Brodziłam w śniegu, niosąc szczeniaka na grzbiecie.Słyszałam, jak wzdycha z głodu i musiałam iść ostrożnie, by go nie budzić. Mój żołądek się skręcał z braku pożywienia i zaczynało mi brakować siły. Potknęłam się o kamień leżący w białym puchu i padłam jak długa. Zeck zaskomlał i wtulił się bardziej w moje plecy. Synek był inny niż reszta szczeniąt, bardziej spokojny i nieskory do zabaw oraz mądrzejszy. Możliwe, że po mnie albo...po obcym wilku...
,,Nie! Nie chcę o tym myśleć!", zganiłam siebie w duchu.
Przymknęłam ślepia i zaczęłam nasłuchiwać, czy nikt nie zbliża się do mnie. Usłyszałam jedynie trzepot dwóch par skrzydeł i otworzyłam oczy, dziwiąc się, że się oddalają. Dźwignęłam się z ziemi i ruszyłam wolnym krokiem ku woni, która wpadła do mojego nosa. Zapach sarny bądź jelenia. Zaszyłam się za krzakami i zaczęłam obserwować stado.
-Zeck, zejdź ze mnie i zaczekaj tutaj - szepnęłam.
Szczeniak zrobił, co mu nakazałam. Usiadł obok mnie i spojrzał na kopytne.
-Mogę ci pomóc? - spytał nieśmiało.
Spojrzałam na wilczka i westchnęłam cicho. Po krótkim zastanowieniu zgodziłam się, by mi pomagał. Wypatrzyłam szybko słabą sztukę i dałam Zeck'owi znak, żeby zaatakował tą sarnę, kiedy wypłoszę resztę stada. Wyskoczyłam z gąszczy i zaczęłam biec ku łaniom. Tak jak przewidywałam, zaczęły uciekać, zostawiając najsłabszą sarnę, która ledwie doganiała swoje towarzyszki, ale i też szybko się męczyła. Kątem oka widziałam, jak Zeck łapie sarnę za... zad. Gwałtownie się odwróciłam, by złapać ofiarę. Podbiegłam do niej i skoczyłam do jej gardła. Trafiłam za pierwszym razem na jej tętnicę. Sarna zaczęła szybko słabnąć i po chwili upadła na ziemię nieżywa. Zanurzyłam kły w martwym ciele i szarpnęłam mocno, by oderwać płat mięsa. Zjadłam swój posiłek w milczeniu i napełniłam swój żołądek. Uśmiechnęłam się, widząc daremne zmagania syna z oderwaniem swojego kawałka. kiedy mu się udało runął do tyłu, robiąc kilka fikołków. Roześmiałam się i zwinęłam się w kłębek, nadal śmiejąc się. Zrobił zgorszoną minę i wziął się za jedzenie, odwracając ode mnie plecami. Kręcąc łbem, podniosłam się z ziemi i nosem dotknęłam go w kark. Odpowiedziało mi ciche burknięcie, więc go liznęłam.
-Nie dąsaj się - uśmiechnęłam się.
-Ciekawe... Samotna wilczyca z wilczątkiem - usłyszałam za sobą szyderczy głos wilka...
Odwróciłam się z najeżonym karkiem i warknęłam ostrzegawczo. Ujrzałam błękitne oczy. Zawsze miałam do ich słabość, ale teraz się nie liczyło. Bordowy basior szczerzył się złowieszczo i był, o dziwo, w spokojnej postawie.
-Czego chcesz?! - wrzasnęłam i czułam, że Zeck schował się za moimi łapami.
-Ja? Niczego - nadal uśmiechał się, co mnie denerwowało.
Warknęłam gniewnie i spojrzałam w jego oczy. Kiedy ujrzał moje ,,tęczówki", cofnął się o krok zdumiony. Uśmiech znikł z jego pyska. Nie wiem czemu, ale moje ślepia zawsze przerażały innych w większym lub mniejszym stopniu. Odwróciłam się gwałtownie i chwytając szczeniaka, zaczęłam uciekać. Słyszałam za sobą głośne stąpnięcia, co znaczyło, że zaczął mnie gonić. Przez kompletną nieuwagę wpadłam do wydrążonej w ziemi nory i mocno się walnęłam w głowę, za co przypłaciłam utratą przytomności...
♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪
Mam nadzieję, że się wam spodoba i przyjmijmy, że to miało miejsce dużo później niż w ostatniej notce.
,,Nie! Nie chcę o tym myśleć!", zganiłam siebie w duchu.
Przymknęłam ślepia i zaczęłam nasłuchiwać, czy nikt nie zbliża się do mnie. Usłyszałam jedynie trzepot dwóch par skrzydeł i otworzyłam oczy, dziwiąc się, że się oddalają. Dźwignęłam się z ziemi i ruszyłam wolnym krokiem ku woni, która wpadła do mojego nosa. Zapach sarny bądź jelenia. Zaszyłam się za krzakami i zaczęłam obserwować stado.
-Zeck, zejdź ze mnie i zaczekaj tutaj - szepnęłam.
Szczeniak zrobił, co mu nakazałam. Usiadł obok mnie i spojrzał na kopytne.
-Mogę ci pomóc? - spytał nieśmiało.
Spojrzałam na wilczka i westchnęłam cicho. Po krótkim zastanowieniu zgodziłam się, by mi pomagał. Wypatrzyłam szybko słabą sztukę i dałam Zeck'owi znak, żeby zaatakował tą sarnę, kiedy wypłoszę resztę stada. Wyskoczyłam z gąszczy i zaczęłam biec ku łaniom. Tak jak przewidywałam, zaczęły uciekać, zostawiając najsłabszą sarnę, która ledwie doganiała swoje towarzyszki, ale i też szybko się męczyła. Kątem oka widziałam, jak Zeck łapie sarnę za... zad. Gwałtownie się odwróciłam, by złapać ofiarę. Podbiegłam do niej i skoczyłam do jej gardła. Trafiłam za pierwszym razem na jej tętnicę. Sarna zaczęła szybko słabnąć i po chwili upadła na ziemię nieżywa. Zanurzyłam kły w martwym ciele i szarpnęłam mocno, by oderwać płat mięsa. Zjadłam swój posiłek w milczeniu i napełniłam swój żołądek. Uśmiechnęłam się, widząc daremne zmagania syna z oderwaniem swojego kawałka. kiedy mu się udało runął do tyłu, robiąc kilka fikołków. Roześmiałam się i zwinęłam się w kłębek, nadal śmiejąc się. Zrobił zgorszoną minę i wziął się za jedzenie, odwracając ode mnie plecami. Kręcąc łbem, podniosłam się z ziemi i nosem dotknęłam go w kark. Odpowiedziało mi ciche burknięcie, więc go liznęłam.
-Nie dąsaj się - uśmiechnęłam się.
-Ciekawe... Samotna wilczyca z wilczątkiem - usłyszałam za sobą szyderczy głos wilka...
Odwróciłam się z najeżonym karkiem i warknęłam ostrzegawczo. Ujrzałam błękitne oczy. Zawsze miałam do ich słabość, ale teraz się nie liczyło. Bordowy basior szczerzył się złowieszczo i był, o dziwo, w spokojnej postawie.
-Czego chcesz?! - wrzasnęłam i czułam, że Zeck schował się za moimi łapami.
-Ja? Niczego - nadal uśmiechał się, co mnie denerwowało.
Warknęłam gniewnie i spojrzałam w jego oczy. Kiedy ujrzał moje ,,tęczówki", cofnął się o krok zdumiony. Uśmiech znikł z jego pyska. Nie wiem czemu, ale moje ślepia zawsze przerażały innych w większym lub mniejszym stopniu. Odwróciłam się gwałtownie i chwytając szczeniaka, zaczęłam uciekać. Słyszałam za sobą głośne stąpnięcia, co znaczyło, że zaczął mnie gonić. Przez kompletną nieuwagę wpadłam do wydrążonej w ziemi nory i mocno się walnęłam w głowę, za co przypłaciłam utratą przytomności...
♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪
Mam nadzieję, że się wam spodoba i przyjmijmy, że to miało miejsce dużo później niż w ostatniej notce.
Sheyn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz