środa, 1 sierpnia 2012

Pokaz magii

     Uświadomiłem sobie, że nadal ściskam w łapie kwiat. Zdjąłem z szyi mały skórzany woreczek (jest tak mały, że nie widać go, bo mam gęste futro). Lily dała mi go po urodzeniu się szczeniąt. Schowałem tam kwiat. Założyłem go z powrotem na szyję. Pobiegłem z powrotem do watahy. Zobaczyłem Seomę na drzewie. Patrzyła się na mnie zdziwiona. Zignorowałem ją. Położyłem się i po minucie spałem. Śniła mi się oczywiście Lily. 



Obudziły mnie promienie wiosennego słońca.

- ... z Iną, Kazanem albo Amber - Powiedziała Seoma. Wstałem, przeciągnąłem się i otrzepałem, strząsając z siebie resztki snu.

- Co "z Iną, Kazanem albo Amber"? - Zapytałem Seę, która stała koło wejścia do jaskini.

- Polowanie. A ty co taki radosny? - Zapytała, patrząc zdziwiona na mój uśmiech.

- Chodź, zapolujemy. Opowiem ci po drodze. - Pobiegliśmy. Węszyłem, ale nie czułem żadnego jelenia, łosia cz nawet królika.

- No i? - Niecierpliwiła się Sea

- Widziałem ją. Lily. Moją partnerkę. - Powiedziałem, nie przerywając węszenia. Potem Opowiedziałem Sei całe zdarzenie. Nagle poczułem zapach jelenia - Tędy! - Zawołałem i ruszyłem pędem. Zaczaiłem się w krzakach. Widziałem całe stado. Zobaczyłem wielkiego jelenia, chyba przywódce grupy. Okrążyłem go i skoczyłem. Jeleń pobiegł w stronę Sei. Okrążaliśmy go i skakaliśmy mu do gardła, ale jeleń uparcie nie chciał paść. W końcu zdenerwowało mnie to.

- Sea, odsuń się! - Powiedziałem. Wilczyca skoczyła mi za plecy. Potem użyłem mocy Śmierci na jeleniu. Spojrzałem mu w oczy i on mi. Po minucie duch z niego uciekł.  Przez chwilę patrzył się na mnie z wyrzutem, a potem zniknął. Złapałem jelenia i pobiegłem w stronę legowiska. Po chwili Sea pomogła mi ciągnąć jelenia. Kiedy doszliśmy na polanę, prawie wszyscy członkowie watahy rzucili się na mięso. Brakowało tylko Seomy.

- Gdzie jest Seoma? - Zapytałem

- Śpi na drzewie. - Odpowiedziała Amber, przerywając posiłek.

- Może by ją obudzić? - Zaproponowałem.

- Wypadało by - Powiedziała Sea. Podszedłem do drzewa. Chciałem ją poklepać po grzbiecie, ale nie dosięgałem.

- Nie dosięgam! - Powiedziałem.

- Spróbuj tym! - Ina rzuciła mi jakiś patyk. Dźgnąłem nim Seomę w bok.

- Czego chcesz? - Mruknęła sennie.

- Chcesz coś zjeść, czy nie?

- Nie wiem - Zaburczał jej w brzuch tak, że chyba w Australii ją słyszeli.

- Chyba jednak chcesz. - Zaśmiałem się.

- Dobra, ale nie daruję ci tego. - Zeskoczyła z drzewa. - Kto mu kazał dźgać mnie tym kijem?

- Ja - Powiedziała  Ina z pełną paszczą. Seoma skrzywiła się i zaczęła jeść. Dołączyłem do nich. 

- Komu zawdzięczam obiad? - Zapytała Seoma

- Chyba raczej śniadanie - Poprawiła ją Sea.

- Chyba raczej nie. - Uśmiechnęła się Seoma.

- Mi - Powiedziała Sea

- I mi - Dodałem. kiedy Seoma skończyła jeść wróciła na swoje drzewo. Potem usnąłem.


KAZAN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz