Nie jest dobrze. Shanon gdzieś przepadł, Yudarin tak samo, o Amber nie wspomnę. Cała odpowiedzialność spadła na mnie. Ale czy ja jestem na to gotowa? Czy będę potrafiła pomóc Yudarinowi i Amber? A swoją drogą Shanon świetnie się spisuje jako Delta. Gdzie on w ogóle jest? Ech, nie ma co się użalać, trzeba działać. Leżeliśmy w jaskini, ponurzy i zagubieni, każdy myślał o swoich własnych sprawach.
- Dobra, nie ma co tu tak leżeć i użalać się nad sobą. Ina, statystyki.
- Powinno nas być dziewięciu plus cztery szczeniaki. Jest nas sześcioro plus cztery szczeniaki. Brakuje Amber, Shanona i Yudarina.
- Shanon... Kto ostatni widział Shanona?- zapytałam.
- Ja i Yudarin.- odpowiedziała Hessa.- Szukaliśmy Amber i w pewnym momencie Shanon się od nas odłączył.
- A gdzie Yudarin?
- Mówił że wychodzi i do tej pory nie wrócił.- odpowiedziała Azo.
- A kto ostatni rozmawiał z Amber?
- Shanon.
- No i gdzie jest ten idiota, kiedy go potrzebujemy!- krzyknęłam.- No dobra. Musimy skupić się na jednym wilku. Shanon wiele razy już znikał, nie zginie. Amber to silna dziewczyna, poza tym wyraźnie wiedziała co robi skoro opuścił nas świadomie. Proponuję poszukać Yudarina. Fakt jest silny, ale taki... głupiutki (bez obrazy, Yudarin).
Nikt nic nie powiedział, tylko ktoś kiwnął głową.
- Ale ktoś musi zostać z szczeniakami...
Nikt się nie zgłosił na ochotnika.
- No dobra. Pomyślimy o tym jutro...- odparłam zrezygnowana.
Każdy zrezygnowany opadła na ziemię i znów zatopił się w swoich myślach. Powoli zasypialiśmy. Miejsce w którym zwykle spała Amber, było teraz dziwnie puste. Patrzyłam na nie. Jak ona mogła nas tak zostawić? Zawsze wszystkie kłopoty rozwiązywaliśmy razem. Dlaczego teraz ma być inaczej? Poradzilibyśmy sobie. Jak zawsze. Nagle coś mi przyszło do głowy. Cicho wstałam i obwąchałam miejsce spania Amber. Był tam jeszcze jej zapach. Wyszłam z jaskini i podążyłam jego tropem. Był słaby, ale starałam się go nie zgubić. Wkrótce straciłam rachubę czasu. Nie wiem jak długo tak szłam. Wydawało mi się, że w którymś momencie, czas stanął. Jedyną oznaką że tak nie jest był poruszający się po niebie księżyc. Zmęczyłam się tym chodem. Nie wytrzymałam, położyłam się na mchu i zasnęłam.
Gdy się obudziłam, było już południe. Wychwyciłam trop i szłam dalej. W między czasie złapałam jakiegoś małego zająca i go zjadłam. Po jakiejś godzinie zobaczyłam polanę. Mieściła tam się jakaś wataha. Po chwili zobaczyłam tam coś co mnie zamurowało. Amber w towarzystwie jakiegoś wilka, chodzi tu i tam! Zdrajczyni! Rzuciła nas dla jakiegoś wilka. Ale nie. Na jej twarzy wyraźnie widzę odrazę i niechęć do tego wilka. Popatrzyłam jeszcze chwilę i moje przypuszczenia się potwierdziły. Ani razu się przy nim nie uśmiechnęła. Muszę jak najszybciej podzielić się tymi spostrzeżeniami z watahą. Rzuciłam się w drogę powrotną.
___________________________________________________________
Przepraszam, że taki banał, ale niech już będzie. Niezbyt chciało mi się pisać.
Sea
- Dobra, nie ma co tu tak leżeć i użalać się nad sobą. Ina, statystyki.
- Powinno nas być dziewięciu plus cztery szczeniaki. Jest nas sześcioro plus cztery szczeniaki. Brakuje Amber, Shanona i Yudarina.
- Shanon... Kto ostatni widział Shanona?- zapytałam.
- Ja i Yudarin.- odpowiedziała Hessa.- Szukaliśmy Amber i w pewnym momencie Shanon się od nas odłączył.
- A gdzie Yudarin?
- Mówił że wychodzi i do tej pory nie wrócił.- odpowiedziała Azo.
- A kto ostatni rozmawiał z Amber?
- Shanon.
- No i gdzie jest ten idiota, kiedy go potrzebujemy!- krzyknęłam.- No dobra. Musimy skupić się na jednym wilku. Shanon wiele razy już znikał, nie zginie. Amber to silna dziewczyna, poza tym wyraźnie wiedziała co robi skoro opuścił nas świadomie. Proponuję poszukać Yudarina. Fakt jest silny, ale taki... głupiutki (bez obrazy, Yudarin).
Nikt nic nie powiedział, tylko ktoś kiwnął głową.
- Ale ktoś musi zostać z szczeniakami...
Nikt się nie zgłosił na ochotnika.
- No dobra. Pomyślimy o tym jutro...- odparłam zrezygnowana.
Każdy zrezygnowany opadła na ziemię i znów zatopił się w swoich myślach. Powoli zasypialiśmy. Miejsce w którym zwykle spała Amber, było teraz dziwnie puste. Patrzyłam na nie. Jak ona mogła nas tak zostawić? Zawsze wszystkie kłopoty rozwiązywaliśmy razem. Dlaczego teraz ma być inaczej? Poradzilibyśmy sobie. Jak zawsze. Nagle coś mi przyszło do głowy. Cicho wstałam i obwąchałam miejsce spania Amber. Był tam jeszcze jej zapach. Wyszłam z jaskini i podążyłam jego tropem. Był słaby, ale starałam się go nie zgubić. Wkrótce straciłam rachubę czasu. Nie wiem jak długo tak szłam. Wydawało mi się, że w którymś momencie, czas stanął. Jedyną oznaką że tak nie jest był poruszający się po niebie księżyc. Zmęczyłam się tym chodem. Nie wytrzymałam, położyłam się na mchu i zasnęłam.
Gdy się obudziłam, było już południe. Wychwyciłam trop i szłam dalej. W między czasie złapałam jakiegoś małego zająca i go zjadłam. Po jakiejś godzinie zobaczyłam polanę. Mieściła tam się jakaś wataha. Po chwili zobaczyłam tam coś co mnie zamurowało. Amber w towarzystwie jakiegoś wilka, chodzi tu i tam! Zdrajczyni! Rzuciła nas dla jakiegoś wilka. Ale nie. Na jej twarzy wyraźnie widzę odrazę i niechęć do tego wilka. Popatrzyłam jeszcze chwilę i moje przypuszczenia się potwierdziły. Ani razu się przy nim nie uśmiechnęła. Muszę jak najszybciej podzielić się tymi spostrzeżeniami z watahą. Rzuciłam się w drogę powrotną.
___________________________________________________________
Przepraszam, że taki banał, ale niech już będzie. Niezbyt chciało mi się pisać.
Sea
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz