Spojrzałem jeszcze raz na czarnego wilczura, a kiedy on również spojrzał na mnie uśmiechnął się szyderczo:
- Mamy głupiutkiego Yudarinka, a siostrunię, gdzie zgubiłeś hm? - spojrzałem na niego zdenerwowany i burknąłem tylko coś pod nosem opierając się o pręty klatki. - Co tam mamroczesz? Powtórz, bo nie usłyszałem.
- Daj mu spokój Khar - warknął jakiś wilk. Miał jasnobrązowe futro i był ponad trzy razy mniejszy od bestii trzymającej moją drewnianą klatkę w kłach.
- Bo, co mi zrobisz kurduplu? - warknął.
- Przy tobie każdy jest kurduplem - wymruczałem pod nosem.
- Co ty powiedziałeś? - Khar zatrzymał się świdrując mnie wściekłym spojrzeniem.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaa - pisnąłem głośno jak baba. - On mnie bije łeeeeeeeeeeeeeeeee!!!
- Zamknij morde psie - syknął wilk i wbił swoje pazury między dwa drewniane kijki od mojej klatki.
- Bede płakać - powiedziałem, a w moich oczach pojawiły się sztuczne łzy. - Łeeee eeee eeee eeee eeee. Ja siem go bojem!!! Weźcie go ode mnie! On mnie zije!
- Zamknij morde powiedziałem - Khar chyba był już zdenerwowany, ale to przecież moja specjalność. Nagle poczułem ból na policzku i ujrzałem owego jasnobrązowego wilka szczerzącego do mnie swe białe, zakrzywione kły. Wyglądał jakby wpadł w szał.
- Daj. Mi. Tą. Klatkę - powiedział do czarnej bestii, a ten posłusznie niczym grzeczny piesek upuścił mnie na trawę. Ów wilk rozerwał ją bardzo szybko, a jego łapy wbiły się w moją pierś.
- Zostaw mnie!!!! - zacząłem piszczeć. Znowu. Oszalały z wściekłości wilczur zaczął zmieniać barwę. Jego oczy straciły źrenice i stały się krwistoczerwone. Jasnobrązowe futro stało się czarne niczym noc. Wyglądał jak ukochani przyjaciele Shanona, aż dreszcze przebiegły mi po plecach. - Nie dygaj mnie tak.
- Zamknij się - wysyczał schodząc ze mną. Nie zmienił jednak koloru.
- Oj kolego chyba go troszkę wkurzyłeś - oznajmił przestraszony Khar. Zaraz przestraszony?
- Kim albo raczej czym on jest? - zapytałem szeptem, kiedy demon zaczął wydawać rozkazy grupie.
- To nasz ukochany aniołek. W życiu muchy by nie skrzywdził chyba, że zmieniłby się w to, co teraz. Wciąż nie wiemy czym jest, ale pracujemy nad tym - odparł Khar chyba zapominając z kim rozmawia, bo mówił do mnie jak do starego, dobrego kolegi. - Oj Yudarin - a jednak sobie przypomniał. - Ty nawet nie wiesz jak musiał przez ciebie się męczyć.
- Dlaczego przeze mnie? - zapytałem urażony.
- Cały czas musiał za tobą chodzić w postaci tego lisa i próbował ściągnąć cię tutaj, ale coś mu się nie udało. Jak go nazywałeś? Precel? Tak Precel.
- To był on?! - wytrzeszczyłem oczy na Khara tak, że prawie by mi wypadły gdyby nie to, że mój dawny Precel odwrócił się w moją stronę i podszedł do mnie. Szybko się pozbierałem i spojrzałem mu prosto w puste, krwiste ślepia.
- Słuchaj młody. Nie po to latałem za tobą jak głupi, żebyś teraz w ten sposób mi się odwdzięczał. Masz być grzecznym, małym wilczkiem, a nie jakimś rozdartym bachorem, więc z łaski swojej stul ten pysk i grzecznie idź przed Kharem, bo nasza para Alfa nie wiedzieć czemu chce cię tu mieć. Przysięgasz, że do końca naszej wędrówki nie piśniesz mi tu ani jednego słówka, bo jak swoją matkę kocham, obiecuję ci to, rozerwę cię na strzępy. Więc jak? Umowa stoi? - kiwnąłem szybko głową i spojrzałem na Khara, który niezadowolony ze swojej funkcji zaczął mozolną podróż. Stary Precel szedł na samym przedzie pochodu wciąż w swej strasznej postaci, ale chociaż Khar był od niego o te trzy i pół razy większy stwierdziłem, że się go boi. Nie śmiałem się jednak odezwać, więc cała reszta podróży minęła mi w milczeniu podobnie jak reszcie grupy, która składała się z siedmiu wilków. W tym trzy z nich były łagodnie ujmując duże. Wszyscy posiadali ogromne skrzydła i wkrótce zaczął zadawać sobie pytanie w myślach "Dlaczego po prostu nie polecimy?" A Khar jakby słysząc moje myśli szepnął cichutko:
- To specjalne zabezpieczenie - odwróciłem się i spojrzałem na niego zdumiony, ale on nie patrzył na mnie tylko na trójkę wilków oczekującą nas przy zniszczonym murze.
- Hasło! - wykrzyknął jeden ze zwiadowców, a mój stary Precel odkrzyknął.
- Mamy go!
- Aja towarzysz im do pary Alfa. Z pewnością pomożesz Kharowi zapanować nad tym bałaganem - oznajmił najbardziej rosły ze strażników, ale wadera, do której się zwrócił była większa nawet od wilczura stojącego za mną. Nagle poczułem coś mokrego na głowie, a kiedy spojrzałem w górę to coś spadło mi na oczy. Okazało się, że jest to ślina Khara, który z wywieszonym jęzorem wpatrywał się w Aję czekającą na nas niecierpliwie.
- Ona jest demonem - wyszeptał, ale tak naprawdę nie dowiedziałem się niczego nowego. Walczyłem z nią jeszcze nie tak dawno i Azo mi pomogła, ale wszyscy nam pouciekali. No tak zawsze musi być jakieś, ale...
- Yudarin witaj - demonica spojrzała na mnie uśmiechając się szyderczo. - Teraz to ty jesteś na mojej łasce.
- Czyżby krzywołapku? - uśmiechnąłem się do niej, ale wtedy MÓJ stary Precel odwrócił się gwałtownie i spojrzał na mnie wściekle. Przybrałem skruszoną minę, a Aja jako, że myślała, iż jest to skierowane do niej (Boże jak można być, aż tak tępym) uśmiechnęła się tryumfalnie i odwróciła się do mnie tyłem przy okazji zamiatając swoim długim ogonem po mojej paszczy. Usłyszałem jej dialog z dobrym, starym Preclem.
- Zdołałeś nad nimi zapanować? A szczególnie nad nim? - w jej głosie słychać było niedowierzanie, od którego robiło mi się niedobrze.
- Jesteśmy w pewien sposób ze sobą związani Ajo - odparł wilk wpatrując się w drogę przed siebie.
- Ale chyba nieco zalazł ci za skórę, co wnioskuję po twojej minie.
- Owszem, ale jak już zauważyłaś zapanowałem nad nim bardzo szybko - odparł wilczur. W jego głosie słychać było niechęć. Dobry Precelek oby tak dalej! Demonica nie zwracając uwagi na jego ton głosu dalej kontynuowała rozmowę, aż dotarliśmy do budynku, w którym ostatnio walczyłem z tą wredną, krzywołapą małpą. Boże jak ja jej nienawidzę. Wtedy wszystkie rozmowy umilkły, a, po chwili z całej grupy zostałem jedynie ja, Khar, Aja i Precel. Gdy weszliśmy do pomieszczenia ze zdumieniem stwierdziłem, że magia moja i Azo wciąż się tu unosi, ale pod sufitem. Moje oczy zabłysły błękitem, ale tej energii było za mało, żeby ich pokonać. Cała trójka skłoniła się przed parą Alfa. Dostrzegłem tłustego szczeniaka skrytego za matulą siedzącą swoim grubym dupskiem na tronie:
- Dobrze możecie już iść poradzę sobie z nim - Alfa odprawił ich, a ja nieco zaskoczony, że takiego psychopatę jak ja będą przesłuchiwali bez obstawy podniosłem lekko moją prawą łapę. Owa trójka wyszła, a ja spoglądałem prosto w ślepia pana Alfy. - Witaj Yudarinie. Dosyć dawno cię nie widziałem podobnie jak twego ojca.
- Ja ciebie również, ale to absolutnie nie dlatego, że nie próbowałem cię zobaczyć - odparłem ciekaw czy zrozumie mój niezrozumiały bełkot.
- Dobra przejdźmy do sedna sprawy, bo zapewne jesteś niesamowicie ciekawy na jaką cho*erę cię tu wezwaliśmy - kiwnąłem głową sadowiąc się wygodnie na kamiennej podłodze.
- Otóż twój świętej pamięci ojciec tuż przed śmiercią prosił Julię o zapewnienie ci odpowiedniego poziomu życia. Doskonale wiedział, że nie będziesz potrafił się zdecydować czy zostać czy nie i zdawał sobie sprawę z twej niezmiernej głupoty.
- Jako, że byłam jego wielką przyjaciółką postanowiłam spełnić jego prośbę, ale oczywiście oczekuję czegoś w zamian od ciebie. Zapewnimy ci godną pozycję, wyżywienie, ochronę i wykształcenie, a także jaskinię, ale... No właśnie, ale. Oczekujemy w zamian twojego bezgranicznego oddania i jako, że jesteśmy tej samej magii chcemy, abyś opuścił tamtą watahę, a jeśli tego nie uczynisz to staniesz się naszym Szpiegiem. Będziesz nam donosić o każdym posunięciu waszej Alfy tej całej Amber tak? Dobrze pamiętam?
- Wiecie ta propozycja jest naprawdę bardzo zachęcająca, ale ja nie potrafię ani ich szpiegować, ani ich opuścić, więc wasz plan raczej nie wypali. Poza tym nie zmusiłbym się do zostawienia mojej kochanej siostrzyczki - odparłem z opuszczoną głową. Mój wzrok utkwiony był w kamiennej posadzce. Ale to kusiło.
- My wiemy, że ty tego wszystkiego bardzo chcesz, ale nie potrafisz się zmusić do opuszczenia bliskich. Otóż możemy przyjąć twą siostrę, ale tylko ją. Nie chcemy kolejnych rozdartych gęb do wyżywienia - powiedział Alfa uśmiechając się zachęcająco.
- Jeśli nie przyjmiesz naszej propozycji stracisz błogosławieństwo swego ojca jakie ci pozostawił, wszystko, co ci zaproponowaliśmy oraz życie - oznajmiła spokojnie Julia.
- Już! Gadaj! - warknął Alfa zniecierpliwiony, a ja rozdarty stałem pomiędzy jedną stroną, a drugą i nie potrafiłem się zdecydować.
__________________________
__________________________
No to chyba was teraz trochę zdziwiłem. Jak już uprzedziłem rozdział jest piskliwy, bo drę się jak baba na początku. Każdy błąd typu bede czy zije jest zamierzony, więc łaskawie proszę o nie wytykanie mi ich, bo siem wkurzę i to porządnie xD No tiaaaaaa... wkurzony Yudarin. Chciałbym to kiedyś zobaczyć xD
Yudarin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz