Nagle pojawiła się przede mną wilczyca z wizji. Spojrzałam na nią wyczekując:
SEOMA
- Witaj jestem Em miło cię znowu widzieć Seomo. Witaj na Kesempurnaanie. - Wskazała łapą świat. - Teleportujemy się na górę chodź.
- Co robimy? - Zapytałam zdziwiona, ale ona złapała mnie za łapę i, po chwili obie znalazłyśmy się 500 metrów nad ziemią na jakiejś górze. Rozciągał się widok zapierający dech w piersiach. Z dala widziałam księżyc przed ostatnią fazą pełnią. Morze, lasy, góry, jeziora, rzeki i stawy. To wszystko było za piękne, a na dodatek błyszczało. Raz po raz drzewa oświecał srebrny blask. Jeziora miały czysty błękitny kolor, a ziemię przeszywały od czasu do czasu smugi. Były to biegające Wilki Nocy. Rozdziawiłam paszczę ze zdumienia i zachwytu. Nagle usiadł przed nami czerwony, płonący ptak. Feniks. Potrząsnął główką i spojrzał na nas, po czym oznajmił czystym melodyjnym głosem:
- Królowa Hekate czeka na was. Miała już zamiar wysłać poszukiwaczy. Pospieszcie się. - I odleciał. Em spojrzała na mnie złapała mnie za łapę i obie stanęłyśmy przed ogromną jaskinią wysadzaną klejnotami. zaparło mi dech z zachwytu. Opanowałam się jednak i weszłyśmy do środka. Królowa siedziała na tronie w złotej koronie. Obok niej na oparciu fotela siedział ten sam Feniks. Zastanawiało mnie jak szybko on tam trafił. Przestało mnie to jednak zastanawiać, bo Hekate przemówiła cichym, tajemniczym i eterycznym głosem:
- Witaj Seomo. Miło cię w końcu poznać. Em wiele mi o tobie opowiadała. Słyszałam, że jesteś szybsza w pełnym biegu od mojego posłańca. - Spojrzała na Feniksa, który przechylił główkę i spojrzał na mnie dziwnie. - Nie ważne z resztą mamy ważniejsze sprawy na głowie. Potrzebuję strażnika. Strażnika najważniejszego przedmiotu na tym świecie i ty świetnie się na niego nadajesz. Nieustraszona, gotowa na wszystko, Księżycowe ciało i umysł. Wszystko czego trzeba najlepszemu strażnikowi.
- Eee. - Bąknęłam nie wiedziałam, co na to powiedzieć. - Co to za przedmiot?
- Nie powiem ci tego teraz. Zbyt wiele świadków przyjdź jednak do mnie później po uczcie.
- Uczcie? Jakiej uczcie?
- Powitalnej oczywiście. A co myślałaś, że po prostu się tu pojawisz bez żadnego powitania? O nie moja droga tu witamy każdego po królewsku. Dalej już nie jest tak kolorowo. - Oznajmiła chichocąc. Trochę mnie to zdziwiło, ale nic nie powiedziałam tylko ruszyłam za wychodzącą Em.
Sorry, że takie krótkie, ale muszę się streszczać, bo idę na imprezę,a wtedy o 15 mama zgoniła mnie z kompa i musiałam iść na dwór ech...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz