czwartek, 2 sierpnia 2012

Kto wie czy za rogiem...

        Jeszcze tylko dwa dni i Święta. Już ledwo to wytrzymuję, Sea wciąż piszczy, że czegoś potrzebuje do przystrojenia naszej choinki i oczywiście wysyła mnie, albo Kazana po ową rzecz. Jak by tego  było mało, Amber poczuła magię rządzenia i wszystkimi dyryguje. To już przerosło granice mojej tolerancji,(jeśli oczywiście takowa istniej) i postanowiłem się ulotnić jak najdalej od tego gwaru.

        Szedłem prosto przed siebie, i wsłuchiwałem się w miarowy, wesoły chrzęst śniegu, który deptałem robiąc kolejne krok. Stwierdziłem, że coś może być wesołe, chyba coś padł mi na mózg. Ale jak by tego było mało zacząłem sobie radośnie podśpiewywać pod nosem:

- Kto wie czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem, nie obserwują zdarzeń i nie spełniają marzeń. Kto wie?Kto wie?- stanąłem jak wryty i sam sobie odpowiedziałem.

- Ja wiem...

Nagle obudziła się we mnie pragnienie zmiany. Otrzepałem się próbując pozbyć się tego uczucia. Do niczego nie było mi ono potrzebne, jedynie były by z nim same problemy.

         Odczekałem chwile próbując trochę ochłonąć, co w tej temperaturze nie było wcale trudne, a następnie rozejrzałem się dookoła starając się określić miejsce do którego przywiodły mnie łapy.

         Wystarczyło jedno spojrzenie, aby na mój pysk wpełzł uśmiech. Stałem naprzeciwko, małego jeziorka, mojej letniej samotni. Uwielbiałem tu przychodzić kiedy miałem dosyć stadnych problemów, więc nie dziwiłem się, ze łapy przyprowadziły mnie właśnie tu. Magie tego miejsca potęgowało jeszcze to, że ponad wodą na przeciwległym brzegu górowały skały, w których była mała grota mieszcząca co najwyżej dwa wilki. Spojrzałem w górę, z drzew zwisały liany aktualnie pokryte rzędami sopli lodu. Przywodziły mi one na myśl wspaniałe wspomnienia, mimowolnie mój uśmiech znacznie się poszerzył. Wzrok ześliznął mi się niżej, padając na zamarzniętą taflę wody. Skupiłem się na niej i wystrzeliłem jak z procy.

        Przebiegłem jak najszybciej kilkanaście metrów dzielących mnie od brzegu, śmiejąc się wniebogłosy. Kiedy moje łapy dzieliło już tylko kilka centymetrów od lodu,  wzbiłem się w powietrze skacząc w dal. Przeleciałem około czterech metrów i głucho uderzyłem w lód. Łapy rozjechały mi się w cztery strony świata, a siła rozpędu pozwoliła mi przejechać na brzuchu przez całe jezioro, aby na końcu wbić się w zaspę.

        Starałem się wyciągnąć głowę z śnieżnej pułapki, zajęło mi to chwilę, a kiedy się udało otrzepałem futro z jej resztek.  Wtem usłyszałem za sobą znajomy głos:

-No, no. Już wiem co w wolnych chwilach robi nasz smutas.-wilczyca zaśmiał się, a mnie wręcz sparaliżowało.-Nigdy bym nie zgadła, że ty się umiesz bawić!-śmiech wilczycy niósł się echem pomiędzy drzewami.

- Co ty tutaj robisz Amber?!-stałem ciągle spięty, warkot wylewał się z mojego gardła i czułem jak jeżą mi się włosy na karku.

- Przyszłam za tobą, nawet nie zauważyłeś tego.-wilczyca wstrzymywała chichot.

- Nie używajmy eufemizmów, po prostu mnie śledziłaś.-powiedziałem tym razem spokojnie, ale moja furia sięgała prawie  zenitu.

- Nazywaj to jak chcesz.-siedziałem do niej tyłem, ale niemal widziałem jak wzrusza ramionami-A tak apropos ładnie śpiewasz.

       Teraz już nie wytrzymałem, odwróciłem się w mgnieniu oka, że wadera nawet nie zdążyła zareagować, a już leżała przyciśnięta przeze mnie do ziemi:

- Jakim prawem, jakim prawem się pytam, leziesz za mną! Co cie  w ogóle obchodzi co ja robię, gdzie i jak?!

- Jestem twoja Alfą.-odpowiedział z wyższością. Spojrzałem na nią z nienawiścią i przygniotłem tak że ledwo mogła oddychać.

- Że niby kim?-zaśmiałem się jej prosto w oczy.-W życiu się nikogo nie słuchałem i nie zamierzam tego zmieniać. A gdybyś nie zauważyła jestem Alfą dla samego siebie.

Przycisnąłem wilczycę  jeszcze mocniej tak,że straciła oddech. W tym samym momencie ujrzałem w jej oczach strach, o to mi chodziło, więc puściłem ją.

Wadera ciężko łapała oddech, po chwili charczenia zapytała:

-Dlaczego ty taki jesteś?

-Bo lubię.-uśmiechnąłem się i zszedłem z wilczycy bo tej pory nad nią stałem.

        Odszedłem na kilka metrów i usiadłem bokiem do wilczycy. Kontem oka widziałem, jak wstaje i stara się wytrzepać sierść z śniegu. Kiedy prawie skończyła ulepiłem śnieżkę i rzuciłem trafiając w bok wadery. Na początku wydawała się zła, ale po chwili uśmiechnęła się o i powiedziała:

- Wiesz, w takich chwilach cie całkowicie nie rozumiem?

- Yhmm..-odmruknąłem, a Amber usiadła obok mnie.

- Nie zapytasz dlaczego?

- Nie, bo prawdopodobnie znam odpowiedź.

- No właśnie, bo to jest trochę dziwne że....-nie dałem jej dokończyć

- ...że raz zachowuje się jakbym cie nienawidził, a  raz jakbym lubił.

-Właśnie, przed chwila o mało mnie nie udusiłeś, a następnie ni stąd ni zowąd rzucasz we mnie śnieżkami.-wadera wpatrywała mi się w oczy usiłując znaleźć w nich rozwiązanie.

- Trudno jest udawać że się kogoś nielubi.-Amber popatrzyła na mnie zaskoczona.

- Lubisz mnie?-zapytała upewniając się, a ja skinąłem  głową.

Popatrzyłem na nią, siedziała tuż obok mnie, nasze nosy dzieliła przestrzeń zaledwie kilku milimetrów. Wadera nachyliła się w moją stronę, ale ja na czas uskoczyłem i zniknąłem w leśnej gęstwinie, po drodze obejrzałem się przez ramię. Zaskoczona wilczyca siedziała i rozglądała się dookoła. Uśmiechnąłem się i pomyślałem że może jednak ktoś stoi za rogiem.. kto wie?

____________________________________________________________

Zaszczytna 99 notka:) Wybaczcie jeżeli niektóre fragmenty nie będą ze sobą powiązane, bo pisałem to biegając co chwile by pomóc robić ciasta. Wybacz Amber,że nie zapytałem się ciebie co sądzisz na ten temat, ale jeśli nota ci się nie podoba to się ją zmieni.


SHANON

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz