piątek, 3 sierpnia 2012

Kałuża

Stałem jak wryty, w pysku zrobiło mi sie sucho, a oczy niemal wychodziły z orbit, nie byłem nawet wstanie nic powiedzieć. Jedynie myśli, upierdliwie obijały mi się o czaszkę. Na szczęście nikt nie widział jak bardzo wstrząsnął mną ten widok. Stałem ukryty w cieniu rzucanym przez skałę i nie miałem najmniejszej ochoty, opuszczać tego bezpiecznego miejsca. Nagle jakby z innego wymiaru doszło do mnie ponowne wołanie:
-Shanon! Choć przywitaj się!- Amber stała i uśmiechała się w moim kierunku.
        Nie miałem najmniejszego zamiaru spełniać jej życzenia. Obróciłem się do niej tyłem i zniknąłem w gęstwinie lasu. Usłyszałem za sobą jeszcze jedno wołanie, ale nie zamierzałem tam wracać. Po kilkuset metrach zwolniłem bieg i gwałtownie przeszedłem do stępa.Teraz z niewidzącym wzrokiem wbitym w ziemię, szedłem woli, niemalże się nie posuwając do przodu i zastanawiałem się jak mogło do tego wszystkiego dojść:

"Piękny poranek, na dworze panuje zima, nie ma najmniejszego wiatru,
 słońce przyjemnie przygrzewa, a ptaszki śpiewają.
Nagle cały opis lega w gruzach, wszystko co żywe zrywa się i bierze nogi za pas.
To wataha Życia i śmierci zaczęła swój kolejny dzień.
Leżałem sobie w jaskini z zarzuconymi łapami na łeb. Niby nic w tym dziwnego, ale tak naprawdę, wewnątrz mnie szalał prawdziwy huragan, kląłem pod nosem i wzywałem boga by wszystkich powybijał.
Ina dźgała już od od kilku minut Yudarin tym przeklętym patykiem. Jej ofiara darła się wniebogłosy wzywając alfę do ingerencji.(Ku mojej uciesze na próżno, jednak mógłby zamknąć paszczę.) Kazan chodził od jednej strony jaskini do drugiej, próbując  coś obliczyć, a przy okazji raz za razem stawał mi na ogon. Sea darła się się aby ktoś w końcu poszedł na polowanie(mógłbym się założyć, że to było skierowane głównie do mnie), ale kuźwa sama nie wpadła na błyskotliwy pomysł by ruszyć swoja szanowna dupę i pójść coś upolować. Hessa co jakiś czas jazgotała, żebyśmy się uciszyli bo ona pragnie posłuchać muzyki,a Amber nasza wielka Alfa stała na samym środku jaskini próbując usilnie, swoimi wrzaskami ogarnąć cały ten burdel,
W końcu nerwy mi puściły wstałem z ziemi i huknąłem zagłuszając wszystko:
-ZAMKNĄĆ SIĘ!!!
Wszyscy ucichli skupiając swoją uwagę na mnie.
-Dobra mam tego dosyć! Skoro sami nie umiecie się zorganizować-popatrzyłem wymownie na Amber - zrobię to za was!. Dziewczyny wypad na dwór- zadyrygowałem-  i nie wracać mi dopóki nie upolujecie czegoś porządnego. Kazan, Yudarin wy zostajecie i sprzątacie jaskinię, jasne?! - na ich szczęście nikt się nie sprzeciwił.
Nagle Sea się otrząsnęła i stwierdziła:
-Nie jesteś Alfą, więc nie musimy się ciebie słuchać!
-Nie to bardzo dobry pomysł- zaprotestowała Amber.- Tylko jedno pytanie, a co ty będziesz wtenczas robił?
-Idę sobie jak najdalej stąd.
-Chyba sobie żartujesz?! Pomożesz sprzątać chłopakom.
-Tak... to zmuś mnie.-powiedziałem i wybiegłem z jaskini.
Biegłem napawając się cudowna cisza oferowaną przez las, co jakiś czas rozglądałem się szukając wzrokiem jakiegoś wyglądającego wygodnie drzewa. Niedługo szukałem, wspiąłem się na rozłożysty dąb, strząsłem z jego konarów śnieg i ułożyłem się pragnąc, jedynie się w końcu wyspać.  Nie czekałem zbyt długo by osunąć się do krainy snów.
....
Obudziłem się jakoś popołudniu i stwierdziłem że czas zakończyć sielankę i że trzeba by było wrócić do jaskini. Biegłem wypoczęty jak nowo na rodzony, te kilka godzin ciszy naprawdę mi wiele dało. Biegłem, rozmyślając że jeszcze nie jest najgorzej. Sięgnęlibyśmy dna dopiero kiedy mielibyśmy w watasze szczeniaki. Odetchnąłem z ulgą że tak nie jest i wtedy to zobaczyłem....
Zatrzymałem się w cieniu skały nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Na polanie przed jaskinią stali wszyscy, a wokół nich biegały cztery szczeniaki. Nagle słońce jakby błysnęło mocniej i Amber musiała mnie zobaczyć, bo krzyknęła w moją stronę:
-Shanon zobacz, znalazłyśmy szczeniaki!-bestie spojrzały w moja stronę i każdy podbiegł do innej wadery.Przez chwilę cztery pary małych świdrujących oczu było we mnie wlepionych, aż potwór Iny nie skoczył i nie wgryzł się w plecy Yudarina. Dziwnym zbiegiem okoliczności wcale mnie to nie rozbawiło. Nagle poczułem że to dla mnie za wiele, może jeszcze bym to jakoś przeżył gdyby nie to, że na jakiś szelest w krzakach, bestie nie zaczęły przeraźliwie ni to piszczeć ni to wyć.Teraz wiedziałem już na sto procent czas się stąd wynieść.
       Moje wspomnienia przerwał lód który wyczułem pod łapami. Spojrzałem przed siebie, dotarłem do upragnionego miejsca- małego jeziora, z jaskinią przy brzegu. Okrążyłem zbiornik wodny i doszedłem do małej groty. Stanąłem w wejściu i rozejrzałem się po niej. Była taka jaka ja zapamiętałem. Niewiele się zastanawiając, rzuciłem się na legowisko z piór i liści. Zapadając się w nim mruknąłem ze szczęścia:
-Nareszcie sam...-dopiero kiedy wypowiedziałem te słowa doszło do mnie, że to prawda.
Aby upewnić się że to prawda wyszedłem przed jaskinię, stanąłem i spojrzałem przed siebie. Nawet nie wiedziałem jak bardzo brakował mi samotności:
-NARESZCIE SAM!!!-krzyknąłem, ale odpowiedziała mi cisza.
Błogi uśmiech wymalował mi się na pysku, emocje szalały w moim wnętrzu , miałem wrażenie jakby się starały uwolnić. Zrobiło mi się okropnie gorąco, spojrzałem na jezioro które wyło kilka metrów pode mną. Niewiele myśląc skoczyłem w nie. Tafla lodu nie wytrzymała mojego upadku i pękła, a ja zanurzyłem się w lodowatej wodzie. Czułem się jakby tysiące ostrzy w jednej sekundzie przeszyło moje ciało. Ból był nie do zniesienia, ale czułem się szczęśliwy i nie miałem zamiaru się wynurzać . Popłynąłem na dno jeziora, potem wróciłem na górę obróciłem się do góry nogami i zacząłem chodzić po lodzie. Po kilku minutach takiej zabawy czułem się jakby moje płuca zmieniły się w kostkę lodu, ku mojemu nie zadowoleniu musiałem opuścić z tego powodu wodę. Popłynąłem w stronę dziury w lodzie, którą zrobiłem, ale już prawie ponownie zamarzła. Z trudem wybiłem ponownie otwór, ale jeszcze gorzej było mi się wydostać na brzeg. Kiedy w końcu mi się udało, czułem jak na mojej sierści, ze spływającej z niej wody, tworzą się sople lodu. Poczekałem jeszcze chwilę, aby cała ciecz na moim futrze zamarzła. Wtedy dopiero otrzepałem się, a wszystko w promieniu kilku metrów najeżyło się lodowymi szpikulcami:
-Muszę to sobie zapamiętać, ten patent możne mi się jeszcze przydać.
Zmęczony i zmarznięty ruszyłem w kierunku jaskini. Widząc swoje cieplutkie legowisko, niemal czułem jak oczy mi błysnęły. Pragnąc jak najszybciej się rozgrzać, wskoczyłem w nie i zakopałem się pod warstwą puchu. Nie poleżałem sobie tak nawet pięciu minut kiedy usłyszałem kroki, a następnie ujrzałem postać w progu jaskini:
-Shanon? Jesteś tu?-zapytała Amber.
-Nie, spadaj!-odpowiedziałem zirytowany.
Nie zrażona moimi słowami wilczyca, weszła hardo do groty, ale już po chwili straciła swoją pewność siebie, przytłoczona ciemnością. Ja tam osobiście świetnie się czułem w takim mroku, ale jak widać nie wszyscy tak mieli. Wadera zrobiła jeszcze kilka kroków, a następnie potknęła się i wylądowała na ziemi. Jęknęła przeciągle, ale oprócz tego coś pisnęło. Poderwałem głowę by przyjrzeć się waderze i po chwili zobaczyłem że trzyma w zębach jedna z bestii.Wypuściła ja na wolność, a dopiero później spróbował się podnieść.Wywróciłem oczami i jednym ruchem łapy rozpaliłem ognisko w kącie jaskini. Przestraszony tym stwór schował się za Amber:
-Nie wiem jak to zrobiłeś-wskazała na ognisko- i chyba nie chcę wiedzieć, ale bardzo ci dziękuję.-zobaczyłem jak r wystawia łeb z za Amber.
-Zabierz to, bo jak mi tutaj narobi, to nim to wytrę.-ostrzegłem.
-Nie narobi, bo przed chwilą się załatwiał.-wilczyca patrzyła z uśmiechem na stwora.
-Ale zapamiętaj to sobie. Ty jesteś za niego odpowiedzialna.
-Yhmm... a tak w ogóle to zamierzasz tutaj mieszkać?
-Owszem.
-Ale nadal należysz do naszej watahy, prawda?-zastanowiłem się nad tym dłuższą chwilę, ale odpowiedziałem:
-Na odległość mogę należeć.-wilczyca uśmiechnęła się, a w jej oczach było widać ulgę.
-Sea na pewno się ucieszy że nie będzie cię musiała oglądać 24 godziny na dobę.
-Nie zrobię jej aż tak dużej przyjemności, będę co rano do was przychodził, a na noc będę wracał tutaj.-wyszczerzyłem się.
-Szkoda.-wadera udała zrozpaczoną.
Zagadani nawet nie zwracaliśmy uwagi na poczynania bestii. nagle usłyszeliśmy jakby dźwięk strumyczka. Oboje zwróciliśmy głowę w stronę odgłosu. Potwór kucał z podniesionym ogonem i robił mi kałużę na podłodze:
-Ajjj- Amber podbiegła do niego, ale potwór zdążył zakończyć już swoje dzieło-Przecież się przed chwilą załatwiał.-próbowała się wytłumaczyć.
-Wiedziałem że to się tak skończy.-mruknąłem stając obok wadery.
Wilczyca wpatrywała się w kałużę , nie wiadomo na co czekając.
-Posprzątam.-powiedziałem.
-Naprawdę? Dziękuję...-kiedy mówiła obróciłem się w drugą stronę, a przechodząc za nią, pchnąłem ja barkiem, w rezultacie czego wpadł w zostawiony przez stwora prezent:
-Już posprzątałem.-ogłosiłem z triumfem.
Amber podniosła się, cała kałuża wsiąkła w jej sierść, następnie podeszła wzięła potwora i skierowała się do wyjścia jaskini. Przechodząc obok mnie warknęła:
-Nie pokazuj mi się nigdy więcej na oczy!
____________________________________________________________
Wybacz Amber taka miałem wenę :) Jeśli nie chcecie mieć  "potworów" w watasze to wystarczy napisać w następnej notce, że matka po nie przyszła czy coś....

Shanon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz