Shanon trochę mnie rozdrażnił, ale szczerze mówiąc
miał rację. Chyba czekałam na jakiś cud. Postanowiłam uciec jeszcze tej
samej nocy. Akurat trwała pełnia. Moja moc była silniejsza, więc z
łatwością uśpiłam strażnika i całą resztę wioski. Problem pojawił się,
kiedy miałam otworzyć klatkę. Zaczęłam rzucać się w niej na wszystkie
strony. W siatce robiło się coraz więcej dziwnie pofałdowanych drutów. W
końcu przekopałam się pod spodem. Druty zadrapały mnie na plecach. Mimo
iż czułam palący ból zignorowałam go i pobiegłam. Stać mnie jednak było
tylko na trucht. Ból pleców okropnie mi przeszkadzał. Dotarłam do
jakiegoś strumienia i zagłębiłam się w nim. O dziwo był głębszy niż mi
się wydawało. Po chwili woda zabarwiła się moją krwią. Kiedy w końcu
moje plecy przestały krwawić wyszłam z wody. Jej strumienie ściekały z
mojego futra. Otrzepałam się i ruszyłam dalej. Udało mi się zmusić
siebie do szybszego biegu. Wkrótce zarejestrowałam wzrokiem cztery
leżące postacie. Biło od nich ciepło i w ten sposób ich zauważyłam.
Jedno z ciał podniosło głowę i ujrzałam oczy Shanona. Uśmiechnęłam się
pod nosem. Dotarłam do swojej watahy. Zwolniłam i zaczęłam
truchtać. Trzy długie szramy na plecach dawały mi się we znaki. Ponadto
znów zaczęły krwawić i moje białe futro na plecach pokryło się krwią.
Powoli dotarłam do jaskini i położyłam się w najciemniejszym kącie.
Shanon cały czas mi się przyglądał. Spojrzałam na niego smutno i
usnęłam. Rano obudził mnie jakiś nowy wilk. Spojrzałam mu w oczy i
ujrzałam w nich zdumienie:
- Coś się stało? - Zapytałam walcząc z snem.
- Nic. Ty jesteś Seoma?
- Tak, a ty?
- Kazan. Miło mi cię poznać. Radziłbym ci opatrzyć tą ranę.
- A co?
- No wiesz. Masz całe czerwone plecy.
- Wiem. - Podniosłam się chwiejnie z ziemi i wyszłam z jaskini. - A gdzie reszta?
- Amber i Sea poszły na polowanie, a Shanon sam nie wiem. Mówił, że niedługo wróci.
- Rozumiem. Idę nad strumień.
-
Idę z tobą, nie lubię siedzieć sam. - Ruszyłam powoli przed siebie
prosto w stronę strumienia. Obok mnie szedł Kazan. Kiedy weszłam do wody
od razu zabarwiając ją na czerwono. Kazan położył się na brzegu i
spoglądał leniwie przed siebie. Kiedy woda znów stała się przejrzysta
spojrzałam na swoje plecy. Trzy długie szramy przecinały je tworząc
wielkie blizny. Westchnęłam. Wyszłam z wody i otrzepałam się. Po chwili
ruszyłam w kierunku jaskini, a za mną Kazan. Położyłam się przed nią
pozwalając mojemu futru całkowicie wyschnąć. Kazan usiadł niedaleko mnie
i przyglądał się mi uważnie:
- Tak właściwie, to co się działo, kiedy mnie nie było? - Zapytałam, przerywając niezręczną ciszę.
-
Nic ciekawego. Amber i Sea chciały cię znaleźć, a ja poszedłem za nimi.
Szybko wróciłem. To nie miało większego sensu. Shanon mówił, że cię
znalazł.
- Znalazł.
- Opowiedz jak uciekłaś?
- Niezbyt przyjemna historia. Pewnie trochę cię to zdziwi no, ale musiałam to zrobić.
- Co się stało?
- Najpierw wszystkich uśpiłam, a potem zaczęłam rzucać się po klatce. Udało mi się
stworzyć otwór na tyle duży, żeby się przez niego przecisnąć, ale wtedy
się zadrapałam. Dobiegłam do strumienia i obmyłam ranę, a potem dotarłam
do was.
- No i, co w tym takiego dziwnego.
- Nie wiesz, co to znaczy "uśpić"?
- No, że kogoś usypiasz. No i ten ktoś się obudzi.
- Problem w tym, że oni się nie obudzą.
- Co?
- To, co usłyszałeś.
- Jak to się nie obudzą.
-
Wczoraj była pełnia. Moje moce działały silniej niż zazwyczaj. Jeśli w
pełnie kogoś uśpię ten ktoś już nigdy się nie obudzi. Cała wioska
zasnęła na wieki i nie obudzi się już nigdy. Za tydzień wszyscy umrą.
- Czyli?
-
To było morderstwo. - Powiedziałam tak cicho, że nie byłam pewna czy
mnie usłyszał. Z jego twarzy znikł uśmiech, który cały czas na niej
gościł. Spojrzał na mnie dziwnie. Moje oczy stały się szkliste. Szybko
się jednak opanowałam i weszłam do groty. Kazan nie wszedł za mną.
Siedziałam cicho jak mysz. Nagle do jaskini wszedł nikt inny jak Shanon.
Nawet na niego nie spojrzałam i utkwiłam swój wzrok w ścianie udając,
że jest ona bardzo interesująca. Było mi żal tego, co zrobiłam. Nie
chciałam niszczyć tyle życia. Niestety, co się stało już się nie
odstanie:
- Możesz przestać udawać, że interesuje cię tak ta ściana? - Zapytał mnie wilk po kilkunastu minutach.
- Nie interesuję się ścianą. Po prostu myślę.
- Kazan mi powiedział.
- Pepla.
- Bo mu kazałem.
- No to nie jest pepla.
- Czemu to zrobiłaś?
- Nie zdążyłam opanować mocy.
- Czyli Wilki Nocy też mogą czasami nie być opanowane.
-
Tylko w pełnię. Często dopada niektórych szaleństwo. Inni mają za
bardzo zwiększoną moc i nie potrafią nad nią zapanować. Ja należę do
tych drugich. Niestety. Już bym wolała oszaleć niż zniszczyć tyle życia.
Nie żeby było mi żal tych ludzi i psów. Po prostu smuci mnie to, że
mogę stać się potworem.
- Rozumiem. Na mnie też narzekałyście.
-
No dobra, ale ty nigdy tak wiele nie zabiłeś i nie mówię tu o
polowaniach. Nie zabiłeś około trzystu ludzi i psów. Razem
jakieś sześćset żyć i, co? Mi nie jest przyjemnie żyć z taką
świadomością, ale co cię to obchodzi. - Nastała cisza, którą przerwało
nagłe pojawienie się Amber i Sei. Ciągnęły ze sobą trzy wielkie jelenie.
Uściskałyśmy się i już po chwili wszyscy pałaszowaliśmy mięso.
_______________________________________________
Wiem
słabo, ale taki nagły napad weny. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nawet
nie za bardzo wiem, co napisałam no, ale cóż. Nie wińcie mnie za to, bo
to nie ja tylko taki potwór zwany weną. Wróciłam z wioski trupów do
żywych XD Sorry, że tak bez zapowiedzi, ale nie chciało mi się pisać
komentarza :)
SEOMA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz