piątek, 3 sierpnia 2012

Wykiwany przez Farrenów

Leżałem w cieniu drzewa, wsłuchując się beznamiętnie w rozmowy prowadzone przez wilki. Wzrok miałem od pewnego czasu (nie mam bladego pojęcia czy od kilku minut, czy od paru godzin) wbity w jedno miejsce.
" Nasza egzystencja zeszła do poziomu zero, jeśli nie nawet do minusowego."- pomyślałem.
Każdy dzień przypominał poprzedni, a w krótkim czasie zlewały się w jedną całość, co dawało wrażenie że czas w ogóle nie posuwa się do przodu. A wszystko to za sprawą naszego rozkładu dnia:
1.Wstają dorośli
2.Ina dźga patykiem Yudarina
3.Budzą się potwory
4.Nastaje ogólny chaos i furia
5.Wkurzony idę coś upolować
6.Następnie jemy.
7.Szczeniaki mają drzemkę(święty czas spokoju)
8.Powrót potworów do żyli chaosu ciąg dalszy.
9.Ściemnia się i idziemy do jaskini, by kontynuować podpunkt chaosu
10.Wyczerpani idziemy spać
     Z rozmyślań wyrwał mnie szczególnie mocny, mroźny powiew wiatru. Spojrzałem w niebo i stwierdziłem, że właśnie nastał czas panowania podpunktu dziewiątego. Jak na zawołanie, Amber uciszyła wszystkie rozmowy wołając:
-Ściemnia się już powoli, chodźcie idziemy do jaskini trochę się ogrzać.
Nikt się nie sprzeciwił, zamiast tego wszyscy jak zombi wlekli się w stronę groty. nagle kątem oka zauważyłem że Kazan odłączył się od tej pielgrzymki i pognał w stronę lasu. "Jedyny mądry się znalazł"-pomyślałem- "Ja też już nie mogę wytrzymać, chyba pora pójść w ślady Kazana". Zastanowiłem się nad tą opcją jeszcze chwilę i stwierdziłem że więcej jest za niż przeciw.
     Nawet się nie żegnając, pobiegłem w stronę przeciwną do Kazana. Biegłem i biegłem rozmyślając nad tym co teraz sam będę robił:
"Może odwiedzę starych znajomych"-pomyślałem, a po chwili rozbrzmiał mój śmiech.-"Przecież ja nie mam znajomych".
     Zajęty naśmiewaniem się z samego siebie, nawet nie zauważyłem, jak wbiegłem na zamarznięty strumień. Łapy rozjechały mi się w cztery strony świata, w rezultacie czego uderzyłem głucho w lód przy okazji wybijając w nim łbem dziurę. kiedy wstałem, czułem jak każda komórka mojego ciała krzyczy z bólu, ale przynajmniej był jeden plus tego upadku-mogłem się napić.
     Delektując się siorbaniem, lodowatej wody usłyszałem szmer. Nie przerywałem wykonywanej czynności. jedynie nastawiłem uszy i wzrok wbiłem w taflę wody. Nagle w jej odbiciu ujrzałem wilka. Uskoczyłem czym prędzej i odwróciłem się w stronę nieznajomego. Dopiero wtedy dostrzegłem,że na jego grzbiecie siedzi człowiek, a sam wilk ma nałożone siodło i uzdę. Zdziwiony tym niecodziennym widokiem, nawet nie zauważyłem, że z tyłu mnie podchodzi jeszcze kilku takich dziwolągów. Zauważyłem ich dopiero kiedy , zwalili mnie złap i złapali na dziwne lasso.
Dziwne, ponieważ ku mojemu zdziwieniu nie dało się go przegryźć. Kiedy tak leżałem zastanawiając co się w ogóle dzieje, człowiek który stał wej przede mną zsiadł z wilka i zakneblował mi pysk taśmą, pozostała czwórka która była za mną także zsiadła i zapięła mi na łapach po bransolecie. Oniemiały czułem jak to coś odbiera mi moce. Kiedy skończyli, zaczęli ze sobą rozmawiać:
-Ładna sztuka, nieprawdaż?
-Tak, ale widzieliście jego minę kiedy go związaliśmy?
-Hahaha wszystkie wilki taką mają, to takie zdruzgotanie pomieszane z furią.
-No co bydlaku się tak na nas patrzysz?-człowiek zwrócił się do mnie i zadał porządnego kopniaka.
-Nieważne podnieście go i wracamy do wioski.-odpowiedział inny.
Człowiek zaczepił lasso o swojego wilka i z wysiłkiem zaczął mnie holować (nie miałem zamiaru wstać i iść o własnych siłach). Niedługo potem dotarliśmy do wozu na którym stały klatki, oczywiście pojazd był zaprzężony wilki. Zastanawiałem się o co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego one były popychadłami ludzi? Nie wymyśliwszy żadnej odpowiedzi, zwróciłem uwagę na to co się w ogóle ze mną dzieje.  Ludzie starali się mnie podnieść i wrzucić do jednej z klatek. Nie miałem zamiaru im tego ułatwić więc zacząłem się rzucać. Niestety to nie przyniosło żadnego skutku i wylądowałem w metalowym więzieniu.
     Następne dziesięć minut spędziłem na wymyślaniu planu ucieczki, jednak nic mi nie przychodziło do głowy, zająłem się obserwowaniem ludzi. Po chwili przerwał mi jakiś wilk z klatki obok:
-Psssyt! Hej ty!
-Czego?!-zapytałem wnerwiony.
-Wyglądasz jak byś nie wiedział co się dzieje.
-Bo nie wiem.
-Złapali na Farreni.
-Fa..co?
-Farreni to ludzie którzy wiedzą o istnieniu magicznych wilków. Złapali nas, a teraz na pewno zmuszą do jakiś prac.
-Ta ciekawe jak to zrobią?-zapytałem.
-Wilk uniósł łapę na której miał taką samą bransoletę jak ja.- i popatrzył na mnie wymownie.
Rozejrzałem się dookoła. Każdy otaczający nas wilk miał na łapach taki badziew."A więc te wilki nie pracują dla nich z własnej woli"-pomyślałem. Zacząłem powoli rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Zwróciłem się w stronę wilka z sąsiedniej klatki i już mu miałem zadać następne nurtujące mnie pytanie, ale powóz ruszył i szczęk obijających się 0 siebie klatek zagłuszał inne dźwięki.
____________________________________________________________
Wybaczcie ta notka nie ma ładu i składu, bo wena opuściła mnie już na początku pisania. Gdybyście nie mogli się w czymś połapać to piszcie, odpowiem na wasze pytania :)
Shanon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz