sobota, 4 sierpnia 2012

Niefortunna jazda

Siedziałem już szósty dzień bez jedzenia i wody w tej potwornej klatce, a razem ze mną Nevlan i Elaster. Oba basiory były niezmiernie irytujące, ale w tych warunkach wszystko wydawało mi się takie. Wilki siedziały przez cały dzień i zakładały się  komu bardziej burczy w brzuch. Nie brałem udziału w tej głupiej zabawie a i tak wygrywałem.
      Kiedy wilki rozpoczęły następną rundę gry, nie wytrzymałem i postanowiłem chociaż ich zagadać aby w końcu przerwali:
-Ile tu jeszcze będziecie siedzieć?
-Do jutra ,tak samo jak ty-pokiwałem głową, a w duchu wrzeszczałem że muszę wytrzymać z nimi jeszcze jeden dzień.
-A za co siedzicie?-basiory wyszczerzyły się do siebie.
-Delikatnie mówiąc za nie posłuszeństwo i znęcanie się nad jednym Farrenem.-wilki przybiły sobie piątkę.- O patrz tam idzie właśnie Skud!-basiory wyszczerzyły się i pomachały człowiekowi, a on widząc to zwiał gdzie pieprz rośnie.
-Co mu zrobiliście?-zapytałem śmiejąc się z reakcji Farrena.
-Kiedy Skud dosiadał Nevlana, to Nev podskoczył i wyrzucił go w powietrze i krzyknął że serwuje, więc podbiegłem i odbiłem "piłkę"-Elaster zaśmiał się.
-Tak to był wspaniały mecz 12:10 dla mnie.
-Gdyby Farreni dali nam dokończyć to bym na pewno wygrał.-Elaster pokręcił głową i zaśmiał się.
Reszta dnia upłynęła nam na rozmowach, bo co można było robić.
***
-Wstawać pomioty szatańskie!-człowiek wrzeszczał i tłukł w kraty.
Podniosłem głowę, wygrażając mu w myślach, że jak tylko wyjdę do dam mu ostro popalić. Nagle ni stad ni zowąd przed klatką zmaterializowali się Silver ze Slaafem u boku.
-Wypuść najpierw tego- zadyrygował Silver człowiekowi wskazując na mnie, a ten wykonał polecenie i już po chwili znajdowałem się w szponach pachołka Silvera.
-Zabierz go na arenę i przygotuj do jazdy. Wiesz gdzie znaleźć srebrne siodło, prawda?
-Owszem...ale nie jestem pewien czy warto brać to siodło, ten bydlak może je zniszczyć...-Silver uciszył swojego osiłka jednym ruchem dłoni.
-Slaafie chcę dobrze wyglądać, kiedy pokarzę mu kto tu rządzi.- Farren spojrzał na mnie z pogardą.
Pachołek skinął głową przyjmując to do wiadomości, co do mnie to nawet nie miałem siły się nad tym zastanawiać, ponieważ tydzień bez jedzenia i wody zrobił swoje, a mianowicie pozbawił mnie chęci i woli życia.  Więc nawet nie starałem się wyrywać kiedy Slaaf niezbyt delikatnie mnie siodłał.  Osiłek ze wszystkich swoich sił ,(a miał ich moim zdaniem o wiele za dużo) starał się mnie wyprowadzić z równowagi i sprowokować do ataku. W tym właśnie celu zacisnął mi na pysku uzdę (srebrną oczywiście, ten kolor zaczynał mi powoli działać na nerwy) tak mocno, że byłem niemal pewny, że paski werżną mi się zaraz, aż do kości. Slaaf przyjrzał mi się dokładnie z obrzydliwym uśmiechem przyczepionym do tak samo obrzydliwej mordy. Nagle osiłkowi uśmiech zszedł z twarzy, podszedł do mnie i szybko zaczął rozluźniać uzdę.  Kiedy tylko odzyskałem czucie w paszczy zapytałem:
-Co przestraszyłeś się że upapram krwią skarby twego wielmożnego pan???
-Slaaf niczego się nie boi!-odpowiedział mi wymijająco.
Pokiwałem drwiąco głową. Osiłek zrobił się czerwony ze złości, złapał mnie za cugle i zaczął ciągnąć w stronę, jak się domyślałem, areny.
      Moje domysły potwierdziły się już po kilku minutach, kiedy to wyrósł przed nami ni stąd ni zowąd tłum ludzi. Całe to zbiorowisko zeszło się aby spróbować swoich sił w ujeżdżaniu, lub by kibicować. Skupiłem się na oględzinach terenu i na tym by znaleźć najszybszą drogę ucieczki. Niestety jednak nie udało mi się nic wyszukać,  ponieważ ktoś zasłonił mi cały widok. Mając srebrne buty przed oczami, byłem pewien tego kto przede mną stoi. Spojrzałem w górę i niemal prychnąłem na widok Silvera w całym srebrnym odzieniu ( ten gość miał chyba jakąś paranoję na punkcie tego koloru):
-No co? Zatkało cię na mój widok??-zarzucił swoją srebrną grzywą :)-A może mój blask odebrał ci mowę, co ?
-Nie raczej wymioty zatkały mi przełyk. Świecisz się bardziej niż sklep jubilerski.-Silver spiorunował mnie wzrokiem.
-Wrzućcie, go na arenę....-spojrzał na tłum- niech najpierw hołota spróbuje swych sił, a na koniec ja im pokarze jak się ujeżdża zadufane wilki....-No czemu nadal stoisz wrzucaj go na arenę,ale już!
-Tak Panie.-odpowiedział pokornie Slaaf, a ja już po chwili znajdowałem się na ujeżdżalni.
Tłum zaczął skandować, a dzieci rzucały kamieniami. A mówią że to my się zachowujemy jak zwierzęta.
       Stałem na środku ogłuszony, ponieważ dostałem jednym z tych odłamków skalnych prosto w łeb i starałem się zmusić moją głowę by zaczęła współpracować z okiem. Wtem poczułem na grzbiecie jakiś ciężar. Spojrzałem w górę i ujrzałem jakiegoś człowieka, który bezczelnie się uśmiechał, zadowolony z tego że zaparkował swoje grube dupsko na moim grzbiecie. Widząc to mózg od razu mi się odświeżył. Zacząłem skakać góra-dół, a następnie szybki ruch w bok- skutek: człowiek na ziemi, stara się pozbierać do kupy i jak najszybciej uciec. Zadowolony z siebie czekam na następnego śmiałka, albo lepiej to nazywając samobójcę, ponieważ kolejnego Farrena miałem zamiar potraktować "troszeczkę" ostrzej. Długo się nie naczekałem, bo już po chwili przez bramę wskoczył człowiek. Uśmiechnięty, zadowolony, kroczy w moją stronę zachęcany wiwatami tłumu. Stałem grzecznie czekając na niego. W końcu po długich oklaskach Farren dotarł do mnie i już ma posadzić swój tyłek na siodle, kiedy to połowie drogi odwodzę go od tego zamiaru. Podskakuję z całej siły, a Farren przyjmuje ten cios prosto w swoje krocze, a następnie z głośnym jękiem osuwa się na ziemię. Po chwili podbiega ktoś po zwiniętego na ziemi człowieka i pod falą wyzwisk holuje go do wyjścia. Zapanowała chwila ciszy i zewsząd buchnęły śmiechy, spodziewałem się innej reakcji, czegoś bardziej w typie strachu, no ale trudno się mówi i cieszy z tego co jest.
         Taka zabawa trwała z godzinę. Głupi Farreni starali się dokonać rzeczy niemożliwej. Każdy następny śmiałek-samobójca lądował na ziemi, a po chwili z nieziemskim krzykiem: "To Demon!!!", albo zwykłym "AAAA!!!"  uciekał gdzie pieprz rośnie. Ku mojemu niezadowoleni, a przerażeniu Farrenów jak narazie tylko u jednego, a może przy dobrych wiatrach u dwóch ludzi, niefortunna jazda zakończyła się zgonem.
          W końcu zabrakło chętnych do prób złamania mnie. Dumny z siebie że wywarłem w łowcach wilków wielki popłoch, podbiegłem do barierki. Stojący przy niej ludzie, odskoczyli przerażeni w tył, tratując siebie nawzajem. Zadowolony z ich reakcji powtórzyłem sztuczkę po drugiej strony areny. Efekt oczywiście ten sam. Spojrzałem wyzywająco w stronę Silvera. Ten zgrzytając zębami, cały czerwony ze złości na twarzy, przepycha się przez hołotę i przeskakuje przez barierkę, aby się znaleźć tuż obok mnie:
-Teraz się zabawimy pchlarzu!- trzymając się swojej zasady ,,z głupimi nie rozmawiam", oczywiście nie odpowiadam Silverowi.
Rozwścieczony Farren, zanim się zorientowałem, siada na moim grzbiecie o mało nie zwalając mnie przy tym z nóg. "Boże, ten człowiek jest chyba naprawdę zrobiony ze srebra"-pomyślałem. A po chwili zdałem sobie sprawę że to efekt braku jedzenia i wody przez ponad tydzień. Silver jakby czytając w moich myślach mówi:
-Nie martw się, dostaniesz wody jak tylko z tobą skończę.-zaśmiał się .
Teraz to ja wkurzony rozpoczynam walkę z Farrenem. Próbuję go zrzucić podskakując, rzucając się na boki, uderzając o barierkę, stając dęba, oraz wyrzucając tylne nogi w powietrze i wykonując te ruchy w przeróżnych kombinacjach, ale to nie przynosi skutku i Silver nadal znajduje się na moim grzbiecie. Ostatkiem sił podejmuję ostatnią próbę. Rzucam się we wszystkie strony. W końcu wycieńczony ledwo stoję na trzęsących się łapach, piana cieknie mi z pyska, ale Farren nadal siedzi mi na plecach. Zrezygnowany wbijam wzrok w ziemię. Po chwili ciszy zewsząd rozlegają się oklaski i okrzyki pełne uznania ,dla Silvera oczywiście. Farren wykonuje ruch dłonią i tłum cichnie:
-Spójrzcie! Każdego wilka da się złamać trzeba tylko siły oraz wytrwałości! Wielu z was jeszcze przed chwilą twierdziło, że tego otóż demona nic nie pokona, a popatrzcie teraz!- Farren kopnął mnie łydkami-Ruszaj!-posłusznie zacząłem się wlec, a Silver kontynuował swoja przemowę- Od dziś to zwierze będzie mi służyć, aż po swój grób! Od dziś nigdy mi się nie sprzeciwi ponieważ pokazałem mu kto jest jego panem...
Farren kontynuował swój wywód, ale ja już go nie słuchałem, rozglądałem się przyglądając się wilkom, które niczym niewolnicy pracowali dla tych niewdzięcznych ludzi. Wszystkie miały błędny wzrok, bez grama nadziej na poprawę ich sytuacji. A ja teraz miałem podzielić ich los...
      Stanąłem zapierając się łapami ze wszystkich sił. Zaskoczony Farren kazał mi ponownie ruszyć, ale ja nie miałem zamiaru spełnić jego woli. Nie miałem zamiaru spędzić tu reszty życia... Za to miałem zamiar pozabijać ich wszystkich i znaleźć się stąd jak najdalej. Zdeterminowany stanąłem dęba. Zdezorientowany Farren wypuścił wodze z rąk, a ja złapałem je w zęby. Stanąłem na ziemi ponownie wszystkimi czterema łapami. Silver zdążył już ogarnąć sytuację i złapał się za siodło, mając nadzieję na utrzymanie się. Przewidziałem jego reakcję i rzuciłem się grzbietem w stronę ziemi i zacząłem "wałkować" Farrena. Po kilku minutach , zacząłem przeczuwać że Silver ma dosyć, więc wstałem z niego. Kiedy tylko Farren przestał czuć na sobie mój ciężar, spróbował wstać, ale przygniotłem go łapą ponownie do ziemi:
-A ty niby dokąd?-zaśmiałem się.
-Po najbliższy nóż!!!
-W twojej aktualnej sytuacji, zachowywałbym się inaczej.
-A idź ty do diabła ...
-Właśnie co od niego wracam.-wtrąciłem mu się w słowo.
-Złaź ze mnie ty"pip" bo ci "pip", no dalej "pip", "pip" ,"Pip"!!!-rozjuszony Farren złapał mnie z uzde i zaczął ciągać we wszystkie strony świata.
Dookoła nas panował zupełna cisza, nikt z widzów nie przyszedł Silverowi na pomoc. Farren zajęty ciąganiem mnie nawet nie zauważył mojego skupionego na nim wzroku. Nagle ciszę przerwał chrzęst:
-Co do jasnej cholery?-zapytał Silver, dając na chwilę spokój mojej uździe.
Spojrzał na mnie i ujrzał zabójczy wzrok i gardłowy warkot wylewający się z mojego gardła.  W jednej chwili oczy zwężyły mu się ze strachu. Po chwili powiew przeszył chrzęst metalu. Farren spuścił wzrok na moje łapy i ledwo co zdusił krzyk. Dwie z czterech bransolet były zerwane. Silver
zaczął się rzucać próbując uciec, lecz zły do granic możliwości, przytrzymałem go w miejscu. Nagle powietrze przeszył trzeci chrzęst i pozostałe bransolety opadły na ziemię. Niemal w tym samym momencie wioskę ogarnęła ciemność. Zgraja demonów uwolniona moja bezgraniczną furią zabijała wszystko co żywe nie patrząc czy to wilk czy człowiek. Powietrze przesiąkło krwią bólem i krzykiem.
       Stałem na samym środku i napawałem się z radością tym wszystkim. Nagle jakiś demon zaczął szarżować w moją stronę. Złapałem go jedną łapą, wbiłem w niego wzrok, byłem pewien że oczy mam koloru krwi, a potwór rozsypał się w pył. Siedziałem i oglądałem całą rzeź do końca kiedy wokół mnie nie zostało nic zadowolony machnąłem łapą a wszystkie demony zniknęły w mgnieniu oka. Wstałem wytrzepałem sierść i mruknąłem pod nosem:
-A teraz do domu.
______________________________________________________________________________________________
Ufff...pisałem tę notkę chyba z tydzień,  bo nie miałem weny.
No a teraz aktualny ranking:
1.Amber-21 notek
2.Sea i Shanon-17 notek
3.Yudarin-14 notek
4.Ina- 12 notek
5.Kazan-6 notek
6.Hessa-2 notki
7.Azo-0
Wszyscy razem(wliczając w to tych co odeszli) mamy:117 notek(wynik może zdawać się wam dziwny ale ostatni ranking policzyłem wraz z kartami wilka, a teraz bez)
Teraz już chyba wiecie dlaczego Yudarin nas wszystkich zawstydził, prawda? Naprawdę szacun dla ciebie,niedawno dołączyłeś a prawie doganiasz mnie i Seę. Sam nie wierzę że to mówię ale moim zdaniem Yudarinowi za to należy się awans w hierarchii.
Shanon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz