piątek, 3 sierpnia 2012

Mam swoje życie

     Ocknęłam się w drodze do jaskini. Byłam tak zdziwiona że dałam się prowadzić temu wilkowi który mnie prowadził. W jaskini zrobiło się jakoś dziwnie. Ina krzątała się przy Amber, Yudarin leżał w kącie i pokasływał, Kazana nie było bo wyszedł na polowanie, Shanon patrzył na mnie wściekły a w moim interesie było siedzieć cicho z miną winowajcy.

- No i widzisz co narobiłaś?- krzyknął wreszcie Shanon bo cisza była nie do wytrzymania. Cieszę się że to z siebie wydusił bo to lepsze niż milczenie.- Obrażać ci się zachciało!

Chyba poczułam się winna.

- Widocznie tak miało być.

- Żartujesz? Popatrz na nią!

Spojrzałam. Rzeczywiście wyglądała mizernie.

- To wszystko twoja wina.

Zapadła chwila milczenia.

- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój!- wrzasnęłam jak nigdy dotąd i wybiegłam z jaskini.

Wdrapałam się na jakieś niskie drzewo. Położyłam się na rozłożystej gałęzi. Łza zamarzła mi na policzku. Strąciłam ją i zaśmiałam się. Zastanowiłam się nad tym co mi powiedział Shanon. Czy to rzeczywiście moja wina? Łańcuch przyczynowo skutkowy ciągnął się daleko w przeszłość. Ale zacznijmy od początku. Gdybyśmy się nie pokłócili z Shanonem nie wybiegłabym z jaskini a Amber nie pobiegłaby za mną. Gdyby Shanon dawno temu nas... mnie nie zdradził to by nie było kłótni. Gdyby Shanona w ogóle nie było w watadze to by nie było i kłótni i zdrady. Gdyby mnie nie było w watadze to by nie było kłótni i nic by nie zakłócało spokoju wewnątrz watahowego. Może to mnie nie powinno być? Chwilka już kiedyś to przerabialiśmy. Odeszłam a Shanon szybko uciekł do Iny. Nie mogę dopuścić żeby to się powtórzyło. <Oj Sea, to już mania bezpieczeństwa. Odpuść trochę.> mówił mi głosik w głowie.

- Siostrzyczko, to nie takie łatwe. Ja się na serio o nią martwię.

Nie wiem czemu nazywałam ten głosik siostrzyczką.

<Ale dlaczego ty masz się o nią martwić? Ona jest dorosła, a ty masz swoje życie.>

- Masz rację.

Zeskoczyłam z drzewa. Śnieżyca się uspokoiła. Bawiłam się śniegiem. Unosiłam go i potem upuszczałam z góry na siebie. Ślicznie to wyglądało. Rysowałam też na śniegu. Po paru minutach stwierdziłam że trzeba by było sprawdzić czy Amber się obudziła. Weszłam do środka. Wszyscy z wyjątkiem Yudarina rozmawiali wesoło. Jak mnie zobaczyli to rozmowy ucichły.

- Hm, Amber, wszystko już w porządku?

- Tak.- powiedziała trochę szorstko.

- To dobrze...

I skierowałam się do wyjścia.

- ...i przepraszam.

Nie czekałam na odpowiedz. Poszłam nad zamarzniętą rzekę. Rysowałam sobie pazurem po lodzie. Była tam karykatura Shanona, śliczny rysunek Seomy i taka sobie Amber. <Dlaczego cię tu już nie ma? Stanęłabyś po mojej stronie?>myślałam. Nie, Seoma bardziej lubiła Amber. 

- DLACZEGO!?!- wykrzyczałam sama do siebie.

Nagle poczułam się zdołowana. Wróciłam na drzewo i zasnęłam.



__________________________________________________________



Ina przepraszam, ale nie dodawałaś tej notki. Jak się gniewasz to usunę. I wiem że wyszło mi beznadziejnie.


SEA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz