wtorek, 31 lipca 2012

Zamiana stron

     Dni mijały, a ja miałem ochotę rwać sobie futro. Seomę gdzieś wcięło, Eileen tak samo, zostałem sam na sam z Amber. Ta na szczęście znikała gdzieś na całe dnie, prawdopodobnie miała mnie dosyć. Dogryzałem jej cały czas, aby trzymała się jak najdalej ode mnie.
    Co dzień breja pod moimi łapami rosła, aż zaczęła ze mnie ściekać. Stwierdziłem,że dłużej nie dam rady tego ukrywać. O świcie, kiedy Amber jeszcze spała , wstałem i puściłem się galopem. Nie musiałem myśleć dokąd biegnę. Mój instynkt kierował łapami wprost do największego skupiska Mroku. Po kilku godzinach biegu ledwo wyhamowałem i nie zderzyłem się łbem z wilczycą:
- Patrz kur.. jak leziesz!!!-wrzasnęła.
- Mi też cie miłe widzieć kuzynko.- otrzepałem się i przywitałem z Iną.
- Czego tu szukasz, Shanon?
- Przyjaciół.- zakpiłem.- A jak myślisz?
- Nie zawracaj mi gitary!-warknęła i miała już odejść.
- Przyjmij mnie do swojej watahy?!- poprosiłem a w moim głosie można było usłyszeć desperacje.
- Kpisz sobie ze mnie?!!-odwróciła się do mnie z furią.
- Nie.Przyjmij mnie.
- Jesteś za słaby. W dalszym ciągu dobry.
- Jestem przeklęty.
- No właśnie, a ja cię nie zbawię.
- Nikt nie zbawi, ale ratuję nas wszystkich przed demonami.
- Wiesz tak samo dobrze jak ja,  że ta przepowiednia do zmyślone brednie-zakpiła.
- Tak uważasz to powiedz to temu bydlakowi stojącemu za tobą-powiedziałem unosząc brew, a Ina obróciła się gwałtownie i odskoczyła stając obok mnie.
- Zabierz to, błagam, zrobię wszystko co zechcesz!!!
- TO nie "to" to jest warg, a jak nie chcesz mieć ich tu więcej to mnie przyjmij.
- Dobrze już dobrze, weź go stąd!!!- popatrzyłem na demona a on rozpłynął się w powietrzu.
- Ufff. Nie musiałeś go na mnie nasyłać!-klapnęła ciężko na ziemię.
- Nie chciałem, straciłem kontrolę.
- Nie panujesz nad nimi?!-poderwała się jak oparzona.
- Panuję, ale ostatnio byłem za wielkoduszny, a żeby mad nimi panować potrzebuje Mroku, dużo Mroku.- to ostatnie wyszeptałem.
- Teraz rozumiem czemu się chcesz do mnie przyłączyć.-prychnęła.
- Nie musiał bym gdyby nie twoi starzy!!
- Nie zwalaj winy na nich, wykonali tylko to co zlecili TWOI STARZY!
- Podobno głupota nie boli, a jednak przez ich głupotę mnie boli.
- Dlaczego ci to zrobili, byłeś ich cytuję "aniołkiem"?
- Bo przyniosłem rodzinie hańbę!
- To że jako syn pary alfa  Nocy, panujesz nad Mrokiem to nie hańba! Przecież to dwie pokrewne moce.
- Tak ale wataha zadecydowała inaczej,kiedy moim rodzicom nie udało się mnie zabić, poprosili twoich aby wezwali demony i wysłali je w pogoń za mną...
- ...ale wystarczyło pomylić słowa i sam stałeś się Demonem -dokończyła za mnie.
- Taaa... i muszę trzymać całą chordę demonów jak najdalej od naszego świata.
- Pomyśl za to jakie masz możliwości!-rozmarzyła się.- Możesz je wypuścić i powybijać wszystkich dobrych...
- Myślisz, że one patrzą czy zabijają dobrego czy złego,dla nich się to nie liczy. Chodzi tylko o rozlew krwi.
- No to w takim razie możesz z nami zostać tak długo jak ci się podoba. Tylko trzymaj te bestie z daleka ode mnie. Choć pokażę ci gdzie aktualnie mieszkamy.-pośpieszała mnie, chcąc chronić swój tyłek.- Zapamiętaj tylko,że ja byłam dla ciebie taka dobra. Tak tylko na przyszłość mówię.- wywróciłem oczami i poszedłem za Iną.
     Wkrótce weszliśmy na polanę. Lea poderwała się z ziemi gotowa mnie zaatakować. Zignorowałem ją i podszedłem do najwyższego drzewa, wdrapałem się na nie i tam postanowiłem spędzić resztę dnia. Rozmyślałem przez długie godziny o tym jak nisko upadłem i że gdybym nie został zmuszony przez wargy i inne świństwa to nigdy bym się nie zniżył do zadawania z Iną. Postanowiłem jednak na razie być miły i zostać jej pachołkiem aby odzyskać kontrolę. Pod wieczór przypomniałem sobie jeszcze jedną rzecz i zacząłem martwić się o Amber, która aktualnie została sama.

SHANON

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz