Ledwo otworzyłam oczy i zobaczyłam Yudarina, a za nim jakąś wilczycę. Krzyczeli coś do siebie, nie dając innym spać. Wstałam wkurzona, ziewnęłam i wydarłam się na nich:
-Zamknijcie się cholera!
-To zabierz ją ode mnie- krzykną, a ja wzruszyłam ramionami i założyłam słuchawki na uszy, by nie słyszeć jego wrzasków. Nagle poczułam delikatny przeciąg i zobaczyłam, że wywołała go mijająca mnie Amber. Wilczyca podeszła do Yudarina i zaczęła się na niego wydzierać. Zdjęłam słuchawki by słyszeć jak basior obrywa od Alfy.
-Amber, weź tą Nyx. Łazi za mną. Mówiłem jej, żeby sobie poszła, ale przyczepiła się do mnie.
-A jaka jest jej wersja?- zapytała Amber.
-Jestem sama i spotkałam tego pięknego Yudarina...
-Hahahahaa....pięknego. Oh, Yudarinie szkoda że wcześniej nie zauważyłam twych pięknie zarysowanych kości policzkowych. Ah jesteś jak młody bóg. Buhahaha
-Tak, tak ja też nie dojrzałem twojego blasku! Myślę, że na twój widok oślepłem.
-Śmiejcie się, ale blask mojej sierści i biel zębów może naprawdę zrobić krzywdę!- Podjął naszą zabawę Yudarin. Amber patrzyła się na nas z rozpaczą.
-Może dalibyście dokończyć jej opowieść?!
-Więc wasz Yudarin...
-Możesz go sobie zabrać jeżeli chcesz, bo on jest taki piękny..
-Zignoruje, twoja wypowiedź. Wasz przyjaciel, wygląda mi na miłego osobnika, a na wieść o watasze postanowiłam się do was dołączyć.- powiedziała.
-Dlatego tu przyszłaś? Nie wiedząc kim jesteśmy. Przecież mogliśmy cię zjeść, ale z pewnością byłaś pewna że twój królewicz cię uratuję:)- powiedział Shanon
-Koniec. Zróbmy głosowanie, kto jest za, a kto przeciw przyjęciu Nyx?- zaproponowała szefowa.
-Ja jestem przeciw przyjęciu- odpowiedział Yudarin z prędkością światła.
-Aaale dlaczego?! Ja was bardzo proszę. Będę miła. Obiecuje, przysięgam będę grzeczna. Nie zawiodę was.
- O nie, jeżeli ona zamierza tak jęczeć, to trzymam z Yudarinem, jestem na nie.
- Ja też jestem na nie. Więc trzy razy nie dziękujemy.- powiedział Shanon gasząc nasza nową znajomą.
Pierwszy raz byłam taka niemiła. ,,Nie, nie miej wyrzutów sumienia!''-zganiłam się w myślach. Dobrze wiedziałam, że nie zniosłabym ani jednego dnia z tą dwójka razem. Poza tym wydawało mi się, że podobają się sobie nawzajem i już niedługo doszło by do jakiś pocałunków na środku jaskini. Fuuu! To byłoby jeszcze gorsze.
-Do widzenia.- rzuciłam wychodząc.
Pobiegłam w głąb lasu z muzyką włączona na maksa. Parę razy z pod łap uciekł mi lis i może ze dwa zające. Nie miałam zamiary ich gonić. Byłam najedzona. Chodź nie wiem czy to możliwe chciałabym być wilczyca wegetarianką. Ale co wtedy miałabym jeść? Przeżyłabym na samych roślinkach? Skup się na czymś innym!- nakazałam tryskając sama sobie wodą w twarz. Tak, to mi pomogło, od razu poczułam się lepiej i jakoś tak weselej. Nie myśląc już więcej przyśpieszyłam kroku. Biegłam w rytm muzyki lecącej z moich dużych, żółtych słuchawek. Były one moja ukochaną rzeczą, tuż obok maskotki, czarno-białego Husky o imieniu bardzo kreatywnym- Esio. Może to jest nie wiadomo jak bardzo dziecinne, mimo to nie zamierzam się go pozbyć. Przerwałam rozmyślania docierając do łąki w kształcie kwadratu. W jego rogach zostało jeszcze trochę śniegu, ale na środku nie zostało nawet śladu. Z lewej strony leżał duży kamień, dobrze oświetlony przez słońce. Niewiele myśląc zaczęłam śpiewać jedną z moich ulubionych piosenek, która leciała właśnie w słuchawkach.
"Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
Z Tobą mogę iść po jego kres.
Bo chcę być częścią Ciebie, jak Ty jesteś częścią mnie,
Chcę Tobie poświęcić me życie, tylko z Tobą dzielić się.
Ja jestem tylko Twój i tylko do Ciebie należę, już na zawsze będę kochał Cię.
Twoje gorące ciało mnie rozpala, że aż płonę,
Ja uwielbiam kiedy nasze ciała są złączone,
Uwielbiam kiedy cały w Twoich objęciach tonę,
Bo wiem, że trzymam w moich ramionach mą przyszłą żonę."
Przy dźwiękach muzyki i własnym śpiewie zaczęłam tańczyć. Najpierw niepewnie, ale po chwili dotarło do mnie, że nikt mnie nie widzi i mogę otworzyć się. Robiłam piruety, machałam ogonem na wszystkie strony, a w moich oczach widoczne były iskry podniecenia. Czułam się w końcu taka wolna. Mogłam zrobić wszystko na co miałam ochotę. Nikt nie krzyczałby na mnie za to, ani nie spojrzał z pogardą. Chodź niewiele obchodzi mnie gadanie innych na mój temat, to nie lubię krytycznych spojrzeń. Doprowadzają mnie one do szału. Wirowałam dalej, pełna energii. Czułam jak mnie rozsadza od środka. Moje łapy wręcz odrywały się od ziemi. Raz pazurami zdzierałam korę z drzew, aby już po chwili z delikatnością sunąć tanecznym krokiem po budzącej się trawie. Kołysałam biodrami obchodząc dookoła całą polanę. Nawet przez moment tańczyłam tango z wiatrem. Po prostu musiałam się rozładować!
Po jakiejś godzinie w słuchawkach zaczął grać Bob Marley. Zrelaksowana padłam na środku polany. Pogrążyłam się w rozmyślaniach, o porzuconej rodzinie. Bez bólu, raczej naturalnie, ale mimo to ze smutkiem myślałam o nich wszystkich. Wierzyłam w swój instynkt, który podpowiadał mi, że u nich wszystko jest w porządku. Leniwie podniosłam głową, spoglądając na kamień. Siedziała na nim wiewiórka spoglądająca na mnie. Gdy nasze oczy się spotkały, natychmiast zeskoczyła z głazy i popędziła w strona najbliższego drzewa. Wspinała się na nią z gracją, ale zaraz zniknęła w koronie drzew. Chciałabym poruszać się z taka delikatnością. Zerknęłam na niebo. Migotały na nim gwiazdy. Cały nastrój zaparł mi dech w piersiach. Mogłabym zostać ty jeszcze długi czas, jednak czas już wracać.
Ruszyłam w drogę powrotną cały czas tańcząc.
____________________________________________________________-
Przepraszam Nyx, ale musiałam. Wybaczysz no nie?:)
Hessa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz