piątek, 3 sierpnia 2012

Spotkanie po latach

     Dni mijały, a Yudarin ciągle był chory. Nie chodził na polowania, bo nie miał siły, ledwo trzymał się na nogach. W końcu poszłam do jego malutkiej norki, usiadłam naprzeciwko niego i przez chwilę wpatrywałam się, jak wyczerpany lekko podnosi łeb, żeby móc mnie zobaczyć.
- Cóż to sprowadza samą Alfę do moich skromnych progów?- Spytał ledwo słyszalnym szeptem, drżąc na całym ciele.
- Naprawdę nie powinieneś kąpać się w tym jeziorze.- Odparłam ze śmiechem.
- Zapamiętam na przyszłość.- Mruknął.
- Chodź do jaskini, tam jest ciepło.- Powiedziałam w końcu, obserwując jego zdziwienie.
- Mogę?
- Jesteś chory, a chorym trzeba się opiekować. No chodź.- Spróbował dźwignąć się na nogi, co w końcu mu się udało z pomocą swoich skrzydeł, a potem podtrzymywany przeze mnie, dotarł do przytulnego pomieszczenia.
- O, jeszcze jego nam tu brakowało.- Warknął Shanon, widząc jego w środku.
- Zamknij się.- Odparła za mnie Sea, patrząc na niego spode łba. 
- Przyjmuje rozkazy tylko od Alfy. A jak wiadomo, JA jestem swoim Alfą.- Prychnął, nawet na nią nie patrząc.
- Skoro nie słuchasz się Amber, co ty tu robisz, hm?- Wstała i podeszła do niego z wyczekującą miną.
- Sea, wystarczy.- Powiedziałam, przewidując kolejną kłótnię. Wznieciłam trochę ogień i dałam Yudarinowi śniadanie, na które rano nie przyszedł.
- Nie, Amber, tym razem nie odpuszczę.- Pokręciła przecząco głową.- Jestem po prostu ciekawa, po jaką cholerę jest w naszej Watasze, skoro nic dla niej nie robi?
- Poluje.- Zauważyłam słusznie, siadając tak, żeby mieć ich oboje na oku.
- No właśnie tylko to robi! Nie zajmuje się innymi, nie troszczy się o resztę, ma wszystkich głęboko gdzieś!
 Już chciałam jej zaprzeczyć, ale ona mi w tym przeszkodziła:
- I dlaczego ty zawsze go bronisz?! Może i w niego wierzysz, może i mu ufasz, ale ja nie! Dla mnie to zwykły zbytek.- Powiedziała dobitnie, z zaciętą miną. 
- To, że ty jedna go nie chcesz w Watasze, nie znaczy, że reszta też!- Warknęłam, mając serdecznie dość jej ciągłego lamentowania.
- Ale to ja jestem Betą, huh? Moje zdanie liczy się bardziej od reszty!
- A Shanon jest Deltą.- Wciął się Kazan.
- Dokładnie. Niby za co? Za to, że tyle razy cię zdradzał? Za to, że omal przez niego nie zgi...
- To jest przeszłość!- Przerwałam jej, patrząc na nią ze złością.- Nie potrafisz mu wybaczyć? Tym bardziej, że tobie wcale nic takiego nie zrobił! Nie masz większych powodów, żeby go tak nienawidzić, prędzej ja! 
 Zatkało ją. Przez chwilę spojrzała na Shanona innym, rozumiejącym wzrokiem, lecz szybko jakby został odegnany, i powróciło to, nienawidzące go spojrzenie.
- Mylisz się.- Szepnęła, po czym wybiegła na zewnątrz.
- No i po co mnie broniłaś?- Spytał wilk, patrząc na mnie.
 Spojrzałam się na niego jak na idiotę, po czym krzyknęłam, już w biegu:
- Idę jej szukać!
  Dosłownie kilka metrów dalej straciłam orientację, gdyż znowu zaczęła się burza. Padające płatki śniegu uniemożliwiały mi patrzenie na dalej, niż piętnaście centymetrów, każdy krok stawiałam ostrożnie.
- SEA!- Krzyczałam non stop, co chwilę krztusząc się zamarzniętymi kroplami wody.
 Straciłam rachubę czasu, czułam się, jakbym krążyła ciągle w kółko. W końcu ledwo oddychałam, było mi tak strasznie zimno.
 Nareszcie zobaczyłam jakiś niebieski punkcik, który od razu skojarzyłam z nią. Poczułam się szczęśliwa, że w końcu ją znalazłam, szybko zaczęłam biec w jej kierunku, i wtedy zobaczyłam ją, jak leży nieprzytomna pod łapami jakiegoś wilka.
 Momentalnie zaczęłam warczeć, gotowa walczyć, lecz wtedy zobaczyłam, że nie był sam. Obok niego była jakaś wadera, a z tyłu stało jeszcze kilka innych wilków i wilczyc. 
 Czułam się przegrana. Mimo wszystko nie przestawałam warczeć, w duchu modląc się o jakiś ratunek.
- Kim jesteście i co robicie z moją przyjaciółką?!- Krzyknęłam, rozpaczliwie próbując zachować resztki godności. 
- To raczej do nas należy to pytanie, wtargnęłyście na nasze terytorium!- Odparł wilk, jak zdążyłam się przekonać, Alfa.
- Przez śnieg nic nie czuć, nie wiedziałyśmy o tym!
- Następnym razem uważajcie.- Powiedziała wadera, z chytrym uśmieszkiem podchodząc do Sei. Zamachnęła się, chcąc ją uderzyć, lecz czując się w obowiązku chronienia członka swojego stada, przeszkodziłam jej, odpychając ją tak mocno, że poleciała do tyłu na jakieś dwa metry.
- Jak śmiesz bić moją partnerkę?!- Wrzasnął rozeźlony wilk, po czym odwrócił się do mnie tyłem.- Sprawdzcie, czy nic się nie stało z jej brzuchem!
 Zdałam sobie sprawę, że miałam do czynienia z ciężarną wilczycą. Trochę mnie to ukuło w serce, że być może przeze mnie straci dzieci, ale szybko odegnałam te myśli, upewniając się, że inaczej Sea oberwałaby. Korzystając z chwili jego nieuwagi, szybko złapałam wilczycę za kark, i ostrożnie przetaszczyłam ją w bezpieczne miejsce.
- Brzuch cały, sir!- Krzyknął któryś z stada, a mój rywal odetchnął z ulgą.
- I tak za to zapłacisz!- Zwrócił się do mnie wilk, wyszczerzając kły, które wydawały się naprawdę ostre.
- Może my to załatwimy, sir?- Spytała jakaś wilczyca.
- Nie, ja się nią zajmę, a niech dwójka z was zaprowadzi Lisę do domu!- Rozkazał, powoli zbliżając się do mnie.
 Automatycznie stanęłam tak, żeby zasłonić bezbronne ciało Sei, warcząc na niego.
 Wielki basior rzucił się na mnie, ale ja odskoczyłam w bok, szybko jednak powracając na miejsce, żeby chronić waderę.
 No i wtedy, ni stąd, ni zowąd, buchnął we mnie ogień, trochę mnie podpalając.
- Wilk ognia, co?- Spytałam ze śmiechem, szybko gasząc sierść.
- Nie powinno być ci tak do śmiechu!- Warknął, a chwilę potem w moją stronę poleciała ogromna kula parzącego ognia, którą jednak odebrałam i rzuciłam w jego stronę. Basior przez chwilę wpatrywał się we mnie niedowierzająco, ale szybko zgasił kulę, wściekły, że ma do czynienia z wilczycą Ognia.
- Umiem też inne sztuczki!- Krzyknęłam, uśmiechając się, gdy ogromne drzewo zaczęło spadać w stronę wroga. W ostatniej chwili uskoczył w tył, ratując swój ogon.
- Natura?!- Spytał, zdając sobie sprawę, że robi się coraz nieciekawiej.- Fafik, Robi, do mnie!- Para wilków podbiegła do Alfy, a chwilę potem rzuciła się w moją stronę.
 Oni również mieli magię ognia, więc szybko zostałam zaatakowana dwoma wielkimi wężami, a gdy ja próbowałam z nimi walczyć, w postaci lwa, Alfa rzucił się na mnie, powalając z łap. Ugryzł mnie boleśnie w szyję, a chwilę potem wylądowała na mnie pozostała dwójka, gryząc i drapiąc gdzie popadnie. Nie widząc innego rozwiązania, zapaliłam się, parząc wilki. Nie miałam siły, żeby wstać, więc doczołgałam się jedynie do Sei, upewniając się, że nic jej nie jest.
- Waleczna z ciebie wadera, nie powiem.- Odezwał się w końcu ich przywódca, powoli do mnie podchodząc. Uśmiechnął się lubieżnie, po czym położył się blisko mnie, tak, że jego pysk dzieliło zaledwie kilka centymetrów od mojego.
- Waleczność to jedna z moich cech.- Warknęłam, a następnie splunęłam mu w twarz, co poskutkowało drapnięcie mnie w oko.
- Może chciałabyś dołączyć do mojej watahy, Amber?- Spytał, z przyjemnością wymalowaną na twarzy, obserwując moje zdziwienie, gdy wypowiedział moje imię.
 No i wtedy mnie olśniło. Od początku ten jego pysk wydawał mi się znajomy.
- A-alfa Shadow?- Spytałam niedowierzająco.
- O wilku mowa, kochanie.- Wyszczerzył zęby w uśmiechu.- Jesteś teraz jeszcze piękniejsza, niżeli jak byłaś szczeniakiem, wiesz?
- To u nas rodzinne.- Prychnęłam.
- Mój syn na pewno byłby zainteresowany tobą, nieprawdaż, Aik?- Zwrócił się do jakiegoś wilka, który po chwili wyszedł z cienia. Był potężny, i o kolorze szaro-brązowym, jak jego ojciec.
- Z pewnością, ojcze.- Uśmiechnął się do mnie, wywołując u mnie obrzydzenie.
- Dziękuję za propozycje, ale nie skorzystam.- Odparłam, z trudem dźwigając się na nogi.
- Kto powiedział, że masz wybór? Znaczy... Oczywiście, że go masz- śmierć albo partnerstwo z Aik'em, co wybierasz?- Spojrzał na mnie wyczekująco.
- Wypchaj się.- Warknęłam, po czym chuchnęłam mu w twarz ogniem, wydobywającym się z mojego gardła.
- Ahhhh!- Usłyszałam jęk, przepełniony bólem.
- Ty suko!- Krzyknął jego syn, rzucając się na mnie z pazurami. Przygwodździł mnie do ziemi, przyduszając mnie.
- Wyp-hhh-as-ss-am sobie!- Mruknęłam niewyraźnie, z coraz większym trudem łapiąc oddech.
- Będziesz mogła w końcu spotkać się z tatulkiem.- Szepnął mi do ucha.
 Momentalnie przed oczyma pojawiło się moje ostatnie spotkanie z tatą, kiedy obiecywał, że wróci... Nigdy nie powrócił... W moich oczach pojawiły się łzy. Basior zaśmiał się wrednie:
- Wiesz co ci powiem? Mój tata zabił Evana!
 Otworzyłam oczy w zdumieniu, a potem zaczęło to wszystko mieć sens... Ta upozorowana żałoba, po jego stracie... Ich kłótnia, o to, że niby mój ojciec chce odebrać mu władzę... I w końcu wybranie go jako szpiega, co miało być niby konsekwecją późniejszej śmierci... To wszystko była jego wina!!!
 Kłapnęłam zębami rośwcieczona do granic możliwości, odepchnęłam Aik'a i zapaliłam się, nie pozwalając się dotknąć.
- Wy... Wy... Wy dranie!- Krzyknęłam ze łzami w oczach.- Zabili mi ojca! Wy mordercy!- Krzyczałam ciągle, patrząc się na nich z chęcią mordu. 
- Amber?- Usłyszałam swoje imię, a chwilę potem obok mnie pojawił się Shanon z Kazanem.
- Co wy tu robicie?!- Krzyknęłam.
 Shanon zauważył moje łzy, i to, że byłam ranna. Wtedy też zauważył nieprzytomną Seę.
- Amber, co się dzieje? Co to za jedni?
- Weźcie stąd Seę, i uciekajcie!- Powiedziałam, ledwo trzymając się na łapach. Miałam już upaść, kiedy Shanon w porę mnie podtrzymał.
- Oooo, widzę, że jednak ty już masz partnera.- Zauważył Aik, robiąc smutną minę.- Szkoda, miałem nadzieję, że wyjdą z nas śliczne szczenięta!
- Licz się ze słowami.- Upomniał go wilk, lecz ja machnęłam na to łapą.
- Chodźmy stąd.- Poprosiłam cicho.
- Myślisz, że teraz cię tak puścimy?
- Tak!- Warknęłam.
- Synu, zostaw ją. Jeszcze się spotkamy, Amber.- Warknął "Alfa", po czym nakazał reszcie wracać.
 Gdy wróciliśmy do domu, wyczerpana od razu zasnęłam.
___
Przepraszam, że większość notki opowiada tylko o mnie, ale taką miałam wenę... No i pod koniec się jakby... wyczerpała. Przepraszam, notka do bani :(
PS. Proszę wszystkich, żeby w komentarzu podali swoje numery gadu gadu lub email (skype'a nie mam), ponieważ muszę w wiadomości podać hasła do emaila i do  Deviantartu.


AMBER

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz