Stałem wbijając ubawiony wzrok w szczeniaka, który próbował...chyba warczeć. Uśmiechnąłem się i zacząłem się do niego zbliżać. Mały podkulił ogon i powoli wycofywał się w kierunku matki.Kiedy znaleźliśmy się parę metrów od jego rodzicielki, mały zebrał w sobie odwagę i skoczył w moim kierunku. Niezbyt zaskoczony złapałem go łapą w locie i przytrzymałem na poziomie pyska, by mógł patrzeć mi w oczy:
-No i co teraz, zesikasz się ze strachu?-szczeniak próbował mi się wyrwać, po chwili dał sobie spokój, zamarł w bezruchu wpatrując się we mnie, jego pysk przybrał złośliwy uśmieszek i zanim zdążyłem się zorientować napluł mi na pysk. Warknąłem i rzuciłem szczeniakiem o drzewo:
-Bezczelny bachor!-młody uderzył z hukiem, a następnie spadł przy mroczony na ziemię.
Wytarłem z niemałym obrzydzeniem pysk i skierowałem się w stronę nieprzytomnej wadery.Kiedy stałem już nad nią wziąłem jej pysk w pazury i zacząłem się jej przyglądać:
-Jaki normalny wilk przewraca się w trakcie ucieczki a do tego traci przytomność.-mruknąłem, przewracając przy okazji oczami.
Następnie przyjrzałem się rozcięciu na skroni wilczycy. Sączył się z niego mały strumyczek krwi, lecz nie było to nic zagrażającego jej życiu:
-Jaka szkoda.-mruknąłem niezadowolony.-Twoja mamuśka przeżyje.-zawołałem już głośniej do szczeniaka, który starał się stanąć na nogach.
Ponownie zająłem się wilczycą, zadałem jej kilka siarczystych policzków lecz ani drgnęła, za to ja poczułem ukąszenie na plecach. wykręciłem łeb o sto osiemdziesiąt stopni i dojrzałem szczeniaka usilnie wgryzającego się w mój bark. Strzepnąłem go z siebie wykonując kilka gwałtownych ruchów. Kiedy wreszcie szczeniak odbił się od ziemi jak piłka, podszedłem do niego szczerząc kły:
-Szukasz kłopotów młody?-zapytałem.
-Bronie po prostu swojej matki?-jego warczenie bardziej przypominało mi popiskiwanie.
-Przymknij się. Od twojego jazgotu bolą mnie uszy.
-I dobrze ci tak!
Westchnąłem i wróciłem do nieprzytomnej wilczycy. Jednak zanim zdążyłem znowu spróbować ja ocucić, to przy mojej łapie wisiał już szczeniak:
-To ty chyba szukasz kłopotów.-wytrzeszczał przez zaciśnięte szczęki.
-Nie wkurzaj mnie, dobrze ci radzę gnojku!-warknąłem i przycisnąłem go wolną łapą do ziemi. Przełożyłem cały ciężar ciała na naciskającą szczeniaka łapę i z iskierkami żądzy mordu w oczach patrzyłem jak ucieka powoli z niego całe powietrze. Po chwili znudziła mi się zabawa, więc wypuściłem młodego. Wyleciał jak z procy łapiąc z trudem stracony oddech, a widząc mój ubawiony wzrok wycharczał:
-Co z ciebie za potwór?-zapytał z oczami wielkimi jak spodki.
-Shanon jestem, miło mi.-zaśmiałem się i wyciągnąłem łapę w jego stronę.
Zaskoczony, podszedł do mnie powoli chcąc uścisnąć wystawioną w jego kierunku kończynę, lecz kiedy zbliżył się na wystarczającą odległość, wziąłem zamach, a szczeniak odleciał ze świstem na kilka metrów:
-Jak ci się podobała, darmowa lekcja latania?-zapytałem, ale w odpowiedzi otrzymałem tylko stłumiony jęk.
Zaśmiałem się triumfalnie i zwróciłem się do szczeniaka:
-Jak tylko wróci ci czucie, to weź zaciągnij matkę w tamtym kierunku.-wskazałem łapą.-Jest tam jaskinia mojej watahy, powinni ci pomóc, przygłupy.-ostatnie słowo wypowiedziałem ściszonym głosem.
-Zostawisz mnie tu na pastwę losu?-zapytał jąkając się okropnie.
Udałem,że się nad tym zastanawiam, a następnie przeliterowałem mu dobitnie, aby zrozumiał:
-T-A-K!-a następnie nie zwracając najmniejszej uwagi na jęki, odszedłem.
Wróciłem na trasę pogoni za waderą i przyłożyłem nos do ziemi. Stałem tak węsząc przez chwilę a następnie pobiegłem za złapanym tropem. Już podczas pogoni wiedziałem, że wpadłem przez przypadek na ważny ślad, lecz postanowiłem się zając nim później. Mało mnie obchodziło, czy dobrze zrobiłem od razu nie korzystając z danej mi szansy, lecz dzisiaj miałem na tyle potworny humor, że bardziej obchodziło mnie dręczenie nieprzytomnej wilczycy i jej szczeniaka, niż jakieś tam łażenie.
Biegłem za prawie wywietrzałym tropem, ponad godzinę zanim dotarłem do polany na skraju lasu. Zaciekawiony wspiąłem się na pobliskie drzewo i zacząłem się przyglądać, poczynaniom nieświadomej mojej obecności watahy. W jednym kącie łąki bawiły się szczeniaki pod czujnym okiem opiekunek, w innym leżały kości najprawdopodobniej po wczorajszej kolacji, a przez środek polany kroczyła para wilków: Amber z jakimś basiorem. Zmrużyłem wściekle oczy: "Na amory, jej się do cholery zebrało"-warknąłem w myślach. Przyglądałem się tej scence dalej i dostrzegłem,że już kiedyś spotkałem tego wilka. Amber z nim walczyła, a teraz prowadza z nim za rączkę. Prychnąłem sam do siebie. W tym właśnie momencie trafiła na moją długą listę rzeczy którymi gardzę, a przy okazji zajęła na niej pierwsze miejsce. W przypływie nagłego zaskoczenia i fali furii, nawet nie zauważyłem poruszającego się cienia, który bezszelestnie zmierzał w moim kierunku:
-No no kogo ty przywiało?-usłyszałem za sobą. Zaskoczony w pierwszej chwili o mało nie podskoczyłem z krzykiem, ale już w następnej chwili opanowałem się zjeżyłem sierść i z obnażonymi kłami obróciłem się w stronę głosu.
To co ujrzałem było ponad moje siły grupa wilków, najprawdopodobniej z watahy którą przed chwilą podglądałem, otoczyła mnie półkolem i stała gotowa do ataku. Jakimś cudem udało mi się odegnać od siebie chęć rzucenia się na nich. Prawdopodobnie pomogła mi w tym myśl, że przy najmniejszym moim ruchu rzucą się na mnie i rozerwą na strzępy:
-Minka ci jakoś zrzedła.- jeden z basiorów wyszczerzył się okropnie na widok mojej reakcji.
-Tak troszeczkę.-mruknąłem pogardliwie, lecz nadal nie spuszczałem wzroku z bandy.
-Kim jesteś i dlaczego czaisz się w krzakach? Szpiegujesz?-zapytał inny.
-Odpowiem wyłącznie przed alfą.-przybrałem znużony ton i zastanowiłem się po co się w to wszystko pakuję.
-Zaraz ci się zechce gadać!-ryknął i chciał rzucić się na mnie, lecz został zatrzymany przez jednego ze swoich kompanów.
-Jak chce do Alfy, to go zaprowadzimy, sam skazuje się na taki los.-wilki zaśmiały się i pociągnęły mnie w stronę swej watahy. Droga była krótka i niezbyt ciekawa. Basiory popychały mnie i śmiały się między sobą, a ja natomiast mruczałem sobie ciągle w myślach: "Nie zabijaj, nie zabijaj, nie zabijaj ...zaraz ich zabiję...". Kiedy wataha nas dostrzegła, zaraz otoczył nas tłum szemrających między sobą wilków. Niektóre gapiły się na nas ze strachem inne z rządzą mordu w oczach, a jeszcze inne miały nas całkowicie gdzieś.
Tak jak się spodziewałem, informacja o tym że złapano szpiega dotarła do alfy, jeszcze zanim mnie zobaczył. Czekał na nas przed wejściem do jaskini, ze swą partnerką u boku. Kiedy tylko mnie zobaczył, od razu jego źrenice zwężyły się , a głos rozdarł panującą na około ciszę:
-Ja cię znam. Należysz do watahy partnerki mojego syna!-warknął.
-Kogo?-zapytałem udając głupka.
-Amber, partnerki mego syna. Aik podejdź tu, proszę!-zawołał alfa, a po chwili tłum obserwujących nas wilków rozstąpił się, przepuszczając syna alfy.
Odwróciłem się w stronę nowo przybyłych i starałem się przybrać minę obojętności. Znudzonym wzrokiem przesunąłem po Aiku i stojącej obok niego wilczycy:
-I co nie poznajesz?-zapytał drwiąco alfa.
-A tak kojarzę coś, ale jak dla mnie ona jest martwa.-mruknąłem, a mój wzrok stwardniał kiedy spojrzałem na Amber.
-Albo jesteś bardzo dobrym aktorem, albo mówisz na poważnie.-odezwała się do tej pory milcząca alfa.
-Chyba mu nie wierzysz matko, na pewno jest tu po to by uratować swoją Alfę!-ryknął Aik.
-Nigdy nie miałem Alfy.-ziewnąłem.-A ona przyszła tu z własnej woli po co miałbym ja ratować?-zapytałem.
-To jak wyjaśnisz swoją obecność tutaj?-zapytał rozzłoszczony basior.
-To bardzo proste. Biegałem po lesie-wyszczerzyłem się na wspomnienie przestraszonego szczeniaka.-i przez przypadek trafiłem na obcą watahę. Ukryłem się w krzakach by się przyjrzeć wam, a następnie wylądowałem tutaj. Ot moja bardzo zajmująca historia. A teraz mogę sobie iść?
-Myślisz że cie puścimy wolno?-zapytał rozbawiony alfa, a jego syn wyszczerzył się zadowolony.- Szczerze mówiąc powinniśmy cie zabić, lecz po co marnować takiego wilka, pozwolimy ci zostać i przyjmiesz na siebie rolę omegi, a do jutra pomyślę do czego się przydasz, zgadzasz się?-zwrócił się do alfy, a ta pokiwała w zamyśleniu głową.
-Mógłby zostać naszym błaznem.- kątem oka widziałem jak Aik jeży się słysząc jaki obrót nabierają sprawy.
-W taki razie możecie się rozejść.-Alfa zwrócił się do zbiorowiska.-A ty-wskazał na mnie pazurem-radzę ci się zachowywać, bo na jedno moje słowo, moja gwardia, którą już poznałeś-tu wyszczerzył się obrzydliwie-rozszarpie cię na strzępy. A teraz odejdź. Ethan masz za zadanie go pilnować.-zwrócił się do najbliższego basiora.
Szedłem powoli z uniesioną głową, kiedy zbliżałem się do Aika. Kiedy mijałem parkę, zwróciłem łeb w stronę Amber:
-Jak dla mnie już jesteś martwa.-warknąłem przez zaciśnięte zęby.-Ale strzeż się przy najbliższym spotkaniu, sprawie że te słowa staną się prawdą.
I odszedłem, a za mną jak cień podążył niespuszczający mnie z oka Ethan.
Shanon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz