czwartek, 2 sierpnia 2012

Kąpiel

     Głowa mnie bolała niemiłosiernie. Za mocno wczoraj zabalowałam. I jakim cudem mogłam dobrowolnie położyć się koło Yudarina. Już bym wolała się obudzić przy Kazanie... Wstałam. Wyszłam z jaskini trochę otrzeźwieć. Biegałam po śniegu i świetnie się bawiłam. Sama. Bez kogokolwiek. Samiusieńka. Nagle łapy mi się rozjechały i uderzyłam boleśnie w ziemię. Chwilka, nie w ziemię tylko w lód. Pod śniegiem znajdowało się zamrożone jezioro. Zgarnęłam cały puch na boki i ślizgałam się. Piruety, slalomy i nie wiadomo co jeszcze tam wyprawiałam. Ból głowy ustępował szczęściu. W życiu się tak nie bawiłam. Gdy tak pomyślę to moja pierwsza zima na wolności. Zorientowałam się że jeżdżę po jakimś wyznaczonym torze. Gdy spojrzałam z daleka na ten tor zorientowałam się że to wielkie serce. Wtedy przyszedł Kazan.

- Co robisz?

- Ślizgam się. A gdzie pozostali?

- Yudarin kąpie się, Ina chyba poszła na polowanie, a Amber i Shanon zostali w jaskini.

- Zostawiłeś ich samych w jaskini?-krzyknęłam.- Po moich wczorajszych wygłupach z jemiołą pomyślą że naprawdę coś do siebie czują!

- A może czują? Skąd wiesz?

- Znam Shanona. To mi wystarczy. Jemioła... Na serio... Oni to wzięli na serio?

- Chyba tak.

Sposępniałam. Nawet wredny (sorki za to wredny) Shanon już kogoś ma, a ja?

- O czym myślisz?- wyrwał mnie z zadumy Kazan.

- Wiesz tak myślę, że ja nigdy nikogo nie miałam, a tu pod nosem tworzy nam się para roku.

- Czemu niby para roku?

- Proszę cię! Oni pochodzą z zupełnie dwóch różnych światów. Ale nie mi oceniać! Ale zobaczysz...

- Nie zatruwaj życia.- powiedział widocznie rozbawiony wilk.

- Ktoś to musi robić, po tym jak Seoma...

- Przecież mamy Shanona.

- Tylko że on się zmieni z Amber, zobaczysz.

Zapadła niezręczna cisza.

- I mówisz że jeszcze nikogo nie miałaś?

- Tia...

- Smutne.

Znów zapadła niezręczna cisza. Kazan chwile próbował odgadnąć co "wyjeździłam" na lodzie.

- Narysowałaś serce...

- No i co z tego?

- A my siedzimy w samym jego środku?

- Noo, niby tak...

Wilk wstał. Tuż pod jego łapą powstało pęknięcie.

- Kazan, tylko ostrożnie...

Ale za późno. Lód się rozpękł i oby dwoje wylądowaliśmy w lodowatej wodzie. Czułam jakby tysiące sztyletów przebijało mi ciało. Nie mogłam się na niczym skupić tylko na bólu. Powoli opadałam na dno. I nagle coś mnie zaczęło ciągnąć w górę. To Kazan złapał mnie za łapę i płynął na powierzchnię. Udało się. Najpierw on pomógł mi się wdrapać na lód, a potem ja mu wyjść z wody. Trzęśliśmy się jak osiki.

- Z-Zimno...- mówiłam jak małe dziecko.

- C-Chodź tam jest j-jaskinia.

Poszliśmy ale łapy mieliśmy tak skostniałe że ledwo się poruszaliśmy. W końcu Amber nas zauważyła parę metrów przed jaskinią i pomogła nam się dostać do środka. Położyliśmy się przy ognisku i od razu zrobiło się cieplej.

- Co się stało?- pytała zaskoczona Amber.

- Lód się pod nami załamał. Troszkę przemokliśmy, a woda o tej porze roku jest dosyć zimna.- tłumaczył Kazan.

- Kazan. Dzięki za ratunek. Gdyby ciebie tam nie było to nie wiem co by się stało.

- Nie ma za co. Zawsze do usług.

Uśmiechnęłam się. Ten dzień był na prawdę niesamowity. Rano kac, teraz kąpiel w lodowatej wodzie. Boję się co się stanie wieczorem.


SEA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz