piątek, 3 sierpnia 2012

Nowa

Obudziłem się kolejnego dnia otrzepując ze śniegu, który zdążył napadać w ciągu nocy. Przy brzuchu czułem śpiącego Axela. Podniosłem się z mojej kryjówki budząc szczeniaka. Wspiął się na moje plecy, a ja spokojnie wyszedłem z krzaków i ruszyłem na poranny spacerek. Po godzinie bezsensownego łażenia wróciłem do jaskini. Axel spał w najlepsze, ale jego rodzeństwo już hulało na zewnątrz. Zrzuciłem go ze swoich pleców, a kiedy zrozumiał, gdzie się znalazł jęknął cicho przygniecioy rodzeństwem. Ja za to położyłem się na plecach, na śniegu i gapiłem w zachmurzone niebo. Wreszcie znudzony podniosłem się i wtedy ze swojej norywyszła Hessa, a prawie równo z nią Amber wyszła z jaskini:
- Jakim cudem one tu już są? - Zapytała zdumona Alfa. 
- Wyszły na zewnątrz jak spałyście. I co to ma być, że ja będę niańczyć wszystkie?
- Zamknij się. - Warknęła na mnie Hessa.
- Yudarin idziesz dzisiaj z Kazanem na polowanie. - Oznajmiła Amber do mnie i do zaspanego Kazana wychodzącego z jaskini. Oboje zgodnie jęknęliśmy i ruszyliśmy wolnym krkiem na polowanie.
- Ja chcę iść z wami! - Krzyknął Axel starając się nas dogonić. Gdy wreszcie mu się to udało chwycił się mojego ogona i wdrapał po nim na plecy. Wrescie znalazłem jakieś trop. Ślady jelenich kopyt odznaczały się wyraźnie na świeżym śniegu, ale tuż obok nich pojawiały się inne nieco mniejsze odciski łap. Ruszyliśmy śladem jeleni i wkrótce znleźliśmy stadko leżące się na polanie. Włożyłem Axela na drzewo, żeby spłoszone stado go nie stratowało i zakazałem jakiegokolwiek poruszania się prócz oddychania. Szybko wybraliśmy z Kazaem odpowiednią sztukę i zaczęliśmy się skradać ku niej. Wtedy z krzaków tuż obok migneło coś biało, szaro, czarno, niebieskiego i schwytało naszą ofiarę. Spłoszone stado zaczęło uciekać, ale razem z Kazanem szybko pobiegliśmy za nimi i schwytaliśmy kulejącego jelenia, który biegł na samym końcu. Wróciliśmy po Axela chociaż zastanawiałem się czyby go nie zostawić na tym drzewie. Spotkaliśmy też to coś, co złapało naszego jelenia. Okazało się, że była tobiało, czarno, szaro niebieska wadera.
- Kim jesteście? - Zapytała czujnie przyglądając nam się zza mięsa. Dopiero teraz dostrzegłem, że ma skrzydła. 
- Ja jestem Yudarin, a to jest Kazan. 
- A ja jestm Axel. - Zawołał szczeniak siedzący na moich plecach. 
- A ty? - Zapytał Kazan.
- Ja jestem Azo. To jest wasz szczeniak?
- Nie. To jest jego. - Zaprzeczył szybko Kazan.
- Pilnuję go, bo to mi przypadło to jakże męczące zadanie. - Jęknąłem. Azo uśmiechnęa się na te słowa. 
- Macie jakąś watahę czy coś?
- No należymy do jednej tylko ostrzegam pierwza twoja pozycja to Omega.
- I co z tego, że Omega? - Zapytała się mnie spoglądając na nas dziwnie. 
- Nic. Tylko wiesz będą mogli sobie robić z tobą, co chcesz. - Odparłem wzuszając ramionami.
- Naszą Alfą jest Amber i chyba się zgodzi przyjąć ciebie. - Oznajmił Kazan.
- Jestem pewna, że ty jesteś Omegą, bo jesteś bardziej poobijany od Kazana. - Powiedziała nagle Azo.
- To się nazywa wyczucie. - Zachichotał Kazan.
- No jestem, ale mi to nie przeszkadza.
- To po co mnie ostrzegasz?
- Żebyś wiedziała.
- A no to dzięki. Tak właściwie to jak się nazywa ta wasza wataha?
- Wataha Życia i Śmierci. - Odpowiedział Kazan.
- Chcecie jeszcze tego jelenia? Ja już się najadłam. - Zapytała wskazując na kości martwego zwierzecia.
- Nie dzięki. Wziąłbym gdyby coś na nich było. - Odparłem spoglądając na kościotrupa.
- Ale na nim jest coś jeszcze. - Oznajmiła patrząc na mnie dziwnie.
- No gdzie?
- Tu. - Powiedziała i dotknęła łapą małej chrzątki, ktora została przyczepiona do kości. 
- Ale jesteś szczodra. - Powiedziałem sarkastycznie.
- Nie wiedziałam, że jesteś takim ponurakiem. - Kazan zachłysnął się powietrzem.
- Kim? - Wydyszał. - On? Ponurym? Chyba nie znasz ponurych! On jest naszym błaznem.
- On? - Zapytała powątpiewająco.
- Tak ja. - Odpowiedziałem spoglądając chciwie na upolowanego jelenia. - Dobra chodźmy już, bo zdechnę z głodu.
Szybkim krokiem doszliśmy do watahy dźwigając jelenia. Gdy wreszcie Axel zszedł z moich pleców, a nas otoczyła wataha rozpoczęły się pytania:
- Jak się nazywasz? - Zapytała się Amber.
- Jestem Azo.
- Czego tu szukasz? - Zapytała czujnie Hessa.
- Chciałabym dołączyć do waszej watahy o ile nie macie nic przeciwko. - Odparła spokojnie wadera.
- Ja nie mam. - Oznajmiłem.
- Ty się nie odzywaj. - Warknęła Hessa.
- Bo co?
- Coś na pewno.
- Ehem. Uważaj, bo się wystraszę.
- Masz się czego bać.
- No niby czego?
- Oj jest dużo rzeczy których się boisz. - Oznajmiła spoglądając na mnie znudzona.
- Dobra możesz dołaczyć. - Powiedziała nagle Amber przerywając naszą wymianę zdań. Spojrzałem na Hessę "wilkiem", ale zamilkłem.
- No, a teraz jeść. - Krzyknęła Ina i rzuciła się na jelenia. Gdy wreszcie napełniliśmy żołądki rozpoczęło się wypytywanie o wszystko Azo. Wadera spokojnie odpowiadała, a kiedy wreszcie pytania im się skończyły wyczerpana położyła się na śniegu. Ja sam położyłem się w swojej kryjówce i usnąłem prawie natychmiast.    
______________________________________________________________________________________________
Sorry dla Hessy, ale nie miałem pomyśłu kim by zastąpić Shanona, a nie chciało mi się tego kasować.             
Yudarin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz