Po długim terkotaniu klatek i obijaniu się o metal, w końcu dojechaliśmy do wioski Farrenów. Wilk w klatce obok podniósł się z trudem i wbił wzrok w ludzi popędzających biczami grupę wilków:
-I w końcu dotarliśmy do miejsca zagłady magicznych stworzeń.-powiedział, a z jego pyska pociekła krew.
-O mnie się nie martw. W Vrees należy dbać wyłącznie o siebie-spojrzałem na niego zdumiony. Po chwili ujrzałem że krwawi nie tylko z pyska.
-Czym jest Vrees?
-To nazwa tego potwornego miejsca...
Chciał powiedzieć coś więcej, ale Farreni rozpoczęli rozładunek, jak to błyskotliwie określili "towaru", więc postanowiliśmy się uciszyć:
-Slagter zajmij się tamtym!-krzyknął jakiś człowiek i wskazał na mojego sąsiada.
-Tutaj moja droga się kończy, mam nadzieję, że ty pożyjesz dłużej.-szepnął mi na pożegnanie, zanim Farren zabrał jego klatkę.
Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, ani zapytać się go co teraz się dzieje. Niestety byłem pewien, że jednak tego się domyśliłem. Teraz odbywała się twarda selekcja. Mój mizerny i pogruchotany sąsiad najwyraźniej nie spełniał kryteriów ludzi. Owy Slagter zaniósł wilka kilka metrów dalej, pod drzwi budynku od którego aż wiało śmiercią, tam wyciągnął z klatki w ogóle nie broniącego się basiora. Człowiek zawołał coś i po chwili otoczyła go gromada ludzi. Wiem, że wokuł był straszny harmider, ale ja tego nie zauważałem. Widziałem jedynie pieniek pokryty zaschniętą krwią a a nim położonego wilka. Tłum zaczął coś skandować, ale nie słyszałem żadnego dźwięku, a obraz wyświetlał mi się w zwolnionym tempie. Slagter wyciągnął za pasa olbrzymi topów, uniósł go nad siebie, a następnie jednym ruchem skrócił wilka o głowę. Patrzyłem na to z zamarłym oddechem. Widziałem jak łeb mojego byłego sąsiada toczy się powoli w stronę powozu, plamiąc krwią wszystko na swojej drodze. Głowa zatrzymała się kilka centymetrów od powozu i wbiła we mnie swój niewidzący wzrok.
Odwróciłem się, aby pozbyć się z przed oczu tego okropnego widoku. Chociaż nie znałem tego wilka byłem pewien, że to ja zamiast niego powinienem iść pod topór. Kątem oka dostrzegłem jak dzieci Ferrenów podbiegają do łba, kopiąc go i ciapiąc się z radością w krwi wilka. Widząc to, obudziła się we mnie furia i obrzydzenie. Takie bezczeszczenie wprost wołało o pomstę i obiecałem w duch mojemu sąsiadowi że jej dokonam.
-Piękna sztuka.-przerwał moje rozmyślania człowiek o srebrnych włosach , oraz oczach.-Ile z a niego chcesz?!
-Nie jest na sprzedaż, to jedna z najlepszych sztuk jakie złapaliśmy.
-Och Armoede, wszystko jest na sprzedaż. Wiem że twoja rodzina głoduje więc podaj sumę, a na pewno się jakoś dogadamy.-Armoede spojrzał na mnie przepraszająco. Kiedy zastanawiałem się dlaczego to zrobił, on powiedział:
-Trzykrotna cena.-Srebrny pokiwał głową i rzucił w tamtego sakiewkę z pieniędzmi.
-Przelicz sobie, powinno tu tyle być.-Uśmiechnął się do niego, ale coś mi się w tym uśmiechu nie spodobało, po minie Armoedego można było wywnioskować to samo.
Nie miałem więcej czasu by się nad tym zastanawiać, bo Srebrny zawołał:
-Slaafie, zabierz to- tu wskazał na mnie- i zrób z nim porządek.-skończył mówić i zniknął w tłumie ludzi. Na jego miejsce pojawił wielki osiłek, jak się domyśliłem Slaaf.
Wziął on moje metalowe wiezienie i zaczął przedzierać się przez tłum ludzi. Szedł pewnie, zgrabnie wymijając wszystkie przeszkody, co było dziwne jak na takiego bydlaka, ale po tym co się ostatnio wydarzyło chyba nic już nie jest w stanie mnie zdziwić. Nagle Slaaf gwałtownie zahamował, przez co nadziałem się na przednie kraty klatki. Dopiero teraz zauważyłem,że stoimy przed jakimś budynkiem. Osiłek potężnym kopniakiem otworzył sobie drzwi, następnie wszedł do środka. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg Slaaf rzucił klatką w kąt. Syknąłem z bólu, ponieważ przy upadku nadziałem się na wystający pręt. Człowiek zaśmiał się i zaczął grzebać w szafce stojącej po przeciwnej stronie pokoju, w rezultacie czego Farren był zwrócony do mnie tyłem. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu, szukając drogi ucieczki, ale Slaaf nie dał mi na to czasu. Osiłek już chwili stał, trzymając mnie za kark. Następnie podszedł do ściany z której wystawał łańcuch i związał mnie nim. Człowiek wrócił do szafki i wyciągnął z niej 4 srebrne bransolety i taką samą obrożę. Brutalnie mi je założył, a potem ściągnął stare. Próbowałem się rzucać i wyrywać, ale jak już wcześniej mówiłem to coś obierało mi moc. W końcu padłem wyczerpany, a Slaaf dopiął swego.
Skończywszy robotę osiłek wykopał mnie (dosłownie) przed budynek. Ku mojemu zdziwieniu o ścianę stał oparty srebrnowłosy:
-Długo ci to zajęło.
-Wiem, ale to bydlę się rzucało.-Slaaf starał się wytłumaczyć.
-Naprawdę? Ja już go nauczę kultury.-mówiąc to Farren zbliżył się do mnie.-Slaafie nie będziesz mi już potrzebny.-odprawił osiłka. Tamten skinął głową i odszedł zostawiając nas samych.
-A więc jak ci się podoba nasza wioska?-zapytał się mnie Srebrny,ale odpowiedzi się nie doczekał.
-Przecież wiem że umiesz mówić...
-Nie rozmawiam z głupszymi od siebie.-srebrnowłosy pokiwał w zamyśleniu głową.
-To wspaniale, w końcu mogę porozmawiać z wilkiem na poziomie.- spojrzał na mnie wyczekująco, ale nie miałem zamiaru, mu odpowiadać. Staliśmy tak kilka minut w ciszy , z każda następną Farren robił się coraz bardziej czerwony, a w końcu wybuchł:
-Ja cie ku*wa nauczę manier! Złapał mnie za obrożę i zaczął ciągnąć- Pokarzę ci kto tu jest panem i zapamiętasz sobie to do końca życia!
Srebrny przeciągnął mnie chyba przez całą wioską. Mijani przez nas ludzie ze strachem, schodzili z drogi rozjuszonemu Farrenowi. Nareszcie, kiedy już wydawało mi się, że gorzej już być nie może, człowiek zatrzymał się przed klatką, na której widok niemal jęknąłem. W metalowym więzieniu siedziały już dwa wilki przyglądające się nam z zaciekawieniem. Srebrny krzyknął coś, a chwilę później obok klatki pojawił się człowiek. Farren wcisną mu mnie i powiedział:
-Tydzień bez jedzenia i picia, tak samo jak tamte-wskazał na wilki w klatce-a kiedy ten czas upłynie przynieś go na arenę.-po tych słowach srebrnowłosy zniknął.
Człowiek który mnie teraz trzymał, otworzył klatkę i wrzucił mnie do dwóch wilków, a następnie także odszedł:
-Cześć.-przywitały się basiory kiedy Farren był już poza zasięgiem wzroku.
-Cześć.- prychnąłem.
-Nieźle się wkopałeś.-stwierdził jeden.
-Niby czemu?
-Bo ostatnią osobą z jaką należy tutaj zadzierać jest Silver.-odpowiedział mi drugi.
-No nie łykam,że ten srebrny nazywa się Silver.-wilki z uśmiechem pokiwał łbami.
-A tak przy okazji ja jestem Nevlan, a ten obok o Elaster.
-Ja jestem Shanon.
-A więc Shanonie masz zdrowo przekichane.-stwierdził Nev.
-Dlaczego?
-Nie słyszałeś? Za tydzień zawloką cie na arenę.-odpowiedział Elaster.
-No i co z tego?-wzruszyłem ramionami, a wilki pokręciły z niedowierzaniem głowami.
-Widać, że jesteś tu nowy.-potwierdziłem to kiwając łbem.
-A jak długo wy tu już jesteście?
-Ja od dwóch lat.-mruknął Nevlan.
-A ja od zawsze, urodziłem się tutaj.-wilk spuścił wzrok, za to moje gały o mało nie wyszły z orbit.- Dobra, wracając do tematu kiedy zabiorą cię na arenę tu wrócisz z niej całkowicie posłuszny Farrenom.
-Yhm-potwierdził to Nev.-Na arenie, albo jak to nazywają wilki- ujeżdżalni, zbierają się wszyscy mężczyźni i próbują"złamać" wilka dosiadając go...
-Od razu ci mówię że tan komu się uda "złamać", to do tego należy wilk.-kontynuował Elaster.
-A nikt nie jest w tym lepszy od Silvera.-dopowiedział Nev. Słysząc to prychnąłem.
-Nich tylko spróbuje dotknąć swoim tyłkiem mojego grzbietu, to nauczę go latać.-na moje słowa oba basiory wybuchły śmiechem.
-W takim razie życzymy ci powodzenia!
__________________________________________________________
Sorki za to że notka tylko wyłącznie jest o mnie, ale mam jakąś taką wenę.
A i taki mały słowniczek:
Armoede- biedny
Vrees- strach
Slagter- rzeźnik
Slaaf- niewolnik
Nie pamiętam w jakim to języku, ale mniejsza o to :)
Shanon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz