środa, 1 sierpnia 2012

Śnieżyca

     Wieczorem siedzieliśmy i jedliśmy kolację. Ina rozpaliła ognisko wiec w jaskini panowało przyjemne ciepełko. Siedziałem ze spuszczoną głową i starałem się nie zwracać na siebie uwag. Reszta jadła w ciszy jedynie Sea i Seoma czasem coś do siebie szeptały. Przyglądałem się wszystkim spod grzywki, aby nie spostrzegli mojego wzroku który bacznie śledził ich ruchy. Moje spojrzenie przyciągnął Kazan który podniósł łeb i rozejrzał się po jaskini jakby kogoś wypatrywał, jego wzrok prześliznął się po całym wnętrzu, a następnie zapytał:

- Wie ktoś gdzie jest Amber?- Sea przestała mamrotać do Seomy i obie popatrzyły się na siebie pytająco, a następnie potrząsnęły przecząco głowami.

- Nie.-powiedziała Ina patrząc na mnie kątem oka. Spuściłem wzrok i udawałem że dalej jem, jednak przeszły mnie dreszcze kiedy poczułem na sobie wzrok całej watahy:

- Shanon!- krzyknęła Sea.

- Co?- zapytałem, nie przerywając jedzenia.

- Widziałeś Amber?- wtrąciła się Seoma. Wzruszyłem ramionami i dalej jadłem, Ina poszła w moje ślady i zrobiła to samo.

- Co jej zrobiłeś?-spytała z warkotem Sea.

- Nic.

- To czemu jej tutaj nie ma?-Seoma zareagowała o wiele spokojniej.

- A bo ja wiem.-wstałem i wyszedłem przed jaskinię.

      Na zewnątrz panowała straszna śnieżyca i nie było widać nic dalej niż na trzy metry. Zrobiło mi się strasznie zimno, ale wyrzuty sumienia wzięły górę i skoczyłem w białą przestrzeń. Udało mi się jeszcze  zrobić zaledwie krok kiedy usłyszałem za sobą słaby głos:

- Co ty u licha robisz?-krzyczała Ina, ale wicher ją zagłuszał.

- Idę po Amber!-też krzyknąłem chociaż czułem że wilczyca stoi zaledwie kilka metrów za mną.

- Oszalałeś, poczekaj trochę , aż się pogoda poprawi!!!

- Nie!!! Może coś się jej stało!!!

Mówiąc ostatnie słowa rzuciłem się w zaspy i próbowałem brnąć do przodu. Szedłem przez kilka godzin, a zawieja tylko zyskiwała na sile. Miałem wrażenie że kręcę się w kółko, chociaż dawno straciłem orientacje gdzie się znajduję. W końcu zmarznięty i wycieńczony padłem w jakąś dużą zaspę. W tej samej chwili poczułem zapach Amber.  Zacząłem kopać w śniegu, aż dojrzałem skrawek jej futra. Ten widok jeszcze bardziej mnie zmobilizował, wziąłem głęboki oddech i zacząłem kopać jak nigdy w życiu. Po chwili byłem w stanie wyciągnąć wilczyce ze śniegu. Wadera nie ruszała się, ale wyczuwałem że tliło się w niej jeszcze życie. Rozejrzałem się dookoła, nie wiedziałem gdzie byśmy się mogli schronić, do czasu aż będzie można wyczuć naszą jaskinię. Moją uwagę przyciągnęła największa zaspa w okolicy. Popatrzyłem na nią wyzywająco, zapaliłem się i z rozbiegu wbiłem w stos śniegu, wypalając iglo.

Wyszedłem z niego i poszedłem przeciągnąć waderę do środka. położyłem ją przy ścianie, jak najdalej od wejścia, a sam próbowałem rozpalić mini ognisko, niestety marnie mi to wychodziło, wiec po kilku próbach dałem sobie spokój. Nagle zdawało mi się że katem oka zobaczyłem drgnięcie. Spojrzałem na Amber która trzęsła się  zimna, ale nadal była nieprzytomna, po chwili zdałem sobie sprawę, że moje łapy trzęsą się tak samo jak ona. Spojrzałem z ukosa na waderę i mruknąłem pod nosem:

-  Najwyżej mnie zabije, ale mówi się że we dwoje jest cieplej...

Położyłem się obok wadery i przylgnąłem do niej całym ciałem, a łeb wtuliłem w gęste futro na karku. Zanim odpłynąłem do krainy snów zdążyłem mruknąć

- Ładnie pachnie...

____________________________________________________________

Wybaczcie że końcówka tak dziwna, ale Onet usunął mi prawie pół notki. A rozpisałem się jak nigdy  w życiu :(


SHANON

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz