czwartek, 2 sierpnia 2012

Wigilia

Całą drogę do domu szłam ze spuszczonym łbem, bynajmniej nie ze smutku, a ze wstydu.
" Bożę, ja prawie pocałowałam Shanona!" krzyczałam ciągle niedowierzająco w myślach, nie patrząc nawet w którą stronę idę, odczuwałam fale z ziemi, dzięki którym mogłam znaleźć drogę powrotną, nawet z zamkniętymi oczami. Czułam wielki wstyd, nie powinnam była tak robić... 
"Dobrze, że uciekł..." pomyślałam z ulgą, powoli zbliżając się do Watahy. Usiadłam na skraju lasu i naszego terytorium, obserwując radosnych Kazana i Seę, Yudarina i Inę siedzących przy ognisku, a w końcu Shanona, który leżał niedaleko jaskini. Momentalnie poczułam jak robi mi się gorąco, jednak zaraz skarciłam się za przyspieszone bicie serca oraz ten gorąc, choć na dworze było z -10 stopni celsjusza. 
" Właśnie źle, że uciekł" rozległ się donośny głos w mojej głowie. Głośno jęknęłam słysząc Gówienko.
" Czego chcesz?" warknęłam w myślach, błagając Boga o miłosierdzie, i danie mi takiego przycisku "On" i "Off". W tej chwili z przyjemnością wcisnęłabym to drugie. 
" Ja? Ja tylko tu jestem od dawania dobrych rad."
" Jak na razie można to nazwać wyrażaniem swojego zdania!"
" To też. On cię lubi, Amber!"
" Tak, już to wiem, i co z tego? Równie dobrze może lubić Inę, Seę... chociaż jej to niekoniecznie, ale Kazana tak."
" Ale ciebie lubi pod innym względem!"
" Zamknij się"
" W twoich snach!"

"Oooh, tam też!" warknęłam, powolutku idąc w kierunku bliżej mi nieznanym, gdyż oczy miałam wbite w ziemię. Po chwili poczułam uderzenie w bark, a następnie głośny śmiech.
- Huh?- Spytałam nieprzytomnie, patrząc się na wszystkich zebranych, unikając jednak spojrzenia Shanona.
- Nie lubisz rzucać się śnieżkami?- Mruknęła zawiedziona Sea. Od razu skojarzyłam sobie z dzisiejszą śniężką wilka, i momentalnie zarumieniłam się. Chociaż nikt tego nie widział, dzięki kochanej sierści. 
- Co? Ja? Ja... lubię, a co?- Usiadłam naprzeciwko niej, nie rozumiejąc po co się pyta.
- Czy ty w ogóle czułaś to uderzenie?- Spytała ze śmiechem, ponownie rzucając we mnie kulką śniegu.
- Nie mam nastroju do zabawy.- Powiedziałam, widząc, że i Kazan szykuje się do inwazji na biedną mnie.
- Oj tam, oj tam. Pomożemy ci się rozluźnić, Alfo!- Krzyknął Kazan, a po chwili oberwałam prosto w twarz. Dało się słyszeć śmiechy wszystkich zebranych, nawet cichy chichot Shanona. 
" Uspokój się, Amber, nie chcesz zrobić im krzywdy..."
" Haha, zacznij się bawić, to dobrze wam zrobi!"
"Powiedziałam, żebyś się zamknął!"
- Sea, proszę cię, przynieś mi kawałek mięsa.- Poprosiłam słodko, a ta bez słowa sprzeciwu wykonała rozkaz.
"Ych, są posłuszni jak baranki" jęknęłam w myślach.
 W międzyczasie uformowałam pokaźnej wielkości kulę, i gdy Sea wróciła, zaraz oberwała. Gdy otrzepała się powierzchownie ze śniegu, wszyscy zaczęli się śmiać, ponieważ mięso wylądowało na jej twarzy, a dokładniej oczach.
- Taaak, to takie śmieszne?!- Wrzasnęła, a następnie roztopiła śnieg i zalała nas lodowatą wodą. 
- Nie powinnaś tego robić.- Warknęłam z udawaną groźbą, po czym Seę zaczął gonić wilk z ognia, upodobniony do mnie. Przez Kazana, który robił śmieszne miny, straciłam panowanie nad wilkiem, i ten omal nie spalił Shanona. Jego sierść trochę się przyjarała.
- TY!- Wrzasnął z mordem w oczach, chcąc prawdopodobnie coś mi zrobić, i zrobiłby, gdyby nie Sea, która zastąpiła mu drogę.
- Masz coś do niej?- Spytała odważnie i władczo.
- Owszem, mam, więc bądź tak miła, i się odsuń.- Odwarknął, schylając się, jakby do skoku. Ale obok Sei pojawił się Kazan, z kamienną twarzą. Omegi oglądały widowisko z boku. 
- Daj spokój Shanon, to było niechcący.- Powiedział basior, próbując załagodzić sytuację.
- Nie wydaje mi się.- Powiedział, patrząc mi się prosto w oczy.- Ostatnio jesteś dla mnie nieznośnia, Amber, wiesz o tym?- Spytał jeszcze,  i po chwili zniknął w gąszczu drzew.
 ***
      - Mam jego dość!- Krzyknęła stanowczo Sea, chodząc w tę i wewtę. 
- Raz mu się zdarzyło, każdy może wpaść w furię....- Zaczął go bronić Kazan.
- Wcale nie raz! Jeszcze zanim ty pojawiłeś się w naszej Watasze, Shanon kilkakrotnie nas zdradzał, knuł przeciwko nam!- Odparła z wściekłością.
 Czułam, że nie jesteśmy sami, że ktoś nas obserwuje. Wiedziałam też kto. Postanowiłam jednak zachować tę wiadomość dla siebie.
"Niech wie, co o nim myślą..." pomyślałam, siadając.
- Amber, powiedz mu, że już wielokrotnie Shanon stawał się dla nas zagrożeniem, przecież tyle razy nas zdradzał! Tyle razy zdradzał ciebie...
- Amber, to prawda?- Spytał niedowierzająco wilk.
- Tak...- westchnęłam cicho.
- Widzisz?
- Ale ja w niego wciąż wierzę.- Dodałam szybko, patrząc im prosto w oczy.- Tak, Shanon nie jest idealny, ale kto jest? Najważniejsze w Watasze jest to, żeby trzymać się razem. Jeśli teraz się od niego odwrócimy, to... nie wiem czy kiedykolwiek wrócimy do harmonii w stadzie. Shanon, tak samo jak Seoma i ty, Seo, był z nami od początku. Ok, może jego intencje nie zawsze były czyste, ale... Ja wierzę, że gdzieś głęboko w jego duszy jest dobra osoba.
- Wow... Ty jesteś naprawdę dobrą Alfą, Amber... Potrafisz wybaczyć nawet najgorsze z możliwych rzeczy.... Przecież prawie przez niego nie zginęłaś!- Mruknęła pełna podziwu Sea.
- Przesadzasz. O tym, że mnie zostawił na pastwę losu, będę mu wypominać do końca życia!- Zaśmiałam się na rozluźnienie atmosfery.- Dobra, idę go poszukać, robi się późno, a trzeba jeszcze znaleźć jakąś padlinę, czy coś.- Dodałam, kierując się w stronę lasu.- Sea, pilnuj porządku.
- Jasne.- Kiwnęła głową i zaczęła rozmowę z Kazanem, nie wsłuchiwałam sie na jaki temat. 
 Biegłam jakiś czas, aż w końcu dotarłam nad to jezioro... Znowu... Faktycznie był tam, siedział nad brzegiem jeziora.
- Znowu mnie śledziłaś, Amber?- Spytał, a ja czułam, że uśmiechnął się ironicznie.
- Nie, tym razem przybyłam tu sama. Przeczuwałam, że cię tu znajdę...- Zaprzeczyłam, nieśmiało siadając obok niego.- Przepraszam za tą sierść, to było naprawdę niechcący.
- Dobra już, nie rozpamiętujmy...
 Z trudem powstrzymałam się od ukąśliwej uwagi, ale postanowiłam zachować ją dla siebie. 
- Robi się późno, choć do reszty stada.- Powiedziałam, pociągając nosem. Po chwili psiknęłam.- No, pięknie, nabawiłam się przeziębienia...- Mruknęłam cicho do siebie.
- Od kiedy się o mnie troszczysz?- Zapytał z kpiną.
- Od zawsze.- Odparłam cicho, oglądając swoje zmarznięte łapy.- Wracajmy.
- To rozkaz?- Spojrzał się na mnie z dobrze mi znaną, cyniczną miną.
- Nie, to prośba.- Pokręciłam łbem, i zaczęłam powoli kierować się w stronę domu.- Tak w ogóle, to jutro jest wigilia.- Dodałam jakby od niechcenia.
- Wiem.- Kiwnął głową, i zrównał się ze mną.- Nie lubię wigili.
- Dlaczego?- Zerknęłam na niego z ukosa, jego pysk nie wyrażał żadnych emocji.
- Ponieważ tak naprawdę nigdy jej nie obchodziłem.
- Nawet z poprzednią Watahą?
- Oni nigdy nie świętowali...
- U nas jest inaczej.- Uśmiechnęłam się przyjaźnie.- Mogę się założyć, że te święta zapamiętasz z uśmiechem na twarzy.
- Mam nadzieję.- Odwzajemnił nieco uśmiech, ale zaraz znowu spochmurniał. Wolałam nie pytać czemu.
***
- Wesołe niech będą święta, wesołe niech będą święta...- Podśpiewywała cały czas Sea, szykując na kamieniu kawałki jelenia. 
- Czy mogłabyś się już zamknąć?- Warknął Shanon, zirytowany jej ciągłym śpiewaniem.
- Nie. WESOŁE NIECH BĘDĄ ŚWIĘTA, wesołe niech będą święta...- Specjalnie zaczęła głośniej.
- Sea, troszeczkę ciszej.- Poprosiłam, nie mając ochoty na ich kłótnię, i to w ten dzień!
- Jak chcesz.- Wzruszyła ramionami i zciszyła głos do szeptu. Wszyscy (nie wliczając Shanona) byli w dobrych humorach. 
 Wieczorem, kiedy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazda, wszyscy podeszliśmy do stołu. Ja, Sea i Shanon po jednej stronie, a po drugiej Kazan i Omegi.
- Oby te święta były bardzo szczęśliwe!- Powiedziałam z szerokim uśmiechem, który prawie wszyscy odwzajemnili. 
 Przystąpiliśmy do jedzenia. Oprócz jelenia, były tam też kości sarny, dwa zające i jeszcze ryba, którą złowiła Ina. 
 Po kilku godzinach wszyscy byliśmy najedzeni, i wylegowaliśmy się przy dużym ognisku, które od czasu do czasu wzniecałam.
- Dobra, gotowi na fajerwerki?- Spytałam, patrząc na Inę, która kiwnęła głową i wstała.
- Tak!- Krzyknęła wesoło Sea, a reszta potaknęła.
- Ok. Ja i Ina nie jesteśmy odpowiedzialne za wszelkie urazy!- Zaśmiałam się na widok ich min.- Spokojnie, ćwiczyłyśmy. Dobra, zaczynamy.
 Pierwsza zaczęłam ja. Zrobiłam węża z ognia, który powędrował ku górze, a następnie złączyłam go z lwem, którego natomiast stworzyła Ina. W wyniku złączenia się całość wybuchnęła, a po opadnięciu pyłu można było zobaczyć wilka, powstałego w skutek połączenia tych dwóch stworzeń. Wilk biegał na niebie, kierowany przez Inę, a ja w tym czasie tworzyłam dużą paszczę wilczycy i resztę mniejszych wilków. Po skończeniu, wilk Iny dołączył do reszty, tworząc pięcio osobową grupę, a naprzeciw nich paszczę wilczycy. Nagle pysk rozdziawił się i wadera połknęła resztę wilków, po czym ryknęła ogniem, tym razem kierowałyśmy nią już razem. No i wtedy wilczyca obejrzała się na nas, wyszczerzyła zęby w uśmiechu, z jej pyska wyleciały wręcz litery "Wesołych Świąt!" a potem wybuchnęła, tworząc tysiące wesołych iskier. 
- Wow, jesteście niesamowite!- Krzyknęła Sea, klaszcząc łapami. Wszyscy to potwierdzili, nawet Shanon.
 Uśmiechnęłam się i zmęczona usiadłam przy ognisku. To samo zrobiła Ina. Nagle Sea coś zauważyła, wstała i podeszła do znaleziska. Potem przyszła z powrotem, trzymając w pysku.... jemiołę?
- Co robisz?- Spytałam, gdy zobaczyłam że idzie z nią w moją stronę.
- Wiesz, Shanon, co trzeba zrobić, gdy nad dziewczyną i chłopakiem będzie jemioła?
- Nie.- Pokręcił przecząco głową.
- I nie musi wiedzieć!- Krzyknęłam, przeczuwając co wilczyca ma zamiar zaraz zrobić.
- Ależ to jest symbol świąt! Powinien wiedzieć! A więc, kiedy taka właśnie jemioła będzie... Na przykład, nad tobą i Amber, wtedy będziecie musieli się pocałować!
 Wilk spojrzał się na mnie, ja na niego, a potem równocześnie wybuchnęliśmy nieco udawanym śmiechem.
- Nie będę jej całować!- Zaprotestował.
- Kto mówi, że musisz?- Udała zaskoczoną.- No chyba, że... Ona pojawi się nad wami!- Krzyknęła, a woda, którą stworzyła z roztopionego śniegu, uniosła jemiołę nad Shanona i mnie. 
- To jest tradycja, nie psujcie jej.- Powiedział ze śmiechem Kazan.
 Czułam strach, że będę musiała go pocałować.
"A jeśli znowu się odsunie?" spytałam się w myślach. 
"Nie zrobi tego." zapewnił cichy głosik, który natychmiast zamilkł.
 Westchnęłam cicho, spojrzałam się na Seę z mordem w oczach, po czym zamknęłam oczy i nachyliłam się w stronę Shanona. Zatrzymałam się dosłownie kilka milimetrów od jego nosa, czekając, aż się odsunie, lecz nagle poczułam, że mój nos styka się z jego. 
 W głowie miałam tysiące myśli, czułam się szczęśliwa... Ale czemu?
 Po chwili ja oderwałam się od niego, i odeszłam kawałek od nich, musiałąm ochłonąć. Czułam na sobie jego wzrok, ale... nie miałam siły spojrzeć mu w oczy... Jego piękne oczy...
___
Nie bij Shanon! Jeśli coś ci nie pasuje, to to zmienię. Chciałam jutro opublikować notkę, ale postanowiłam w końcu dzisiaj, bo jutro prawdopodobnie nie będzie mnie w ogóle na kompie. Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!


AMBER

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz