Uświadomiłem sobie, że nadal ściskam w łapie kwiat. Zdjąłem z szyi
mały skórzany woreczek (jest tak mały, że nie widać go, bo mam gęste
futro). Lily dała mi go po urodzeniu się szczeniąt. Schowałem tam kwiat.
Założyłem go z powrotem na szyję. Pobiegłem z powrotem do watahy.
Zobaczyłem Seomę na drzewie. Patrzyła się na mnie zdziwiona.
Zignorowałem ją. Położyłem się i po minucie spałem. Śniła mi się
oczywiście Lily.
Obudziły mnie promienie wiosennego słońca.
- ... z Iną, Kazanem albo Amber - Powiedziała Seoma. Wstałem, przeciągnąłem się i otrzepałem, strząsając z siebie resztki snu.
- Co "z Iną, Kazanem albo Amber"? - Zapytałem Seę, która stała koło wejścia do jaskini.
- Polowanie. A ty co taki radosny? - Zapytała, patrząc zdziwiona na mój uśmiech.
- Chodź, zapolujemy. Opowiem ci po drodze. - Pobiegliśmy. Węszyłem, ale nie czułem żadnego jelenia, łosia cz nawet królika.
- No i? - Niecierpliwiła się Sea
-
Widziałem ją. Lily. Moją partnerkę. - Powiedziałem, nie przerywając
węszenia. Potem Opowiedziałem Sei całe zdarzenie. Nagle poczułem zapach
jelenia - Tędy! - Zawołałem i ruszyłem pędem. Zaczaiłem się w krzakach.
Widziałem całe stado. Zobaczyłem wielkiego jelenia, chyba przywódce
grupy. Okrążyłem go i skoczyłem. Jeleń pobiegł w stronę Sei. Okrążaliśmy
go i skakaliśmy mu do gardła, ale jeleń uparcie nie chciał paść. W
końcu zdenerwowało mnie to.
- Sea, odsuń się! - Powiedziałem.
Wilczyca skoczyła mi za plecy. Potem użyłem mocy Śmierci na jeleniu.
Spojrzałem mu w oczy i on mi. Po minucie duch z niego uciekł. Przez
chwilę patrzył się na mnie z wyrzutem, a potem zniknął. Złapałem jelenia
i pobiegłem w stronę legowiska. Po chwili Sea pomogła mi ciągnąć
jelenia. Kiedy doszliśmy na polanę, prawie wszyscy członkowie watahy
rzucili się na mięso. Brakowało tylko Seomy.
- Gdzie jest Seoma? - Zapytałem
- Śpi na drzewie. - Odpowiedziała Amber, przerywając posiłek.
- Może by ją obudzić? - Zaproponowałem.
- Wypadało by - Powiedziała Sea. Podszedłem do drzewa. Chciałem ją poklepać po grzbiecie, ale nie dosięgałem.
- Nie dosięgam! - Powiedziałem.
- Spróbuj tym! - Ina rzuciła mi jakiś patyk. Dźgnąłem nim Seomę w bok.
- Czego chcesz? - Mruknęła sennie.
- Chcesz coś zjeść, czy nie?
- Nie wiem - Zaburczał jej w brzuch tak, że chyba w Australii ją słyszeli.
- Chyba jednak chcesz. - Zaśmiałem się.
- Dobra, ale nie daruję ci tego. - Zeskoczyła z drzewa. - Kto mu kazał dźgać mnie tym kijem?
- Ja - Powiedziała Ina z pełną paszczą. Seoma skrzywiła się i zaczęła jeść. Dołączyłem do nich.
- Komu zawdzięczam obiad? - Zapytała Seoma
- Chyba raczej śniadanie - Poprawiła ją Sea.
- Chyba raczej nie. - Uśmiechnęła się Seoma.
- Mi - Powiedziała Sea
- I mi - Dodałem. kiedy Seoma skończyła jeść wróciła na swoje drzewo. Potem usnąłem.
KAZAN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz