Po około pięciu minutach przed naszymi oczami pojawił się niewyraźny zarys groty, który z każda sekundą wyostrzał się, tak samo jak i zapach krwi. Yudarin niespodziewanie runą w dół. Zaskoczony wbiłem pazury zdrowej łapy w jego plecy, ale już po chwili poluźniłem uścisk zorientowawszy się że on tylko ląduje. Po chwili wilk głucho uderzył o ziemię i omało nie przewrócił się się pod ciężarem swojego bagażu. Jednak szybko pozbierał się do kupy i zrzucił nas ze swych barków. Następnie szybko wbiegł do jaskini, a zanim Hessa i Azo. Ja za to niezdarnie próbowałem się podnieść z ziemi i pokuśtykać nimi. Podobne starania podjęła nie mniej poturbowana Amber. Jakimś cudem udało mi się do niej dotrzeć. Oparliśmy się o siebie na wzajem i o wspólnych siłach dreptaliśmy w stronę groty.
Kiedy staliśmy już w wejściu w nasze nozdrza uderzył ostry odór krwi, Amber spojrzała na mnie wielkimi oczami, a ja wziąłem głęboki wdech i weszliśmy do jaskini. To co tam ujrzałem przechodziło moje pojęcie. Padłem na ziemię i zacząłem się zwijać w wewnętrznej walce. Amber nawet nie zorientowała się w tym co się ze mną dzieje stała tylko sparaliżowana i pustymi oczami obiegała całą jaskinie starając się nie wrzeszczeć, dopiero w chwili kiedy ujrzała Seę z jej gardła wyrwał się krzyk bólu i przerażenia. Podbiegła szybko do niej, zostawiając mnie samego.
Leżałem u wejścia groty i miotałem się jak opętany. W moim sercu i umyśle zaczęła się długo odkładana wojna. Starałem się wziąć jakoś w garść, ale moje próby poszły na marne i już po chwili przed moimi oczami zapadła ciemność.
Stałem samotnie w ciszy i mroku rozglądałem się panicznie. Oni gdzieś muszą być przez mój umysł przeszła samotna myśl. Tylko gdzie? Nie musiałem długo czekać na odpowiedź, bo już po chwili leżałem przygnieciony do ziemi w śmiertelnym uścisku:
-Myślałeś że nam nam uciekniesz, co?
-Nie...mamusiu pość mnie!-wyrwało mi się płaczliwie.
-Zasługujesz na śmierć.- z ciemności wyłonił się ojciec.
-Ale co ja takiego zrobiłem!-teraz już naprawdę płakałem.
-Jesteś potworem!!!-wycedziła przez zęby matka.
-Wcale nie to ja, to ja ten sam mamo!-krzyczałem przerażony.
-Kłamiesz bestio...nie jesteś naszym synem, nie zasługujesz na to by żyć.-ojciec zamachnął się łapa, a ja walnąłem w drzewo. Podniosłem się z trudem i zacząłem płakać:
-Proszę przestańcie...proszę...zostawcie mnie.
Rodzice spojrzeli na mnie ostatni raz z pogardą i zniknęli w ciemności, a na ich miejscu pojawiły się demony. Widziałem jak powoli zbliżały się do mnie, wyciągały swoje ohydne szpony a ja stałem pośrodku płacząc i nie mogąc się ze strachu ruszyć. W końcu czułem jak między nimi znikam wydając z siebie przeraźliwy krzyk bólu.
Kiedy odeszły ode mnie siedziałem samotnie pod drzewem zastanawiając się co ja komu zrobiłem, za co sobie na to zasłużyłem. Łzy ściekały po moich policzkach, a o czaszkę obijały się urywki zdań:
-Jesteś potworem...
-Bestia...
-Zasługujesz na śmierć...
Wtem podniosłem opuchnięte oczy, popatrzyłem z wściekłością i zemstą w oczach w przestrzeń:
-Skoro mówią że jestem potworem, skoro moi rodzice twierdzą że jestem bestią, skoro przeklinają mnie i życzą mi śmierci to tak musi być....Od dzisiaj nazywam się Shanon i jestem Demonem, SŁYSZYCIE MNIE ?!
Obudziłem się cały spocony i zdyszany. Ale nie byłem w jaskini. Stałem jak w moim wspomnieniu w ciszy i mroku, nie wiedząc co mnie spotka. Nagle poczułem za sobą ruch. Obróciłem się szybko, lecz nic nie ujrzałem. Rozglądałem się bacznie, ale już nic się nie poruszyło. Nagle przestrzeń przeszył szaleńczy złowrogi śmiech, a z mroku wyłoniłem się... ja. Patrzyłem na samego siebie. Jednak ten drugi ja był inny miał czerwone oczy i czarno-złote futro. Przyglądaliśmy się sobie w milczeniu, aż ja się zapytałem;
-Gdzie jesteśmy?
-W naszej głowie.-dostałem krótką odpowiedź
-W naszej?
-Tak w naszej, Shay.-"Shay" uderzyło mnie to imię nikt mnie tak nie nazywał od dzieciństwa.
-A ty kim jesteś?
-Ja jestem Shanon.
-Jak to o co w tym wszystkim chodzi?-wilk pokręcił głową i spojrzał na mnie jak na tępe dziecko.
-Widok twoich rannych przyjaciół, ledwo żywych i rozszarpanych szczeniaków, wywołał w tobie emocje których ja nigdy nie mógł bym przeżyć: współczucie, rozpacz, chęć pomocy. Można powiedzieć że w tym momencie przeżywamy pewne rozdwojenie jaźni. Ale nie martw się Shay kiedy się obudzisz wszystko będzie po staremu.
-Czyli jak?
-Ty i ja znów będziemy jednością.-wilk zaśmiał się złowieszczo i cała przestrzeń zaczęła się rozmazywać. A ja odzyskałem przytomność.
Otworzyłem ociężałe powieki i ujrzałem ten sam widok co przed "rozdwojeniem jaźni"- Amber pochylona nad Seą, Azo i Ydarina próbujących utrzymać przy życiu ledwo żywego Axela i Hessę reanimującą Kirian oraz Hunta. Oprócz tego moje oczy zarejestrowały widok krwi oraz rozszarpanego bezimiennego Iny. Zastanawiałem się przez chwile czym ja mam się zająć: Kazanem, czy Iną, kiedy nagle doleciał do mnie warkot Alfy:
-Co tak stoisz , pomóż komuś !!!
"Ja? Czy ja powinienem pomagać?"-stałem i zastanawiałem się nad tym co dla reszty było oczywiste.
Amber warknęła jeszcze raz i dała sobie spokój powierzając całą swoja uwagę Sei. Ja natomiast podszedłem do Kazana. Stanąłem nad nim bezradnie i myślałem nad tym, jak niby mu pomóc.
"Dobij go"-pojawiła się myśl w mojej głowie.
Potrząsnąłem zaskoczony łbem.
"Dobij go, mówię!"-tym razem głos warczał.
"Co ja mam go zabić, ja nie umiem"-płakał mój głos z dzieciństwa.
"Jesteś Demonem"-teraz odezwali się rodzice.
Zaskoczony stałem i wpatrywałem się w swoje odbicie w kałuży krwi:
-Co się ze mną dzieje?-mruczałem pod nosem.
____________________________________________________________
Nom miałem pisać dalej, ale skarżyliście się że długo to dałem sobie spokój, we wcześniejszej notce(tej którą usunął mi Onet-Gratulacje dla nich tak przy okazji) dociągnąłem całą historię aż do spotkania z Sheyn, no ale drugi raz już nie chce mi się tyle pisać:(
Shanon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz