Od ponad dwóch nieszczęsnych godzin Sea oblewała Shanona wodą,
próbując go ocucić. Bez skutku. Spośród wszystkich zgromadzonych, tylko
ja i Ina wyglądałyśmy na zmartwione. Nie wliczając Kazana, który zniknął
niedługo po przyniesieniu wilka do jaskini.
- To nie ma sensu,
Amber!- Nie wytrzymała w końcu Sea, która była już nieźle zmęczona
ciągłym używaniem magii.- Znasz Shanona, prędzej czy później się obudzi,
w końcu to wytrzymały wilk...- Mruknęła, uśmiechając się z lekka, chcąc
dodać mi otuchy.
W istocie, dodała, ale nie na tyle, bym
przestała się martwić. No dobra, może i Shanon był wkurzającym i
irytującym wilkiem, który w zasadzie jest demonem, ale przez tyle
miesięcy zdążyłam się do niego... Przywiązać? Tak, to chyba dobre słowo.
- Sea ma rację, równie dobrze może udawać.- Dodała druga wadera, która powoli zaczęła się kierować w stronę swojego drzewa.
- Dobra, dzięki, możecie już iść.- Odparłam, odprowadzając je wzrokiem.
Ina
siedziała przed jaskinią, wpatrując się w jakiś punkt, jakby nieobecnym
wzrokiem. Westchnęłam cicho i usiadłam obok wilka, którego ciało leżało
w kącie jaskini, gdzie było zazwyczaj najcieplej.
- Ina, mam prośbę.- Odezwałam się po chwili.
Wilczyca drgnęła słysząc swoje imię, po czym spojrzała na mnie nieprzytomnie.
- Tak, Amber?
- Mogłabyś poszukać Kazana? Mam do niego pytanie.
- Jasne, już idę.- Widziałam, że rozkaz wykonała z niechęcią, ale w końcu zniknęła w ścianie lasu.
Spojrzałam
na Shanona, którego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Byłam ciekawa
czy ma jakieś sny, a jeśli tak, to o czym śni. Nagle jego ciało
zadrżało, tak samo jak moje, gdy zimny podmuch wiatru dostał się do
wnętrza groty.
- Trzeba by znaleźć jakiś dom w lesie...-
Mruknęłam cicho do siebie, zdając sobie sprawę, że już niedługo spadnie
śnieg. Był już grudzień, a śniegu nie było. Wydawało mi się to dziwne,
gdyż dzięki swojemu daru Natury, wiedziałam, że ziemia była już
przygotowana na zimę.
Położyłam się blisko Shanona, żeby jakoś było cieplej. Momentalnie zasnęłam.
***
Gdy otworzyłam oczy, spostrzegłam, że w jaskini są wszyscy.... Czekaj, czekaj... Wszyscy... ALE JAK TO WSZYSCY?!
Mój
pysk wyrażał zdziwienie i szok, bo bądź co bądź, ale taka Seoma to nie
lubiła spać w jaskini, a Ina nadal nie miała tu wstępu. Powoli wstałam i
wyszłam z jaskini, co było nie lada wyzwaniem, zważając na to, że nasz
dom był doprawdy mały, a wataha już taka malutka nie była. I wtedy
dostałam odpowiedź.
Na dworze może było z minus
dwadzieścia stopni, morze było zamarznięte, a wszędzie było biało.
Uśmiechnęłam się, widząc kochany śnieg. Wyszczerzyłam zęby, i podbiegłam
do jakieś zaspy, do której wskoczyłam. Może i zachowywałam się w tej
chwili jak małe szczenię, ale kochałam śnieg. Ze śmiechem wyszłam z
zaspy, i skierowałam się w stronę wody. Lód był dość twardy, co było dla
mnie zaskoczeniem.
Powoli, tak żeby lód nie pękł,
weszłam na zamarzniętą taflę wody. Pazury wysunęłam na przód, by móc
jakoś się poruszać bez zbędnego ślizgania się. Kucnęłam, jak do skoku na
ofiarę, i zaczęłam na pazurkach iść przed siebie. Po chwili byłam w
małym oddaleniu od brzegu, wokół było biało jak podczas dnia. Po
kilkunastu minutach wpatrywania się w księżyc, i wschodzące słońce,
wróciłam na ląd.
Mimo iż było mi zimno, nie weszłam
do cieplutkiej jaskini, gdzie jeszcze wszyscy spali. Odeszłam kawałek
od terytorium, i przy małej rzeczce, położyłam się, wpatrując się w
swoje odbicie.
Nagle zobaczyłam za sobą cień tak dobrze znanego mi wilka. Nie odwróciłam się w jego stronę, nadal leżałam nad brzegiem.
- Widzę, że już się obudziłeś.- Powiedziałam, patrząc na jego odbicie. Nie wyglądał za dobrze.
- Tak, już miałem dość snu.- Położył się koło mnie.
- Nie poznaję cię.- Odparłam z niemałym zdziwieniem.
- Co masz na myśli?
- Jeszcze całkiem tak niedawno, zamiast normalnie mi odpowiedzieć, dał byś jakąś ciętą ripostę.
- Nie jestem w humorze na przekomarzanie się z tobą, Amber...
- W sumie to dla mnie dobrze. Nie miej takiego humoru do końca życia, co ty na to?- Wyszczerzyłam ząbki w cynicznym uśmiechu.
- Nie, wybacz, aż taki hojny to ja nie jestem.
- Szkoda... Tak w ogóle, to wszystkiego najlepszego.- Spojrzał się na mnie nieodgadnionym spojrzeniem, marszcząc czoło.
- Moje urodziny były chyba wczoraj...
-
Ale nie zdążyłam ci złożyć życzeń przed twoim zemdleniem.-
Odpowiedziałam, zacząć skrobać pakunek z prezentem na lodzie.- Dla
ciebie.- Zaśmiałam się na widok jego miny.
- Wolałbym już coś do jedzenia.
- No i proszę, "dawny" Shanon powrócił...- Westchnęłam ze skrzywieniem.
- Hej, nie trzeba było mnie do tego prowokować!
- Ja chciałam ci zrobić przyjemność, debilu!- Warknęłam patrząc na niego z udawanym wyrzutem.
- Wyszło na odwrót.- Pokręcił łbem z dezaprobatą.
- Jak widać.
- Niedługo święta.- Zmienił temat.
- Tak.- Uśmiechnęłam się na wspomnienie o nich.
- Macie zamiar robić jakąś wielką ucztę, czy co?- Spojrzał na mnie z ukosa.
- "Macie"? Myślałam, że razem spędzimy ten czas...- Również na niego zerknęłam i nasze spojrzenia na chwilę się spotkały.
- Wiesz... Nie chciałbym wam psuć tego świątecznego czasu.
- Nigdzie się nie ruszasz.
- Słucham?- Zmrużył oczy do granic możliwości, i zrobił minę a'la "nikt mi nie będzie rozkazywał, nawet Alfa".
- Powiedziałam, że na święta zostajesz ze swoją rodziną.
- Wy nie należycie do mojej rodziny.- Zrobił znowu normalną, zamyśloną minę.
Pewnie
nawet sobie nie wyobrażał jak zranił mnie tymi słowami. Zawsze marzyłam
o tym, by moja wataha była rodziną. A wilk właśnie mi uświadomił, że
tak nie jest...
- Ale należysz do mojej watahy.-
Szepnęłam, powoli wstając.- Czy tego chcesz, czy nie, święta spędzisz z
watahą, to rozkaz Alfy.- Dodałam jeszcze, i wbiegłam do lasu, w którym
chowałam się już do końca dnia..
AMBER
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz