niedziela, 5 sierpnia 2012

Wariat

Siedziałem pod ścianą jaskini i rzucałem wyzwiskami w każdą żywą duszę jak odważyłam pokazać mi się na oczy. Większość wilków nawet nie zwracała na to uwagi, ponieważ byli pogrążeni w żałobie po ucieczce Alfy. Siedzieli w koło i opłakiwali Amber zupełnie jakby umarła, patrząc na nich wcale się nie dziwiłem że postanowiła nas opuścić. Spojrzałem na nich krzywo i zatkałem uszy, po prostu miałem ich wszystkich dość. Nie dość, że ostatnio poprzewracało mi się coś w głowie, to do tego teraz doszło to całe zamieszanie.
       Od tych ciągłych szlochów uszy wręcz więdły. Chociaż już chyba wolałem to ich ciągłe pochlipywanie, od ciągłych napadów złości Sei, która od wschodu słońca, aż po zmierzch, chodziła za mną jak cień i ciskając we mnie zabójcze spojrzenia, ciągle groziła, że mnie zamorduje. Twierdziła oczywiście, że o wszystkim wiedziałem i, że to w pełni moja wina że Alfa zniknęła.
        Z moich myśli wyrwało mnie szczebiotanie za plecami:
-Ja oglądając na co dzień twoją mordę też bym uciekła..!
-A proszę bardzo, droga wolna- warknąłem na Betę.
Ogarnęła mnie czysta złość. Nie wiem o co im wszystkim chodziło, ja na prawdę nie miałem pojęcia o całej sytuacji, a tu ni stąd ni zowąd, każdy na mnie naskakuje, jak bym zrobił nie wiadomo co.
-A może ty byś uciekł..?!-zaproponowała.
-Niee...jest mi tu bardzo dobrze, jest żarcie, ciepły kącik, a co najważniejsze sporo wilków do gnębienia-jak dla mnie czysty raj.
-A dla mnie piekło na ziemi.-mruknęła wadera.
-No właśnie i wszyscy zadowoleni.-prychnąłem, a wilczyca znów wbiła we mnie mordercze spojrzenie.
-Usłyszałam ostrą wymianę zdań co tu się dzieje?- zapytała Hessa, która właśnie odłączyła się od grupy odprawiającej gorzkie żale.
-No pięknie jeszcze ciebie było mi trzeba, teraz mam na głowie piekielny duet.
-No coś ty nie przesadzaj.-wyszczerzyłem się.-Piekielny to może być ogień.-szturchnąłem porozumiewawczo Hessę i już po chwili naszą trójkę otaczały dwumetrowe płomienie.
Niezbyt uradowana naszymi wygłupami Sea szybko zgasiła całe widowisko i przy okazji nasz entuzjazm wylewając na wszystko dookoła wodę ze strumienia. Cali mokrzy o mało się na nią nie rzuciliśmy, ale w ostatniej chwili wadera ze sztucznym wdziękiem odwróciła się i prychnęła że jesteśmy infantylni. Nie zdążyła daleko odejść, a w naszym kierunku zmierzał już uśmiechnięty Yudarin:
-Hej co u was słychać?
-A coś ty taki uśmiechnięty, przecież mamy żałobę, czyś byś zapomniał o ucieczce Amber?-warknęła na niego Hessa.
-Co? Jak to uciekła?-przesylabował, jak byśmy byli ułomni.-Na pewno ktoś ją porwał, albo wpadła w gorsze tarapaty... Idziemy ją ratować!
Spojrzałem na niego, jak by był nie normalny. Chociaż.... rzeczywiście podczas naszej ostatniej rozmowy, mówiła coś o planach opuszczenia nas, no ale co z tego jej decyzja...a może jednak potrzebuje pomocy? Walnąłem się łapą  w głowę ,pragnąc by takie idiotyczne myśli opuściły mój umysł. Jednak myśli zaczęły zaprzątać mi heroiczne wizje kwiatki i szczęście. Przez chwilę myślałem że zwymiotuję tęczą, jednak po paru sekundach stałem, a raczej podskakiwałem z ogromnym bananem na pysku i starałem się złapać swój ogon.
-To co idziemy ratować Amber?!- zapytałem nie przestając podskakiwać.
-No w końcu coś się dzieje, idziemy!-zawołała Hessa z błyskiem w oku.
-To co bierzemy karabiny, po drodze wykopiemy oko, albo nie zróbmy zbroje! Będziemy jak ninja!-Yudarin wręcz sikał ze szczęścia.
Pomimo dziwnego nie zrozumiałego szczęścia warknąłem na wilka i spokojnie z ogromnym uśmiechem zarządziłem odmaszerowanie:
-Yyy , a wie ktoś dokąd mamy w ogóle iść?-zapytała po kilku krokach Hessa, a Yudarin zatrzymał się na jej słowa z otwartym pyskiem.
-A czy to ważne?-zapytałem zataczając się z lekka, kiedy nagle mój wzrok przyciągnęła żółta plama pomiędzy zielenią trawy.
Pobiegłem czym prędzej, a Hessa i Yudarin popatrzyli na mnie jak na wariata. Pędziłem z wywieszonym jęzorem w stronę plamy, a za sobą usłyszałem ściszony głos Yudarina:
-Czy mu przypadkiem nie spadło coś na głowę?
-Nie mam bladego pojęcia.-mruknęła Hessa.
Nie zwracając uwagi na ich słowa biegłem jak opętany, dopóki nie stanąłem u celu. Zadowolony  z siebie wsadziłem pysk w trawę i zerwałem roślinkę, a następnie wróciłem truchtem, ze zdobyczą w zębach, do reszty. Hessa i Yudarin nadal siedzieli nieruchomo wbijając we mnie krzywy wzrok, ale nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Klapnąłem przed nimi na zadku i z oczami wielkimi jak talerze powiedziałem:
-Kwiatuszka...?-Yudarinowi szczęka opadła na ziemię, a Hessie udało się w miarę zachować zimna krew. Wzięła ode mnie roślinę mówiąc:
-Yyy, dzięki...ładny yyy mlecz...
-Ja też chcę!-żachną się Yudarin.
-Z wami obydwoma jest coś nie tak.-stwierdziła wadera.
Ruszyła w dalszą drogę nie zwracając już na nas uwagi. Dreptałem z tyłu za wilkami i szerzyłem się głupio do drzew:
-Amber!!-wydarłem się mając nadzieję że wilczyca mnie odpowie.
-Ten to nigdy nie zostanie ninja.-mruknął Yudarin.-Zamknij się Shanon!-warknął, ale ja już go nie słuchałem wlepiając spojrzenie w oddalone o kilka metrów bagno:
-Blotko!-krzyknąłem z radością i nie zastanawiając się pobiegłem i wskoczyłem do niego.
Z brzegu zaczęli się wydzierać się do mnie Hessa z Yudarinem, z ignorowałem ich i zacząłem pływać w bajorku. Nagle jakiś glon zaplątał mi się w łapę. Zaskoczony zachłysnąłem się raz, po chwili drugi i zacząłem iść na dno:
-Shanon, Shanon, żyjesz?
-Żyje, robi tylko z nas idiotów znasz go przecież, poza tym maseczka błotna mu nie zaszkodzi.
-No to w takim razie trzeba mu zrobić sztuczne oddychanie.-zaśmiał się Yudarin, a po chwili poczułem że wilk zbliża się do mnie.
Czym prędzej wyplułem wodę którą miałem w pysku i zerwałem się z ziemi wołając:
-Odejdź ode mnie debilu!-warknąłem i poczułem że znów jestem sobą.
W końcu wrócił stary Shanon, a tamten mam nadzieję, że nigdy nie wróci. Wziąłem głęboki oddech, znów byłem wcieleniem zła. Otworzyłem oczy w których znów płonęła zwykła nienawiść. Spojrzałem na towarzyszy i mruknąłem:
-Punkt kulminacyjny, Shanon się ulatnia, a wy jak chcecie frajerzy szukajcie swojej alfy, nara!
Zostawiłem zdziwione wilki i pobiegłem w las, zaprzątnięty myślami jak zrobić porządek w swojej głowie by takie wariactwa jak dziś nie powtórzyły się nigdy więcej.
      Nie biegłem nawet piętnastu minut kiedy mój nos wyłapał zapach obcego wilka:
-No no któż to się zapędził w nasze strony?-zapytałem sam siebie i pobiegłem za zapachem.
Szedłem z nosem przy ziemi i już po chwil ujrzałem obca waderę z wilczkiem u boku:
-Ciekawe... samotna wilczyca z szczeniakiem.- powiedziałem na głos, a wystraszona wadera szybko odwróciła się w moim kierunku.
-Czego chcesz?-zapytała jeżąc się ostrzegawczo, a szczeniak schował się za nią.
-Ja? Niczego.-odpowiedziałem niemal dławiąc się ze śmiechu.
Wilczyca spojrzała na mnie hardo, a jej oczy niemal zwaliły mnie z nóg. Szybko pozbierałem się do kupy, lecz w tom czasie wilczyca chwyciła szczeniaka i zaczęła uciekać. Zadowolony z takiego obrotu spraw rzuciłem się za nią, wyczuwając że może być dobra zabawa. Nie myliłem się, kiedy zacząłem doganiać wilczycę, ta potknęła się i upadła tracąc przy okazji przytomność. Podszedłem do niej z wolna przyglądając się z rozbawieniem przerażonemu szczeniakowi:
-No, no ktoś ma tu chyba mały problem, co mały?
_____________________________________________________________________
Sorki że nie dokończyłem ale właśnie wpadli do domu rodzice. Kara na kompa chyba rozumiecie, że muszę się szybko zbierać...
Shanon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz