sobota, 4 sierpnia 2012

Krwawy wzrok

Moja wściekłość była wprost do nie opisania, wystarczył zaledwie tydzień, aby wataha o mnie zapomniała. Co jak co, ale żeby nawet Amber zapomniała mojego zapachu to, to mnie wprost zwaliło z nóg. Ciekawe czy mnie w ogóle szukali. Pokręciłem z nie dowierzaniem łbem, prędzej by sobie urządzili imprezę, na cześć mojego zaginięcia i tak prawdopodobnie było.
     Szedłem zdeterminowanym krokiem w stronę jaskini, nie zwracając uwagi na głupkowato chichoczące za mną wadery:
-On zawsze taki poważny jest?-zapytała Azo.
-Yhm,niestety-po jej odpowiedzi oczywiście nastąpiło krótkie "hihihi"
-Popatrz na niego, ciekawe co go tak zdenerwowało?
-Wszystko oczywiście, jak zawsze!-Amber o mało nie zwijała się ze śmiechu
Niezauważalnie pokręciłem drwiąco łbem i przyśpieszyłem kroku, bo jeszcze chwila takiego chichrania, a obie wilczyce skończyły by tak samo jak Farreni. Po chwili wader zostały daleko w tyle za mną, ponieważ musiały przyholować do jaskini upolowaną zdobycz. Kiedy straciłem je z oczu, doleciało do mnie wołanie Amber:
-Co z ciebie za dżentelmen, pomógłbyś może?
Prychnąłem i podwoiłem jeszcze tępo marszu. Właśnie takim pędem wpadłem na polanę przed jaskinią. Wszystkie dotąd "byczące" się wilki zerwały się na nogi w mgnieniu oka:
-Ooo Shanon!-wyrwało się Sei.
-Gdzieś ty był?-zapytał Kazan.
-Jak to gdzie? Pewnie na panienkach!- zarechotał Yudarin, a ja rzuciłem mu spojrzenie, pod wpływem którego powinien zmienić się w kopkę prochu. Jednak to nie nastąpiło, zamiast tego wilk skulił się z przerażenia.
Biedna Omega musiał dojrzeć moje krwiste, pełne furii oczy, na moje nieszczęście Ina także je dostrzegła. Nie zmniejszając tępa z jakim przebierałem łapami, wparowałem do jaskini, a zaraz za mną Ina. Nie zwracając na nią najmniejszej uwagi, ułożyłem się w najciemniejszym kącie groty, a wilczyca stanęła kilka metrów przede mną:
-Nie powinno tu ciebie być.-stwierdziła bez ogródek.
-Mi też miło ciebie widzieć.
-Shanon, ja nie żartuję wynoś się stąd, albo sama cię wyniosę!
-No dalej, chcę to zobaczyć.-prychnąłem.
-Z tobą gorzej niż z dzieckiem! Nie wiem co cię tak rozwścieczyło, ale zam wiesz że w takim stanie jesteś nieobliczalny. Idź  gdzieś, uspokój się zanim nas tu wszystkich powybijasz...
Naszą krótką wyminę zdań przerwała Amber swoim wtargnięciem do jaskini. Na jej widok Ina odrazu ucichła. Alfa zajęła miejsce pryz boku wadery, zmierzyła nas wzrokiem, a następnie zwróciła się do mojej kochanej kuzynki:
-Wyjdź!-Ina wytrzeszczyła na nią oczy- Przepraszam cię, ale jestem zła i chciałabym porozmawiać z tym matołem na osobności.
-Ale..-Amber uciszyła ją wskazując łapą wyjście.
-Twój wybór, ale chcę cię ostrzec, że...
-Ach, wyjdź już!!!-Ina wzruszyła ramionami i z ledwo widocznym uśmiechem opuściła jaskinię.-A teraz zajmę się tobą. Pierwsze pytanie: co ci do cholery odbiło!?
-Nie mam bladego pojęcia o czym mówisz?
-O tym że znikasz na tydzień, wracasz zachowujesz się jak dupek...
-Czyli jak zawsze.-przerwałem jej.
-Nieważne...mam tego dosyć! Kiedy ciebie tutaj nie było to było wszystko super, świetnie.
-Czyli że nie raczyliście mnie nawet poszukać, normalnie super dbasz o członków watahy.
-Ooo szukaliśmy cię, ale jak widać tylko niepotrzebnie zmarnowaliśmy czas i nie zamierzam więcej popełniać tego błędu.-Wadera niemal kipiała ze złości-Właśnie rozważyłam dawną propozycję Sei.-dodała już trochę spokojniej.
-Czyli?-zapytałem z brakiem zainteresowania.
-Czyli, że masz opuścić jaskinię i więcej nie wracać.-zero reakcji z mojej strony.-Słuchaj powiem ci to samo co Inie: WYJDŹ!!!
-Dobrze.-wstałem z mojego zacienionego kąta, a grzywka zasłaniająca do tej pory moje oczy osunęła się na bok odsłaniając krwisto czerwony blask.
Wadera otworzyła pysk ze zdziwienia, ale zaraz się skorygowała i go zamknęła:
-Co to?-zapytała bacznie mi się przyglądając.
-A tam taki bajer informujący, że wszystko co żywe powinno uciekać. Powinnaś posłuchać ostrzeżenia Iny, no ale Alfa wie wszystko najlepiej, nieprawdaż?-mówiłem zbliżając się do wadery, okrążyłem ją, a następnie usiadłem na wprost niej.- Boisz się.
-Nieprawda.-odrzekła pewna siebie.
-Pysk mówi jedno, a oczy drugie.
-Nie boje się ciebie.-warknęła i uderzyła mnie w twarz.
Warknąłem i złapałem się za krwawiący policzek. Amber zabierał się właśnie do ucieczki w stronę wyjścia z jaskini, ale w porę ja złapałem i przytrzymałem w miejscu:
-Chcesz jeszcze raz.-zjeżyła się gotowa do ataku.
-Oczywiście,że chcę.
Zamiast zaatakować wilczyce przyciągnąłem ja go siebie i pocałowałem. Zaskoczona nawet nie próbował się wyrwać. Zamiast tego wbiła swój wzrok w moje szkarłatne oczy i patrzyła jak powoli znika z nich krwisty blask, zastępowany zwykłym szarym odcieniem. Po krótkiej chwili, która moim zdaniem trwała wieczność, wypuściłem wilczycę z objęć:
-Wybacz nie mogłem się oprzeć.-mruknąłem.- Teraz mogę spełnić twoją prośbę i odejść. -rzuciłem na odchodnym zmierzając ku wyjściu z groty.
________________________________________________________________________
Serdecznie przepraszam Amber, że trochę zmieniłem jej charakter i was wszystkich za to że nota trochę nudna, ale wena nasz pan, wiec co robić?
Shanon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz