środa, 1 sierpnia 2012

Bezsens życia

       Cisza niezakłócona żadnym szmerem, owija las, nagle przez mgłę przebija się cichy stukot który z każdą chwilą rośnie. "Łup".... cisza, po chwili znów słychać "łup, łup", tym razem o wiele głośniej i tak przez wiele godzin. Gdzieś w środku lasy stoi samotny wilk opierający się łbem o drzewo, a stróżki krwi płyną i ściekają mu przed oczami.

       Stałem od samego ranka waląc głową o drzewo, w łbie już tak mi huczało że ledwo mogłem ustać na łapach. Przywaliłem jeszcze ze dwa razy i musiałem usiąść, aby się nie przewrócić. Krew spływała mi po całym ciele, a ten strumień miał początek na głowie. Grzywkę miałem tak przesączoną tą szkarłatną cieczą, że  sama przybrała taką barwę. Z gardła wyrywał mi się co chwile gorzki śmiech, w którym żałowałem samego siebie. Nagle usłyszałem za mną szelest.  Z cichym westchnieniem zwróciłem łeb w stronę z której ów dźwięk dochodził. Kilka kroków za mną stał lekko skrepowany Kazan. Oczywiście nie pokazał po sobie niepewności, ale można ja było wyczytać z jego oczu. Zrobił jeszcze dwa kroki w moja stronę, następnie przystaną i zapytał:

- Ykhym.... nie przeszkadzam?- zapytał skołowany.
- Tak troszeczkę.- odpowiedziałem wywracając oczami, w tej samej chwili straciłem nim zainteresowanie i znów przywaliłem głową w drzewo, po czym oparłem się o nie czołem i wlepiłem swój wzrok w korę jak bym chciał policzyć w niej wszystkie zagłębienia.Wilk podszedł i przysiadł koło mnie tak, że widziałem go kątem oka.

- Szukam cię od samego rana.- powiedział, próbując nawiązać rozmowę.

- Wiesz, nie chowałbym się, gdybym chciał być znaleziony.- wilk zwiesił głowę i zastanawiał się co mi odpowiedzieć, po chwili zrezygnował z tego i zmienił temat.

- Te rany trzeba by było opatrzyć.

- Nie potrzebuje niańki. Daj mi spokój i idź sobie.- mówiłem to głosem spokojnym, nadal wpatrując się w drzewo.Wilk udał ,że tego nie słyszy i znów zmienił temat.

- Powinieneś wrócić ze mną do watahy i coś zjeść. Byłem na polowaniu, mamy naprawdę dorodnego jelenia.-na myśl o jedzeniu zrobiło mi się niedobrze.

Odpowiedziałem basiorowi coś niemiłego, a on w końcu nie wytrzymał i wybuchł:

- Boże, ostatnio zrobiłeś się niemal nieznośny, nie wiem czemu Amber cię nie wyrzuci z watahy, czy ty w ogóle umiesz się cieszyć z życia! Podaj mi choć jeden powód dlaczego jesteś taki...!!!

- No jaki? Wyrzuć to z siebie.-powiedziałem wnosząc delikatnie kąciki ust.

- Wkurzający, irytujący! Próbujesz wszystkim zniszczyć humor! Nie rozumiem tego!-wilk aż niemal trząsł się z furii.

- Przepraszam, ale z takimi pretensjami to nie do mnie, ja nikomu nie chciałem psuć humoru, więc dlatego się tutaj ukryłem, to ty do mnie przyszedłeś, więc to nie moja wina.-odpowiedziałem znów ze stoickim spokojem, jednak teraz przeniosłem wzrok na wilka, ale nadal nie oderwałem głowy od drzewa.

Wilk pokiwał z nie chęcią głową przyznając mi rację i powiedział:

- Dobra, zacznijmy tą rozmowę jeszcze raz. Dlaczego tutaj jesteś?-zastanowiłem się czy warto odpowiadać, w końcu uznałem że nie mam nic ważnego do ukrycia i powiedziałem:

- Dzisiaj są moje urodziny.

- Łał, to masz naprawdę niezły powód aby w środku lasu rozbijać sobie głowę o drzewo.-wilk omal nie zwinął się ze śmiechu.Obrzuciłem go pogardliwym spojrzeniem i powiedziałem:

- Dla mnie to najgorszy dzień w roku.....A do tego zbliżają się święta-wypowiadałem każde kolejne słowo coraz ciszej, ale wilk i tak usłyszał co powiedziałem.

- Nie lubisz Świąt?!-zapytał robiąc wielki oczy.

- Nie chodzi o to że ich nie lubię- powiedziałem z irytacją-ale o to ze ich jeszcze tak naprawdę nigdy nie spędziłem.

- To teraz się nie dziwię, że jesteś wredny.-powiedział to bardzo cicho, ale mimo tego i tak usłyszałem.

- Wiesz, spędzałem  Święta, ale zawsze je psułem swoją osobą i dlatego nie lobię tego okresu, bo wiem że niszczę go nie tylko sobie ale i....

- ....osobom którym tak naprawdę ci zależy.- Kazan dokończył za mnie,a ja pokiwałem głową. Po chwili ciszy basior uśmiechnął się z entuzjazmem- Poczekaj tutaj, pobiegnę do watahy i zorganizujemy ci urodziny. Skoro ich tak nie lubisz, to my postaramy się to zmienić! Noc jeszcze nie zapadła, wiec zdążymy ci zrobić urodziny o których długo nie zapomnisz. A po urodzinach jeszcze Święta!!! Zobaczysz jakie to fajne!!!- wilk krzyczał ostatni słowa oddalając się w stronę naszej jaskini. 

     Uśmiechnąłem się słabo i spojrzałem na krople krwi które już z rzadka kapały z mojej sierści. Następnie przeniosłem wzrok na roślinę w którą z takim zamiłowaniem waliłem przez cały dzień głową. Cofnąłem się od drzewa z niemałym obrzydzeniem i już miałem odejść w stronę w którą pobiegł Kazan, kiedy spojrzałem na nie jeszcze raz. Pomyślałem o sensie mojego istnienia, a raczej o jego braku o tym, że jak to powiedział Kazan, że psuję wszystkim humor. Wiedziałem, że nie psuję tylko humoru, ale także rozwalam większości życie. Cofnąłem się jeszcze kilka kroków i wtedy emocje wzięły górę, rozbiegłem się i walnąłem z całej siły głową o to nieszczęsne drzewo. Przed oczami pojawiły mi się ciemne plamy,a  po chwili straciłem przytomność. Ostatnią myślą, zanim całkowicie osunąłem się w ciemność, było to , że zacząłem dzień od tego drzewa i na nim skończyłem. Ta pechowa roślina uświadomiła mi cały bezsens mojego życia.

____________________________________________________________

Sorki, za to że w tej notce brakuje ładu i skład, ale naprawdę się czuję jakbym waliła przez cały dzień głową o drzewo. Gdybyście nie mogli zrozumieć jakiegoś zdania to proszę o wyrozumiałość :(


SHANON

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz