Moim działem wstrząsały dreszcze. Czwórka diabłów od dobrej godziny bawiła się na mnie, co doprowadzało mój biedny umysł do białej gorączki, a plecy do nieznośnego, palącego bólu. Wreszcie poniosłem się zrzucając z siebie ostatniego diabła, który zaskamlał głośno. Od razu przybiegła Ina, która była jego opiekunką. W każdym bądź razie po długim wykładzie jak traktować szczenięta, które są ode mnie wyższe rangą uznała, że i tak nic z tego nie rozumiem, bo jestem samcem. Odwróciłem się od niej szybko ogonem i natychmiastowo ruszyłem przed siebie:
- A ty gdzie się wybierasz?! - Krzyknęła za mną.
- Daleko. - Mruknąłem i przyspieszyłem kroku. Wtedy poczułem, że coś łapie mnie za tylną łapę i nie pozwala iść dalej. Była to właśnie owa denerwująca mnie już coraz bardziej wadera. Usiadłem i czekałem, a ta zaczęła następny wykład. Gdy skończyła ja już spałem, więc wściekła obudziła mnie i znów zaczęła.
- SKOŃCZYŁAŚ???!!! MAM CIĘ JUŻ NAPRAWDĘ DOŚĆ!!! WIĘC ALBO SOBIE TERAZ PÓJDZIESZ, ALBO BĘDZIE NIEPRZYJEMNIE!!! - Wrzasnąłem na nią. Niespodziewała się takiego głośnego wrzasku, więc lekko oszołomiona stała przede mną. Po chwili jednak warknęła szybko.
- Jestem od ciebie silniejsza. Jestem wyżej w hierarchii, więc nic mi nie możesz zrobić, choćbyś nie wiem jak bardzo chciał.
- Założysz się?
- Tak.
- Noto patrz. - Skoczyłem na nią i przygniotłem łapami do ziemi. Przygwożdżona nie mogła się poruszyć. Wierciła się i szarpała moje łapy ostrymi kłami. Ściekały z nich już rzeki krwi, ale stałem dalej. Wkrótce znudzony położyłem się na niej i usnąłem jak na poduszce. W takiej dziwnej pozycji znalazł nas Shanon, który gwizdnął i stwierdził z ironią.
- Ina myślałem, że masz lepszy gust.
- ZDEJMIJ GO ZE MNIE! Ja chcę wstać! On jest za gruby!
- Wypraszam to sobie. - Mruknąłem sennie.
- Pół szyi ci rozszarpała. Nieźle. Jakim cudem jeszcze żyjesz?
- Jakimś. - Odparłem i dźwignąłem się z niej. Poderwała się natychmiastowo i naburmuszona odeszła.
- Chyba pierwszy raz nic nie zrobiła komuś kto się jej naraził. - Oznajmił wyraźnie zdumiony Shanon zapominając, że gada z Omegą.
- Zdążyła już to zrobić. - Odparłem przyglądajac się swoim nowym ranom. Mimo wszystko trzymałem się na łapach. Na szyi ziała potworna dziura, która piekła boleśnie. Łapy pokryte miałem zaschniętą krwią, a jedno z uszu było poszarpane. Westchnąłem ciężko i kulejąc skierowałem się ku mojemu zagłębieniu w śniegu. Cała wataha spoglądała na mnie wyraźnie zdumiona. Ja jednak spokojnie położyłem się w kącie i już miałem zamiar usnąć, kiedy usłyszałem niewyraźny szept Amber:
- Wiecie może, co mu się stało?
- Nie. - Odparli zgodnym chórem. Nawet Ina. Kłamczuch.
- Yudarin jesteś cały? - Zapytał głośno Kazan.
- Nie koniecznie.
- Kto ci to zrobił?
- Zgadnij.
- Shanon? - Strzelała Amber.
- Nie.
- Szczeniaki? - Zapytała Sea.
- One by czegoś takiego nie zrobiły. - Oznajmiła Hessa.
- Ina? - Strzelił Kazan.
- Któżby inny. - Westchnąłem i momentalnie pogrążyłem się w śnie. Obudziłem się kolejnego dnia i ze zdumieniem stwierdziłem iż mam bandaże na łapach i szyi. Moje biedne ucho powoli się zrastało. Powoli i boleśnie. Syknąłem z bólu, kiedy jeden ze szczeniaków zjechał po mnie jak po zjeżdżalni. Złapałem go i warknąłem przyciskając do ziemi.
- Spróbuj zrobić to jeszcze raz. - Mały zaskamlał cicho, a ja wrzuciłem go w zaspę, w pobliżu. Nagle Ina zapytała.
- Kto mu to zrobił?
- Ja. - Odparłem zgodnie z prawdą. Spojrzała na mnie wściekle.
- Znowu ty? Czy do ciebie cokolwiek dociera?
- Nie. - Warknąłem.
- Widać, że jesteś tępy, ale, że aż tak?
- Zamknij się.
- Bo, co mi zrobisz?
- Znów mam się na tobie przespać?
- Nie dojdziesz tu grubasie. Amber kazała ci przekazać, żebyś nie wstawał.
- Niby dlaczego?
- Bo jak wstaniesz to upadniesz. Chyba proste, ale dla takiego tumana jak ty to już niekoniecznie.
- Tuman! - Zaczęły śpiewać szczeniaki tańcząc wokół mnie. Wtedy przekroczyli granicę. Stworzyłem małe tornado, które porwało wszystkie diabełki. Wpadły na drzewo kalecząc się o gałęzie. Ina z wściekłością rzuciła się na mnie i wgniotła w śnieg.
- Zdejmij je już! - Warknęłą na mnie.
- Bo, co mi zrobisz?
- Dużo. Na przykład cię zabiję.
- To dawaj. Nie zależy mi na życiu. No dalej ZABIJ MNIE! - Wrzasnąłem jej prosto w twarz uśmiechając się szyderczo.
- Nie zabiję cię.
- Dlaczego?
- Bo Amber by mnie udusiła za zabicie członka watahy.
- I, co z tego? I tak byś się jej nie dała. No dawaj. Spróbuj chociaż skoro brak ci odwagi Tchórzu. - Oznajmiłem najbardziej irytującym głosem na jaki było mnie stać. Wadera jednak słysząc skomlenie szczeniąt zajęła się najpierw nimi. W tym czasie z jaskini zdążyła wyjść Amber.
- Mam nadzieję, że nie zdążyliście się pokłócić.
- Wręcz przeciwnie. - Odparłem.
- Tak szybko? Nie przesadzacie?
- To ona wszystko zaczyna.
- Patrz, gdzie wrzucił szczeniaki. I nie chce zdjąć.
- Masz skrzydła to sama je zdejmij. - Oznajmiła niespodziewanie Amber. Spojrzałem na nią zdumiony. - No co? Niech już nie będzie taka leniwa. Nie wszystko będą robić Omegi szczególnie po tym, co ci wczoraj zrobiła. Słyszałam, że usnąłeś na niej.
- Tak spałem. - Oznajmiłem i podniosłem się chwiejnie. Łapy zapiekły boleśnie, kiedy ruszyłem w kierunku martwego królika leżącego w krzakach.
- Skąd on się tam wziął? - Zapytał zdumiony Kazan, który właśnie wyszedł z jaskini.
- Bo ja to wiem. - Odpowiedziałem i zabrałem się za jedzenie. Wszyscy spojrzeli na mnie zdumieni, a ja zapytałem.
- Co? Jestem głodny.
Yudarin
- A ty gdzie się wybierasz?! - Krzyknęła za mną.
- Daleko. - Mruknąłem i przyspieszyłem kroku. Wtedy poczułem, że coś łapie mnie za tylną łapę i nie pozwala iść dalej. Była to właśnie owa denerwująca mnie już coraz bardziej wadera. Usiadłem i czekałem, a ta zaczęła następny wykład. Gdy skończyła ja już spałem, więc wściekła obudziła mnie i znów zaczęła.
- SKOŃCZYŁAŚ???!!! MAM CIĘ JUŻ NAPRAWDĘ DOŚĆ!!! WIĘC ALBO SOBIE TERAZ PÓJDZIESZ, ALBO BĘDZIE NIEPRZYJEMNIE!!! - Wrzasnąłem na nią. Niespodziewała się takiego głośnego wrzasku, więc lekko oszołomiona stała przede mną. Po chwili jednak warknęła szybko.
- Jestem od ciebie silniejsza. Jestem wyżej w hierarchii, więc nic mi nie możesz zrobić, choćbyś nie wiem jak bardzo chciał.
- Założysz się?
- Tak.
- Noto patrz. - Skoczyłem na nią i przygniotłem łapami do ziemi. Przygwożdżona nie mogła się poruszyć. Wierciła się i szarpała moje łapy ostrymi kłami. Ściekały z nich już rzeki krwi, ale stałem dalej. Wkrótce znudzony położyłem się na niej i usnąłem jak na poduszce. W takiej dziwnej pozycji znalazł nas Shanon, który gwizdnął i stwierdził z ironią.
- Ina myślałem, że masz lepszy gust.
- ZDEJMIJ GO ZE MNIE! Ja chcę wstać! On jest za gruby!
- Wypraszam to sobie. - Mruknąłem sennie.
- Pół szyi ci rozszarpała. Nieźle. Jakim cudem jeszcze żyjesz?
- Jakimś. - Odparłem i dźwignąłem się z niej. Poderwała się natychmiastowo i naburmuszona odeszła.
- Chyba pierwszy raz nic nie zrobiła komuś kto się jej naraził. - Oznajmił wyraźnie zdumiony Shanon zapominając, że gada z Omegą.
- Zdążyła już to zrobić. - Odparłem przyglądajac się swoim nowym ranom. Mimo wszystko trzymałem się na łapach. Na szyi ziała potworna dziura, która piekła boleśnie. Łapy pokryte miałem zaschniętą krwią, a jedno z uszu było poszarpane. Westchnąłem ciężko i kulejąc skierowałem się ku mojemu zagłębieniu w śniegu. Cała wataha spoglądała na mnie wyraźnie zdumiona. Ja jednak spokojnie położyłem się w kącie i już miałem zamiar usnąć, kiedy usłyszałem niewyraźny szept Amber:
- Wiecie może, co mu się stało?
- Nie. - Odparli zgodnym chórem. Nawet Ina. Kłamczuch.
- Yudarin jesteś cały? - Zapytał głośno Kazan.
- Nie koniecznie.
- Kto ci to zrobił?
- Zgadnij.
- Shanon? - Strzelała Amber.
- Nie.
- Szczeniaki? - Zapytała Sea.
- One by czegoś takiego nie zrobiły. - Oznajmiła Hessa.
- Ina? - Strzelił Kazan.
- Któżby inny. - Westchnąłem i momentalnie pogrążyłem się w śnie. Obudziłem się kolejnego dnia i ze zdumieniem stwierdziłem iż mam bandaże na łapach i szyi. Moje biedne ucho powoli się zrastało. Powoli i boleśnie. Syknąłem z bólu, kiedy jeden ze szczeniaków zjechał po mnie jak po zjeżdżalni. Złapałem go i warknąłem przyciskając do ziemi.
- Spróbuj zrobić to jeszcze raz. - Mały zaskamlał cicho, a ja wrzuciłem go w zaspę, w pobliżu. Nagle Ina zapytała.
- Kto mu to zrobił?
- Ja. - Odparłem zgodnie z prawdą. Spojrzała na mnie wściekle.
- Znowu ty? Czy do ciebie cokolwiek dociera?
- Nie. - Warknąłem.
- Widać, że jesteś tępy, ale, że aż tak?
- Zamknij się.
- Bo, co mi zrobisz?
- Znów mam się na tobie przespać?
- Nie dojdziesz tu grubasie. Amber kazała ci przekazać, żebyś nie wstawał.
- Niby dlaczego?
- Bo jak wstaniesz to upadniesz. Chyba proste, ale dla takiego tumana jak ty to już niekoniecznie.
- Tuman! - Zaczęły śpiewać szczeniaki tańcząc wokół mnie. Wtedy przekroczyli granicę. Stworzyłem małe tornado, które porwało wszystkie diabełki. Wpadły na drzewo kalecząc się o gałęzie. Ina z wściekłością rzuciła się na mnie i wgniotła w śnieg.
- Zdejmij je już! - Warknęłą na mnie.
- Bo, co mi zrobisz?
- Dużo. Na przykład cię zabiję.
- To dawaj. Nie zależy mi na życiu. No dalej ZABIJ MNIE! - Wrzasnąłem jej prosto w twarz uśmiechając się szyderczo.
- Nie zabiję cię.
- Dlaczego?
- Bo Amber by mnie udusiła za zabicie członka watahy.
- I, co z tego? I tak byś się jej nie dała. No dawaj. Spróbuj chociaż skoro brak ci odwagi Tchórzu. - Oznajmiłem najbardziej irytującym głosem na jaki było mnie stać. Wadera jednak słysząc skomlenie szczeniąt zajęła się najpierw nimi. W tym czasie z jaskini zdążyła wyjść Amber.
- Mam nadzieję, że nie zdążyliście się pokłócić.
- Wręcz przeciwnie. - Odparłem.
- Tak szybko? Nie przesadzacie?
- To ona wszystko zaczyna.
- Patrz, gdzie wrzucił szczeniaki. I nie chce zdjąć.
- Masz skrzydła to sama je zdejmij. - Oznajmiła niespodziewanie Amber. Spojrzałem na nią zdumiony. - No co? Niech już nie będzie taka leniwa. Nie wszystko będą robić Omegi szczególnie po tym, co ci wczoraj zrobiła. Słyszałam, że usnąłeś na niej.
- Tak spałem. - Oznajmiłem i podniosłem się chwiejnie. Łapy zapiekły boleśnie, kiedy ruszyłem w kierunku martwego królika leżącego w krzakach.
- Skąd on się tam wziął? - Zapytał zdumiony Kazan, który właśnie wyszedł z jaskini.
- Bo ja to wiem. - Odpowiedziałem i zabrałem się za jedzenie. Wszyscy spojrzeli na mnie zdumieni, a ja zapytałem.
- Co? Jestem głodny.
Yudarin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz