 300 funtów i ani grosza mniej.
- No dobra. - Mruknął jeden z głosów. Po chwili Atum pojawił się przy mnie, a ja oniemiała zapomniałam o całym świecie. Dlaczego ja? No tak, ale nie widziałam tu żadnych samic. Oczywiście jeśli go polubię. Wydaje się sympatyczny. Nagle mężczyzna założył mi smycz i poszłam za nim, a za nami dreptał Atum. Po chwili byłam przywiązana do jakiegoś kołka w stodole należącej do tamtego mężczyzny. Zamknęli drzwi stodoły, a ja położyłam się na ziemi.
- No to jak?
- O  co ci chodzi? - Zapytałam zdziwiona.
- Słyszałaś ich co nie?
- Słyszałam. - Odpowiedziałam.
- Ja cię do niczego nie zmuszam, ale wiesz polubiłem cię.
- Wiem. - Powiedziałam i ponownie się położyłam. To było po prostu śmieszne i zaczęłam się śmiać. Tak głośno, że Atum spojrzał na mnie zaskoczony. Ja jednak rechotałam dalej, aż zabrakło mi tchu.
___________________________________________________________
No to tyle mam nadzieję, że się podoba. Dawno nie pisałam heh :-)

LEA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz