środa, 1 sierpnia 2012

"Gdzieś tam głębiej"

     Obudziłam się kolejnego dnia. Minął już tydzień od kiedy mieszkałam w tej klatce. Byłam zła na wszystkich, bo nie zadali sobie tyle trudu, aby mnie szukać, a ja starałam się wydostać z tego więzienia codziennie. No, ale to też częściowo moja wina. W przeszłości często znikałam i pewnie uznali, że znów zniknęłam i niedługo wrócę. Szczerze mówiąc nie wiedziałam jak mam z tego wyjść. Codziennie przychodził człowiek. Dawał mi mięso i starał się pogłaskać po głowie. Nie dawałam mu się głaskać, dlatego "starał" się to zrobić. Pewnego dnia przyszedł z jakimś sznurkiem i... moją obrożą w ręku. Byłam pewna, że była moja, bo księżyc i fioletowy kolor rzucały się w oczy. Założył mi ją i znów chciał pogłaskać, ale odskoczyłam i zaczęłam warczeć. Westchnął i przypiął sznurek do mojej obroży. Po chwili wyszedł z klatki trzymając w ręce sznurek. Drzwiczki był otwarte. To moja jedyna szansa. Wyskoczyłam z niej jak oparzona i chciałam pobiec, ale nagle coś mną szarpnęło i wywaliłam się na plecy. Szybko się podniosłam i zobaczyłam śmiejącego się człowieka. Najwyraźniej ja byłam powodem do śmiechu. Z rykiem wściekłości skoczyłam na człowieka i zaczęłam go gryźć. Dostałam jednak solidny cios w głowę i wróciłam na ziemię skulona. CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE???!!! Boję się CZŁOWIEKA??!! Nie niemożliwe. Chyba to ich oswajanie naprawdę działa, bo nie poznaję samej siebie. Nagle jakiś zapach zaczął mnie drażnić. Puściłam mimo uszu krzyki ludzi i stanęłam wyprostowana węsząc. To było coś znajomego. Ale też obcego. Co to było? Nie wiem, ale pociągało mnie i odpychało. Nie wiedziałam, co zrobić, myślałam, że zwariuję. W końcu ruszyłam w kierunku owego zapachu. Człowiek, który trzymał sznurek pociągnął mnie w przeciwną stronę. Warknęłam tylko i dalej podążałam za zapachem. Sznur rozluźnił się. Człowiek szedł za mną. Zaczęłam biec, ale ostre szarpnięcie powstrzymało mnie od tego. Mimo to szłam dalej. Do tego kojącego zapachu. Ostrożność się nie liczyła. Chciałam iść dalej. W końcu dotarłam do źródła zapachu. Był nim niewielki domek. W oknach wisiały różne księżyce. Z sera, mięsa, kamienia itd. I w różnych postaciach. Np. W pełni. Weszłam do domku. Za niewielkim stołem stał niski mężczyzna o białych, krótkich włosach. Twarz posiekaną miał zmarszczkami. Na mój widok wziął znikąd jakiś kij ze sznurkiem i strzałę. Wycelował we mnie i strzelił, ale zrobiłam szybki unik ciągnąc za sobą człowieka, który trzymał sznur. Wpadł do pomieszczenia, w którym pachniało księżycem. Dosłownie. Podeszłam do księżycy i spoglądałam na nie z chciwością. Chciałam mieć chociaż jeden, ale nie mogłam ich wziąć. Krępował mnie sznur, kij w ręku człowieka i sam człowiek. Westchnęłam cicho i wsłuchałam się w krzyki ludzi. Wyłapywałam poszczególne słowa jak "bestia", "zabić", "weź", "stąd" itp. Po chwili coś dotknęło mojej głowy. To była ręka owego starego człowieka. Odskoczyłam jak błyskawica i chciałam go ugryźć. Cofnął się jednak szybko i zniknął mi z oczu. Nie wiedziałam gdzie jest, ale ostre szarpnięcie kazało mi wyjść z domku. Wyszłam z powrotem na zatłoczoną uliczkę i natychmiast się położyłam. Nie miałam ochoty na nic. Człowiek pociągnął mnie. Wstałam, więc i poszłam za nim. Zrezygnowana. Nie wiedziałam, co było powodem mojego przygnębienia. Może opuszczenie księżyca? Tego nie wiedziałam. Weszłam spokojnie do mojej klatki. Ściągnięto ze mnie sznur, a człowiek już chciał ściągać obrożę, kiedy go ugryzłam. Tak po prostu. Nie chciałam znów jej stracić. Dostałam kijem i znów chcieli ściągnąć mi obrożę. Ponownie zaatakowałam i jeszcze raz dostałam kijem zanim zdążyłam cokolwiek zrobić. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy. W końcu dałam za wygraną i skulona, skomląc schowałam się w kącie. Byłam obolała po tak brutalnym biciu. Ledwo, co stałam na łapach. Ludziom najwyraźniej to było za mało, bo w nocy przyszedł do mnie starzec. Ten sam ze sklepu. Zlał mnie tym kijem jeszcze okrutniej. W drugiej ręce trzymał łańcuch. Wkrótce zaczął bić łańcuchem. Coś się stało i moja moc otrzymana od samego księżyca pozwalała sprawiać mi ból. W końcu, kiedy człowiek skończył usłyszałam w głowie głosik mój własny:
- Musisz stąd uciekać.
- Dlaczego? - Zapytałam sama siebie.
- Księżyc nie działa na ludzi tak jak na ciebie. Twoje moce nie mają wiele szans. Pamiętasz patyk, więc jego moc jest teraz w tej obroży. To była ich pierwsza i nie ostatnia Lekcja Pokory. Miałaś okazać skruchę. Coś im to nie wyszło. Moc w obroży była za długo oddzielona od ciebie i teraz nie działa na ludzi. Mogą z tobą robić, co chcą, uciekaj. - Głos zakończył przemowę. Oczywiście wiedziałam to. Gdzieś tam głębiej. 
_____________________________________________________
No to już. Sorry, że takie krótkie i zapewne nudne, ale nie mam zbyt wielkiej weny. Muszę skończyć rozdział na inny blog i w ogóle. Sorry, że nie pisałam, ale nie miałam netu kończę, narka!!! 

SEOMA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz