Spoglądałem lekko zdumiony to na Amber to Shanona. Wadera odeszła
trochę od nas, a Shanon gapił się w nią. Nie dało się nic wyczytać z
wyrazu jego twarzy. Wkrótce z powrotem do nas dołączyła, ale nie
patrzyła na Shanona. Spokojnie rozmawialiśmy ze sobą dopóki Kazan nie
przybiegł z jakimś dziwnym piciem. Nie była to woda. Nie wiedzieliśmy,
co to jest prócz wilka, który z błogą miną kazał nam to wypić. Na
pierwszy ogień poszedłem ja i Ina jako, że mięliśmy zobaczyć, co to
jest. Z Kazanem nie można się już było dogadać. Kiedy tylko pociągnąłem
łyk poczułem dziwny smak na języku. Był słodki i jednocześnie gorzki.
Potem moim umysłem zawładnęła melancholia, ale mogłem jeszcze normalnie
myśleć. Reszta poszła w nasze ślady i wkróce wszyscy kiwaliśmy się w
rytm niesłyszalnej muzyki. Zacząłem rozmowę z Kazanem i, co chwila
wybuchaliśmy śmiechem z jakichś błachych rzeczy. Dołaczył do nas Shanon i
cała trójką śmaliśmy się w najlepsze. Amber, Sea i Ina chichotały
również rozmawiając o czymś. Nagle Kazan krzyknął dusząc się ze śmiechu:
- To jest za piękne, żeby było prawdziwe!
- Ale co? - Spojrzeliśmy na niego zdumieni.
- To, że to wypiliście.
- A co to było? - Zapytał Shanon.
- To piją ludzie jak chcą mieć "kaca".
- A co to jest kac? - Zapytałem zdumiony. Reszta najwyraźniej też nie wiedziała.
- Nie wiem, ale potem boli ich głowa.
-
Ale ty jesteś miły. - Jęknąłem, ale napiłem się jeszcze. Reszta wzięła
ze mnie przykład. Chwiałem się już stojąc na rozkraczonych czterech
łapach, żeby nie upaść.
- To jest takie dobre. - Powiedziała Amber.
- Noo. - Potwierdził Shanon uśmiechając się błogo. Po chwili ta dwójka gdzieś zniknęła, a mi zaczął kręcić się świat. Znowu!
- Świat się kręci... - Wymamrotałem.
- Masz rację Yudarin. - Potwierdziła Sea, chwiejąc się lekko.
- Nooooo. - Ziewnął Kazan.
-
Ehe. - Powiedziała Ina. I wtedy film mi się urwał. Obudziłem się rano
czując śnieg na plecach i coś ciepłego przy moim boku. Spojrzałem
nieprzytomnie na to coś ciepłego i zobaczyłem nikogo innego tylko Seę.
Zerwałem się z miejsca jak oparzony i dostrzegłem też Inę z Kazanem oraz
Amber z Shanonem. Zaraz, kiedy oni wrócili? Próbowałem sobie coś
przypomnieć, ale głowa potwornie mnie bolała. Chwiałem się lekko, a
obraz był zamazany. Położyłem się w swoim kącie i ze zdumieniem
ujrzałem, że mam lekko spopielone futro. Przejechałem łapą po tamtym
miejscu i poczułem też ból po oparzeniu. Ktokolwiek mi to zrobił chyba
go zabiję. Włożyłem głowę w śnieg i od razu poczułem się lepiej. Wkrótce
obudziła się też Ina, która jakby śnieg parzył zerwała się na wszystkie
cztery łapy i wpełzła do swojej nory. Niedługo po niej obudziła się
Amber, która odsunęła się od Shanona i leniwie podniosła z ziemi swoje
ciało.
- Yudarin śpisz? - Zapytała widząc mnie z głową w śniegu.
- Nie, a kto pyta?
- Amber.
- Powiesz kto sparzył mi plecy?
- Nie wiem. Nic nie pamiętam.
- Co ten Kazan nam dał?
- Nie wiem, ale nigdy więcej nie biorę tego do pyska. Potwornie boli od tego głowa.
- Teraz tak. Wczoraj świat się kręcił.
- Znowu?
- No.
- Ale nie rąbnąłeś w żadne drzewo?
-
Nie wiem. Nie pamiętam. Chyba nie. - Pomacałem się łapą po głowie, ale
nie wykryłem żadnej rany ani guza. - Raczej nie, bo nic nie czuję na
głowie.
- Dlaczego masz taką dziwną łapę?
- To znaczy jaką?
- No takie dziwne coś ci z niej wystaje.
- No patyk. Wbił mi się między pazury.
- Doobra. - Ziewnęła. - Ja idę spać do jaskini, a ty nawet tam nie wchodź.
- Nie mam zamiaru. - Odparłem i zobaczyłem jak z ziemi podnosi się lekko oszołomiony Shanon.
- Gdzie ja jestem? - Zapytał rozglądając się.
- Przed jaskinią. - Odpowiedziałem przyglądając mu się.
- Aha dobra, a nie bolą cię przypadkiem plecy? - Zapytał uśmiechając się złośliwie.
- I zagadka rozwiązana. To byłeś ty?
-
Nie, Święty Mikołaj. - Odpowiedział i usiadł na śniegu trzymając łapę
przy głowie. Zaraz po nim prawie równocześnie obudzili się Kazan i Sea.
- Kazan będzie cię bolało. - Oznajmił Shanon groźnie.
- Już mnie boli. Głowa.
- I dobrze. Co ty nam dałeś?
- No chyba wam wczoraj mówiłem. Takie coś, po czym ludzie mają kaca to znaczy, że boli ich rano głowa.
- No właśnie i nie mogę dojść do siebie. - Jęknęła Sea dalej leżąca na śniegu.
- Wszyscy żyją? - Zapytała nieprzytomnie Amber wychodząc z jaskini.
- Tak. - Odpowiedział jej Kazan.
-
Nigdy... więcej... tego... nie... przynoś. - Powiedziała i wróciła do
jaskini, a za nią weszła reszta watahy. Tylko ja i Ina zostaliśmy na
zewnątrz z resztą jak zwykle. Z nieba zaczął lekko pruszyć śnieg, ale
tym razem nie zapowiadało się na śnieżycę. Ruszyłem ku zamarzniętemu
strumieniowi i rozbiłem lód wpadając przy okazji do wody całkowicie się
rozbudzając. Wyszedłem z niej i otrzepałem się. Głowa przestała mnie
boleć, a ja całkowicie przemoczony wróciłem do swojego legowiska. Ina
spoglądała na mnie zdumiona, ale nic nie mówiła. Po chwili z jaskini
wyszedł Kazan. Spojrzał na nas i wytrzeszczył na mnie oczy:
- Co ty zrobiłeś?
- Poszłem się wykąpać. Stwierdziłem, że śmierdzę. - Wyglądał na zszokowanego. - No co?
- W zimie? Kąpałeś się w strumieniu? Chcesz nas zatruć?
- Baardzo śmieszne. Nie mam zamiaru was zatruć, kąpałem się, żeby głowa mnie nie bolała i się udało.
- Tak? To działa?
- No. Bo mnie już nie boli. Jestem trzeźwy tak bym to powiedział.
-
Ja też chcę być trzeźwy. - Powiedział i wkrótce wrócił cały
przemoczony, ale zadowolony. - HA! To działa. Yudarinie wymyśliłeś Lek
na Kaca, gratulacje!
_______________________________________________________
No to skończyłem :) Jeśli coś się nie podoba to mogę zmienić, ale to już wasza decyzja =D
YUDARIN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz