Całą drogę do domu szłam ze spuszczonym łbem, bynajmniej nie ze smutku, a ze wstydu.
"
Bożę, ja prawie pocałowałam Shanona!" krzyczałam ciągle niedowierzająco
w myślach, nie patrząc nawet w którą stronę idę, odczuwałam fale z
ziemi, dzięki którym mogłam znaleźć drogę powrotną, nawet z zamkniętymi
oczami. Czułam wielki wstyd, nie powinnam była tak robić...
"Dobrze,
że uciekł..." pomyślałam z ulgą, powoli zbliżając się do Watahy.
Usiadłam na skraju lasu i naszego terytorium, obserwując radosnych
Kazana i Seę, Yudarina i Inę siedzących przy ognisku, a w końcu Shanona,
który leżał niedaleko jaskini. Momentalnie poczułam jak robi mi się
gorąco, jednak zaraz skarciłam się za przyspieszone bicie serca oraz ten
gorąc, choć na dworze było z -10 stopni celsjusza.
" Właśnie źle, że uciekł" rozległ się donośny głos w mojej głowie. Głośno jęknęłam słysząc Gówienko.
"
Czego chcesz?" warknęłam w myślach, błagając Boga o miłosierdzie, i
danie mi takiego przycisku "On" i "Off". W tej chwili z przyjemnością
wcisnęłabym to drugie.
" Ja? Ja tylko tu jestem od dawania dobrych rad."
" Jak na razie można to nazwać wyrażaniem swojego zdania!"
" To też. On cię lubi, Amber!"
" Tak, już to wiem, i co z tego? Równie dobrze może lubić Inę, Seę... chociaż jej to niekoniecznie, ale Kazana tak."
" Ale ciebie lubi pod innym względem!"
" Zamknij się"
" W twoich snach!"
"Oooh,
tam też!" warknęłam, powolutku idąc w kierunku bliżej mi nieznanym,
gdyż oczy miałam wbite w ziemię. Po chwili poczułam uderzenie w bark, a
następnie głośny śmiech.
- Huh?- Spytałam nieprzytomnie, patrząc się na wszystkich zebranych, unikając jednak spojrzenia Shanona.
-
Nie lubisz rzucać się śnieżkami?- Mruknęła zawiedziona Sea. Od razu
skojarzyłam sobie z dzisiejszą śniężką wilka, i momentalnie zarumieniłam
się. Chociaż nikt tego nie widział, dzięki kochanej sierści.
- Co? Ja? Ja... lubię, a co?- Usiadłam naprzeciwko niej, nie rozumiejąc po co się pyta.
- Czy ty w ogóle czułaś to uderzenie?- Spytała ze śmiechem, ponownie rzucając we mnie kulką śniegu.
- Nie mam nastroju do zabawy.- Powiedziałam, widząc, że i Kazan szykuje się do inwazji na biedną mnie.
-
Oj tam, oj tam. Pomożemy ci się rozluźnić, Alfo!- Krzyknął Kazan, a po
chwili oberwałam prosto w twarz. Dało się słyszeć śmiechy wszystkich
zebranych, nawet cichy chichot Shanona.
" Uspokój się, Amber, nie chcesz zrobić im krzywdy..."
" Haha, zacznij się bawić, to dobrze wam zrobi!"
"Powiedziałam, żebyś się zamknął!"
- Sea, proszę cię, przynieś mi kawałek mięsa.- Poprosiłam słodko, a ta bez słowa sprzeciwu wykonała rozkaz.
"Ych, są posłuszni jak baranki" jęknęłam w myślach.
W
międzyczasie uformowałam pokaźnej wielkości kulę, i gdy Sea wróciła,
zaraz oberwała. Gdy otrzepała się powierzchownie ze śniegu, wszyscy
zaczęli się śmiać, ponieważ mięso wylądowało na jej twarzy, a dokładniej
oczach.
- Taaak, to takie śmieszne?!- Wrzasnęła, a następnie roztopiła śnieg i zalała nas lodowatą wodą.
-
Nie powinnaś tego robić.- Warknęłam z udawaną groźbą, po czym Seę
zaczął gonić wilk z ognia, upodobniony do mnie. Przez Kazana, który
robił śmieszne miny, straciłam panowanie nad wilkiem, i ten omal nie
spalił Shanona. Jego sierść trochę się przyjarała.
- TY!- Wrzasnął z mordem w oczach, chcąc prawdopodobnie coś mi zrobić, i zrobiłby, gdyby nie Sea, która zastąpiła mu drogę.
- Masz coś do niej?- Spytała odważnie i władczo.
-
Owszem, mam, więc bądź tak miła, i się odsuń.- Odwarknął, schylając
się, jakby do skoku. Ale obok Sei pojawił się Kazan, z kamienną twarzą.
Omegi oglądały widowisko z boku.
- Daj spokój Shanon, to było niechcący.- Powiedział basior, próbując załagodzić sytuację.
-
Nie wydaje mi się.- Powiedział, patrząc mi się prosto w oczy.- Ostatnio
jesteś dla mnie nieznośnia, Amber, wiesz o tym?- Spytał jeszcze, i po
chwili zniknął w gąszczu drzew.
***
- Mam jego dość!- Krzyknęła stanowczo Sea, chodząc w tę i wewtę.
- Raz mu się zdarzyło, każdy może wpaść w furię....- Zaczął go bronić Kazan.
-
Wcale nie raz! Jeszcze zanim ty pojawiłeś się w naszej Watasze, Shanon
kilkakrotnie nas zdradzał, knuł przeciwko nam!- Odparła z wściekłością.
Czułam, że nie jesteśmy sami, że ktoś nas obserwuje. Wiedziałam też kto. Postanowiłam jednak zachować tę wiadomość dla siebie.
"Niech wie, co o nim myślą..." pomyślałam, siadając.
-
Amber, powiedz mu, że już wielokrotnie Shanon stawał się dla nas
zagrożeniem, przecież tyle razy nas zdradzał! Tyle razy zdradzał
ciebie...
- Amber, to prawda?- Spytał niedowierzająco wilk.
- Tak...- westchnęłam cicho.
- Widzisz?
-
Ale ja w niego wciąż wierzę.- Dodałam szybko, patrząc im prosto w
oczy.- Tak, Shanon nie jest idealny, ale kto jest? Najważniejsze w
Watasze jest to, żeby trzymać się razem. Jeśli teraz się od niego
odwrócimy, to... nie wiem czy kiedykolwiek wrócimy do harmonii w
stadzie. Shanon, tak samo jak Seoma i ty, Seo, był z nami od początku.
Ok, może jego intencje nie zawsze były czyste, ale... Ja wierzę, że
gdzieś głęboko w jego duszy jest dobra osoba.
-
Wow... Ty jesteś naprawdę dobrą Alfą, Amber... Potrafisz wybaczyć nawet
najgorsze z możliwych rzeczy.... Przecież prawie przez niego nie
zginęłaś!- Mruknęła pełna podziwu Sea.
- Przesadzasz.
O tym, że mnie zostawił na pastwę losu, będę mu wypominać do końca
życia!- Zaśmiałam się na rozluźnienie atmosfery.- Dobra, idę go
poszukać, robi się późno, a trzeba jeszcze znaleźć jakąś padlinę, czy
coś.- Dodałam, kierując się w stronę lasu.- Sea, pilnuj porządku.
- Jasne.- Kiwnęła głową i zaczęła rozmowę z Kazanem, nie wsłuchiwałam sie na jaki temat.
Biegłam jakiś czas, aż w końcu dotarłam nad to jezioro... Znowu... Faktycznie był tam, siedział nad brzegiem jeziora.
- Znowu mnie śledziłaś, Amber?- Spytał, a ja czułam, że uśmiechnął się ironicznie.
-
Nie, tym razem przybyłam tu sama. Przeczuwałam, że cię tu znajdę...-
Zaprzeczyłam, nieśmiało siadając obok niego.- Przepraszam za tą sierść,
to było naprawdę niechcący.
- Dobra już, nie rozpamiętujmy...
Z trudem powstrzymałam się od ukąśliwej uwagi, ale postanowiłam zachować ją dla siebie.
-
Robi się późno, choć do reszty stada.- Powiedziałam, pociągając nosem.
Po chwili psiknęłam.- No, pięknie, nabawiłam się przeziębienia...-
Mruknęłam cicho do siebie.
- Od kiedy się o mnie troszczysz?- Zapytał z kpiną.
- Od zawsze.- Odparłam cicho, oglądając swoje zmarznięte łapy.- Wracajmy.
- To rozkaz?- Spojrzał się na mnie z dobrze mi znaną, cyniczną miną.
-
Nie, to prośba.- Pokręciłam łbem, i zaczęłam powoli kierować się w
stronę domu.- Tak w ogóle, to jutro jest wigilia.- Dodałam jakby od
niechcenia.
- Wiem.- Kiwnął głową, i zrównał się ze mną.- Nie lubię wigili.
- Dlaczego?- Zerknęłam na niego z ukosa, jego pysk nie wyrażał żadnych emocji.
- Ponieważ tak naprawdę nigdy jej nie obchodziłem.
- Nawet z poprzednią Watahą?
- Oni nigdy nie świętowali...
- U nas jest inaczej.- Uśmiechnęłam się przyjaźnie.- Mogę się założyć, że te święta zapamiętasz z uśmiechem na twarzy.
- Mam nadzieję.- Odwzajemnił nieco uśmiech, ale zaraz znowu spochmurniał. Wolałam nie pytać czemu.
***
- Wesołe niech będą święta, wesołe niech będą święta...- Podśpiewywała cały czas Sea, szykując na kamieniu kawałki jelenia.
- Czy mogłabyś się już zamknąć?- Warknął Shanon, zirytowany jej ciągłym śpiewaniem.
- Nie. WESOŁE NIECH BĘDĄ ŚWIĘTA, wesołe niech będą święta...- Specjalnie zaczęła głośniej.
- Sea, troszeczkę ciszej.- Poprosiłam, nie mając ochoty na ich kłótnię, i to w ten dzień!
- Jak chcesz.- Wzruszyła ramionami i zciszyła głos do szeptu. Wszyscy (nie wliczając Shanona) byli w dobrych humorach.
Wieczorem,
kiedy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazda, wszyscy podeszliśmy do
stołu. Ja, Sea i Shanon po jednej stronie, a po drugiej Kazan i Omegi.
- Oby te święta były bardzo szczęśliwe!- Powiedziałam z szerokim uśmiechem, który prawie wszyscy odwzajemnili.
Przystąpiliśmy do jedzenia. Oprócz jelenia, były tam też kości sarny, dwa zające i jeszcze ryba, którą złowiła Ina.
Po kilku godzinach wszyscy byliśmy najedzeni, i wylegowaliśmy się przy dużym ognisku, które od czasu do czasu wzniecałam.
- Dobra, gotowi na fajerwerki?- Spytałam, patrząc na Inę, która kiwnęła głową i wstała.
- Tak!- Krzyknęła wesoło Sea, a reszta potaknęła.
-
Ok. Ja i Ina nie jesteśmy odpowiedzialne za wszelkie urazy!- Zaśmiałam
się na widok ich min.- Spokojnie, ćwiczyłyśmy. Dobra, zaczynamy.
Pierwsza
zaczęłam ja. Zrobiłam węża z ognia, który powędrował ku górze, a
następnie złączyłam go z lwem, którego natomiast stworzyła Ina. W wyniku
złączenia się całość wybuchnęła, a po opadnięciu pyłu można było
zobaczyć wilka, powstałego w skutek połączenia tych dwóch stworzeń. Wilk
biegał na niebie, kierowany przez Inę, a ja w tym czasie tworzyłam dużą
paszczę wilczycy i resztę mniejszych wilków. Po skończeniu, wilk Iny
dołączył do reszty, tworząc pięcio osobową grupę, a naprzeciw nich
paszczę wilczycy. Nagle pysk rozdziawił się i wadera połknęła resztę
wilków, po czym ryknęła ogniem, tym razem kierowałyśmy nią już razem. No
i wtedy wilczyca obejrzała się na nas, wyszczerzyła zęby w uśmiechu, z
jej pyska wyleciały wręcz litery "Wesołych Świąt!" a potem wybuchnęła,
tworząc tysiące wesołych iskier.
- Wow, jesteście niesamowite!- Krzyknęła Sea, klaszcząc łapami. Wszyscy to potwierdzili, nawet Shanon.
Uśmiechnęłam
się i zmęczona usiadłam przy ognisku. To samo zrobiła Ina. Nagle Sea
coś zauważyła, wstała i podeszła do znaleziska. Potem przyszła z
powrotem, trzymając w pysku.... jemiołę?
- Co robisz?- Spytałam, gdy zobaczyłam że idzie z nią w moją stronę.
- Wiesz, Shanon, co trzeba zrobić, gdy nad dziewczyną i chłopakiem będzie jemioła?
- Nie.- Pokręcił przecząco głową.
- I nie musi wiedzieć!- Krzyknęłam, przeczuwając co wilczyca ma zamiar zaraz zrobić.
-
Ależ to jest symbol świąt! Powinien wiedzieć! A więc, kiedy taka
właśnie jemioła będzie... Na przykład, nad tobą i Amber, wtedy będziecie
musieli się pocałować!
Wilk spojrzał się na mnie, ja na niego, a potem równocześnie wybuchnęliśmy nieco udawanym śmiechem.
- Nie będę jej całować!- Zaprotestował.
-
Kto mówi, że musisz?- Udała zaskoczoną.- No chyba, że... Ona pojawi się
nad wami!- Krzyknęła, a woda, którą stworzyła z roztopionego śniegu,
uniosła jemiołę nad Shanona i mnie.
- To jest tradycja, nie psujcie jej.- Powiedział ze śmiechem Kazan.
Czułam strach, że będę musiała go pocałować.
"A jeśli znowu się odsunie?" spytałam się w myślach.
"Nie zrobi tego." zapewnił cichy głosik, który natychmiast zamilkł.
Westchnęłam
cicho, spojrzałam się na Seę z mordem w oczach, po czym zamknęłam oczy i
nachyliłam się w stronę Shanona. Zatrzymałam się dosłownie kilka
milimetrów od jego nosa, czekając, aż się odsunie, lecz nagle poczułam,
że mój nos styka się z jego.
W głowie miałam tysiące myśli, czułam się szczęśliwa... Ale czemu?
Po
chwili ja oderwałam się od niego, i odeszłam kawałek od nich, musiałąm
ochłonąć. Czułam na sobie jego wzrok, ale... nie miałam siły spojrzeć mu
w oczy... Jego piękne oczy...
___
Nie
bij Shanon! Jeśli coś ci nie pasuje, to to zmienię. Chciałam jutro
opublikować notkę, ale postanowiłam w końcu dzisiaj, bo jutro
prawdopodobnie nie będzie mnie w ogóle na kompie. Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
AMBER
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz