Chwyciłem Lilię w zęby i wybiegłem z jaskini. Znalazłem drzewo i ukryłem kwiat w niewidocznej z ziemi dziupli. Następnie postanowiłem pójść nad strumień. Dobiegłem do niego w dziesięć minut i wskoczyłem na kamień wystający ponad wodę pośrodku strumienia. Siedziałem w ciszy wpatrując się w moje falujące odbicie. Rozmyślałem o moim nie wzruszonym sercu, o tym, że sumienie łaskawie do mnie powróciło i że wyczuwam resztki z mojej duszy.
Nagle podniosłem głowę, bo zdawało mi się, że usłyszałem płacz. Po chwili stwierdziłem,że słuch mnie nie zawiódł i że niedaleko ktoś cicho pochlipuje. Zeskoczyłem ze skały na brzeg i ruszyłem w stronę, z której dobiegał płacz. Biegłem wzdłuż brzegu, minąłem zarośla i ukazała mi się mała wątła, wychudzona i brudna postać. Wilczek skulił się przestraszony i wychrypiał trzęsąc się:
-Nie zabijaj mnie proszę.
Podszedłem do małego i usiadłem obok niego wpatrując się w strumień. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, aż młody ją przerwał pytaniem:
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego... mnie nie zabiłeś?!- uśmiechnąłem się pod nosem i zapytałem:
- Co przeskrobałeś młody?
- Jestem Aston, a ty jesteś wilkiem Mroku, więc teraz powinieneś mnie szukać?
- Nie jestem Mrokiem, gówniarzu -warknąłem, a Aston siedział wryty w ziemię i wbijał szkarłatne oczy w moje.
Nagle poczułem coś i zrozumiałem, że sumienie powróciło:
- Czy mógłbym ci jakoś pomóc, mały?
- Nie, nie możesz- powiedział.-... nikt nie może.- dodał już łamiącym się głosem.
Wpadł mi do głowy pomysł, zacząłem wewnętrzną walkę ze sobą, Aston mówił coś dalej, ale ja go nie słuchałem zagłębiając się w swojej sprzeczce.
"Będziesz kretynem, kompletnym idiotą jeśli to zrobisz"
"Jeśli oddasz Lilię nic już cię nie uratuje... chociaż i tak zło przeżarło twoją dusze na wylot, więc i tak cie już nie zbawi... z drugiej strony mógłbym... Nie"
Chwila zastanowienia i już wiedziałem co zrobię:
"Oddam małemu Lilię"
- Poczekaj tutaj młody.- powiedziałem już w drodze do jaskini.
Dobiegłem na miejsce w kilka chwil, zdyszany stanąłem pod drzewem i wspiąłem się na dwie łapy wyciągnąłem Kwiat i ruszyłem z powrotem nad strumień. Stanąłem przed Astonem i ułożyłem Lilię pod swoimi łapami, a mały wpatrywał się we mnie, a w jego oczach ujrzałem, że nic z tego nie rozumnie:
- To jest Złota Lilia, może spełnić każde życzenie.... i odmienić życie- wyjaśniłem, żałując, że nie odmieni mojego.- Daję ci ją, ponieważ wiem, że użyjesz jej lepiej ode mnie.
- Dziękuję- wyszeptał. A jego oczy błyszczały jak gwiazdy.
Pchnąłem nosem Lilię w stronę zachwyconego wilczka. Wstałem i już odchodziłem, ale obróciłem się i powiedziałem:
- Nie zmarnuj tej szansy, ok?
- Nigdy i nigdy ci tego nie zapomnę.- powiedział to, podbiegając do mnie i wtulając swój malutki łebek w moją sierść. Poklepałem go delikatnie, a następnie stanowczo się wyrwałem, stwierdzając,że za dużo dobroci jak na jeden dzień.
Ruszyłem w stronę jaskini, a mały nadal stał i wpatrywał się we mnie, po kilku krokach zniknąłem w zaroślach tracąc Astona z oczu. W drodze powrotnej zapolowałem na królika, a następnie spacerowałem po lesie. Późnym popołudniem doszedłem w końcu do jaskini. Amber wryło na widok "radosnej wersji Shanona". Zaczęliśmy rozmawiać, pierwszy raz brałem żywy udział w rozmowie, co jeszcze bardziej zdziwiło Amber. W końcu zapytała:
- Ta radość, jest spowodowana Lilią, jeśli można wiedzieć to czego sobie zażyczyłeś?
- Niczego- zaśmiałem się.
- Nie chcesz to nie mów.- wstała i odeszła.
Westchnąłem i postanowiłem uciąć sobie drzemkę. Ułożyłem się wygodnie w cieniu pod wielkim dębem i zasnąłem rozmyślając jak zmieniło się dzięki mnie życie Astona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz