Obudziłam się kolejnego dnia. Minął już tydzień od kiedy mieszkałam w
tej klatce. Byłam zła na wszystkich, bo nie zadali sobie tyle trudu,
aby mnie szukać, a ja starałam się wydostać z tego więzienia codziennie.
No, ale to też częściowo moja wina. W przeszłości często znikałam i
pewnie uznali, że znów zniknęłam i niedługo wrócę. Szczerze mówiąc nie
wiedziałam jak mam z tego wyjść. Codziennie przychodził człowiek. Dawał
mi mięso i starał się pogłaskać po głowie. Nie dawałam mu się głaskać,
dlatego "starał" się to zrobić. Pewnego dnia przyszedł z jakimś
sznurkiem i... moją obrożą w ręku. Byłam pewna, że była moja, bo księżyc
i fioletowy kolor rzucały się w oczy. Założył mi ją i znów chciał
pogłaskać, ale odskoczyłam i zaczęłam warczeć. Westchnął i przypiął sznurek do
mojej obroży. Po chwili wyszedł z klatki trzymając w ręce sznurek.
Drzwiczki był otwarte. To moja jedyna szansa. Wyskoczyłam z niej jak
oparzona i chciałam pobiec, ale nagle coś mną szarpnęło i wywaliłam się
na plecy. Szybko się podniosłam i zobaczyłam śmiejącego się człowieka.
Najwyraźniej ja byłam powodem do śmiechu. Z rykiem wściekłości skoczyłam
na człowieka i zaczęłam go gryźć. Dostałam jednak solidny cios w głowę
i wróciłam na ziemię skulona. CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE???!!! Boję
się CZŁOWIEKA??!! Nie niemożliwe. Chyba to ich oswajanie naprawdę
działa, bo nie poznaję samej siebie. Nagle jakiś zapach zaczął mnie
drażnić. Puściłam mimo uszu krzyki ludzi i stanęłam wyprostowana węsząc.
To było coś znajomego. Ale też obcego. Co to było? Nie wiem, ale
pociągało mnie i odpychało. Nie wiedziałam, co zrobić, myślałam, że
zwariuję. W końcu ruszyłam w kierunku owego zapachu. Człowiek, który
trzymał sznurek pociągnął mnie w przeciwną stronę. Warknęłam tylko i
dalej podążałam za zapachem. Sznur rozluźnił się. Człowiek szedł za
mną. Zaczęłam biec, ale ostre szarpnięcie powstrzymało mnie od tego.
Mimo to szłam dalej. Do tego kojącego zapachu. Ostrożność się nie
liczyła. Chciałam iść dalej. W końcu dotarłam do źródła zapachu. Był nim
niewielki domek. W oknach wisiały różne księżyce. Z sera, mięsa,
kamienia itd. I w różnych postaciach. Np. W pełni. Weszłam do domku.
Za niewielkim stołem stał niski mężczyzna o białych, krótkich włosach.
Twarz posiekaną miał zmarszczkami. Na mój widok wziął znikąd jakiś kij
ze sznurkiem i strzałę. Wycelował we mnie i strzelił, ale zrobiłam
szybki unik ciągnąc za sobą człowieka, który trzymał sznur. Wpadł do
pomieszczenia, w którym pachniało księżycem. Dosłownie. Podeszłam do
księżycy i spoglądałam na nie z chciwością. Chciałam mieć chociaż jeden,
ale nie mogłam ich wziąć. Krępował mnie sznur, kij w ręku człowieka i
sam człowiek. Westchnęłam cicho i wsłuchałam się w krzyki ludzi. Wyłapywałam poszczególne słowa jak "bestia", "zabić", "weź", "stąd"
itp. Po chwili coś dotknęło mojej głowy. To była ręka owego starego
człowieka. Odskoczyłam jak błyskawica i chciałam go ugryźć. Cofnął się
jednak szybko i zniknął mi z oczu. Nie wiedziałam gdzie jest, ale ostre
szarpnięcie kazało mi wyjść z domku. Wyszłam z powrotem na zatłoczoną
uliczkę i natychmiast się położyłam. Nie miałam ochoty na nic. Człowiek
pociągnął mnie. Wstałam, więc i poszłam za nim. Zrezygnowana. Nie
wiedziałam, co było powodem mojego przygnębienia. Może opuszczenie
księżyca? Tego nie wiedziałam. Weszłam spokojnie do mojej
klatki. Ściągnięto ze mnie sznur, a człowiek już chciał ściągać obrożę,
kiedy go ugryzłam. Tak po prostu. Nie chciałam znów jej stracić.
Dostałam kijem i znów chcieli ściągnąć mi obrożę. Ponownie zaatakowałam i
jeszcze raz dostałam kijem zanim zdążyłam cokolwiek zrobić. Powtórzyło
się to jeszcze kilka razy. W końcu dałam za wygraną i skulona, skomląc
schowałam się w kącie. Byłam obolała po tak brutalnym biciu. Ledwo, co
stałam na łapach. Ludziom najwyraźniej to było za mało, bo w nocy
przyszedł do mnie starzec. Ten sam ze sklepu. Zlał mnie tym kijem
jeszcze okrutniej. W drugiej ręce trzymał łańcuch. Wkrótce zaczął bić
łańcuchem. Coś się stało i moja moc otrzymana od samego księżyca
pozwalała sprawiać mi ból. W końcu, kiedy człowiek skończył usłyszałam w
głowie głosik mój własny:
- Musisz stąd uciekać.
- Dlaczego? - Zapytałam sama siebie.
-
Księżyc nie działa na ludzi tak jak na ciebie. Twoje moce nie mają
wiele szans. Pamiętasz patyk, więc jego moc jest teraz w tej obroży. To
była ich pierwsza i nie ostatnia Lekcja Pokory. Miałaś okazać skruchę.
Coś im to nie wyszło. Moc w obroży była za długo oddzielona od ciebie i
teraz nie działa na ludzi. Mogą z tobą robić, co chcą, uciekaj. - Głos
zakończył przemowę. Oczywiście wiedziałam to. Gdzieś tam głębiej.
_____________________________________________________
No
to już. Sorry, że takie krótkie i zapewne nudne, ale nie mam zbyt
wielkiej weny. Muszę skończyć rozdział na inny blog i w ogóle. Sorry, że
nie pisałam, ale nie miałam netu kończę, narka!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz