piątek, 3 sierpnia 2012

No dawaj Shanonku!

Spojrzałem wściekle na przeszczęśliwą Hessę i rozbawionego Shanona. Nie wierzę, że chwila strachu przed tymi potworami sprawiła, że odebrano mi rozum. Nie wierzę! Szczeniak dziwnie spokojny łaził za mną krok w krok, co przyprawiało mnie już powoli o obłęd. Na dodatek reszta watahy tak dziwnie na mnie patrzyła. Padnięty ruszyłem do lasu, a ten mały jak cień szedł, a raczej pędził za mną. Nagle ktoś do mnie wrzasnął:
- YUDARIN!!!! - I po chwili coś rudego przytulało się do mnie. Axel warknął cichutko, co lis całkowicie zignorował.
- Kto ty? - Zapytałem zdumiony.
- Nie pamiętasz? To ja Precel!
- Precel? Znam jakiegoś Precla?
- No pewnie, że znasz! Jak byłeś mały wołałeś na mnie śmierdziel pamiętasz?!
- Nie. Gdyby ktoś, aż tak śmierdział jak ty to bym o chyba pamiętał, a no zapomniałem! Ty jesteś oddechem Shanona!
- Co? Jakiego Shanona? To ja Precel! No nie mów, że mnie nie poznajesz!
- No to skończyły mi się pomysły. - Usiadłem na śniegu i próbowałem coś sobie przypomnieć.
- Skąd masz tego szczeniaka? Dorobiłeś się dzieci? Paskudne zajęcie, co nie?
- Ty chyba żarujesz. - Moje oczy zamieniły się w spodki. - To nie mój! Wlepiono mi go za pomocą wrednego podstępu!
- O to współczuje. Sam nie lubię dzieci. - Axel warknął na niego i zjeżył futerko.
- Zamknij się. - Powiedziałem do szczeniaka, który zaczął skomleć. - Powiedziałem zamknij się ja tu gadam z Preclem kimkolwiek jest.
- Łeeeeeeeeeeeeee. - I to jedyne dźwięki, które wydawał ten przeklęty diabełek.
- Precel czekaj tu chwilę. - Oznajmiłem, chwyciłem szczeniaka za futro na skórze i ruszyłem biegiem w kierunku watahy. Cały czas beczał. Wpadłem jak tornado do jaskini i wykrzyknąłem.
- Weźcie go ode mnie! - Wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariata. - Weźcie go, bo nie wytrzymam psychicznie i... i sobie zdechne, ale dobra wiem, że będziecie się cieszyć. Amber weź go błagam cięęęęęęęęęęęęęę.
- Ja juz mam jednego. A podobno marzyłeś o synku to teraz się nim zajmuj.
- Prędzej zdechne z głodu niż cokolwiek z nim zrobie. - Uszy bolały mnie juz od ciągłego beczenia tego szczeniaka. - ZAMKNIJ SIĘ!!!!!!!!
-  Yudarin! Uspokój się! Nie dość, że wpadasz do jaskini jak wariat to jeszcze wrzeszczysz na tego biedaka! - Warknęła na mnie Ina.
- Ty też się zamknij. - Wakrnąłem zdenerwowany.
- Ej nie przesadzaj, bo cię wygnam. - Ostrzegła mnie Amber.
- No to same se go pilnujcie. - Oznajmiłem i wyleciałem z jaskini jak z procy. Wreszcie cisza. Padłem radośnie na śnieg i zamknąłem oczy rozkoszując się tą cudowną chwilą, którą niespodziewanie przerwał Shanon. No tak on zawsze wszystko psuje.
- Co ty tu robisz? A gdzie Axela zgubiłeś?
- Jakbyś nie zauważył to leżę, a Axel jest w jaskini.
- Miałeś się nim zajmować. - Warknął na mnie wilk. Czasami zastanawiam się, co Amber w nim widzi? Ktoś mi kiedykolwiek odpowie?
- Miałem, ale nie mam do tego nerwów. To zadanie dla bab, a nie dla facetów.
- Ty jestes facetem? Od kiedy?
- Od urodzenia na przykład. - Warknąłem i podniosłem się ze śniegu.
- Albo pójdziesz po tego szczeniaka, albo moi koledzy znów cię do tego zmuszą.
- Pffffffffffffffff. Grozić sobie nimi możesz... No, no uważaj, bo się wystraszę. - Drwiłem. Nie ma teraz sobie poznają wściekłego Yudarina. Przede mną pojawiły sie dwie ogromne bestie. Usiadłem na śniegu i czekałem. - No i co? Oni będą tak tu stać?
- Nie. - Odparł złośliwie Shanon. Jeden z nich przygniotł mnie do ziemi i szykował się na zadanie morderczego ciosu, kiedt centrymetry od mojej szyi wyślizgnąłem się mu i zatrzymałem je siłą wiatru, której nie zdołały pokonać.
- Ale fajni ci twoi koledzy. Tak dużo mi zrobili. - Mówiłem to wszystko z szyderczym uśmiechem na paszczy. Wtedy zobaczyłem Precla.
- Yudarin, gdzie ty byłeś? Szukałem cię. - Oznajmił uśmiechając się. Spoglądał na mnie z niewysłowionym zachwytem. Shanon spoglądał zdumiony to na mnie, to na Precla i na oba Demony dalej zmagające się z siłą wiatru.
- Miałem mały problem z Shanonem, ale teraz już jest chyba w porządku, co nie Shanonku?
- Jak ty do mnie powiedziałeś? - Warknął groźnie wilk. Demony zniknęły.
- Shanonku. - Odparłem uśmiechając się milutko.
- Zabiję cię za to! - Wrzasnął i rzuci się na mnie. Zrobiłęm szybki unik i wilk wyladował w śniegu.
- Ale za co? - Zapytałem udając głupiego.
- Za Shanonku! - Wrzasnął i przygniótł mnie łapami do ziemi. Szybko wyślizgnąłem się spod niego i zacząłem biegać po polanie, a Precel gapiłsię na nas oniemiały. Oszalały z wściekłości Shanon biegał za mną jak głupi, kiedy nagle na polanę wparowała Hessa. Wielki Wspólnik Shanonka. Zatrzymała go i ja wykorzystałem ten moment zatrzymując się, aby odpocząć.
- Co się stało? - Zapytała zdumiona.
- Nazwał mnie... - Shanon nie mógł wydusić z siebie tego słowa.
- No dawaj Shanonku! Wiem, że potrafisz! Dawaj! - Zagrzewałem go do odpowiedzi na pytanie.
- ZAMKNIJ SIĘ! - Wrzasnął jeszcze raz i rzucił się na mnie. Trafił jednak w Precla, który czym prędzej próbował wydostać się spod Shanona, który przygniótł go i miażdżył tym swoim tłustym cielskiem.
- Zejdź z niego. - Warknąłem.
- Bo co mi zrobisz? - Zapytał drwiąco.
- Shanon lepiej z niego zejdź. - Powiedziała cicho Hessa.
- Bo co?
- Dużo. - Warknąłem i skoczyłem na wilka zwalając go z Precla, który dysząc ciężko doczołgał się do pobliskich krzaków. Wściekły zerwał się z ziemi, ale nie zaatakował, co niezwykle mnie zdziwiło. Wtedy poczułem coś gorącego pod łapami. ŁAPY MI SIĘ PALIŁY! Skoczyłem czym prędzej w śnieg, ale i tam moje łapy płonęły. Wzleciałem w powietrze. Ha! Tam miałem święty spokój.
- No Yudarinku ląduj. Nie bądź niegrzecznym chłopczykiem i ląduj, bo powiem Amber żeby cię wygnała. - Drwił ze mnie, co powoli zaczynało mnie denerwować.
- To se mów Shanonku mnie to nie obchodzi.
- Ojojoj Yudarinek dostanie klapsa.
- O ile mnie dosięgniesz tatusiu. - Nagle wilk skoczył w powietrze i ruszył za mną, a ja czym prędzej uciekłem zostawiając zmiażdżonego Precla i Hessę samotnych na polanie.
- No Yudarinek zaraz wpadniesz w to drzewo i świat się zakręci.
- Znoowu? - Zapytałem zrezygnowany, ale zgodnie z rozkazem z całej siły rozpędu walnąłęm w drzewo. Poczułem ciepłą krew na głowie i straciłem przytomność. Obudziłem się leżąc na śniegu, a nade mną stali Shanon, Hessa i Precel.
- Śpiąca Królewna nareszcie się obudziła. - Mruknął zrezygnowany Shanon.
- Yudarin nic ci nie jest? Najlepiej nie wyglądasz. - Zapytała się  mnie Hessa.
- Jak mam dalej pilnować tego bachora to wole zdechnąć.
- HURA! - Krzyknął Shanon.
- Jak on zdechnie to ty się zajmujesz Axelem. - Zagroziła Hessa.
- NIGDY! Wystarczy, że pomogłem ci się go pozbyć. - Zapadła cisza przerywana tylko moich cichy postękiwaniem. Głowa bolała mnie okropnie.
- Dajcie mi tu w spokoju zdechnąć i nie będę was więcej męczył swoim gadaniem. Przecież o to wam chodziło prawda? Wy chcecie mnie wykończyć. - Jęknąłem i zamknąłem oczy szykując się na zobaczenie małego światełka w tunelu.
- Yudarin radzę ci nie zasypiać. - Oznajmiła Hessa.
- Niby dlaczego?
- Bo wtedy Shanon zabije mnie.
- Ty Egoistko. - Jęknąłem i przewróciłem się na brzuch, żeby na nich nie patrzeć.
- Nie jestem egoistką. - Wakrnęła.
- Jesteś. - Spierałem się.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Skończyliście? - Zapytał lekko zdenerwowany Shanon.
- Nie. - Odparliśmy zgodnie.
- Yudarin otwieraj te gały, idź do jaskini, bierz Axela i bądź dobrą mamusią.
- Nie.
- Idź.
- Nie.
- Skończyliście?
- Nie!
- Nigdzie się nie wybieram.
- A właśnie, że się wybierasz.
- Tak prosto do grobu.
- Nawet tak nie żartuj.
- Bo co mi zrobisz?
- Zatkam ci tą jadaczkę.
- Ehem. Uważaj, bo ci uwierzę.
- Miło mi słuchać tego ciekawego dialogu, ale możecie wreszcie skończyć? - Zapytał zdenerwoany Shanon.
- Nie! - Odparliśmy znowu razem.
- No wstawaj! - Jęknęła Hessa.
- Pffffffffffff.... Podrzuciliście mi szczeniaka i teraz jeszcze chcecie, żebym się podnosił. W snach się podniosę, ale w waszych.
- To już coś.
- Nie ma nie będę się osoby tej samej rangi słuchał i Shanona też nie. Precel rób sobie, co chcesz.
- Ty nie możesz o tym decydować. Shanon jest w tym momencie tu i teraz Deltą, więc mam nadzieję ustawi cię do pionu.
- No dawaj Shanonku! Dasz radę! Dalej! - Krzyczałem z potwornym bólem głowy.
- Po pierwsze. Zamknij się i słuchaj. Po drugie wstajesz i leziesz do jaskini, tam bierzesz Axela i zajmujesz się nim. Po trzecie i najważniejsze masz przestać tak do mnie mówić!
- Tak to znaczy jak?
- Shanonku. - Warknął, ale ja nie miałem zamiaru spełniać jego rozkazów.
- Wypchaj się.
- WSTAWAJ!
- Nie.
- Z nim sie nie da normalnie rozmawiać. - Jęknął wilk i odszedł.
- Yudarin wstawaj. - Rozkazała mi groźnie Hessa.
- Pfffffffffffff... - Prychnąłem i spojrzałem na nią. Ściemniło się już i gwiazdy świeciły na niebie. - Ładna jesteś. - Mruknąłem sennie i przyglądałem się jej reakcji. Najpierw wytrzeszczyła na mnie oczy, a potem syknęła.
- Ty nie masz prawa tego mówić.
- Dlaczego nie?
- Bo ci nie wolno. Ja nie pozwalam.
- Pffffffffffff...
- Skończyłeś?
- Pfffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff...
- Skończ!
- Pfffffffffffffffffff...
- Yudarin zamknij się! - Wrzasnął na mnie Shanon.
- Pfffffffffffffffffffffffffffff...
- Skończ z tym pfff, bo dostaniesz! - Krzyknęła Hessa. Wtedy świat zniknął mi z oczu.
_______________________________________________________
No to pfff skończyłem pffffff i nie mam zamiaru nic zmieniać pfffff, bo mi sie podoba i tak zostanie pfffffff XD
Ps. Autor notki nie odpowiada za wszelkie niezgodności z charakterami, błędy itp., gdyż pisał tę notkę w uzasadnionej wściekłości.  
Yudarin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz