Rano. Nowy dzień. Nowe kłopoty.
- Dobra wataho.- zaczęła Amber.- Po pierwsze dzień dobry. Po drugie dziś wszyscy mamy wolne, poza Seą. My idziemy kurować nasze biedne nerwy i uszy, a ty zostajesz i pilnujesz szczeniaków za karę.
Wszyscy wydali okrzyki radości i wybiegli z jaskini. Mogłam się tego spodziewać. Yudarin stał jeszcze chwilę w wejściu i tłumaczył Axelowi że ma zostać a potem dołączył do reszty. Cała czwórka teraz bawiła się z sobą w jaskini. Mój (nazwałam do Hunt), Amber- Kirikan, Yudarina- Axel i bezimienny Iny. Położyłam się zrezygnowana w wejściu, a bachory nadal się bawiły, tylko przeniosły się bliżej mnie. A ja po prostu leżałam i myślałam o niebieskich migdałach. Byłam ciekawa gdzie poszli. A swoją drogą to podłe z strony Amber, że mnie tak urządziła. Powinna Omegę zostawić z tymi szczeniakami. Nawet nie zauważyłam kiedy szczeniaki przestały się bawić z sobą, a zaczęły bawić się MNĄ. Zjeżdżały wzdłuż karku, szarpały uszy i macały ogon. W sumie mi to nie przeszkadzało. Byle by nie przesadzały. Ale w końcu któryś przesadził i tam mnie ugryzł w ucho, że zrobiła się tam rana. Wstałam gwałtownie, tak że wszystkie bachory pospadały ze mnie.
- Nie uważasz, że trochę przesadziłeś?- zapytałam szorstko.
- Nie.
- Bezczelny bachor.- mruknęłam do siebie.- Idę coś upolować. Nie ruszajcie się z jaskini.
I poszłam. W krzakach znalazłam trzy zające. Zabiłam, zaniosłam i zjadły, a potem znów zaczęły się bawić. Tym razem położyłam się na zewnątrz, na śniegu. Po paru minutach zauważyłam, że coś leci w moją stronę. Potem jak się przybliżyło to zauważyłam, że to wielki, płonący feniks. Lecąc zostawiał za sobą śliczną pomarańczową smugę. Podleciał niedaleko mnie, zrobił dwa koła w powietrzu i poleciał dalej. Średnio wiedziałam co o tym myśleć. Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
Obudziłam się parę godzin później. Z jaskini dobiegały wesołe głosy. To wataha wróciła z "urlopu". Szczeniaki spały.
- Moja droga Alfa pozwoli, że na chwilę się oddalę od watahy.- spytałam Amber.
- Ależ oczywiście. A gdzie idziesz?
- Napić się.
- Ale strumień zamarzł.
Magią uniosłam trochę śniegu, stopiłam, i z powrotem zamieniłam w śnieg.
- Zapomniałam. Idź.
Pobiegłam. W sumie nie chciało mi się pić. Chciałam tylko od nich uciec.
< Oj Sea, powoli stajesz się Seomą.>
- E tam. Nie mogę się porównywać do Seomy. Seoma była... dobra. Trochę inna ale dobra.
< A ty nie jesteś dobra?>
- Nie, chyba nie.
Popatrzyłam na zamarznięty strumień. Wytopiłam, małą krę, aby była insynuacja że piłam. Wróciłam przed jaskinię. Shanon znów coś dyskutował z Yudarinem, potem Yudarin wcisnął się do swojej nory, Shanon coś jeszcze wrzeszczał, potem z jaskini wyszła Hessa, Shanon coś jej powiedział, potem razem wrzeszczeli na Yudarina, następnie z nory wyszła głowa Yudarina, coś wywrzeszczała i wróciła, a Hessa i Shanon trochę jeszcze powrzeszczeli, potem Shanon pobiegł do siebie, Hessa do jaskini.
- Wszystko w porządku?- zapytałam Yudarina.
- Jeżeli jesteś Shanonem albo Hessą to nie!
- Jestem Seą.
Wilk wyszedł z nory.
- Tak, wszystko w porządku.
- O co znów poszło?
- Właściwie już nie pamiętam.
- Sea, Kazan, pójdziecie na polowanie.- krzyknęła Amber z jaskini. Potem z jaskini wyszedł Kazan i razem poszliśmy na polowanie.
_________________________________________________________
Ojejku wiem że nudne, ale coś wena mi się skończyła.
Sea
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz