Seoma gdzieś zniknęła, ale razem z Amber byłyśmy przekonane, że po
prostu odwiedza ten świat, Kess... Tajemnicę. Nudziłyśmy się na łące.
Moja towarzyszka cały czas leżała i nic nie robiła, lub ewentualnie
polowała, a ja bawiłam się wodą w pobliskim strumyku. Ale pewnego dnia
wydarzyło się coś co odciągnęło nas nieco od codziennej rutyny. Shanon
wrócił! A z nim jakiś bardzo ponury wilk. Było to mniej więcej tak, że
leżałyśmy, dla odmiany na łące, i z lasu wyszły te dwa wilki. Na Amber
nie zrobiło to większego wrażanie, tylko mruknęła do Shanona " No
wreszcie jesteś." i zaczęła o wszystko wypytywać tego drugiego wilka,
chyba Kazan ma na imię. Shanon potem spojrzał na mnie jak na dziwaczkę,
pewnie przez to co mu zrobiłam podczas walki. Ja spojrzałam na niego z
wściekłością, odwróciłam się i pobiegłam gdzieś, sama nie wiem gdzie.
Ciekawa strasznie byłam dlaczego Amber, tak po prostu pozwoliła mu
wrócić. Wdrapałam się na niskie drzewo i zasnęłam.
Była ranek
następnego dnia. Zeszłam z drzewa, złapałam sobie niedużego zająca i
zjadłam go. Postanowiłam jednak wrócić do watahy. Gdy już tam byłam
puściłam tylko mordercze spojrzenie Shanonowi i położyłam się przy
strumieniu. Zaczynałam martwić się o Seomę. Po długich rozmyślaniach
doszłam do wniosku, że gdyby chciała odwiedzić Tajemnicę, to by nam coś
powiedziała. Z drugiej strony, lubiła często znikać, więc już nie
wiedziałam co o tym myśleć. Gdy tak myślałam po drugiej stronie
strumienia, pomiędzy drzewami, zobaczyłam istotę która się poruszała na
dwóch nogach. Człowiek- pomyślałam. W rękach trzymał "metalową rurę,
która pluje ogniem"- jak to mówili Indianie (chodzi mi oczywiście o
strzelbę). Udałam że go nie widzę i patrzyłam co robi. Wycelował we mnie
i niespodziewanie strzelił. Ale byłam szybsza. Odskoczyłam w bok, a
kula wylądowała w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się moja
głowa. Pobiegłam do watahy krzycząc "Kryć się!". Ale było o sekundę za
późno. Strzał dosięgnął Shanona. Wilk zaczął się zwijać z bólu.
Podbiegłam do niego, a Amber i Kazan podbiegli do człowieka.
- Shanon, nie zamykaj oczu! Nie zasypiaj!- krzyczałam do wilka, ale bezskutecznie bo on stracił przytomność.
Amber i Kazan wrócili. Mieli na pyskach krew.
- Załatwione- powiedział Kazan.
- Och, Shanon!- krzyknęła Amber, podbiegając do niego.
Kazan również podszedł. Dotknął łapą miejsce na jego ciele, gdzie powinno być serce.
- Ledwo żyje.- mruknął cicho.- Idzcie sobie.- również mruknął do nas.
Z
Amber odeszłyśmy za daleko żeby widzieć co Kazan robi. Popatrzyłam na
waderę. Miała w oczach łzy. Chciałam ją pocieszyć, ale nie wiedziałam
jak. Mnie również było żal Shanona, mimo iż go szczególnie nie lubię.
Chciałam zmienić temat.
- Hmm, zabiliście tego człowieka.
- Yhm- nadal z łzami w oczach odmruknęła Amber.
- Amber, Sea,- chodźcie- krzyknął do nas Kazan.
Gdy
tam poszłyśmy Shanon leżał i równomiernie oddychał przez sen. Amber
zaczęła skakać z radości, ja również się uśmiechnęłam, ale Kazan został
ponury tak jak był. Odszedł na bok. Poszłam za nim.
- Kazan...- zaczęłam nieśmiało.- Dlaczego jesteś taki ponury.
- Nie chcę o tym rozmawiać.- odpowiedział smutno wilk.
W
tym momencie odwrócił się do mnie i zajrzał mi prosto w oczy. Ja jemu
również. Zauważyłam, że jego oczy są przeraźliwie smutne...
_______________________________________________________
Heh, wiem że głupie, ale wena nie sługa.
SEA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz