środa, 1 sierpnia 2012

Koszmar

     Koszmary nie dawały mi spać, co chwila budziłem się cały mokry. Tajemnicza postać stojąca za mgłą, osiadła na stałe w moich myślach. W moim śnie leżałem bezbronny, a nade mną wisiała łapa która trzymała nóż wycelowany prosto we mnie. I do tego jeszcze ten demoniczny śmiech, wiedziałem, że skądś go znam, ale nie wiedziałem skąd.

     Położyłem się spać po raz etny, tej nocy. Tylko po to aby znów od początku przeżyć ten koszmar. Ale tym razem coś się zmieniło, postać zamiast wbić we mnie nóż jak zawsze, wyłoniła się za mgły. Powoli centymetr za centymetrem, z za oparów wyszła się Ina.

     Obudziłem się ciężko dysząc i starałem się uspokoić. Nagle spostrzegłem, że Ina naprawdę nade mną sterczy:

- Aaaaa !!!-wyrwało mi się z pyska. A wilczyca zatkała mi go łapą, abym się uciszył.

- Spokojnie, spokojnie to tylko ja.

- Mówisz to jakby miało mnie to uspokoić.- na pysku wilczycy pojawił się grymas nie zadowolenia.-A, tak w ogóle to Amber nie zakazała ci wchodzenia do jaskini?

- Tak, zakazała, ale strasznie się rzucałeś, więc przyszłam zobaczyć czy wszystko w porządku.

- Ina martwi się o kogoś, to coś nowego.- zakpiłem, a wilczyca wybiegła z jaskini.

Poszedłem z nie chęcią za nią, siedziała ze spuszczoną głową kilka kroków od wejścia. Usiadłem metr od niej i czekałem na jakąkolwiek reakcję. Nagle odwróciła się i krzyknęła z wyrzutem:

- Ty powinieneś mnie rozumieć!!!

- Ciszej, jeszcze kogoś obudzisz.

- Dobrze.Ty powinieneś mnie rozumieć.- powtórzyła znacznie ciszej.

- Niby dlaczego?

- Bo jesteś tak jakby demonem, a ja zabójcą, borykamy się z tm samym problemem.

-  Nadal nie wiem o co ci chodzi.

-Jestem zabójcą, mam takie napady, że muszę kogoś zabić, tak rozkazuje mi coś w środku. Ty masz tak samo, nieraz widziałam jak mrok przejmował nad tobą kontrolę, wtedy uciekasz do lasu aby wyżyć się na stadzie saren.

- Sama widzisz ja się bynajmniej jakoś kontroluje. A poza tym nie będę z tobą na ten temat rozmawiał.-Odszedłem kilka kroków,a Ina zatrzymała mnie mówiąc:

- Proszę cię, pomóż mi ... Shay...

Zatrzymałam się gwałtownie, nie wierząc w to, że tak mnie nazwała. Po kilku sekundach, oprzytomniałem i skoczyłem w stronę wilczycy. Przycisnąłem ją do drzewa, tak że ledwo mogła oddychać:

- Nigdy więcej nie używaj tego imienia! Zrozumiano!- wywarczałem. Wadera z trudem pokiwała głową, a ja ją puściłem. Osunęła się na ziemię próbując nabrać powietrza:

- Zawrzyjmy pakt. Kiedy ty będziesz tracił kontrolę nad sobą, ja będę pilnować aby nic ci się nie stało, a kiedy mi odbije, ty zrobisz to samo dla mnie, zgoda?-wydyszała nadal trzymając się za gardło.

Przemyślałem to i pokiwałem głową:

- Zgoda, ale wiesz że jeśli złamiesz przysięgę dana demonowi, to stracisz dusze i sama się nim staniesz?

- Wiem to bardzo dobrze.-Wadera wyciągnęła łapę z wystawionym małym pazurem.-Przysięga na małe pazurki, jak w dzieciństwie?- Uschnąłem się i również wyciągnąłem ławę. Zahaczyliśmy pazury o siebie, a ja wymamrotałem:

- Na małe pazurki.


SHANON

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz