sobota, 4 sierpnia 2012

Powrót

Minął tydzień, a Shanona nigdzie nie było. Szukaliśmy go przez pierwsze dwa dni, lecz potem wszyscy dali sobie spokój, a Yudarin stwierdził, iż wilk po prostu uciekł od tej "zgrai psychicznie chorych wilków".
- Może Farreni go porwali?- zagadnęłam Seę, kładąc się koło niej.
- To nie było by takie złe- zażartowała, bawiąc się z Huntem.
- W ogóle- zaśmiałam się, jednak bez humoru.- Może Yudarin ma rację?
- Z czym?
- No wiesz... Że Shanon postanowił odejść.
- Tak bez słowa?- oburzyła się, robiąc przy tym śmieszną minę.
- Przecież go znasz- pokręciłam łbem, kładąc się na plecach i wpatrując się w zachmurzone niebo.
- Znam- zgodziła się, zerkając na mnie.- I do tej pory nie przychodziło mu do głowy uciekanie od nas.
- Wielokrotnie gdzieś znikał.
- Ale nigdy na tak długo. Może ty masz rację i go porwali.
- Jeśli tak, to za wiele nie możemy zrobić.- Odezwał się znajomy głos, a chwilę później pojawiła się Azo.
- Dlaczego?
- Od razu was złapią, założą bransolety, a wtedy to już kaplica- stwierdziła, siadając naprzeciwko nas.
- Skąd wiesz?- spytałam podejrzliwie, jeszcze za bardzo jej nie znałam i nie ufałam.
- Raz widziałam, jak złapali jakiegoś wilka.- Wzruszyła ramionami, ignorując mój ton.
- Aaaaamber, głodna jestem.- Zaskomlała Kirian, podbiegając do mnie i lądując na moich łapach.
- Już?- jęknęłam, wykończona ich ciągłym apetytem.- Przecież rano jadłaś.
- Ale ja musę rosnąć- zaprzeczyła stanowczo, szukając poparcia u Hunta. Znalazła go.
- Właśnie, my musimy więcej jeść.- Zgodził się, patrząc na mnie jak na idiotkę.
- Ale pyskate się zrobiły...- Mruknęłam cicho, wstając.
- Mogę pójść z Kazanem na polowanie.- Zaoferowała sie Sea, również dźwigając się na łapy.
- Nie, dzisiaj już polowałaś. Ja pójdę z...- zamyśliłam się na chwilę.- Z Azo.- Zadecydowałam w końcu, wykorzystując okazję bliższego poznania wadery.
- Fajnie.- Uśmiechnęła się wilczyca, wesoło biegnąc w stronę lasu. Potruchtałam za nią.
- Tam jest stado jeleni.- Powiedziałam, wskazując łapą na wschód.
- Szybko znalazłaś trop.- Zdziwiła się, idąc we wskazanym kierunku.
- Mam moc natury- wyjaśniłam, skradając się do łani.- Wyczułam wibracje. Tamta kuleje. Ja zajdę od tyłu, ty z boku.
- Jasne.- Kiwnęła głową.
 Zaczęłam się czołgać na łapach, próbując robić jak najmniej hałasu. Łania jednak wyczuła mą obecność, więc stała się ostrożniejsza. Rozglądnęła się dookoła, lecz w wysokiej trawie moje futro było niemal niezauważalne. Wyszczerzyłam kły, trochę się zbliżyłam i skoczyłam. Nie udało mi się jednak na niej wylądować, gdyż zwierzę ruszyło z kopyta. Zaczęłam za nią biec, powoli doganiając. Ponownie odbiłam się łapami od ziemi i zatopiłam pazury z jej tyle, a z pomocą przyszła mi Azo, powalając łanię i wbijając kły w tętnicę, kończąc tym samym agonię zwierzęcia.
- Dobra robota.- Pochwaliłam ją, lecz nagle umilkłam. Stanęłam dęba, czując czyiść zapach.
- Co się stało?- spytała cicho Azo, przybierając bojową pozycję.
- Nie czujesz zapachu?- szepnęłam, rozglądając się po okolicy.
 Wadera zaczęła węszyć i po chwili przytaknęła mi.
- Faktycznie, zapach jakiegoś wilka.
- Chyba się do nas zbliża.- Mruknęłam.
 Wyczułam pod ziemią, iż przybysz idzie naprzeciwko nas, więc kazałam Azo się schować, by w razie potrzeby mi pomóc, a ja zaczęłam się do niego zbliżać. Ostrożnie stawiałam każdy krok, gotowa się bronić.
"Boże, naprawdę stałam sie taka nieufna?!" pomyślałam, analizując swoje zachowanie. Momentalnie wyprostowałam się i zrobiłam swobodną postawę, jakbym nie spodziewała się nieznajomego. Chwilę potem usłyszałam warczenie zza krzaków. Wydałam ostrzegawcze warknięcie, pokazując kły.
 Nim się obejrzałam leżałam na plecach, przygwożdżona przez czyjeś ciało. Nade mną był warczący... SHANON?!
- Amber?!- krzyknął, zaskoczony.
- Tak, debilu, a teraz złaź ze mnie.- Wyharczałam, przyduszana przez niego.
- O, tak.- Mruknął, schodząc ze mnie.
- Dziękuję.- Warknęłam z sarkazmem, dźwigając się na łapy.
- Proszę bardzo.- Przewrócił oczami z dezaprobatą.
- Amber, wszystko w porządku?- spytała wilczyca, podchodząc do nas nieśmiało.
- Tak, tak. Tylko ledwo oddycham.- Westchnęłam, patrząc na basiora "wilkiem".- Masz tendencje do duszenia mnie, wiesz?- zapytałam go z sarkazmem.
- Inaczej nie potrafię na ciebie reagować.- Uśmiechnął się kwaśno, dopiero teraz zwracając uwagę na Azo.- A ta to kto?
- Nowa w Watasze.- Odparłam bez entuzjazmu.- Ma na imię Azo. A ten tutaj- wskazałam łapą na wilka.- To jest Shanon.
- To ty zaginąłeś.- Mruknęła, uśmiechając się.
- Geniusz z ciebie.- Odparł z ironią, po czym zaczął iść w stronę domu.
- Nie przejmuj się- mruknęłam jej na ucho.- On dla nikogo nie jest miły.
_________
Wiem, że nudne, ale w połowie straciłam wenę, no i jakoś musiałam zakończyć.... Shanon, jeśli inaczej wyobrażałeś sobie powrót, to mogę zmienić.
PS. Sorki za tą czcionkę, nie wiem czemu taka się zrobiła ;/.
Amber

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz