Cisza niezakłócona żadnym szmerem, owija las, nagle przez mgłę przebija
się cichy stukot który z każdą chwilą rośnie. "Łup".... cisza, po chwili
znów słychać "łup, łup", tym razem o wiele głośniej i tak przez wiele
godzin. Gdzieś w środku lasy stoi samotny wilk opierający się łbem o
drzewo, a stróżki krwi płyną i ściekają mu przed oczami.
Stałem od samego ranka waląc głową o drzewo, w łbie już tak mi huczało
że ledwo mogłem ustać na łapach. Przywaliłem jeszcze ze dwa razy i
musiałem usiąść, aby się nie przewrócić. Krew spływała mi po całym
ciele, a ten strumień miał początek na głowie. Grzywkę miałem tak
przesączoną tą szkarłatną cieczą, że sama przybrała taką barwę. Z
gardła wyrywał mi się co chwile gorzki śmiech, w którym żałowałem samego
siebie. Nagle usłyszałem za mną szelest. Z cichym westchnieniem
zwróciłem łeb w stronę z której ów dźwięk dochodził. Kilka kroków za mną
stał lekko skrepowany Kazan. Oczywiście nie pokazał po sobie
niepewności, ale można ja było wyczytać z jego oczu. Zrobił jeszcze dwa
kroki w moja stronę, następnie przystaną i zapytał:
- Ykhym.... nie przeszkadzam?- zapytał skołowany.
- Tak
troszeczkę.- odpowiedziałem wywracając oczami, w tej samej chwili
straciłem nim zainteresowanie i znów przywaliłem głową w drzewo, po czym
oparłem się o nie czołem i wlepiłem swój wzrok w korę jak bym chciał
policzyć w niej wszystkie zagłębienia.Wilk podszedł i przysiadł koło
mnie tak, że widziałem go kątem oka.
- Szukam cię od samego rana.- powiedział, próbując nawiązać rozmowę.
- Wiesz,
nie chowałbym się, gdybym chciał być znaleziony.- wilk zwiesił głowę i
zastanawiał się co mi odpowiedzieć, po chwili zrezygnował z tego i
zmienił temat.
- Te rany trzeba by było opatrzyć.
- Nie potrzebuje
niańki. Daj mi spokój i idź sobie.- mówiłem to głosem spokojnym, nadal
wpatrując się w drzewo.Wilk udał ,że tego nie słyszy i znów zmienił
temat.
- Powinieneś wrócić ze mną do watahy i coś zjeść. Byłem na
polowaniu, mamy naprawdę dorodnego jelenia.-na myśl o jedzeniu zrobiło
mi się niedobrze.
Odpowiedziałem basiorowi coś niemiłego, a on w końcu nie wytrzymał i wybuchł:
- Boże,
ostatnio zrobiłeś się niemal nieznośny, nie wiem czemu Amber cię nie
wyrzuci z watahy, czy ty w ogóle umiesz się cieszyć z życia! Podaj mi
choć jeden powód dlaczego jesteś taki...!!!
- No jaki? Wyrzuć to z siebie.-powiedziałem wnosząc delikatnie kąciki ust.
- Wkurzający, irytujący! Próbujesz wszystkim zniszczyć humor! Nie rozumiem tego!-wilk aż niemal trząsł się z furii.
- Przepraszam,
ale z takimi pretensjami to nie do mnie, ja nikomu nie chciałem psuć
humoru, więc dlatego się tutaj ukryłem, to ty do mnie przyszedłeś, więc
to nie moja wina.-odpowiedziałem znów ze stoickim spokojem, jednak teraz
przeniosłem wzrok na wilka, ale nadal nie oderwałem głowy od drzewa.
Wilk pokiwał z nie chęcią głową przyznając mi rację i powiedział:
- Dobra,
zacznijmy tą rozmowę jeszcze raz. Dlaczego tutaj jesteś?-zastanowiłem
się czy warto odpowiadać, w końcu uznałem że nie mam nic ważnego do
ukrycia i powiedziałem:
- Dzisiaj są moje urodziny.
- Łał, to masz
naprawdę niezły powód aby w środku lasu rozbijać sobie głowę o
drzewo.-wilk omal nie zwinął się ze śmiechu.Obrzuciłem go pogardliwym
spojrzeniem i powiedziałem:
- Dla mnie to najgorszy dzień w roku.....A
do tego zbliżają się święta-wypowiadałem każde kolejne słowo coraz
ciszej, ale wilk i tak usłyszał co powiedziałem.
- Nie lubisz Świąt?!-zapytał robiąc wielki oczy.
- Nie chodzi o to że ich nie lubię- powiedziałem z irytacją-ale o to ze ich jeszcze tak naprawdę nigdy nie spędziłem.
- To teraz się nie dziwię, że jesteś wredny.-powiedział to bardzo cicho, ale mimo tego i tak usłyszałem.
- Wiesz,
spędzałem Święta, ale zawsze je psułem swoją osobą i dlatego nie lobię
tego okresu, bo wiem że niszczę go nie tylko sobie ale i....
- ....osobom
którym tak naprawdę ci zależy.- Kazan dokończył za mnie,a ja pokiwałem
głową. Po chwili ciszy basior uśmiechnął się z entuzjazmem- Poczekaj tutaj,
pobiegnę do watahy i zorganizujemy ci urodziny. Skoro ich tak nie
lubisz, to my postaramy się to zmienić! Noc jeszcze nie zapadła, wiec
zdążymy ci zrobić urodziny o których długo nie zapomnisz. A po
urodzinach jeszcze Święta!!! Zobaczysz jakie to fajne!!!- wilk krzyczał
ostatni słowa oddalając się w stronę naszej jaskini.
Uśmiechnąłem się słabo i spojrzałem na krople krwi które już z rzadka
kapały z mojej sierści. Następnie przeniosłem wzrok na roślinę w którą z
takim zamiłowaniem waliłem przez cały dzień głową. Cofnąłem się od
drzewa z niemałym obrzydzeniem i już miałem odejść w stronę w którą
pobiegł Kazan, kiedy spojrzałem na nie jeszcze raz. Pomyślałem o sensie
mojego istnienia, a raczej o jego braku o tym, że jak to powiedział
Kazan, że psuję wszystkim humor. Wiedziałem, że nie psuję tylko humoru,
ale także rozwalam większości życie. Cofnąłem się jeszcze kilka kroków i
wtedy emocje wzięły górę, rozbiegłem się i walnąłem z całej siły głową o
to nieszczęsne drzewo. Przed oczami pojawiły mi się ciemne plamy,a po
chwili straciłem przytomność. Ostatnią myślą, zanim całkowicie osunąłem
się w ciemność, było to , że zacząłem dzień od tego drzewa i na nim
skończyłem. Ta pechowa roślina uświadomiła mi cały bezsens mojego życia.
____________________________________________________________
Sorki,
za to że w tej notce brakuje ładu i skład, ale naprawdę się czuję
jakbym waliła przez cały dzień głową o drzewo. Gdybyście nie mogli
zrozumieć jakiegoś zdania to proszę o wyrozumiałość :(
SHANON
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz