Pędziłam ile sił w łapach. Nie mogłam wracać do starych śmieci. Musiałam biec przed siebie. Jak najdalej od wspomnień. Jak najdalej od nich wszystkich. Tam w świecie stanę się nową osobą. Może oduczę się tej podłości i wrogości. Może będzie tam więcej wilków. Może nauczę się tam żyć. Może znajdę miłość. Może, ale teraz biegnę w deszczu i nawałnicy. Łapy są poranione i bardzo wyczerpane. Bok kuje niemiłosiernie, ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Biegnę dalej skupiając się na drodze. Wybiegam na plażę skręcam i pędzę dalej. Piach wysypuje się spod mych łap. Z najwyższym trudem nakazuję sobie dalej biec. Moje czarne futro powiewa za mną. Nie mam już siły. Staram się jednak biec dalej. Nie udaje mi się to. Potykam się i padam na ziemię ledwo żywa. Każę sobie jednak wstać. Robię to z trudem, a z jeszcze większym zmuszam się do ruszenia przed siebie. Po trzech krokach znowu padam. Nieprzytomna śnie o innym świecie...
________________________________________________________
Sorry, ale odchodzę. Po prostu brakuje mi weny. Przykro mi, ale tak już jest jedni przychodzą inni odchodzą. Mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś wrócę, ale nie obiecuję :-(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz