Biegłem jak najdalej, jak najszybciej. Starałem się uciec przed swoimi myślami, tak bynajmniej sobie wmawiałem. Podświadomi wiedziałem że wciekam przed Mrokiem, przed przekleństwem.
Nagle poczułem że uderzyłem o coś barkiem. Moja prędkość i siła uderzenia sprawiły, że straciłem grunt pod łapami. Wylądowałem dwa metry dalej przy pomocy drzewa, w które przywaliłem kręgosłupem. Leżałem chwilkę starając się zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Niestety nie wychodziło mi to najlepiej, więc powoli podniosłem się z ziemi. Kręciło mi się w głowie tak że ledwo mogłem ustać na łapach. Kiedy świat przestał się w końcu kręcić, ujrzałem na przeciwko siebie wilka m samym szoku co ja. Usiadłem ponieważ nadal nie czułem się pewnie stojąc. Po chwili tamten przestał wyglądać jak by mu się zbierało na wymioty. Stał jeszcze chwilę starając się spokojnie oddychać, a następnie wrzasnął z całych sił:
- Mógłbyś nie biegać po lesie z prędkością światła!!!
- Przepraszam.-powiedziałem zażenowany.-Ale ty też nie jesteś bez winy. Skoro wyrzuciło mnie tak daleko, to ty też musiałeś ostro sprintować.
- No fakt.-powiedział nadal wściekły-Mógłbym cię za to zabić!
- Nie sądzę.-odpowiedziałem spokojnie.
- Możemy to sprawdzić!-warknął zbliżając się do mnie, ale zanim zdążył zrobić jeszcze jeden krok pojawiły się przede mną dwa wagry.
- Hm-skwitował krótko mierząc bestie z góry na dół.-Czym jesteś?
- Raczej kim.-powiedziałem sarkastycznie.- Shanon aktualny władca piekieł, najłatwiej wyjaśniając.-mówiąc to potarłem czoło na którym ukazała się czarna pieczęć. Przy tym wszystkim miałem minę jak bym szedł na skazanie, basior chyba tego nie zauważył.
- Ja jestem Kazan wilk Życia i Śmierci.
- Łał. Jesteśmy obaj jedyni w swoim rodzaju.-powiedziałem śmiejąc się, ale Kazan nawet się nie uśmiechnął,więc zmieniłem temat.-Teraz już wiemy dlaczego tak nas od siebie odrzuciło.
- Dlaczego?
- Nie umiem tego wyjaśnić,ale nie możemy podejść do siebie bliżej niż na trzy metry.
- Kolejne wspaniałe aspekty magii.-wywrócił oczami.
- No cóż...-nie dokończyłem bo przerwał mi mówiąc.
- Dokąd tak biegłeś?
- Yyyy...Do mojej watahy.-powiedziałem, mówiąc po części prawdę
- Niezłe kłamstwo.-odwrócił się zaczął odchodzić.
Zrobiłem to samo, ale coś mnie zatrzymało i sam nie wiem czemu zawołałem:
- Może pójdziesz ze mną?
- Po co ?-zapytał, lecz zawrócił i stanął trzy metry przede mną.
- Ponieważ jestem tam jedynym wilkiem.
- Jeśli ci chodzi o to żebyśmy się zakolegowali to nie.
- Jasne.-powiedziałem ani trochę zawiedziony.-Widziałeś jak dzisiaj uderzyłem się w głowę, przez to jestem miły ale jutro wszystko wróci do normy.
- Jesteś pewien? Bo z kimś takim nie wytrzymam nawet godziny.-wskazał łbem na mnie.
- Tak jestem pewien. To nie pierwszy raz.
- No to niech ci będzie, pójdę z tobą.
Ruszyliśmy wspólnie idąc cały czas w ciszy. Nagle mi się coś przypomniało:
- A i żeby nie było że nie ostrzegałem, aktualnie nie jestem tam mile widziany.
- Co za szok.-powiedział patrząc na mnie.-Bynajmniej będzie ciekawie.
- Co to to na pewno.
Shanon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz