środa, 1 sierpnia 2012

Morderstwo

     Shanon trochę mnie rozdrażnił, ale szczerze mówiąc miał rację. Chyba czekałam na jakiś cud. Postanowiłam uciec jeszcze tej samej nocy. Akurat trwała pełnia. Moja moc była silniejsza, więc z łatwością uśpiłam strażnika i całą resztę wioski. Problem pojawił się, kiedy miałam otworzyć klatkę. Zaczęłam rzucać się w niej na wszystkie strony. W siatce robiło się coraz więcej dziwnie pofałdowanych drutów. W końcu przekopałam się pod spodem. Druty zadrapały mnie na plecach. Mimo iż czułam palący ból zignorowałam go i pobiegłam. Stać mnie jednak było tylko na trucht. Ból pleców okropnie mi przeszkadzał. Dotarłam do jakiegoś strumienia i zagłębiłam się w nim. O dziwo był głębszy niż mi się wydawało. Po chwili woda zabarwiła się moją krwią. Kiedy w końcu moje plecy przestały krwawić wyszłam z wody. Jej strumienie ściekały z mojego futra. Otrzepałam się i ruszyłam dalej. Udało mi się zmusić siebie do szybszego biegu. Wkrótce zarejestrowałam wzrokiem cztery leżące postacie. Biło od nich ciepło i w ten sposób ich zauważyłam. Jedno z ciał podniosło głowę i ujrzałam oczy Shanona. Uśmiechnęłam się pod nosem. Dotarłam do swojej watahy. Zwolniłam i zaczęłam truchtać. Trzy długie szramy na plecach dawały mi się we znaki. Ponadto znów zaczęły krwawić i moje białe futro na plecach pokryło się krwią. Powoli dotarłam do jaskini i położyłam się w najciemniejszym kącie. Shanon cały czas mi się przyglądał. Spojrzałam na niego smutno i usnęłam. Rano obudził mnie jakiś nowy wilk. Spojrzałam mu w oczy i ujrzałam w nich zdumienie:
- Coś się stało? - Zapytałam walcząc z snem.
- Nic. Ty jesteś Seoma?
- Tak, a ty?
- Kazan. Miło mi cię poznać. Radziłbym ci opatrzyć tą ranę.
- A co?
- No wiesz. Masz całe czerwone plecy.
- Wiem. - Podniosłam się chwiejnie z ziemi i wyszłam z jaskini. - A gdzie reszta?
- Amber i Sea poszły na polowanie, a Shanon sam nie wiem. Mówił, że niedługo wróci.
- Rozumiem. Idę nad strumień.
- Idę z tobą, nie lubię siedzieć sam. - Ruszyłam powoli przed siebie prosto w stronę strumienia. Obok mnie szedł Kazan. Kiedy weszłam do wody od razu zabarwiając ją na czerwono. Kazan położył się na brzegu i spoglądał leniwie przed siebie. Kiedy woda znów stała się przejrzysta spojrzałam na swoje plecy. Trzy długie szramy przecinały je tworząc wielkie blizny. Westchnęłam. Wyszłam z wody i otrzepałam się. Po chwili ruszyłam w kierunku jaskini, a za mną Kazan. Położyłam się przed nią pozwalając mojemu futru całkowicie wyschnąć. Kazan usiadł niedaleko mnie i przyglądał się mi uważnie:
- Tak właściwie, to co się działo, kiedy mnie nie było? - Zapytałam, przerywając niezręczną ciszę. 
- Nic ciekawego. Amber i Sea chciały cię znaleźć, a ja poszedłem za nimi. Szybko wróciłem. To nie miało większego sensu. Shanon mówił, że cię znalazł.
- Znalazł.
- Opowiedz jak uciekłaś?
- Niezbyt przyjemna historia. Pewnie trochę cię to zdziwi no, ale musiałam to zrobić.
- Co się stało?
- Najpierw wszystkich uśpiłam, a potem zaczęłam rzucać się po klatce. Udało mi się stworzyć otwór na tyle duży, żeby się przez niego przecisnąć, ale wtedy się zadrapałam. Dobiegłam do strumienia i obmyłam ranę, a potem dotarłam do was.
- No i, co w tym takiego dziwnego.
- Nie wiesz, co to znaczy "uśpić"?
- No, że kogoś usypiasz. No i ten ktoś się obudzi.
- Problem w tym, że oni się nie obudzą.
- Co?
- To, co usłyszałeś.
- Jak to się nie obudzą.
- Wczoraj była pełnia. Moje moce działały silniej niż zazwyczaj. Jeśli w pełnie kogoś uśpię ten ktoś już nigdy się nie obudzi. Cała wioska zasnęła na wieki i nie obudzi się już nigdy. Za tydzień wszyscy umrą. 
- Czyli?
- To było morderstwo. - Powiedziałam tak cicho, że nie byłam pewna czy mnie usłyszał. Z jego twarzy znikł uśmiech, który cały czas na niej gościł. Spojrzał na mnie dziwnie. Moje oczy stały się szkliste. Szybko się jednak opanowałam i weszłam do groty. Kazan nie wszedł za mną. Siedziałam cicho jak mysz. Nagle do jaskini wszedł nikt inny jak Shanon. Nawet na niego nie spojrzałam i utkwiłam swój wzrok w ścianie udając, że jest ona bardzo interesująca. Było mi żal tego, co zrobiłam. Nie chciałam niszczyć tyle życia. Niestety, co się stało już się nie odstanie:
- Możesz przestać udawać, że interesuje cię tak ta ściana? - Zapytał mnie wilk po kilkunastu minutach.
- Nie interesuję się ścianą. Po prostu myślę.
- Kazan mi powiedział.
- Pepla.
- Bo mu kazałem.
- No to nie jest pepla. 
- Czemu to zrobiłaś?
- Nie zdążyłam opanować mocy.
- Czyli Wilki Nocy też mogą czasami nie być opanowane.
- Tylko w pełnię. Często dopada niektórych szaleństwo. Inni mają za bardzo zwiększoną moc i nie potrafią nad nią zapanować. Ja należę do tych drugich. Niestety. Już bym wolała oszaleć niż zniszczyć tyle życia. Nie żeby było mi żal tych ludzi i psów. Po prostu smuci mnie to, że mogę stać się potworem.
- Rozumiem. Na mnie też narzekałyście.
- No dobra, ale ty nigdy tak wiele nie zabiłeś i nie mówię tu o polowaniach. Nie zabiłeś około trzystu ludzi i psów. Razem jakieś sześćset żyć i, co? Mi nie jest przyjemnie żyć z taką świadomością, ale co cię to obchodzi. - Nastała cisza, którą przerwało nagłe pojawienie się Amber i Sei. Ciągnęły ze sobą trzy wielkie jelenie. Uściskałyśmy się i już po chwili wszyscy pałaszowaliśmy mięso.
_______________________________________________
Wiem słabo, ale taki nagły napad weny. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nawet nie za bardzo wiem, co napisałam no, ale cóż. Nie wińcie mnie za to, bo to nie ja tylko taki potwór zwany weną. Wróciłam z wioski trupów do żywych XD Sorry, że tak bez zapowiedzi, ale nie chciało mi się pisać komentarza :)   


SEOMA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz