Głowa mnie bolała niemiłosiernie. Za mocno wczoraj zabalowałam. I jakim
cudem mogłam dobrowolnie położyć się koło Yudarina. Już bym wolała się
obudzić przy Kazanie... Wstałam. Wyszłam z jaskini trochę otrzeźwieć.
Biegałam po śniegu i świetnie się bawiłam. Sama. Bez kogokolwiek.
Samiusieńka. Nagle łapy mi się rozjechały i uderzyłam boleśnie w ziemię.
Chwilka, nie w ziemię tylko w lód. Pod śniegiem znajdowało się
zamrożone jezioro. Zgarnęłam cały puch na boki i ślizgałam się. Piruety,
slalomy i nie wiadomo co jeszcze tam wyprawiałam. Ból głowy ustępował
szczęściu. W życiu się tak nie bawiłam. Gdy tak pomyślę to moja pierwsza
zima na wolności. Zorientowałam się że jeżdżę po jakimś wyznaczonym
torze. Gdy spojrzałam z daleka na ten tor zorientowałam się że to
wielkie serce. Wtedy przyszedł Kazan.
- Co robisz?
- Ślizgam się. A gdzie pozostali?
- Yudarin kąpie się, Ina chyba poszła na polowanie, a Amber i Shanon zostali w jaskini.
-
Zostawiłeś ich samych w jaskini?-krzyknęłam.- Po moich wczorajszych
wygłupach z jemiołą pomyślą że naprawdę coś do siebie czują!
- A może czują? Skąd wiesz?
- Znam Shanona. To mi wystarczy. Jemioła... Na serio... Oni to wzięli na serio?
- Chyba tak.
Sposępniałam. Nawet wredny (sorki za to wredny) Shanon już kogoś ma, a ja?
- O czym myślisz?- wyrwał mnie z zadumy Kazan.
- Wiesz tak myślę, że ja nigdy nikogo nie miałam, a tu pod nosem tworzy nam się para roku.
- Czemu niby para roku?
- Proszę cię! Oni pochodzą z zupełnie dwóch różnych światów. Ale nie mi oceniać! Ale zobaczysz...
- Nie zatruwaj życia.- powiedział widocznie rozbawiony wilk.
- Ktoś to musi robić, po tym jak Seoma...
- Przecież mamy Shanona.
- Tylko że on się zmieni z Amber, zobaczysz.
Zapadła niezręczna cisza.
- I mówisz że jeszcze nikogo nie miałaś?
- Tia...
- Smutne.
Znów zapadła niezręczna cisza. Kazan chwile próbował odgadnąć co "wyjeździłam" na lodzie.
- Narysowałaś serce...
- No i co z tego?
- A my siedzimy w samym jego środku?
- Noo, niby tak...
Wilk wstał. Tuż pod jego łapą powstało pęknięcie.
- Kazan, tylko ostrożnie...
Ale
za późno. Lód się rozpękł i oby dwoje wylądowaliśmy w lodowatej wodzie.
Czułam jakby tysiące sztyletów przebijało mi ciało. Nie mogłam się na
niczym skupić tylko na bólu. Powoli opadałam na dno. I nagle coś mnie
zaczęło ciągnąć w górę. To Kazan złapał mnie za łapę i płynął na
powierzchnię. Udało się. Najpierw on pomógł mi się wdrapać na lód, a
potem ja mu wyjść z wody. Trzęśliśmy się jak osiki.
- Z-Zimno...- mówiłam jak małe dziecko.
- C-Chodź tam jest j-jaskinia.
Poszliśmy
ale łapy mieliśmy tak skostniałe że ledwo się poruszaliśmy. W końcu
Amber nas zauważyła parę metrów przed jaskinią i pomogła nam się dostać
do środka. Położyliśmy się przy ognisku i od razu zrobiło się cieplej.
- Co się stało?- pytała zaskoczona Amber.
- Lód się pod nami załamał. Troszkę przemokliśmy, a woda o tej porze roku jest dosyć zimna.- tłumaczył Kazan.
- Kazan. Dzięki za ratunek. Gdyby ciebie tam nie było to nie wiem co by się stało.
- Nie ma za co. Zawsze do usług.
Uśmiechnęłam
się. Ten dzień był na prawdę niesamowity. Rano kac, teraz kąpiel w
lodowatej wodzie. Boję się co się stanie wieczorem.
SEA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz