niedziela, 5 sierpnia 2012

SEA! WYJDZIESZ ZA MNIE?!

Leciałem dosyć szybko nad gęstym lasem, aż ujrzałem bardzo znajomą mi grotę. Zanurkowałem i gładko wylądowałem na ziemi. Niepewnie rozejrzałem się wokół siebie i wtedy jakaś biała postać rzuciła się na mnie drąc się w niebo głosy:
- YUDARIN!!! - Rozpoznałem w niej Azo.
- Dobra przestań bo mnie udusisz - odparłem ledwo łapiąc oddech.
- Gdzie ty byłeś? Wiesz jak się martwiłam?
- Wszystko ci opowiem, ale nie teraz. Gdzie jest reszta?
- Chyba w jaskini. Nie wiem. Dopiero, co wróciłam z polowania – odparła, a ja dostrzegłem za jej plecami dosyć grubego jelenia, którym bawił się już dosyć duży Axel. Szczeniak chyba mnie nie pamiętał.
- Hej młody – zawołałem go, a on spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Znamy się? - zapytał zdezorientowany. 
- Teraz to mnie załamałeś – odparłem robiąc niezadowoloną minę. - Yudarina nie pamiętasz? 
- Coś mi świta, a co? On przecież odszedł.
- Chyba ty – oznajmiłem oburzony. - Ja się teraz nigdzie nie wybieram. Mam przy okazji jedną ważniejszą informację.
- No to słuchamy – powiedział ktoś z jaskini i ze zdumieniem w wejściu ujrzałem wyczerpaną Seę. 
- Wiem, gdzie jest Shanon i Amber. I wiem jak tam dotrzeć.
- O Amber wszyscy już wiemy, a Shanon – westchnęła głęboko. - Shanon sam sobie poszedł.
- Nie wiem czy sam, czy ktoś go do tego zmusił, ale robi za Omegę w Watasze Ognia, a Amber za partnerkę tego całego Aik'a. Trzeba jej jakoś pomóc! Na początku nie skojarzyła, kim jestem! Tak nie może być! - wrzasnąłem, żeby wszyscy mnie usłyszeli. - A i tak przy okazji to, dlaczego tu tak jakoś smutno jest?
- Wiesz sytuacja nie jest zbyt wesoła. Nie ma Alfy i Delty. Cała odpowiedzialność spadła na mnie, a mi to nie za bardzo pasuje – oznajmiła Sea. Uśmiechnąłem się chytrze. - O nie Yudarin, co ty kombinujesz?
- Coś, po czym wszyscy poczujecie się lepiej dobra? - zapytałem, chociaż i tak zamierzałem to zrobić. Wielką rozróbę czas zacząć. - Azo chodź no na moment.   
- Już lecę braciszku – powiedziała i potruchtała za mną w las. Trzeba rozpocząć zabawę w „tulimy!” - To ja mam przytulić Inę i Kazana, a ty Seę i Hessę.
- Przydałoby się jeszcze szczeniaki w to włączyć – oznajmiłem zadowolony z siebie. - I pamiętaj, że masz się na nich paczać takim wytrzeszczem jak przed chwilą na mnie dobra?
Spojrzała na mnie tymi swoimi paczadłami, a ja wybuchnąłem głośnym śmiechem. Zacząłem wić się na ziemi ze śmiechu, aż w końcu się opanowałem. 
- Dobrze jest – powiedziałem dusząc się ze śmiechu. Po chwili oboje ruszyliśmy w kierunku watahy ciesząc się jak głupi do sera. Pierwszą osobą, na którą wpadłem była Hessa, którą uściskałem najmocniej jak mogłem, a potem wpatrywałem się w jej gały moimi paczadłami dopóki nie wybuchnęła głośnym śmiechem. Chichotała jak nigdy. Kolejną osobą na mojej liście była Sea, którą również mocno uściskałem, a kiedy moje gały nie zadziałały, co bardzo mnie zdziwiło zawołałem głośno:
- SEA! WYJDZIESZ ZA MNIE?! - Spojrzała na mnie jak na idiotę, a ja zacząłem śmiać się z jej miny jak nigdy. To było bezcenne. Reszta również zwijała się na ziemi ze śmiechu. Ona sama również zaczęła się śmiać, co bardzo mnie ucieszyło. Razem z Azo poderwaliśmy się z ziemi i polecieliśmy w górę. Postanowiliśmy z chmur ułożyć wielki napis. Po chwili widać było tam pytanie „Jak można zapomnieć Yudarina i Azo?”, a pod spodem zdanie „Nie można!” Z dołu słyszeliśmy śmiechy, a po chwili zadowolony z siebie skoczyłem na siostrę i zaczęliśmy spadać w dół. Spojrzała na mnie ze strachem, ale widząc moją minę wystraszyła się jeszcze bardziej. Na moim pysku wymalowana była niechęć do białej wilczycy, którą widziałem całkiem niedawno. Nazywała się... chyba... Nyx czy jakoś tak. Szybowała po jasnym niebie tak, że ciężko ją było odróżnić od bardzo jasnego błękitu. Gdy wreszcie się opanowałem wypuściłem siostrę i wyrównałem lot. Po chwili wpadłem na genialny pomysł. Podzieliłem się nim z siostrą, a ona z radością na to przystała. Oboje zaczęliśmy krążyć nad jaskinią, aby, po chwili zanurkować gwałtownie i porwać pierwszą lepszą osobę z ziemi. Moją ofiarą stał się Kazan, którego Azo raczej by nie uniosła. Trzymałem go łapami i wykonywałem szalone akrobacje, aby tylko jak najbardziej go wystraszyć. To samo robiła Azo z Hessą, a ku mojemu zdziwieniu Ina dźwigała Seę. I wtedy coś walnęło we mnie z całą swoją siłą tak, że wypuściłem Kazana z łap i sam zacząłem spadać. W ostatniej chwili zdołałem się zorientować, co robię i złapałem Kazana, po czym z trudem wylądowałem. Wilk roztrzęsiony powlókł się w kierunku watahy, a ja ponownie zostałem przez coś zaatakowany. Straciłem przytomność, a potem już tylko ciemność i pustka.   
_________________________________
No to już :) Sorry za tamte dwa komentarze, bo miał być tylko jeden, ale nie chciały się dodać. WENA WRÓCIŁA!!! HURRA!! W mojej następnej notce Azo już znika i wtedy Amber grzecznie usunie ją z watahy. I chyba zapomnieliśmy o Nyx, bo coś ostatnio się nikt nie odzywa to postanowiłem trochę ją odżyć xD 
Yudarin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz