Widok Shanona zbił mnie z tropu. Kiedy zobaczyłam go przed jaskinią, miałam ochotę schować się pod ziemię. Mimo wszystko w głowie pojawiła się mała nadzieja, że może mnie szukał, ale kiedy opowiedział Alfie o tym, jak to przypadkiem natrafł na Watahę, cała nadzieja prysła. Patrzył na mnie i na Aik'a tak obojętnym wzrokiem, że aż zabolało. Wzrok wbijałam w ziemię, gdy Shanon rozmawiał z Alfą. O uszy obił mi się tylko skrawek wypowiedzi:
- ... pozwolimy ci zostać i...- dalej nie słuchałam, nie chciałam. Chciałam zaprotestować, powiedzieć coś, cokolwiek, co by odstraszyło wilki od Shanona, ale z moich ust wydobył się jedynie cichy jęk, tak cichy, że nikt go nie usłyszał.
Zaciekle próbowałam powstrzymać łzy, które zaczęły kapać na twarde podłoże. Kap. Kap. Kap. " Weź się w garść, Amber, nie możesz im pokazać, że Shanon coś dla ciebie znaczy." Pomyślała racjonalna część mnie, a ja postanowiłam się jej usłuchać. Całą siłą woli zmusiłam się do postawy wyprostowanej i kamiennej twarzy. Łzy przestały lecieć, a ja w końcu zwróciłam wzrok w stronę Shanona. Stał bokiem do mnie, z dumną postawą i ani krzty strachu. " Cały on...".
Po chwili Shadow wydał jakiś rozkaz Ethanowi, który wbrew pozorom był miłym wilkiem i odszedł wraz z Lisą do jaskini. Zobaczyłam, że wcześniej wspomniamy basior idzie za Shanonem, który przechodząc obok mnie, warknął z czystą furią:
- Jak dla mnie jesteś już martwa. Ale strzeż się, przy najbliższym spotkaniu sprawię, że te słowa staną się prawdą.
Kiedy wypowiedział te słowa, poczułam, jakby sztylet ugodził mnie prosto w serce.
- ... pozwolimy ci zostać i...- dalej nie słuchałam, nie chciałam. Chciałam zaprotestować, powiedzieć coś, cokolwiek, co by odstraszyło wilki od Shanona, ale z moich ust wydobył się jedynie cichy jęk, tak cichy, że nikt go nie usłyszał.
Zaciekle próbowałam powstrzymać łzy, które zaczęły kapać na twarde podłoże. Kap. Kap. Kap. " Weź się w garść, Amber, nie możesz im pokazać, że Shanon coś dla ciebie znaczy." Pomyślała racjonalna część mnie, a ja postanowiłam się jej usłuchać. Całą siłą woli zmusiłam się do postawy wyprostowanej i kamiennej twarzy. Łzy przestały lecieć, a ja w końcu zwróciłam wzrok w stronę Shanona. Stał bokiem do mnie, z dumną postawą i ani krzty strachu. " Cały on...".
Po chwili Shadow wydał jakiś rozkaz Ethanowi, który wbrew pozorom był miłym wilkiem i odszedł wraz z Lisą do jaskini. Zobaczyłam, że wcześniej wspomniamy basior idzie za Shanonem, który przechodząc obok mnie, warknął z czystą furią:
- Jak dla mnie jesteś już martwa. Ale strzeż się, przy najbliższym spotkaniu sprawię, że te słowa staną się prawdą.
Kiedy wypowiedział te słowa, poczułam, jakby sztylet ugodził mnie prosto w serce.
***
Dni mijały. Wielokrotnie widywałam Shanona na polanie lub przy jaskini. Był pomiatany i wyśmiewany przez wszystkich. Wyobrażałam sobie, jak bardzo musi się powstrzymywać, żeby ich wszystkich nie pozabijać. Od kąd wypowiedział tą jak najbardziej realną groźbę, nie odstępowałam Aik'a na krok. On niestety inaczej to interpretował i stawał się coraz bardziej nieznośnym partnerem, jakiego mogłabym w życiu mieć. Nie raz wyobrażałam sobie jak demony Shanona rozszarpują go na strzępy, a wtedy mimowolnie na mój pysk wstępował lekki uśmiech.
Pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Miałam poczucie samotności i tęsknoty za moimi prawdziwymi przyjaciółmi. Byłam smutna i zmęczona, nie myślałam za bardzo nad tym, co robię. Wyszłam z jaskini najciszej, jak potrafiłam i poszłam na skraj terytorium Watahy, gdzie mieściła się mała rzeczka. Usiadłam nad jej skrajem, wbijając smętnie wzrok w swoje odbicie, szare, beznadziejne jak ja. Westchnęłam cicho i z moich oczu zaczęły cieknąć łzy, skapując prosto do wody. Nagle usłyszałam cichy szelest i nim się obejrzałam, zostałam przez kogoś przyparta do ziemi. I nawet chyba wiedziałam przez kogo.
- Ostrzegałem.- Warknął wilk, przyduszając mnie łapą.
- Z... zostaw mnie!- wyharczałam, próbując go z siebie zepchnąć. Wiedziałam jednak, że on jest silniejszy ode mnie.
- Nie wiesz, że to nie ładnie, opuszczać swoją Watahę dla jakiegoś palanta, hm?- syknął mi prosto w twarz, patrząc mi w oczy z nienawiścią.
- Shanon... proszę...- czułam, że coraz bardziej brakuje mi tchu. Z oczu cały czas wylewały mi się łzy, a ja czułam, że zaraz odejdę z tego świata. Przed oczami widziałam małe, świecące się światełka a pysk Shanona gdzieś w tle.
- Nienawidzę cię.- Powiedział, widząc jak powoli odpływam.
- Przepraszam...- zdążyłam szepnąć, lecz nie byłam pewna, czy to dosłyszał. Po sekundzie widziałam tylko ciemność.
***
Obudziłam się w jaskini, obok mnie spał Aik. Musiałam zmrużyć oczy, żeby coś dojrzeć, gdyż panowała niezwykła jasność. Po chwili zaczęłam dostrzegać małe szczegóły, drzewa, inne wilki, szczenięta.
Miałam tak sucho w gardle, że na drugi plan zrzuciłam dowiedzenie się, co się stało. Nim się obejrzałam, łapy same niosły mnie do rzeki, z której po chwili piłam wodę. Kiedy w końcu zaspokoiłam pragnienie, rozejrzałam się wokoło. Nikt nie zwracał na mnie szczególnej uwagi. Dopiero po chwili pojawiła się u mego boku Lisa.
- W końcu się obudziłaś, śpiochu!- powiedziała z uśmiechem na pysku, siadając obok mnie.
Moja mina wyrażała niezrozumienie, gdyż ostatnie co pamiętałam, to wściekłą minę Shanona. Wzdrygnęłam się na to wspomnienie.
- Wszystko w porządku?- spytała z troską w głosie, przyglądając mi się badawczo.
- Tak, tak... Wszystko jest... ok...- mruknęłam trochę niewyraźnie, szukając wśród wilków tej twarzy.
- Spałaś bardzo długo. Aik to wyjaśnił, jako że byłaś bardzo zmęczona- ciągnęła rozmowę, wciąż na mnie patrząc.
- Tak, to prawda. Byłam.- Przytaknęłam, przybierając minę wyspanej.- Ale teraz jestem pełna energi!- krzyknęłam radośnie, grając najlepiej, jak potrafię.- I szczerze mówiąc, jestem bardzo głodna.- Jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu.
- W porządku.- Westchnęła nieco rozbawiona.- Zostawiliśmy ci spory kawał mięsa, specjalnie czekaliśmy na ciebie, Omegi jeszcze nie jadły.- Na słowo "Omegi" zesztywniałam, lecz zaraz się przybrałam swobodną postawę.
- To lepiej coś szybko zjem, zanim nam poumierają z głodu!- roześmiałam się nerwowo, idąc w kierunku miejsca na jedzenie.
Istotnie, niedaleko zdobyczy czaiły się wilki ostatnie rangą, tylko ten jedyny nie zwracał uwagi na śniadanie.
Kiedy zobaczył mnie kątem oka, drgnął lekko tak, że tylko ja to zauważyłam. Spróbowałam na niego nie patrzeć i szybko skonsumowałam niewielką część pozostałości jelenia. Najprędzej jak mogłam, ulotniłam się z tego miejsca. Kto jak kto, ale ja wyciągnęłam jakieś wnioski z wczorajszej napaści na mnie.
Resztę dnia przesiedziałam w jaskini, raz tylko wychodząc na polowanie. Aik był doprawdy przymilny tak, że miałam ochotę wymiotować. Wolałam aroganckie zachowanie Shanona od miłego Aik'a.
A to stwierdzenie jeszcze bardziej mnie zdołowało.
____
Dobra, wiem że to jest beznadziejna notka, ale co mi tam. Słowo "beznadziejne" pasuje dzisiaj do wszystkiego wokół mnie... xD Pogoda, oceny, nastrój. Kurde... xD Wiem, że krótkie i w ogóle, ale Onet mnie wnerwia i już nie mam do niego cierpliwości, żeby więcej napisać.
Amber
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz