Biegłem jak najdalej od Wilczej Skarpy. Odkąd ryś zabił tam moje szczeniaki i partnerkę, staram się, nie wracać w to miejsce. Zacząłem się rozpędzać. Nagle poczułem otarcie na barku i poleciałem ze 4 metry w bok. Dzięki magii powietrza udało mi się uniknąć bolesnego lądowania na drzewie za mną. Gdy wylądowałem na ziemi starałem się nie zwymiotować. Jak już udało mi się odzyskać panowanie nad żołądkiem, zobaczyłem wilka stojącego parę metrów ode mnie.
- Mógł byś nie biegać po lesie z prędkością światła! - Wydarłem się na niego.
- Przepraszam. Ale ty też nie byłeś bez winy. Skoro wyrzuciło mnie tak daleko, to ty też musiałeś ostro sprintować. - Powiedział wilk
- No, fakt. Mógł bym cię za to zabić!
- Nie sądzę.
- Możemy to sprawdzić! - Zrobiłem kilka kroków w jego stronę. Nagle pojawiły się przede mną 2 stwory. - Hm. Czym jesteś?
- Raczej kim. Shanon, aktualny władca piekieł, najłatwiej wyjaśniając. - Potarł czoło i pokazał pieczęć.
- Ja jestem Kazan wilk Życia i Śmierci.
- Łał. Jesteśmy obaj jedyni w swoim rodzaju. - Shanon zaczął się śmiać, ale szybko zmienił temat. - Teraz już wiemy dlaczego nas odrzuciło.
- Dlaczego?
- Nie umiem tego wyjaśnić, ale nie możemy podejść do siebie bliżej niż 3 metry.
- Kolejne wspaniałe aspekty magii.
- No, cóż...
- Dokąd tak biegłeś?
- Yyy... Do mojej watahy.
- Niezłe kłamstwo - Stwierdziłem odchodząc.
- Może pójdziesz ze mną? - Zawołał za mną.
- Po co?
- Ponieważ jestem tam jedynym wilkiem.
- Jeśli chodzi ci oto żebyśmy się zakolegowali, to nie.
- Jasne. Widziałeś jak dzisiaj uderzyłem się w głowę, przez to jestem miły, ale jutro wszystko wróci do normy.
- Jesteś pewien? Bo z kimś takim nie wytrzymam nawet godziny.
- Tak jestem pewien. To nie pierwszy raz.
- No, niech ci będzie. Pójdę z tobą. - Ruszyliśmy w ciszy.
- A i żeby nie było że nie ostrzegałem, aktualnie nie jestem tam mile widziany.
- Co za szok. Bynajmniej będzie ciekawie.
- Co to, to na pewno. - Ruszyliśmy nie odzywając się do siebie. Nagle wyczułem podmuch wiatru. Stanąłem jak wryty. Wytężyłem wzrok.
- Co jest? - Usłyszałem głos Shanona. Nagle zobaczyłem. Czarno-biała wilczyca. Duch. Nagle rozpłynęła się i pojawiła się w zupełnie innym miejscu. Potem pobiegła gdzie indziej.
- Kolejne "wspaniałe" korzyści mojej magii.
- Jakie?
- Widzę i słyszę duchy. - Zacząłem iść przed siebie.
- Jak to?
- Widzę zmarłych i słysz ich.
- Acha. - Pobiegliśmy dalej.
KAZAN
- Mógł byś nie biegać po lesie z prędkością światła! - Wydarłem się na niego.
- Przepraszam. Ale ty też nie byłeś bez winy. Skoro wyrzuciło mnie tak daleko, to ty też musiałeś ostro sprintować. - Powiedział wilk
- No, fakt. Mógł bym cię za to zabić!
- Nie sądzę.
- Możemy to sprawdzić! - Zrobiłem kilka kroków w jego stronę. Nagle pojawiły się przede mną 2 stwory. - Hm. Czym jesteś?
- Raczej kim. Shanon, aktualny władca piekieł, najłatwiej wyjaśniając. - Potarł czoło i pokazał pieczęć.
- Ja jestem Kazan wilk Życia i Śmierci.
- Łał. Jesteśmy obaj jedyni w swoim rodzaju. - Shanon zaczął się śmiać, ale szybko zmienił temat. - Teraz już wiemy dlaczego nas odrzuciło.
- Dlaczego?
- Nie umiem tego wyjaśnić, ale nie możemy podejść do siebie bliżej niż 3 metry.
- Kolejne wspaniałe aspekty magii.
- No, cóż...
- Dokąd tak biegłeś?
- Yyy... Do mojej watahy.
- Niezłe kłamstwo - Stwierdziłem odchodząc.
- Może pójdziesz ze mną? - Zawołał za mną.
- Po co?
- Ponieważ jestem tam jedynym wilkiem.
- Jeśli chodzi ci oto żebyśmy się zakolegowali, to nie.
- Jasne. Widziałeś jak dzisiaj uderzyłem się w głowę, przez to jestem miły, ale jutro wszystko wróci do normy.
- Jesteś pewien? Bo z kimś takim nie wytrzymam nawet godziny.
- Tak jestem pewien. To nie pierwszy raz.
- No, niech ci będzie. Pójdę z tobą. - Ruszyliśmy w ciszy.
- A i żeby nie było że nie ostrzegałem, aktualnie nie jestem tam mile widziany.
- Co za szok. Bynajmniej będzie ciekawie.
- Co to, to na pewno. - Ruszyliśmy nie odzywając się do siebie. Nagle wyczułem podmuch wiatru. Stanąłem jak wryty. Wytężyłem wzrok.
- Co jest? - Usłyszałem głos Shanona. Nagle zobaczyłem. Czarno-biała wilczyca. Duch. Nagle rozpłynęła się i pojawiła się w zupełnie innym miejscu. Potem pobiegła gdzie indziej.
- Kolejne "wspaniałe" korzyści mojej magii.
- Jakie?
- Widzę i słyszę duchy. - Zacząłem iść przed siebie.
- Jak to?
- Widzę zmarłych i słysz ich.
- Acha. - Pobiegliśmy dalej.
KAZAN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz