środa, 1 sierpnia 2012

Gdzie ona jest?

     Dni mijały a Seoma nie wracała. Większość z nas zaczęła się martwić i snuć przypuszczenia  do tego co mogło się z nią stać. Amber i Sea chodziły tam i z powrotem rozdrażnione, a może nawet zrozpaczone  i warczały na każdego, kto ośmielił się zbliżyć do nich na dwa metry. Za to Kazana mało obchodziły losy Seomy, nawet jej nie znał więc się mu nie dziwiłem. A ja siedziałem całe dnie z wzrokiem wbitym w jedno miejsce i z nieprzeniknioną maską na pysku. 
      Amber totalnie mnie ignorowała, za to Sea za każdym razem, kiedy koło mnie przechodziła, ciskała we mnie piorunujące spojrzenia. Godnie to znosiłem, udając że tego nie widzę. W końcu Amber nie wytrzymała i wybuchła:
- Jak ty możesz tak obojętnie siedzieć, może trzeba iść i jej poszukać.- oczywiście chodziło jej o Seomę.
- I mówi to osoba która łazi cały dzień w kółko.- spojrzałem na waderę, której zebrały się łzy w oczach.
- Masz rację.- odwróciła się i chciała odejść, ale nagle z tego zrezygnowała.- Ty wiesz prawda?
- Niby o czym?- wiedziałem o co jej chodzi, ale wolałem udać durnia.
- A niby o czym masz wiedzieć? O tym gdzie jest Seoma.- Ignorująca nas do tej pory Sea, zatrzymała się i wbiła we mnie wzrok, stwierdziłem że granie idioty nic nie da, więc odpowiedziałem zgodnie z prawdą:
- Wiem.- Amber rzuciła się na mnie i przygniotła mnie do ziemi.
- Gadaj!!!- wilczyca warknęła stojąc nade mną.
- Możesz ze mnie zejść?- zapytałem unikając odpowiedzi.
- Nie, dopóki nie powiesz gdzie jest Seoma!
- Hej, spokojnie nic jej nie będzie, a teraz złaź ze mnie!- zrzuciłem wilczyce z siebie i wstałem.-Jak już mówiłem nic jej nie będzie, musi sobie poradzić bez naszej pomocy.
- Mów, co się z nią dzieje, albo cie utopię!- Sea przyłączyła się do kłótni.
- Dajcie sobie spokój od niego nic nie wyciągniecie.- oznajmił dotąd przyglądający się nam Kazan.
- My chcemy tylko pomóc naszej przyjaciółce!- zaprotestowała Sea.
- Ale ona nie potrzebuje waszej pomocy.- powiedziałem równocześnie z Kazanem.
      Wadery dały za wygraną i poszły szukać Seomy na własną łapę. Kiedy odeszły wystarczająco daleko, powiedziałem Kazanowi:
- Idź z nimi i nie mów im w którą stronę się udałem, dobra?- basior pokiwał głowa i zniknął w zaroślach.
Zastanowiłem się w którym kierunku ja mam pobiec. Po chwili namysłu stwierdziłem, że w przeciwnym do tego którym poszła reszta. Ruszyłem najszybciej jak umiałem i biegłem cały czas tym samym tempem, a i tak miałem wrażenie że dotarcie do osady ludzi zabrało mi całą wieczność.
       Na szczęście zapadł już zmierzch i mogłem się spokojnie poruszać pod osłoną nocy, zostając równocześnie poza zasięgiem wzroku ludzi. Znalezienie Seomy nie zabrało mi wiele czasu. Wystarczył tylko że szedłem z nosem przy ziemi. Kiedy dotarłem do klatki w której ją przetrzymywali, nawet tego nie zauważyła:
- Cześć.- powiedziałem chcąc zwrócić na siebie jej uwagę.
Wilczyca poderwała się z ziemi:
- Boże, Shanon pierwszy raz w życiu cieszę się że cie widzę !!!
- Ta radość nie potrwa zbyt długo.- oznajmiłem waderze, której uśmiech zszedł z pyska tak samo szybko jak się pojawił.
- Jak to, nie przyszedłeś żeby pomóc mi się z tond wydostać?
- Niestety nie.- mówiąc to rozwiałem jej nadzieje.- Przyszedłem, aby podnieść cię na duchu.
- Za taką pomoc to ja dziękuję- odwróciła się do mnie tyłem.
- Widzisz właśnie o to chodzi, siedzisz tu całymi dniami, czekając nie wiadomo na co. Liczysz ,że ludzie sami cię wypuszczą? Zamiast szukać drogi ucieczki, dajesz się im zastraszać. Jesteś tu, aby pokazać im kto tutaj naprawdę rządzi, a ty z tego nie korzystasz.- skończyłem mówić i wycofałem się w stronę lasu.
____________________________________________________________
Sorki, że takie nudne ale napisałem to nie mając weny.


SHANON

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz