Minęło kilka dni, a Seomy jak nie było, tak nie ma. Nie martwiłam się za
bardzo, w końcu to Seoma- lubi znikać. Któregoś tam dnia, tak dla
odmiany, leżałyśmy na łące. Na niebie nie widać było ani jednej
chmurki, pogoda była świetna. W końcu to była już wiosna. Moja ulubiona
pora roku. Kwiaty rozkwitały, zwierzątka budziły się ze snu, ach,
kochałam wiosnę.
Nagle w krzakach coś zaszeleściło, a przed nami
pojawiły się dwa wilki. Jednego nie znałam, ale za to drugiego... Byłam
szczerze zdziwiona, że Shanon miał jeszcze czelność tu przychodzić. Nie
dość, że mnie teoretycznie zdradził, to na dodatek pozwoliłby, żeby te
wilczyce mnie zabiły. W końcu gdyby nie "dobroć" Lei, byłabym już
martwa.
Od tego myślenia zagotowało się we mnie. Shanon podszedł
do nas, mruknął coś tam o powrocie do watahy i usiadł wyczekując
"wyroku".
Nie wiedziałam jak się zachować. Miałam szczerą chęć
zabicia tego durnia, ale jego w końcu nie dało się zabić. Poza tym,
przydałby nam się taki silny wilk, chwila, dwa wilki!
- No wreszcie
jesteś.- powiedziałam pierwsze lepsze co przyszło mi do głowy. Sea
zrobiła na chwilę minę "WTF", a potem posłała wściekłe spojrzenie
Shanonowi.. Ja natomiast (jak to miałam w zwyczaju), zaczęłam rozmawiać z
nowym wilkiem. Dowiedziałam się, że ma na imię Kazan, od pewnego czasu
podróżuje sam, i że Shanona poznał podczas zderzenia się.
Następnego dnia czułam się dziwnie. Nie mogłam przestać zerkać
zaniepokojona na Shanona. Ciągle mi się zdawało, że coś się złego
stanie, i to właśnie temu wilkowi. Jeszcze wczoraj byłabym na to
obojętna, a teraz nagle... zaczęłam się o niego bać? Czy tylko mi się
zdaje, czy ten wczorajszy zając był zatruty?
Z zamyślenia wyrwał
mnie krzyk Sei "kryć się!" . Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam co
się dzieje. Nagle usłyszałam huk, a potem tylko jęki Shanona.
Automatycznie pobiegłam w kierunku skąd się wydobył ten hałas, i
zobaczyłam stworzenie na dwóch, nieowłosionych łapach. Niektórzy mówią
na nie człowiek. A więc zobaczyłam człowieka, celującego we mnie czymś
metalowym. Zorientowałam się, że jest to coś niebezpiecznego, dlatego
szybko odskoczyłam w bok. Nie chciałam używać mocy, więc musiałam go
pokonać "starym" zwyczajem. Dobiegł do mnie Kazan i razem skoczyliśmy na
człowieka. Ja ugryzłam go w szyję, a wilk w rękę. Czułam smak niedobrej
krwi, zebrało mi się na wymioty. Mimo wszystko dalej wgryzałam się w
szyję, krwi ubywało co raz szybciej. W końcu człowiek przestał się
ruszać.
- Nie żyje.- powiedział Kazan.
- Sama to zauważyłam.- warknęłam, biegnąc z powrotem do Shanona i Sei.
- Załatwione.- oznajmił Sei.
-
Och, Shanon!- wyrwało mi się, widząc go. Podbiegłam do niego, a z moich
oczu (nie wiadomo czemu) zaczęły lecieć łzy. Nie czułam nic poza bólem.
I to nie fizycznym...
- Jak się czujesz?- spytałam Shanona, gdy odzyskał przytomność.
- Tak sobie.- mruknął w odpowiedzi.- Jestem głodny.- dodał po chwili.
- Pójdę na polowanie.- powiedziała Sea, znikając w ścianie lasu.
- Idę poszukać jakiegoś legowiska.- zaoferował Kazan, a ja kiwnęłam głową, zgadzając się.
- Co się tak właściwie stało?- spytał po chwili ciszy.
- Człowiek strzelił do ciebie metalową kulką.- wyjaśniłam, siadając.
- I co?
- Nic, Kazan coś tam z tobą zrobił, i żyjesz.- wzruszyłam ramionami.
- Przecież ja nie mogę umrzeć...- cicho zaprotestował.
- No to Kazan zrobił złą diagnozę.- puściłam mu oczko (jak to możliwe?!) i poszłam nad rzekę, spragniona.
Przyjrzałam
się tafli wody i zauważyłam, że nadal jestem ubrudzona krwią. Weszłam
do chłodnej wody i po chwili z niej wyszłam- czyściutka.
Poczułam się nagle bardzo zmęczona i przeciągle ziewnęłam.
- Idę spać.- oznajmiłam Shanonowi, kładąc się obok niego. Nim się obejrzałam- zasnęłam...
__________________________________________________
Dobra, wiem, że słabe i w ogóle, ale lepiej to niż nic xD
AMBER
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz