Inna Ina- brzmi podejrzanie, nieprawdaż?
Aczkolwiek jestem
dobrą wilczycą, więc dałam jej szansę. W końcu każdy wilk, jak mawiała
ma ciotka, ma szansę na odkupienie swoich grzechów.
Któregoś dnia
Ina zachowywała się jak potulny baranek. Ktoś, kto by jej nie znał,
pomyślałby, że to bardzo miła wadera. Szkoda, że ja nie jestem tym
ktosiem. Ba, do Iny mam tyle zastrzeżeń, że ho ho. Wracając do tematu,
ciągle mi się podlizywała, próbowała się upodobać, upolowała pokaźnych
rozmiarów jelenia, chciała nawet pobawić się ze mną w udawaną walkę na
ognie!
Takiej Iny nie znałam, ale to mi się podobało. Mimo wszystko
nadal byłam ostrożna. Kiedy robiła jakiś gwałtowny ruch, od razu
chciałam zawarczeć, ale opanowywałam się.
W nocy obudził mnie czyiś
krzyk. Byłam nieprzytomna, więc tylko uchyliłam lewe oko i
spostrzegłszy Shanona i Inę, niemal natychmiast odezwał się we mnie
instynkt obronny, na szczęście tylko lekko drgnęłam, uspokajając się.
Ponownie zamknęłam oko i przyłożyłam ucho do ziemi, by móc lepiej
słyszeć ich rozmowę.
- Ina martwi się o kogoś, coś nowego.- Zakpił. Wilczyca wybiegła z jaskini, a Shanon podążył za nią.
Zmusiłam
siebie do myślenia i stworzyłam fale pod ziemią, dzięki którym
docierało do mnie, co mówili. Niestety byłam na tyle niewypoczęta, że
nie miałam siły bardziej wytężyć swojego słuchu, a więc słyszałam tylko
urywki zdań.
- Bo jesteś tak jakby demonem... Zabójcą... Borykamy się... tym... problemem...- głos Iny.
- Ja się bynajmniej kontroluję... Na ten temat rozmawiał.- To Shanon.
- Zawrzyjmy pakt... Pilnować, aby nic ci się nie stało... To samo dla mnie, zgoda?- Spytała wadera.
Dalej nie byłam już w stanie słuchać. Rozbolała mnie głowa.
"Shanon demonem?!" krzyczał jakiś głosik. Znałam ten głosik.
"Gówienko, bądź tak łaskawy, i wyjdź z mojego umysłu!" krzyknęłam w myślach rozjuszona.
"Pffff,
jeszcze czego. Długo się z tobą nie kontaktowałem, nie jesteś ciekawa
czemu?" Zapytał, a ja wyobraziłam sobie, jak robi obrażoną minę.
"Nie,
wyobraź sobie, że nie jestem. Wujek zaczarował cię, żebyś w razie czego
mi pomógł, a ty w najgorszych chwilach mojego życia, prysnąłeś z moich
myśli!" Ponownie wrzasnęłam oburzona.
"Miałem swoje powody. Kiedyś mi podziękujesz"
"Chyba nigdy" odparłam i spróbowałam go zignorować
"Śpij dobrze" odezwał się jeszcze i zniknął.
Spochmurniałam
i spróbowałam zasnąć, ale jakoś mi to nie wychodziło. Spragniona więc
wyszłam na dwór. Rozejrzałam się wokół. Nie było śladu po Shanonie, a
Ina leżała kilka kroków od jaskini. Nie spała. Wyczuwałam wibracje jej
bijącego serca. A tak serce podczas snu nie bije.
Wzięłam głęboki wdech i wydech, i próbując na nią nie patrzeć, skierowałam się w stronę rzeki.
Szybko się napoiłam i już miałam wracać, kiedy coś tknęło mnie do pójścia na spacer.
"Ina chyba wszystkich nie pozabija podczas mojej nieobecności" pomyślałam, przyglądając się leżącej wilczycy.
Po
chwili byłam już w lesie, łapy same mnie prowadziły, niestety w
miejsce, którego szczerze nienawidziłam. Zdziwiłam się, że nasze
legowisko mieści się tak blisko tego miejsca.
- Okropne miejsce, okropne wspomnienia- odezwał się czyiś głos, który był niebezpiecznie blisko mnie.
Automatycznie zaczęłam warczeć.
- Spokojnie, to tylko ja- powiedział ze śmiechem ptak, który wylądował na moim barku.
- Gówienko?- spytałam, witając go bez entuzjazmu.
- Nie, wiesz, Lady Gaga.
- A kto to?- zdziwiłam się, zerkając na niego, jak na wariata.
-
Nie mam zielonego pojęcia, kiedyś jakaś głośna dziewczynka, która
zakłóciła mój sen, mówiła do dziwnego pudełka "ach, ta nowa piosenka
Lady Gagi!".
Moja twarz ukazywała zdumienie pomieszane z zirytowaniem.
- No co? Ptak ma dobrą pamięć- obruszył się, udając obrażonego.
- Jasne...- odparłam wymijająco.
- Wracając do tematu, dużo masz wspomnień związanych z tą ziemią, nieprawdaż?
-
Wciąż słyszę krzyki przepełnione bólem taty- szepnęłam zamyślona.- Ta
gleba wciąż w sobie trzyma emocje z tamtego dnia- sprecyzowałam.
- Wiesz, że Alfa jeszcze żyje?- spytał po chwili grobowej ciszy.
- Naprawdę?
- Tak, miałem z nim niedawno rozmowę. Martwi się tobą.
Prychnęłam cicho.
- Nie wyglądał na zmartwionego, kiedy zostawił mnie przy tacie i uciekł z resztą Watahy.
- Znasz powód tej nagłej ucieczki! Poza tym, on był przekonany, że Lila trzyma cię w pysku.
- Ciotka Lila?
- Tak, ona również żyje.
Uśmiechnęłam się.
- To świetnie!
- Tak... Ona również ciągle mnie wypytuje, co robisz, gdzie jesteś, jak się czujesz...- mruknął w przekąsem.
- A reszta Watahy? Ktoś doszedł?
- Nie... Ale odszedł...
- Kto?
Widać było, że Gówienko przez chwilę zmaga się, czy mi powiedzieć, ale w końcu uznał, że należy mi się trochę szczerości.
- Arivia...
- Nie...- szepnęłam niedowierzająco.
-
Niestety tak... Wataha Cienia niedawno natknęła się na nią i...-
załamał mu się głos.- Byli bezlitośni dla tej biednej staruszki...
Usiadłam przygnębiona, tym samym niechcący strącając ptaszka.
- Wybacz- skrzywiłam się, łapą pomagając mu wstać.
- Znaleziono ciało?
- Ależ oczywiście... Było zmasakrowane... Sam Alfa ledwo poznał swoją matkę...
- O matko... Bez wesołej Arivii to pewnie nie to samo, hm?
- Nie... Do niedawna wszyscy jeszcze byli pogrążeni w żałobie.
Skrzywiłam się na to słowo.
- Nie lubię żałoby.
- Nikt nie lubi. Nieprzyjemnie jest nie jeść nic przez 3 tygodnie.
- Yhym...
- Alfa prosił mnie, żebym przekonał cię, do odwiedzenia Watahy.
Wstrząsnęły mną dreszcze.
- Że co?
- Chciał z tobą porozmawiać. Bardzo nalegał...
- Nie należę już do jego Watahy- odparłam pewna swoich słów.- Skoro chce ze mną porozmawiać, to niech sam przyjdzie.
- Alfie to się nie spodoba.
- A mnie to coś obchodzi- zrobiłam groźną minę, tym samym kończąc tą dyskusję.
- Tak w ogóle, to wiem, że sobie nie radzisz.
- Co masz na myśli?
- Ty już dobrze wiesz co. Z Watahą, ze śmiercią ojca, ze wszystkim.
- Od śmierci taty minęło 1,5 roku. Radzę sobie bez niego.
- Bo nie masz wyboru...
- Bo Wataha Mroku nie dała mi wyboru- fuknęłam, robiąc się coraz bardziej zła.
-
Nie uważasz, że powinnaś się ustatkować? Ta Ina wygląda mi na
podejrzaną babkę, może chcieć zająć twoje miejsce. Jest od ciebie
silniejsza, da radę pokonać cię, po czym zostać Alfą i wygnać cię!
- Ustatkować? W ogóle... Ina się zmieniła.
-
Tak, Amber, ustatkować. Z partnerem i szczeniakami u boku miałabyś
większe szanse na zostanie Alfą jeszcze kilka dobrych lat. Skąd wiesz,
że się zmieniła? Wierzysz jej na słowo?- prychnął.
- Kiedy ja póki co nie znalazłam żadnego wilka, który by mnie chciał. I nawzajem...
- A Shanon?
- Shanon? Jaja sobie robisz? To demon! Poza tym, już nie jeden raz mnie zdradził.
- A może musiał cię zdradzić?
- Nie zrobił nic, żeby mnie ratować, kiedy Ina mogła mnie zabić!- krzyknęłam, płosząc stado saren.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Powtarzam, może MUSIAŁ cię zdradzić? Nie mógł się...
- Daj spokój- przerwałam mu.- Shanon mnie nawet nie lubi, jest w naszej Watasze, bo musi.
- Nie, Amber, on wcale nie musi! On chce!
- Skąd możesz to wiedzieć, hm? Czytasz w moich myślach, nie jego!
- Co nie znaczy, że nie mogę go obserwować.
- O, jasne, szpieguj go najlepiej!- powiedziałam z ironią.- Ta rozmowa nie ma już sensu. Wracam do Watahy, cześć.
Nie
słuchając więcej, co do mnie mówi- szybko wróciłam do legowiska.
Jeszcze nikt nie wstał. Weszłam do jaskini, i ułożyłam się blisko
wejścia. Zerknęłam w bok i zobaczyłam Shanona, przyglądającego mi się.
- No co?- szepnęłam, odwracając łeb w jego stronę.
Jego oczy przez chwilę jeszcze penetrowały moją duszę, po czym odparł:
- Nic- i odwrócił łeb w przeciwną stronę.
" Dziwny ten Shanon, oj dziwny" odezwał się głosik, którego miałam ochotę wyrzucić z głowy.
"Spadaj, Gówienko" odparłam w myślach, po czym wyłączyłam myślenie i zasnęłam...
__________________
No...
Miałam dzisiaj pracowity dzień. Jak szablon? Podoba się? Wiem, że tło
się nie zgadza, ale nie mam siły teraz go poprawiać. Dobranoc, albo
raczej Dobry dzień! ;D
PS. Wybaczcie mi za tą notkę, wiem, że się nie nadaje, ale obiecałam napisać i w ogóle miałam taką wenę xD
AMBER
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz