sobota, 4 sierpnia 2012

Niedokończony wyścig

Po kilku minutach z jaskini wyszedł Shanon, który nwet na nas nie patrząc wszedł między krzaki i zniknął, a zaraz po nim wypadła z niej Amber:
- Co się stało? - Zapytała Sea spoglądając zdumionym wzrokiem na Amber.
- Nic. - Powiedziała szybko wadera i padła na śnieg najwyraźniej wyczerpana dzisiejszymi wydarzeniami. Ina patrzyła na nią cały czas dziwnym wzrokiem. Wreszcie Amber zawołała ją na stronę, a ja zaczepiłam Hessę.
- Można wiedzieć, co tu się dzieje?
- Ja się nie mieszam w ich sprawy. - Odparła wzruszając ramionami. Poszłam w ślady Amber i również położyłam się na śniegu oglądając brykające szczeniaki. Yudarin z zniesmaczoną miną spoglądał na nie, ale w jego oczach czaił się uśmiech. Zauważył mój wzrok i położył się obok mnie.
- Lubisz te szczeniaki? - Zapytałam.
- Tylko tego jednego. Axela. - Odpowiedział wskazując łapą najbardziej rozbrykanego szczeniaka.
- Wygląda trochę jak ty. 
- Ale to nie mój. 
- Wiem. Ty masz się nim tylko zajmować tak?
- Tak tylko akurat dzisiaj mi przypadło pilnowanie całej zgrai. - Kiwnęłam głową i spojrzałam na nie jeszcze raz. 
- Co myślisz o tej całej akcji z Shanonem? - Zapytałam ciekawa.
- Nic szczególnego. On wróci.
- Skąd to wiesz?
- Instynkt. - Odparł spokojnie. - Hej Hunt trochę spokojniej. Kirian to dziewczyna.
- No to co? - Zawołał szczeniak nazwany Huntem. Mała wilczyca pod nim najwyraźniej była Kirian.
- Nie przejmuj się Yudarin. On jest ode mnie słabszy. - Oznajmiła Kirian w tym samym momencie zwalając z siebie brata.
- Yudarin kiedy obiad? - Zawołał Axel szczerząc się.
- Już był. - Odparł zdumiony wilk.
- Kiedy? Tamten jeleń? Ale to tylko przekąska. - Oznajmił Hunt spoglądając na niego dziwnie.
- Nie wolno wam tyle jeść, bo będziecie wyglądać jak grube, puchate kulki. - Odparł uśmiechając się złośliwie.
- Potrafisz dzieci zastraszyć. - Powiedziałam spoglądając na niego z rozbawieniem.
- Ma się ten dar. - Odpowiedział szczerząc się identycznie jak Axel. Zaśmiałam się na tą minę. - Z czego się śmiejesz?
- Z tego jak się szczerzysz.
- A co w tym śmiesznego?
- Nie wiem. Coś na pewno. - Zmarszczył czoło spogladając na mnie z politowaniem. -Ty mądrzejszy nie jesteś. Amber zdąrzyła mi opowiedzieć, co nie, co o twoich przygodach.
- Co takiego powiedziała? - Zapytał najwyraźniej wystraszony.
- O tym jak wymyśliłeś lek na kaca wskakując w środku zimy do lodowatej wody, jak zapadłeś w śpiączkę i obudziłeś się grobie... Mam wyliczać dalej?
- Nie, nie trzeba. - Odpowiedział krzywiąc się na tamte wspomnienia.
- A i wiem o Preclu.
- Skąd o nim wiesz?
- Bo kiedyś mnie napastował. - Odparłam kładąc głowę na łapach.
- Pościgamy się trochę w powietrzu? - Zapytał spoglądajac na mnie wyzywająco.
- A nie miałeś pilnować szczeniaków?
- Poradzą sobie chwilę beze mnie. - Odparł spokojnie patrząc na bachorki skaczace po sobie.
- No dobra. - Zgodziłam się, ale dość niechętnie. Wilk powiedział małym, że na chwilę znika, na co odpowiedziały potakiwaniem. - To dokąd się ściagamy? - Zapytałam.
- Do tamtej góry. - Odpowiedział wskazując łapą kierunek.
- Jak sobie życzysz. - Zgodziłam się szykując się do odbicia łapami od ziemi. Axel podbiegł do nas i wykrzyknął.
- Gotowi?! Do startu! START! - Natychmiastowo wzbiłam się w powietrze, a moje skrzydła automatycznie się powiększyły, ale Yudarin w tym momencie szybko mnie wyprzedził i popędził przed siebie. Szybko go dogoniłam i lecieliśmy dosłownie łeb w łeb. Wtedy wilk spadł, a ja zdziwiona zaczęłam krążyć chwilę w powietrzu. Kiedy jednak zobaczyłam, że się nie rusza na polanie w dole zanurkowałam gwałtownie i wylądowałam tuż przy nim. Rozejrzałam się czujnie, ale nikogo nie zobaczyłam. Szturchnęłam wilka. Zero reakcji. Jeszcze raz. Znowu nic. Zaczęłam go klepać łapą po paszczy i wtedy z krzaków wyszedł Shanon.
- Należy mu się. Nie budź go.
- Dlaczego? - Zapytałam zdumiona jego widokiem.
- Czas trochę się nad nim poznęcać. - Odpowiedział uśmiechając się szyderczo i zbliżając się do niego z płonącymi oczami. Przybrały czerwony odcień, a ja instynktownie zjeżyłam sierść na grzbiecie spoglądając na wilka nieufnie. I wtedy Yudarin drgnął, po czym otworzył oczy.
- Co się stało? - Zapytał słabo.
- Leć stąd. Shanon najwyraźniej ma ochotę coś ci zrobić.
- Ale, gdzie ja jestem?
- Na śniegu. - Odparłam pomagając mu wstać. Wreszcie opanował swoje łapy i ustał na nich. Machnął kilka razy skrzydłami i wzniósł się w powietrze. Do tego czasu Shanon zdąrzył gdzieś zniknąć. Wzruszyłam ramionami i poleciałam za Yudarinem, który trochę krzywo, ale jednak leciał. Wreszcie wyczerpani padliśmy na śnieg i usnęliśmy nie patrząc na to gdzie leżymy.
________________________________________________________________
Wiem nudne, ale nie miałam w połowie już weny :(  
Azo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz