piątek, 3 sierpnia 2012

Wypadek przy pracy

"Minęły trzy dni, a Shanona nie ma. Ok, pewnie miał nas dość i pojechał na wakacje. Chociaż jeszcze nigdy nie uciekał tak daleko. Ale jakoś nikt za nim nie tęskni... No ale jednak należy do Watahy... Ale cztery bachory już nam wystarczają, nie potrzebujemy kolejnego... Za to Yudarin już się wkurza, że ciągle on chodzi na polowanie... Kazan też jeszcze nie wrócił, kolejnego wcięło..."
 Leżałam nad stawem, tak właśnie rozmyślając. Jak na razie nikt nie zgłosił zaginięcie Shanona, sama musiałam się zorientować, że go brakuje.
- Amber, też masz dziwne uczucie, że kogoś tutaj nie ma?- Zagadnęła mnie Sea, kładąc się obok mnie.
- Spostrzegawcza jesteś- mruknęłam z sarkazmem.- Shanona nie ma od około trzech dni, a Kazana od wczoraj.
- No racja!- palnęła sobie łapą w czoło.- Trzeba by ich poszukać, nie?
- Tak- kiwnęłam głową, powoli dźwigając się na równe nogi.- Po południu kilkoro z nas ich poszuka, jak do nocy ich nie znajdziemy, jutro zaczniemy z rana.- Zakomenderowałam, idąc do jaskini, gdzie jeszcze smacznie spały szczeniaki.
- Mogę pójść z Yudarinem na polowanie- zaoferowała się wilczyca, powodując jęk sprzeciwu wilka.
- Nie, ja pójdę z tobą.- Uśmiechnęłam się do śpiącej Kirian, po czym zwróciłam się do Iny.- Popilnuj ich do naszego powrotu.
 Nie czekając na odpowiedź, pobiegłam wraz z Seą do lasu, gdzie po kilkunastu metrach wywęszyłyśmy trop, prowadzący do stada jeleni. Puściłyśmy się pędem, chcąc mieć już za sobą to polowanie. Zaczęłyśmy się skradać do sarny, która skrobała korę jakiegoś drzewa, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa. W pewnym momencie rzuciłam się na nią, wbijając się kłami w jej bok. Zwierzę zaczęło skakać i szarpać się, co poskutkowało, gdyż rzuciła mną o drzewo. Poczułam ból w głowie, lecz kiedy zobaczyłam Seę goniącą ofiarę, czym prędzej do niej dołączyłam. Wtedy też drogę zastąpił nam jeleń, wymachując w powietrzu swoimi kopytami.
- Chyba trafiłyśmy na złą sztukę!- Krzyknęłam do swojej towarzyszki, której mina wyrażała zdumienie postawą przywódcy stada.
- Co masz na myśli?!- Odkrzyknęła, ledwo unikając ciosu.
- Zaatakowałyśmy jego partnerkę!- Wyjaśniłam, próbując wyminąć wściekłego lidera.
- Co teraz?!
- Dajmy sobie z nią spokój!- Kiwnęła głową i wycofała się, tak jak ja.
- Trzeba szukać szczęścia gdzie indziej.
- Tak... Mam tylko nadzieję, że dzisiaj szczeniaki nie będę głodne...- Jęknęłam, kierując swe kroki w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Co ty gadasz, przecież one codziennie jedzą pół jelenia!
- No racja... Jeśli nie znajdziemy drugiego stada, trzeba będzie upolować lisa lub zająca...
- Czymś takim się nie najemy.
- Masz lepszy pomysł?- Warknęłam, węsząc. Wilczyca wzruszyła ramionami, po czym zaczęła robić tą samą czynność.
- Słuchaj... Ty na serio kochasz Shanona?- Spytała, zerkając na mnie z ukosa.
 Raptownie się zatrzymałam, patrząc na nią w szczerym zdziwieniu.
- Skąd ci przyszło w ogóle do głowy, że coś do niego czuję?- Wydusiłam w końcu, zmuszając swoje kończyny do pracy.
- Nie udawaj głupiej. Przecież widzę, co się święci...- Pokręciła łbem z dezaprobatą.
- Nic... Nic się nie święci. Shanon do bezuczuciowy dupek.- Westchnęłam, z smutkiem zauważając prawdziwość tych słów.
- Ale ty nie jesteś taka jak on. Ty masz uczucia... No i ty coś do niego czujesz. I to na pewno nie jest nienawiść, czy obrzydzenie.- Stwierdziła, zauważając samotnego jelenia.
- Nie filozofuj mi tu.- Sapnęłam, skradając się do ofiary. Wadera mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem, a następnie zaczęła okrążać zwierza z drugiej strony.
 Skoczyłam na zaskoczonego jelenia, by następnie przyczepić się do jego pleców. Nie ma to jak niefortunny skok...
- SEA!- Krzyknęłam przerażona, kurczowo trzymając się pazurami jego barku, nie chcąc spaść. Nasza niedoszła zdobycz zaczęła biec przed siebie, chcąc mnie się pozbyć.
- Czekaj, już lecę!- Zaczęła biec ile sił w łapach, tak mi się zdawało, lecz nijak nie mogła dogonić byka*, którego najwyraźniej rozwścieczyłam do granic możliwości.
 Zaczął uderzać bokami o różne drzewa, powodując nie tylko ból mnie, lecz także sobie. Kiedy zobaczył, że to nic nie dało, począł skakać, na przemian: przód, tył, przód, tył. Czułam jak wszystko zaczyna mnie boleć, lecz wiedziałam, że jak upadnę, to wtedy zostanę przez niego stratowana. A ja nie chciałam tak młodo umierać.
 W końcu Sea dogoniła jeleniowatego i próbowała go popchnąć tak, żeby upadł. Niestety, jej zmagania nic nie dały, oberwała tylko kopytem w łeb. Przez chwilę stała zszokowana, zapewne kręciło jej się w głowie. Wykorzystując tą chwilę mej nieuwagi, jeleń puścił się pędem, biegnąc prosto na krawędź, po której była pusta przestrzeń. Nie zdążyłam się oderwać i uciec w bok, gdy zwierzę raptownie się zatrzymało, powodując moje polecenie do przodu. Z mego gardła wydobył się okrzyk przerażenia.
 Nie potrafiłam racjonalnie myśleć, nie wiedziałam co może mnie uratować. Z braku większych możliwości, odwróciłam się przodem do skały, i spróbowałam pazurami się do niej przyczepić. Poskutkowało, ale wciąż się zsuwałam w dół.
- AMBER, CZEKAJ TU, NIE RUSZAJ SIĘ STĄD, BIEGNĘ PO YUDARINA!- Usłyszałam strasznie głośny krzyk Sei.
- Jakbym miała ochotę dalej spadać w dół.- Prychnęłam pod nosem, próbując utrzymać się ziemi. No i mnie olśniło.
"Przecież mam moc natury!" krzyknęłam w myślach, nakazując ziemi wysunięcie się do przodu. Ziemia posłuchała, tylko że zrobiła to kilka metrów pode mną. "Ale wredna..." pomyślałam, przełykając głośno ślinę. " Raz kozi śmierć." wniosłam oczy ku niebu i odczepiłam się od skał. Spadałam jakieś 6-8 sekund, choć wydawało mi się, że wieczność. Po chwili poczułam mokre podłoże, i ból we wszystkich częściach ciała.
- Amber, już jesteśmy!- Wdarł się do mych uszu głos Sei, a po chwili obok mnie znalazł się Yudarin, oczywiście latający.
 Wylądował miękko na skale, po czym kucnął, patrząc na mnie wyczekująco.
- Masz zamiar wdrapać się na moje plecy, czy oczekujesz specjalnego zaproszenia?- Odezwał się w końcu, a ja zmusiłam się do ruchu. Dźwignęłam się z trudem na łapy i uczyniłam to, na co najwyraźniej czekał wilk.- Trzymaj się mocno, bo lecimy do góry.- Wzleciał w górę, a mnie uderzyło zimne powietrze. Poczułam jak jestem w pionie, a po minucie czy dwóch, znów byłam na lądzie.
- Chodź, Amber.- Mruknęła wilczyca, pomagając mi wstać na nogi, które miałam jak z waty.
  Po kilkunastu minutach marszu (byłam zbyt słaba, żeby biec), w końcu znaleźliśmy się w domu. Niemal natychmiast "pognałam" do jaskini, i z ulgą wymalowaną na twarzy, położyłam się jak najdalej od szczeniaków, które skomlały głodne.
- Dzisiaj nie będzie obfitego śniadania.- Do jaskini weszła Ina, taszcząc za sobą dwa zające.- Jeden jest dla was, a drugi dla nas.- Powiedziała, dając im mniejszego.- Masz, Amber.- Przysunęła mi pod pysk samicę zająca czekając, aż wezmę swoją porcję.
- Wiesz... Straciłam apetyt. Zjedzcie sami.- Odsunęłam go od siebie, chcąc jedynie odpocząć.
***
    Po południu postanowiłam ruszyć się i wyszłam na zewnątrz, gdzie była cała Wataha. No... nie cała. Yudarin rozmawiał o czymś z Axelem, Hessa leniwie wpatrywała się w niebo, Ina cierpliwie znosiła zabawy swojego bezimiennego szczeniaka i mojej Kirian, a Sea odpoczywała, przytulając do siebie Hunta.
- O, Amber.- Zdziwił się Yudarin, przerywając pogawędkę z swoim maluchem.
- Czy mój widok jest naprawdę tak niespotykany?- Spytałam, śmiejąc się pod nosem. Położyłam się w centralnej części, żeby mieć widok na wszystkich zgromadzonych.
- Amber!- Piskliwy krzyk Kirian rozległ się na polanie, a po chwili jej mały pyszczek tulił się do mojej sierści.
- Cześć, mała.- Uśmiechnęłam się, obejmując ją łapą.
- Amber, czy przypadkiem o czymś nie zapomniałaś?- Pytanie zadała Sea, patrząc na mnie znaczącym wzrokiem.
- Hm...- Zamyśliłam się na chwilę, po czym kiwnęłam głową.- No tak! Kto jest chętny poszukać dzisiaj Shanona i Kazana?
 Zero łap w górze. Widać jak wszyscy się kochamy, nie?
- Dobra. Skoro nikomu się nie chce, to ja wybiorę.- Powiedziałam w końcu, z niechęcią wpatrując się w każdego z osobna.- No niech będzie, ja i Yudarin, za jakieś piętnaście minut.- Westchnęłam, kładąc obolały łeb na łapach.
- Ale czemu ja?- Jęknął wilk, robiąc obrażoną minę.
- Bo ty.- Warknęłam, robiąc wygodniejszą pozycję. Teraz leżałam na boku, łapy mając wyciągnięte przed siebie.
- To nie fair.- Burknął, naburmuszony.
- Życie jest nie fair, kolego.- Odparłam na to, kończąc tym samym dyskusję.
____
Wiem, wiem, wiem...
Nudne. Za błędy przepraszam.
Amber

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz