Co dzień breja pod moimi łapami rosła, aż zaczęła ze mnie ściekać. Stwierdziłem,że dłużej nie dam rady tego ukrywać. O świcie, kiedy Amber jeszcze spała , wstałem i puściłem się galopem. Nie musiałem myśleć dokąd biegnę. Mój instynkt kierował łapami wprost do największego skupiska Mroku. Po kilku godzinach biegu ledwo wyhamowałem i nie zderzyłem się łbem z wilczycą:
- Patrz kur.. jak leziesz!!!-wrzasnęła.
- Mi też cie miłe widzieć kuzynko.- otrzepałem się i przywitałem z Iną.
- Czego tu szukasz, Shanon?
- Przyjaciół.- zakpiłem.- A jak myślisz?
- Nie zawracaj mi gitary!-warknęła i miała już odejść.
- Przyjmij mnie do swojej watahy?!- poprosiłem a w moim głosie można było usłyszeć desperacje.
- Kpisz sobie ze mnie?!!-odwróciła się do mnie z furią.
- Nie.Przyjmij mnie.
- Jesteś za słaby. W dalszym ciągu dobry.
- Jestem przeklęty.
- No właśnie, a ja cię nie zbawię.
- Nikt nie zbawi, ale ratuję nas wszystkich przed demonami.
- Wiesz tak samo dobrze jak ja, że ta przepowiednia do zmyślone brednie-zakpiła.
- Tak uważasz to powiedz to temu bydlakowi stojącemu za tobą-powiedziałem unosząc brew, a Ina obróciła się gwałtownie i odskoczyła stając obok mnie.
- Zabierz to, błagam, zrobię wszystko co zechcesz!!!
- TO nie "to" to jest warg, a jak nie chcesz mieć ich tu więcej to mnie przyjmij.
- Dobrze już dobrze, weź go stąd!!!- popatrzyłem na demona a on rozpłynął się w powietrzu.
- Ufff. Nie musiałeś go na mnie nasyłać!-klapnęła ciężko na ziemię.
- Nie chciałem, straciłem kontrolę.
- Nie panujesz nad nimi?!-poderwała się jak oparzona.
- Panuję, ale ostatnio byłem za wielkoduszny, a żeby mad nimi panować potrzebuje Mroku, dużo Mroku.- to ostatnie wyszeptałem.
- Teraz rozumiem czemu się chcesz do mnie przyłączyć.-prychnęła.
- Nie musiał bym gdyby nie twoi starzy!!
- Nie zwalaj winy na nich, wykonali tylko to co zlecili TWOI STARZY!
- Podobno głupota nie boli, a jednak przez ich głupotę mnie boli.
- Dlaczego ci to zrobili, byłeś ich cytuję "aniołkiem"?
- Bo przyniosłem rodzinie hańbę!
- To że jako syn pary alfa Nocy, panujesz nad Mrokiem to nie hańba! Przecież to dwie pokrewne moce.
- Tak ale wataha zadecydowała inaczej,kiedy moim rodzicom nie udało się mnie zabić, poprosili twoich aby wezwali demony i wysłali je w pogoń za mną...
- ...ale wystarczyło pomylić słowa i sam stałeś się Demonem -dokończyła za mnie.
- Taaa... i muszę trzymać całą chordę demonów jak najdalej od naszego świata.
- Pomyśl za to jakie masz możliwości!-rozmarzyła się.- Możesz je wypuścić i powybijać wszystkich dobrych...
- Myślisz, że one patrzą czy zabijają dobrego czy złego,dla nich się to nie liczy. Chodzi tylko o rozlew krwi.
- No to w takim razie możesz z nami zostać tak długo jak ci się podoba. Tylko trzymaj te bestie z daleka ode mnie. Choć pokażę ci gdzie aktualnie mieszkamy.-pośpieszała mnie, chcąc chronić swój tyłek.- Zapamiętaj tylko,że ja byłam dla ciebie taka dobra. Tak tylko na przyszłość mówię.- wywróciłem oczami i poszedłem za Iną.
Wkrótce weszliśmy na polanę. Lea poderwała się z ziemi gotowa mnie zaatakować. Zignorowałem ją i podszedłem do najwyższego drzewa, wdrapałem się na nie i tam postanowiłem spędzić resztę dnia. Rozmyślałem przez długie godziny o tym jak nisko upadłem i że gdybym nie został zmuszony przez wargy i inne świństwa to nigdy bym się nie zniżył do zadawania z Iną. Postanowiłem jednak na razie być miły i zostać jej pachołkiem aby odzyskać kontrolę. Pod wieczór przypomniałem sobie jeszcze jedną rzecz i zacząłem martwić się o Amber, która aktualnie została sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz