piątek, 3 sierpnia 2012

Mój biedny, mały móżdżek...

Dźwignąłem się z ziemi zwalając z siebie Axela. Niestety nie udało mi się go pozbyć. Diabeł ciągle tylko jazgotał, wiercił się jakby miał robale w dupie, że się tak wyrażę i wykonywał tym podobne czynności. Ja, Amber i Ina jak beż zycia od dobrej godziny leżeliśmy bezczynnie w miejscu gapiąc się na brykające szczeniaki. Sea niedawno wróciła, ale miała jakiś mieszany nastrój i widząc, że jej diabeł nie chce spać sama poszła do jaskini i usnęła. Shanon ku naszemu zaskoczeniu przywlókł jakiegoś zająca i powiedział, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy robi coś dla "nich". Od jakiegoś czasu w ogóle nie potrafiłem się skupić, a mój mózg zapewne przypominał kotlet mielony. Rozgrzałem krótko swoje łapy i połozyłem się w swojej "kryjówce" jak to zwykli wszyscy nazywać. Axel podążył za mną i położył się obok mnie. Z cichym westchnięciem usnąłem. Kolejnego dnia obudziło mnie głośne krakanie kruka, który posłużył mi za śniadanie. Zadowolony oblizałem paszczę i padłem bezwładnie na śnieg. Obok mnie na plecach położył się ten szczeniak i gapił się bezmyślnie w niebo, gdyby jeszcze było je widać, bo całe przykrywały szare, ciemne chmury, z których tego samego dnia ponownie miał spaść śnieg. Wkrótce znudzony poszedł obudzić resztę swojego przeklętego rodzeństwa i wszystkie bachorki wypadły na zewnątrz głośno ujadając. Zatkałem sobie uszy starając się uspokoić rozbiegane myśli. Zaraz z nory wyskoczyła podenerwowana Hessa i nakazała mi uciszyć diabły:
- Sama spróbuj jak jesteś taka mądra. - Brzmiała odpowiedź. Spojrzała na mnie zirytowana i weszła między drzewa. Zaraz po niej z jaskini wyszła Amber. Wyglądała wręcz tragicznie. Wory pod oczami, zmęczony wyraz twarzy. Katastrofa ekologiczna. Spojrzała na bachorki skaczące po śniegu wściekle, ale po chwili zrezygnowana wzięła ze mnie przykład i położyła się na śniegu.
- Ile już tu tak leżysz?
- Parę minut. Przed chwilą się obudziłem.
- Axel?
- Nie tym razem to był kruk. Wredne ptaszysko. - Mruknąłem w odpowiedzi i przymknąłem oczy próbując skupić się na czymkolwiek, ale jedyne, co mi przychodziło do głowy to, to jak irytujące są te diabły. Nie wytrzymamy z nimi psychicznie. Po porstu chyba nie damy rady. Wkrótce z jaskini wyszła też Sea, a po niej Ina. Obie obięły warty przy swoich bachorkach otaczając je tak, aby nie mogły wyjść poza krąg. Wszystkie trzy wadery rozpoczęły cichą rozmowę starając się nie działać sobie na nerwy. Wkrótce dołączył do nas Kazan, a po południu przyszedł Shanon. Wolnym truchtem razem z Amber i Seą ruszyliśmy na polowanie. Nasze kroki wolniejsze już byc nie mogły i dopiero, po chwili moje spowolnione tego dnia myślenie obudziło zmysły. Poczułęm zapach jeleni, co natychmiast mnie rozbudziło. Zacząłem węszyć, a po chwili wzięła ze mnie przykład Sea. Ruszyliśmy szybko przed siebie chcąc jak najszybciej mieć to za sobą i jednocześnie jak najdłużej przebywać z dala od wyczerpujących wilczków. Wreszcie dwa wychudzone jelenie należały do nas i powoli zawlekliśmy je w stronę jaskini.
- Dłużej już się nie dało! - Krzyknął Kazan zamiast dziękuję i rzucił się na jedzenie. Zaraz za nim skoczył Shanon, a potem Ina, Hessa i bachorki. Ja osobiście wyrwałem sobie spory kawał mięsa i odeszłem trochę od kłębowiska różnokolorowego futra. Przed oczami mignęło mi białe futro Sei walczącej z Kazanem o kawałek uda. Gdy wszyscy już się posilili, co spowodowało rozleniwienie się diabłów (dzięki ci Boże) wszyscy pokładli się w różne kąty polany rozmawiając ze sobą. Ja osobiście nie miałem z kim i o czym gadać, więc leniwie położyłem się na śniegu wyciągając jedną łapę przed siebie. Wreszcie miałem okazje odpocząć, co też z radością uczyniłem zasypiając. Obudziłem się jednak szybko szturchany przez Axela, który przerażony wskazywał coś swoją małą łapką.
- Co chcesz? - Mruknąłem sennie.
- Wiewiórka. - Wydukał.
- Co? Jaka wiewiórka? - Zapytałem rozglądając się sennie. Mój wzrok zatrzymał się na Preclu. Ten lis zaczynał już mnie denerwować.
- Hej Yudarin. Chyba nie przeszkadzam.
- Nie skądże tylko chciałem się przespać.
- To może ja już pójdę.
- Idź. - Powiedziałem i usnąłem. Byłem wyczerpany niewiedzieć, dlaczego. Dopiero wieczorem się obudziłem, kiedy wszyscy prócz mnie, Hessy i Axela byli w jaskini. Wadera siedziała w swojej norze, a wilczek starał się chyba wejść pode mnie, bo wiał potwornie zimny i porywisty wiatr. Szybko ruszyłem do swojej kryjówki, a wilczek podążył trybem natychmiastowym za mną. Kiedy zwinąłem się w kłębek i otuliłem skrzydłami szczeniak leżący obok mnie zaczął głośno skamleć. Ze zniecierpliwieniem uniosłem jedno skrzydło, a diabeł natychmiast wszedł pod mnie i przytulił się do mojego ciepłego brzucha. Owinąłem się ponownie i znów usnąłem chowając głowę pod skrzydła. Rano obudziłem się przysypany śniegiem. Najpierw otrzepałem swoją głowę, a potem podniosłem się i cały się otrzepałem. Axel dalej spał z resztą tak jak cała reszta watahy. Ze zdumieniem ujrzałem iż wejście do jaskini było prawie całkiem zasypane, ale nora Hessy już w ogóle.
- Halo! Ktoś mnie stąd wypuści?! - Rozległ się stłumiony głos wadery, na którego dźwiek uśmiechnąłem się wesoło. Ruszyłem w jej kierunku starając się odnaleźć miejsce, gdzie Hessa była zakopana. Zacząłem kopać i już wkrótce z dziury w śniegu wyjrzała głowa wilczycy.
- O dzięki. Zasypało mnie trochę.
- Trochę? - Zapytałem uśmiechając się. Szybko rzuciłem się w śnieg zapadając się po samą szyję. Wyszedłem z dziury i otrzepałem się ze śniegu. Niedługo po mnie i Hessie obudziła się cała reszta watahy. Oni też mięli mały problem z wykopaniem się. Gdy już im się to udało wyszli szybko i wyznaczona grupka ruszyła na polowanie. Szczeniaki wprost szalały, co jakiś czas rzucając w nas śnieżkami, co nie obyło się bez moich głośnych protestów. Wreszcie Amber wrzasnęła na mnie:
- Yudarin zamknij się!
- Ale oni...
- Cicho siedź.
- Ale...
- Żadne, ale zamknij paszczę.
- Dobra, ale to nie moja wina, że mój biedny, mały móżdżek boli.
- A ty w ogóle jakiś masz? - Zapytał Shanon wchodząc na polanę.
- Nie wiem. Z resztą, co mnie to obchodzi? - Zapytałem uśmiechając się. Miałem dziwnie wesoły nastrój i nawet Shanon nie potrafił go zepsuć swymi cennymi i jakże przydanymi docinkami.
____________________________________________________
No to skończyłem. Wiem, że nudne, ale nie mam za wiele tej weny i wycisnąłem z siebie jej resztki. Nie chce mi się sprawdzać, więc za wszystkie błędy i niezgodności przepraszam. A co do tytułu nie mogłem nic wymyślić.
Yudarin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz