Siedziałem oszołomiony przed drzewem, w które dosłownie przed chwilą
walnąłem. Upadłem w śnieg. Przed oczami tańczyły mi różnokolorowe
plamy. Po długiej chwili w takim stanie znalazła mnie Sea. Zobaczyłem
jeszcze czerwony śnieg i dotknąłem łapą swojej głowy. Spojrzałem na nią i
ujrzałem krew. Pięknie. Przed samymi świętami musiałem rąbnąć w drzewo,
po prostu musiałem. Co roku jest podobnie. Zawsze przed wigilią mam
jakiś wypadek. W tym roku jest to rąbnięcie głową w drzewo, w zeszłym za
to wpadłem w tak głeboką zaspę, że miałem spory problem z wyjściem. Z
resztą nieważne. Mój coroczny przedświąteczny pech powrócił.
- Yudarin żyjesz?
- Nie, umarłem i widzisz Zombie.
- Bardzo śmieszne.
- Wiem.
- Dobra, ale podniesiesz się?
- Spróbuję, ale kręci mi się w głowie.
- Co ty tak właściwie zrobiłeś?
- Rąbnąłem w drzewo.
- Po co?
- Z nudów.
- Dooobra. Głowa cię nie boli?
- Boli.
- No to kończymy rozmowę, bo przeciążysz ten swój móżdżek.
- Bardzo śmieszne. To tylko mała rana.
- Mała rana, ale krew tryska z niej jak z fontanny.
- Potrafię się uleczyć.
- No to powiedz jak?
-
Po wilczemu. - Podniosłem się i przyłożyłem śnieg do rany. Dreszcze
przeszły przez całe moje ciało, a po chwili ból ustał. Rana też była już
zaleczona. Sea wpatrywała się we mnie wyraźnie zdumiona. - O co ci
chodzi?
- Jak ty to?
- Po wilczemu. - Odparłem z uśmiechem i ruszyłem w kierunku watahy. Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Yudarin gdzie ty idziesz?
- Spać.
- Ale jaskinia jest w drugą stronę.
- Dzięki za wskazówkę. Dalej kręci mi się w głowie.
- Widać.
- Doprowadzisz mnie? Bo straciłem orientację.
- Idź
prosto. Cały czas, ale wymijaj drzewa. UWAŻAJ NA TO... - Nie zdążyła, bo
znowy zderzyłem się z jakimś drewnem. Świat znów zawirował, ale tym
razem utrzymałem się na łapach. - Ty coś widzisz?
- Gdyby świat
przestał się tak kręcić to bym widział. - Odparłem już lekko
zdenerwowany tym ciągłym wirowaniem. Wadera zaczęła mną kierować, co
jakiś czas popychając w odpowiednim kierunku, ale tuż przed jaskinią
znów zderzyłem się z drzewem. Wtedy usiadłem i pokręciłem głową.
-
Lepiej się połóż, bo chodzenie nie wpływa dobrze na twoją głowę. - Jej
słowa dotarły do mnie jak przez mgłę i odparłem nieprzytomnie.
-
Świat się kręci... - Opadłem na plecy i gapiłem się w wirujące nade mną
niebo. Nagle pojawiła się nade mną twarz Amber, Shanona, Iny, Sei i
Kazana. Spojrzałem na nich nieprzytomnie. Dlaczego oni też się kręcili?
- Yudarin słyszysz mnie? - Zapytała Amber.
- Tak. - Odpowiedziałem, starając się zatrzymać to wirowanie.
- Co zrobiłeś? - Zapytał Kazan.
- Rąbnął trzy razy w drzewo. - Odpowiedziała za mnie Sea.
- Świat się kręci. - Oznajmiłem uśmiechając się głupkowato.
- No pewnie, że się kręci. - Odparł zirytowany Shanon.
- Ale kręci się szybciej niż zawsze. - Powiedziałem.
- Widzisz on ma coś z mózgiem, trzeba go wygnać. - Oznajmił Shanon patrząc na Amber, która tylko pokręciła przecząco głową.
- Nie. To się da zaleczyć, ale musi nawdychać się ziół. Wtedy świat przestanie się dla niego kręcić.
- No, ale przecież się kręci. - Zaprzeczyłem z tą samą głupkowatą miną. Czułem się naprawde źle. Głowa potwornie mnie bolała.
- Dobra Yudarin nie ruszaj się. - Rozkazała Amber, a ja atomatycznie znieruchomiałem.
- W sensie, żebyś nie wstawał.
- Dobra, ale świat się kręci...
- Tylko Amber jest jedna luka. Skąd weźmiemy zioła? - Zapytał Kazan.
-
I to jest poważny problem. Wszystko leży pod śniegiem. Na razie
wnieście go do jaskini niech odpoczywa potem się zobaczy. - Oznajmiła
wilczyca, a ja podniosłem się chwiejnie. Zacząłem iść chwiejąc się cały
czas i poruszając się jak pijany. Kazan przytrzymał mnie, bo upadłbym
pewnie na śnieg. Po chwili leżałem już w jaskini, ale jej sklepienie też
się kręciło. Nie no, nie wytrzymnam! To jest nie do wytrzymania. Nagle
nade mną pojawiła się Sea.
- Lepiej?
- Gorzej.
- Dlaczego?
- Bo kręci się szybciej i zaczyna mi się zbierać na wymioty. - Odparłem, a wilczyca automatycznie się odsunęła krzywiąc się.
- Hej Amber! On zaraz tu zwymiotuje!
-
CO?! Nie ma takich wygód już na zewnątrz jak masz rzygać. - Rozkazała
Alfa, a ja posłusznie, chwiejnym krokiem wyszedłem na dwór i
zwymiotowałem na śnieg. Po chwili znów upadłem, ale tym razem leżałem
na brzuchu. Świat dalej wirował i znacznie szybciej niż poprzednio.
Przed oczyma znów miałem kolorowe plamy. Spróbowałem się podnieść. Nie
da się, bo wszystko kręci się jeszcze szybciej. Zamknąłem oczy i
spróbowałem się uspokoić. Kiedy je otworzyłem świat wirował wolniej, ale
mimo to szybko. Tak jak przy pierwszym zderzeniu z drzewem. Podniosłem
się i położyłem w swoim kącie. Chwiejnie do niego podeszłem, ale udało
się. Ułożyłem się wygodnie i wkrótce wpadłem w ramiona Morfeusza
pogrążając się w słodkim śnie.
___________________________________________________
Sorry
za wszystkie błędy, ale nie chce mi się już sprawdzać. Parę razy
dzisiaj walnąłem w coś głową i dlatego pomysł na notkę. Świat się
kręci... heh XD
YUDARIN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz